Arsenal nie zachwycił, ale wynik się zgadza
Arsenal wygrał fazę ligową, więc do rywalizacji w Lidze Mistrzów wrócił dopiero w fazie 1/8 finału. W środę lider Premier League mierzył się na wyjeździe z Bayerem Leverkusen, który w poprzedniej rundzie rozprawił się z Olympiakosem. Na papierze faworytem był oczywiście angielski klub, choć gospodarze tej rywalizacji liczyli, że zdołają sprawić niespodziankę.
Od pierwszej minuty Aptekarze radzili sobie bardzo dobrze. Skutecznie niwelowali zagrożenie ze strony gości, raz na jakiś czas próbując swoich sił pod bramką Davida Rayi. Arsenal doszedł do głosu w 22. minucie, natomiast strzał Gabriela Martinelliego zatrzymał się na poprzeczce. Bayer odpowiedział dopiero po przerwie, lecz tym razem bardzo skutecznie. Wykorzystał zabójczą broń Kanonierów, czyli stały fragment gry. W 47. minucie na dośrodkowaną z rzutu rożnego piłkę rzucił się Robert Andrich, który wpakował ją do siatki uderzeniem głową.
W drugiej połowie Arsenal zdawał się być bezsilny. Po objęciu prowadzenia Bayer radził sobie bardzo pewnie, wciąż skutecznie broniąc dostępu do własnej bramki. Poza uderzeniem Martinelliego w pierwszej połowie, goście w zasadzie nie tworzyli jakiegokolwiek zagrożenia.
Gdy wydawało się, że Arsenal faktycznie będzie musiał w rewanżu odrabiać straty, indywidualną akcję przeprowadził Noni Madueke. Gdy wpadł w pole karne, został sfaulowany przez jednego z rywali, a sędzia podyktował jedenastkę. Na bramkę wyrównującą zamienił ją Kai Havertz.
Po tym zdarzeniu w zasadzie nic się już nie działo. Remis na wyjeździe to dobry wynik dla Arsenalu, który na Emirates Stadium będzie chciał dopełnić formalności.









