Psy szczekają, Ekstraklasa gra dalej | Dwugłos Tetryków

Na zdjęciu:

Czy Josue będzie żył 110 lat, podobnie jak Jozue? Co jest lepszym podkładem do polskiej piłki, płacz dzieci czy szczekanie psów? Dlaczego nie ma większego sensu dłuższa debata nad powołaniami z polskiej ligi? Tetrycy, czyli Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski, sumują miniony tydzień w futbolu – zadając i odpowiadając sobie na najtrudniejsze pytania. Bo czy istnieje trudniejsze pytanie, niż “jak ulepszyć system VAR”? Zapraszamy w imieniu naszego duetu felietonistów.

  • Z powołaniami Ekstraklasy to nie ma tak, że jest dobrze albo niedobrze
  • Panie sędzio, co to było? Traktat o sędziowaniu w Ekstraklasie
  • Wyścig o mistrza: kolejny wiraż
  • Zaległy mecz Legii z Niecieczą. To nie plotki, to naprawdę się wydarzy
Źródło: Canal+

Jakub Olkiewicz: Leszek, dobrze, że wstrzymaliśmy się z tym dwugłosem sumującym tydzień do wtorku. Wczoraj Raków zasiadł w fotelu lidera Ekstraklasy, o czym jeszcze porozmawiamy w dalszej części, ale przede wszystkim – uda nam się skomentować na gorąco temat powołań z polskiej ligi. Kamil Grosicki, Bartosz Salamon, Mateusz Wieteska oraz Patryk Kun wezmą udział w zgrupowaniu przed finałem baraży o mundial w 2022 roku. Jeśli pozwolisz, zacznę tendencyjnie: podstarzały skrzydłowy, który ostatnio nie wyróżnia się w Ekstraklasie, stoper z urazem kolana, stoper z drużyny walczącej o utrzymanie oraz wahadłowy, który ma już za sobą połowę kariery, a spędził ją w całości na polskich boiskach. A teraz spokojnie możesz ich zacząć bronić, bo tak się składa, że ja też dostrzegam w tych powołaniach pewien sens.

Leszek Milewski: Kuba, pozwól, że jako miłośnik produkcji Bartosza Walaszka zacznę od Kamila Grosickiego. Grosika broniłem wiele razy. Jego wizerunek publiczny, tak kuriozalny, że Grosik trafił do odcinka “Blok Ekipy”, zaciemniał czysto boiskową przydatność Grosickiego. Której nie przeceniam, ale której też nie jestem w stanie deprecjonować. Lubiłem zawsze Grosickiego-reprezentanta, bo widziałem wielu piłkarzy, którzy klasę pokazywali w klubie, a w kadrze nie pokazywali tej jakości. Z Grosickim było odwrotnie – to w reprezentacji zawsze rozkwitał, to w reprezentacji grał najlepiej. Doceniam. I widziałbym, przy naszych problemach na skrzydłach, Grosickiego, ale po naprawdę udanych pierwszych tygodniach wiosny w Ekstraklasie. A te, po prostu, nie zdarzyły się. Grosicki nie zaliczył jakiegoś skandalicznego zjazdu, wciąż ma fajne zagrania, dołożył swoją cegiełkę do wysokiej pozycji Pogoni, ale to nie jest ligowa gwiazda 2022 roku. Wciąż mam z tyłu głowy, że Grosicki, nawet nie grając w klubie, potrafił się na kadrę zmobilizować. Ale to argument prawie jak Romana Koseckiego “A dlaczego nie?”.

JO: Mnie przekonuje jedno – jak Grosicki zapowiedział jesienią, że będzie w pełni sił i formy tuż po przerwie na kadrę, to faktycznie dokładnie tak się potem stało. Mam prawie 32 lata, niewiele mniej niż Grosicki, ty jesteś jeszcze starszy, obaj zdajemy sobie sprawę – nie da się utrzymywać w tym wieku stałej, wysokiej formy. Jeśli dobrze wstaniesz z łóżka, masz dość energii, by przygotować sobie herbatę bez omdleń i mroczków przed oczami – no to wieczorem już będziesz zdychał. Odwrotnie, kiedy rano herbatę do łóżka donoszą ci wnuki, pielęgniarki albo żona – no to jest szansa, że wieczorem nie zaśniesz na ulubionej telenoweli. Zmierzam do tego, że Grosicki wydaje się piłkarzem świadomym swoich ograniczeń, ale i świadomym swoich atutów. Być może po świetnym okresie jesienno-zimowym, teraz bierze rozbieg na drugi szczyt formy? To by było o tyle przekonujące, że i Kosta Runjaic wydaje się oszczędniej dysponować swoją gwiazdą. Wierzę, że Grosicki może być przydatny, zwłaszcza, że w kadrze pewnie nie dostanie 60 minut, ale kilkanaście – akurat na dwa, trzy szybsze zrywy, może jakąś pojedynczą szarżę. Nade wszystko zaś – mam wrażenie, że skrzydłowi w naszej układance będą i tak “opcją awaryjną”, jeśli nie wypali ten wyjściowy model z wahadłami i – na przykład – trzeba będzie gonić wynik na kwadrans przed końcem. Innymi słowy – wierzę, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, “Grosik” nawet nie podniesie się z ławki.

No i właśnie – wahadła, czyli Patryk Kun. Opinie? Poza tym, że w naszej FM-owej karierze na lewym wahadle próbowaliśmy już Piotra Zielińskiego, a ja byłem o krok od ustawienia tam Jana Sobocińskiego?

LM: Ech, Patryk Kun. Pytanie o Patryka Kuna – zagiąłeś mnie tym prawie tak, jakbyś zapytał o czym wyje wilk w księżycową noc. Mam w tym temacie stanowcze “nie wiem”. Albo równie stanowcze “raczej nie”. Lewa strona, wiadomo, wciąż jesteś w okolicach trzydziestego ósmego miejsca najlepszych potencjalnych wahadłowych w Polsce, a tak nisko tylko dlatego, że właśnie chorujesz, niemniej, szanując Kuna, nie jestem przekonany. W ogóle aż trzydziestu trzech powołanych – dużo. Liczba jak na albo zgrupowanie w Singapurze, gdzie będzie okazja zagrać cenny sparing z 2. ligą Hong-Kongu. Albo – już bez złośliwości – na pierwsze zgrupowanie selekcjonera, ale takie, gdzie on dopiero będzie budował sobie kadrę pod kolejne miesiące, czyli jak to, na którym Nawałka sprawdzał Kosznika. Nie wiem czy przy Michniewiczu te kolejne miesiące są kwestią tak oczywistą, czy to nie powinna być kadra bardziej na tu i teraz, szczególnie biorąc pod uwagę stawkę zgrupowania. W tym kontekście pozwól, że doceniam powołanie Salamona, bo uważam, że to jest zawodnik, który na stoperze mógłby się sprawdzić. Można dyskutować, czy to najlepszy stoper ligi, do tego ma wyprowadzenie piłki, a nawet niezłe prostopadłe podanie. Szczęśliwie jego uraz z weekendu nie okazał się groźny. Wieteska? Legia gra lepiej, ale na ten moment wciąż uważam, że Mateusz bardziej przydałby się malując sobie biało-czerwone flagi na policzkach i kibicując drużynie rytmicznym klaskaniem. Do czego zresztą może dojść.

JO: Nie jestem w tym temacie (i w żadnym innym też) mądrzejszy od ciebie, więc utnę tylko klasycznym: raczej masz rację. Zwłaszcza wśród stoperów to trochę jak Skorża dopominający się o czwartego środkowego obrońcę. Na przestrzeni całej rundy może i się przyda, na pojedynczy mecz – pewnie i tak nie oderwie się od ławki. Natomiast przykuwa uwagę inna kwestia – duża liczba powołanych została przez Michniewicza uzasadniona podczas rozmowy z Polskim Radiem. Czesław Michniewicz powiedział, że wraz ze sztabem powołali więcej zawodników, bo liczyli się z możliwością, że trzeba będzie zagrać… w Rosji. A wówczas badania covidowe, może jakieś kontuzje, względy proceduralne, lepiej mieć więcej zawodników, niż potem dowoływać w awaryjnym trybie. Na Twitterze zrobiła się mała afera – jak to, to Michniewicz bierze w ogóle pod uwagę grę w Rosji? Na początku marca, gdy już było jasne, że z tym zbrodniarzami nieprędko ktokolwiek będzie chciał ubić choćby muchę w kiblu? Ja trochę to rozumiem jako ubezpieczanie się na możliwość gry jakiegokolwiek półfinału barażowego, o co dopominali się Szwedzi. To przecież decydowało się właściwie do ostatnich chwil, byłem w stanie sobie wyobrazić mecz z Węgrami, wyłonionymi ścieżką Ligi Narodów, na neutralnym obiekcie gdzieś w Czeczach czy Słowacji. Natomiast dobór słów, wzięcie pod uwagę wyjazdu do Moskwy – faktycznie, mocno niefortunny. Zwłaszcza, gdy jednocześnie Michniewicz powołał zawodników ligi rosyjskiej.

LM: To ciekawe, przeoczyłem zupełnie. A ty tym samym oczywiście od razu podważyłeś swoją tezę z pierwszego zdania.

Przejdźmy może do ligi. Kuba, naprawdę chciałbym, aby szczekanie psów prosto w mikrofony Canal+ były wydarzeniem kolejki. Albo gol Trałki z rzutu wolnego. Albo taka drobnostka, jak zmiana lidera. Ale liczba błędów sędziowskich, w tym takich, które wypaczają wynik – porażająca. Brak karnego dla Jagi po faulu Zbozienia na Pazdanie. Aby było ciekawiej: chwilę wcześniej za dokładnie takie zagranie podyktowano karnego dla Śląska w meczu z Radomiakiem. Symulki Szysza, które pewnie jakoś tam, przez pół paragrafu się obronią, ale wyglądają żenująco. No i wisienka na torcie – królowa pecha, Wisła Kraków. Ja wiem, że na swoją pozycję w tabeli Wisła Kraków solidnie zapracowała. Ale tutaj: anulowany gol Colleya, choć zasadniczo Bednarek zaspał. Rozmawiałem o tej sytuacji z byłym sędzią międzynarodowym – niebawem ta rozmowa na Goal.pl – i też nie widział podstaw do karnego. Tak samo Lyczmański w Canal+. Aby było śmieszniej – kibice Białej Gwiazdy śmieją się wręcz do rozpuku – analiza VAR tej sytuacji trwała tak długo, że przez to Kwiatkowski musiał doliczyć siedem minut. No i w ostatniej wyrównujący gol dla Lecha. A przecież Wisła bije się na całego o utrzymanie, każdy punkt na wagę złota.

JO: Gdybyśmy jako tetrycy mieli zgłosić własną drużynę do grania w lidze, to jej wszystkie mecze wyglądałyby tak, jak ten Wisły Kraków. Kumulacja pecha i okoliczności, a do tego jeszcze te późniejsze reakcje, to jest tetrycyzm w formie czystej. Natomiast spróbujmy merytorycznie: czy my w ogóle możemy tutaj coś zmienić? My, jako środowisko futbolowe, w weekend sporo o tym myślałem – jak to ulepszyć? Wprowadzić jeszcze dodatkowego weryfikatora VAR-u? A potem weryfikatora weryfikacji VAR-owej? W teorii posiadamy już wszystkie narzędzia, by uniknąć ludzkich błędów, by to oko sędziego wyekwipować w takie ułatwienia, że błędy stanowią margines marginesu. I co? I nadal koniec końców wszystko w rękach pana z gwizdkiem, który może jedną błędną decyzją zrzucić drużynę z ligi – bo ja naprawdę mam przed oczami scenariusz, w którym Wiśle brakuje do utrzymania dwóch “oczek”.

Dumałem nad tym i oczywiście niczego nie wymyśliłem, co mnie bardzo martwi – mam wrażenie, że w innych sportach, pokroju tenisa czy siatkówki, te błędy sędziowskie są już tak rzadkie, że właściwie pomijane w dyskusjach. A u nas? Jak tu oceniać start Brzęczka w Wiśle, jeśli on prawie machnął u siebie kandydata do mistrzostwa Polski i pewnie udałoby mu się tego dokonać, gdyby nie błędy arbitrów? Cały świat piłki namawia – rozmawiajmy o jakości drużyn przez pryzmat xG, bo czasem suchy wynik w najmniejszym stopniu nie oddaje przebiegu meczu, przewagi jednej z drużyn. A jak my mamy rozmawiać o jakości drużyn, jeśli jedna z nich jest po prostu obrabowana z punktów? Irytujące, bo niestety – jesteśmy bezradni. Nie potrafię znaleźć przekonującego wyjścia, chyba pozostanie nam wieczna frustracja i wściekłość, gdy te błędy będą dotyczyć naszych drużyn.

LM: To rzeczywiście głęboki temat, natomiast ciut bardziej powierzchowna, ale dostępna od zaraz jest zmiana w komunikacji. Sędziowie Ekstraklasy podjęli dwie różne decyzje w stosunku do dwóch łudząco podobnych sytuacji – mówię o tej z Białegostoku i Wrocławia. Ale sędziowie lubią też powtarzać: nie ma dwóch takich samych sytuacji boiskowych. Nigdy. Może więc nam, laikom, coś umknęło. NO ALE TO TRZEBA WYJAŚNIĆ. Tak samo jak wyjaśnić, co dokładnie było powodem drugiego karnego dla Zagłębia. Dlaczego ostatecznie podjęto taką a nie inną decyzję wobec zderzenia Ondrasek-Bednarek. Wystarczyłaby krótka rozmowa. Wystarczyłoby cokolwiek. A tak jest opuszczona kurtyna, zamknięcie, nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie.

JO: Niech nam jednak nie umknie – poza sędziowskimi kontrowersjami, mieliśmy też istotne przetasowania. Muszę ci szczerze wyznać: jestem rozczarowany. Jestem rozczarowany nie dlatego, że Raków Częstochowa zasiadł w fotelu lidera. Jestem rozczarowany, bo ten wyścig mistrzowski miał wyglądać zupełnie inaczej. Pogoń, Lech i Raków zrobiły mnóstwo – nie teraz, zimą, ale na przestrzeni kilku ostatnich lat, by spodziewać się, że ta wiosna będzie nieprawdopodobnie smakowita. To są mozolnie budowanie projekty, które teraz powinny być właśnie blisko swojego szczytu – bo dzięki tej cierpliwej wieloletniej pracy były na przykład w stanie utrzymać przez zimowe okienko swoje największe gwiazdy, albo przynajmniej większość swoich największych gwiazd. To miała być cała seria popisów – Pogoń w piątek wygrywa 4:0, to Lech poprawia manitą, Lech jedzie manitą, to Raków robi manifestację siły i ogrywa rywala sześcioma golami. Tymczasem niepokojąco zaczynamy się zbliżać do znanego z wielu poprzednich sezonów wyścigów żółwi. Zwłaszcza Lech rozczarowuje, bo też wobec Lecha oczekiwania były najwyższe, ale i Pogoń, i Raków mają swoje momenty gry szarpanej i nieprzekonującej. Liczę, że to się jeszcze rozkręci, bo na papierze dysproporcja między czołową trójką a resztą ligi jest znaczna. Miło byłoby co tydzień oglądać takie mecze jak Pogoni z Radomiakiem – bo nie oszukujmy się, właśnie pełne zaprezentowanie ofensywnego potencjału jest też najprzyjemniejsze dla oka kibica.

LM: To fakt, że każdy z meczów czołowej trójki obfitował w przeboje. Lech wyszarpał remis, którym przed meczem na pewno by gardził, co więcej, jest wspomniana sprawa gola Colleya. Pogoń? Już witali się z gąską, a tu główka Rivaldinho w ostaniej akcji. I nawet Raków, który ostatecznie wygrał – wiadomo, był lepszy. Ale też narobił sobie problemów. Gol Stali – wielbłąd Kovacevicia, gdzie dopiero co mówiliśmy, jak to bramkarz jest przewagą Rakowa w porównaniu z Lechem. Karny, po którym Raków wygrał – można podyskutować, nie był to karny ewidentny jak dla mnie. Przewaga Rakowa była, ale skuteczność średnia. Natomiast ostatecznie, mistrzostwo wygrywasz właśnie tym: wygrywając mecze, w których nie jest idealnie. Z tego słynęła mistrzowska Legia, bo z tego słynie każdy mistrz: takie zwycięstwa to chleb powszedni na długim dystansie zwycięskiego sezonu.

JO: Mogę się zgodzić, ale jednocześnie nie przekreśla to mojego prawa do narzekania. Liczę na to, że razem z wiosennym słoneczkiem te mocniejsze ekipy złapią trochę iberyjskiej fantazji, bo ostatnio blado wygląda nawet Amaral. Z drugiej strony – na tych murawach, na których ostatnio rywalizują ze sobą zespoły Ekstraklasy, piłkarze wyszkoleni na tej bardziej technicznej części kontynentu muszą się niemiłosiernie męczyć. Niejako wywołałeś Legię, więc od razu moje pytanie: kto robi na tobie większe wrażenie – Jozue, który według biblii żył 110 lat, wyprowadził Izraelitów do Kanaan i podbił tę krainę, czy Josue, który zrobił taką asystę drugiego stopnia, że do teraz mam odciski od klaskania?

LM: Co do muraw, to rozbawiła mnie, autentycznie rozbawiła murawa z Gliwic. Pamiętam jak niedawno chwalono się tam, że po latach zaniedbań, wreszcie jest porządna murawa. Jednak jaka jest siła tradycji. Była taka znakomita powtórka, kiedy Piast chciał wykonać rzut wolny na krótko. Jeden gracz spróbował podać spod chorągiewki – ugrzęzła. Drugi chciał ją wstrzelić – zarył w piach.

A Josue? Josue ma potencjał na bycie jednym z moich ulubionych piłkarzy ligi. Ja wiem, że kibice najbardziej szanują walczaków, mistrzów wślizgów, motywatorów. I ja też zawsze jedna noga ulica, druga fanklub Jacka Góralskiego. Ale Josue, ze swoją dyskretną mobilnością, ale którą maskuje – szokujące – grą w piłkę… A jeszcze mówiło się przecież jesienią, że czasem to Josue wchodził w buty tego, kto chce powiedzieć parę mocnych słów, wstrząsnąć szatnią. Fajny piłkarz się trafił Legii, doceniam. Legię wciąż umiarkowanie chce się włączać, ale oglądać Josue – i owszem.

Kuba, pytanie. Co jest lepszym tłem dla rozmów o polskiej piłce? Płacz dzieci czy szczekanie psów?

JO: Why not both? Natomiast bardzo szanuję reakcję Jacka Zielińskiego, kiedyś w podobny sposób zdarzało się działać Grzegorzowi Krysiakowi, a jeśli ktoś robi coś jak Grzegorz Krysiak, nie wiem, nosi wąsa jak Grzegorz Krysiak, to w moich oczach już bardzo rośnie. Ten powrót do przeszłości był naprawdę godny uwagi, bo cała kolejka przecież trzymała klimat – wspominaliśmy już o błędach sędziowskich i wspominaliśmy o murawach, dodając do tego skowyt psów policyjnych, brakuje właściwie jedynie jakiejś brązowej marynarki, może być w towarzystwie ciemnych okularów przeciwsłonecznych. Nawet był jeden bezbramkowy remis, wiadomo, nie ma hołdu dla lat dziewięćdziesiątych, bez bezbramkowego remisu.

Chyba powoli zbliżamy się do końca raportu z wydarzeń minionego tygodnia, ale tak się szczęśliwie składa, że możemy płynnie przejść do nowego tygodnia. Dzisiaj Legia gra o czwarte zwycięstwo z rzędu, a Bruk-Bet o to, by jeszcze nie składać go do pierwszoligowego grobu. Moim zdaniem – niestety dla sympatycznych Słoników – dzisiaj bez punktów, a w efekcie – sytuacja ligowa zmieni się z fatalnej na tragiczną. Te dwa zwycięstwa, które miały dać wiatr w żagle, ostatecznie mogą nawet nie zmniejszyć straty do bezpiecznych miejsc – wyniki na dole poukładały się w taki sposób, że po dzisiejszym wieczorem Bruk-Bet może mieć pięć punktów straty do bezpiecznego miejsca, a przed sobą bardzo sympatyczny maraton: mecze kolejno z szóstą, czwartą, piątą i pierwszą drużyną ligi. To jest miejsce na zdjęcie Kowala z podpisem “all I have are negative thoughts”.

LM: To ten legendarny zaległy mecz Legii z Niecieczą. Mieć zaległy mecz z Niecieczą to powinno być nowe powiedzenie, wykorzystywane za każdym razem, gdy niby przegrywasz, ale wiesz, że i tak wszystko się ułoży. Natomiast istotnie. Jak Legia wygra – już jedenaste miejsce, siedem punktów przewagi nad strefą spadkową. Spadek, który jesienią – a także na początku wiosny – majaczył momentami na horyzoncie jako możliwy, powoli jest zmiatany z planszy.

JO: My też zmiatamy z planszy, jednocześnie pozostawiając zaproszenia: środa, 18.00, Tetrycy Menedżer na Goal.pl i na YouTube, piątek, 10.00 – nasz przegląd tygodnia w tym samym miejscu. Cześć!

Komentarze

Na temat “Psy szczekają, Ekstraklasa gra dalej | Dwugłos Tetryków

Dziennikarze powinni zrobić nagonkę na sędziów i siłą wymusić zmiany, a tak Zbigniew B. dalej będzie mówił że błędy sędziowskie to część tego sportu a Wisła i tak przegrała.