Maciej Kędziorek: W Lechu musiałbym udowadniać, że nie jestem wielbłądem

- Czy gdybym poczekał na zwolnienie van den Broma, to przejąłbym po nim Lecha? Może bym taką propozycję dostał, ale pytanie, na jakich warunkach? Jaka byłaby ciągłość tej pracy? Przypuszczam, że co tydzień musiałbym udowadniać, że nie jestem wielbłądem i przy każdej porażce pojawiałyby się głosy, że "młody, niedoświadczony, nie nadaje się" - mówi Maciej Kędziorek, trener Radomiaka Radom, w wywiadzie dla Goal.pl

Maciej Kędziorek (Radomiak Radom)
Obserwuj nas w
Adam Starszynski / PressFocus Na zdjęciu: Maciej Kędziorek (Radomiak Radom)
  • Maciej Kędziorek od niemal dwudziestu lat przebijał się przez kolejne poziomy rozgrywkowe. Był trenerem w Mazurze Karczew czy PKS-ie Radość, później pracował jako asystent w Rakowie, Arce czy Lechu. Ale w listopadzie spełnił swoje marzenie – został pierwszym szkoleniowcem klubu Ekstraklasy
  • W wywiadzie dla Goal.pl opowiada o inspirowaniu się innymi trenerami na kursie UEFA Pro, generacji nowych szkoleniowców, stresie pierwszego trenera, planie na Radomiaka Radom, ale i o odejściu z Lecha Poznań
  • Kibice Kolejorza zastanawiali się nad tym, czy gdyby Kędziorek poczekał z odejściem, to czy to właśnie on objąłby stanowisko po zwolnionym Johnie van den Bromie – jaka jest odpowiedź Kędziorka?

Maciej Kędziorek trenerem Radomiaka Radom

Damian Smyk: Po co ci ten stres związany z pracą pierwszego trenera? Przecież robota asystenta trenera jest dość wygodna, mniej stresująca.

Maciej Kędziorek (Radomiak Radom): Faktycznie, po tych dwóch miesiącach w Radomiaku w roli pierwszego szkoleniowca mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że ta robota jest dużo bardziej obciążająca. Ale po co? Bo o tym marzyłem. Chciałem być w tym miejscu. Może to nie “finał drogi”, ale wytoczyłem sobie pewną drogę i dotarłem do miejsca, do którego dążyłem.

Brałeś dość długi rozbieg.

Dwadzieścia lat? Coś takiego. Długo. Może nawet za długo. Ale zobaczyłem ten futbol z każdej strony. Zaczynałem od samych dołów, przepracowałem lata jako asystent przy świetnych trenerach. Teraz czas wdrożyć to doświadczenie już w innej roli. Czuję się gotowy – sporo się nauczyłem, wiele przeżyłem, poznałem ten świat, byłem przy porażkach i zwycięstwach.

Nie masz takiego wrażenia, że ten skok wykonujesz o trzy-cztery lata za późno? Nie było ofert? Bo przecież od dłuższego czasu się mówił, że ten Kędziorek chce iść wyżej.

Już od jakiegoś czasu czułem, że chcę iść dalej. Musiałem zrobić ten kolejny krok. Ale z drugiej strony – praca w Lechu to była przyjemna sprawa. To wielki klub, który generuje duże zainteresowanie i gwarantuje europejskie warunki pracy. Jest też ta część rodzinna. Jestem coraz starszy, mam rodzinę i muszę też o tym myśleć. Nie jestem 20-letnim piłkarzem, który pakuje walizkę i jedzie na drugi koniec Polski z dnia na dzień. Dzieci są coraz starsze, więc nie mogę sobie powiedzieć “dobra, jutro przenosimy się do miasta X”. Rzeczywistość też jest taka, że gdy były dobre propozycje, to miałem swoje zobowiązania kontraktowe w klubach. Chciałem iść się sprawdzić, ale nie mogłem porzucić klubu w połowie rundy. Trenerzy nie mają okienek transferowych. Z kolei gdy byłem wolnym strzelcem i mogłem zmienić pracę, to z kolei wtedy nie było ciekawych ofert na to stanowisko pierwszego trenera. Zatem – jak sam widzisz – sytuacja jest złożona. Ale teraz złożyło się wszystko i jestem w Radomiaku.

Wspomniałeś się o przebijaniu przez niższe ligi. To jest właściwa droga, by zobaczyć ten zawód z każdej strony?

To nie jest klasyczna droga. Natomiast nie ma złotego środka. Nie powiem ci teraz “zacznij pracę w klubie z tej ligi, później zostań asystentem na takim poziomie, to będziesz dobrym trenerem”. Gdybyśmy teraz wzięli osiemnastu trenerów klubów Ekstraklasy, to każdy pokonał inną drogę. Ja to traktuję, jako dodatkowe doświadczenie.

Guardiola nie pracował w B klasie, a jest całkiem niezłym trenerem.

No właśnie. Kluczowe moim zdaniem są takie rzeczy, jak warsztat, osobowość, umiejętności miękkie. A przebyta droga w tej karierze trenerskiej? To już sprawa drugorzędna.

John van den Brom mówił, że tak się umówiliście latem przy przedłużaniu kontraktu – jeśli pojawi się oferta dla ciebie, by objąć jakiś klub, to możecie sobie podać ręce i się rozejść. Tak było?

Tak, to prawda. Trener van den Brom był pierwszą osobą, jakiej powiedziałem, że mam ofertę z Radomiaka. Powiedział mi jasno – “wiem, że masz swoje ambicje, chcesz się rozwijać, idź”.

Nowa generacja trenerów

Można cię zakwalifikować do grona trenerów “młodej generacji”?

Nie wiem. Jak sądzisz?

Powiedzmy, że tak. W czym tkwi wasza siłą? Mówisz, że każdy jest różny, ale musi być jakaś cecha generacyjna tej nowej fali w Ekstraklasie.

Myślę, że ta cecha to odwaga. Ale rozumiana w taki rozsądny sposób. To nie buta czy arogancja. To odwaga, która napędza chęć wygrywania. Trwa taki wyścig, że każdy chce wyżej, dalej, lepiej. Pracowałem z wieloma trenerami, ale ciężko wymienić mi więcej cech. Bo to tak naprawdę zależy od osobowości. Trener koło sześćdziesiątki może mieć w swoje wiele żaru młodego szkoleniowca, a ten trener trzydziestoletni może mieć wrodzoną dojrzałość i opanowanie. Często zgadzam się z opisami tych pokoleń – Z czy Y. Bo wiele rzeczy z tych opisów faktycznie się zgadza. Ale jestem przeciwnikiem generalizowania i wkładania wszystkich w ten sam schemat.

Patrzę na trenerów, z którymi byłeś na kursie UEFA Pro. Mocne nazwiska, wielu pracuje już na poziomie Ekstraklasy lub 1. ligi. Ale ile dało wam wymienianie się doświadczeniami przy wieczornej kawie lub herbacie?

Oj, bardzo dużo nam dało. Przynajmniej mi. Mieliśmy też takie zajęcia, na których każdy z nas wcielał się w rolę wykładowcy i mówił o swoim temacie. Czasem po prostu mówił o sobie. Moim zdaniem to był jedne z najciekawszych zajęć na tych kursach. Można było poznać wiele sposób myślenia, różne kąty patrzenia na futbol. Mocno się tym inspirowałem. Ta grupa, która mi się trafiła, była na bardzo wysokim poziomie merytorycznym, ale też niesamowicie ciekawa pod kątem ludzkim. Widzę po sobie, że reaguję inaczej na jakieś sytuacje – właśnie dzięki temu, że jestem bogatszy o te doświadczenia.

Paweł Zarzeczny mówił, że w pracy trzeba znaleźć sobie mistrzów, a później od nich ordynarnie kraść.

Też chętnie “kradłem”. Ciekawe jest też obserwowanie trenerów. Pracowałem w Arce Gdynia z Adrianem Siemieńcem i pamiętałem go z początku kursu. Widzę go dzisiaj i dostrzegam to, jak bardzo się zmienił. I chodzi mi wyłącznie o tę pozytywną zmianę. Rósł z wynikami Jagiellonii. To dowód na to, ile można się nauczyć w tym czasie. Radomiak z Koroną – delikatnie mówiąc – się nie kocha, ale dużo czasu spędziłem z Kamilem Kuzerą i wiele od niego się nauczyłem. Mówiłeś o tych różnicach w osobowości, tak? Porównajmy sobie mnie, Adriana, Kamila, Dawida Szwargę, Goncalo Feio… Każdy z nas jest różny. Z tego tygla można dużo dla siebie wyciągnąć. Ja się cieszyłem z każdej małej rzeczy.

Gdy czytam książkę czy oglądam film, to chcę wyciągnąć z tego chociaż jedno zdanie czy jeden wniosek.

Mam tak samo. Cieszyłem się z każdego detalu – jeśli z takiego kursu, rozmów, dyskusji przyjechałem do pracy z jedną nowinką, to już czułem, że było warto. Jedna rzecz z takiego zjazdu i już jestem do przodu.

Maciej Kędziorek (Adam Starszynski / PressFocus)

Jaki będzie Radomiak trenera Kędziorka?

Jakiego Radomiaka mamy wyczekiwać wiosną? Z czego mamy cię rozliczać w grze radomian?

Po analizie tego, co zobaczyłem i po nałożeniu tego na pomysł na zespół, to chcę się skupić w poprawie organizacji gry w obronie i poprawy faz przejściowych. Myślę, że w tych fazach możemy sporo nadrobić. Musimy poprawić intensywność i być lepiej zorganizowani. Stopniowo chce dokładać akcenty ofensywne.

Brzmi jak “panowie, najpierw defensywka, z przodu zawsze się coś wymyśli”.

Tego nie chcę. Natomiast najważniejsze są punkty. Czasem to może nie będzie najbardziej atrakcyjna piłka w Polsce, ale wiemy, że w pierwszej kolejności musimy nadrobić te braki w defensywie. Nie mówię o samym bloku obronnym, ale właśnie o reakcji na stratę, na szybszym zorganizowaniu się w tyłach. To jest cel na tę rundę. Mam też plan długofalowy, bo gdzieś w głowie kiełkuje mi pomysł, by od czerwca zupełnie odmienić sposób gry. Ale do tego potrzeba transferów. Pewnie transferów na przestrzeni dwóch okienek.

Do tego potrzebujecie wyniku, bo wynik oznacza pieniądze z Ekstraklasy. Z kolei pieniądze z Ekstraklasy oznaczają większe możliwości na rynku.

Dlatego patrzymy na to już w tym oknie transferowym. Będziemy ewoluowali – wiosną to będzie pierwsza część tego etapu, jesienią pójdziemy krok naprzód. Wiesz, ja też jestem świeży jako pierwszy trener w Ekstraklasie, więc zobaczymy jakie są pokłady cierpliwości. Ale nie chcę się zasłaniać i asekurować.

Tylko u nas

Jak wspomniałeś – generacja odwagi, ale nie arogancji.

Otóż to. Mamy plan krótkoterminowy i ten na dłuższą perspektywę czasową – teraz czas na ruchy z klubu, do klubu, na pracę podczas obozu, a później już trzeba wyjść na boisko w Ekstraklasie. Terminarz nie jest łatwy, ale nikt przecież nie oczekuje, że będziemy grać ze słabeuszami. To jest już Ekstraklasa.

Z Pedro Henrique już się wyściskaliście na pożegnanie?

Uścisk ma mocny! Ale wiemy, jak jest. Pedro jest w sytuacji trudnej, bo on kocha piłkę, typowy Brazylijczyk. Sam mówi mówił, że serce mu krwawi, że nie może grać w sparingach i nie bierze udziału w niektórych elementach treningu. Ale wiedziałem, że Pedro zostanie zimą sprzedany już wtedy, gdy przychodziłem do klubu. Zainteresowanie jest spore, biją się o niego ciekawe kluby. Raczej jestem pogodzony z tym, że trzeba będzie się z nim wyściskać.

Ale odejścia Ediego Semedo się nie spodziewałeś?

To znaczy byłem informowany o tym, jaki jest jego status, natomiast przy Pedro zdawałem sobie sprawę z możliwego transferu już w listopadzie. Ale Ediego bardzo żałuję. Złapaliśmy świetny kontakt, zadzwonił do mnie też po odejściu. Dużo nam pomógł, fantastyczna motoryka… Mam nadzieję, że tych wyściskać będzie mniej niż więcej. Ale nie obrażam się i nie tupię nogą. To są ich kariery, ich życia – każdy chce iść wyżej i zarobić. Nie mogę też im nic zarzucić pod kątem zaangażowania. Na tym ten biznes polega.

A transfery do klubu? Wyczekujesz pod hotelem nowych twarzy?

Już w grudniu byliśmy umówieni na konkretną liczbę piłkarzy, na określone pozycje i o jasno sprecyzowanych profilach. Czekam na nich. Pierwszy przyszedł Vagner Dias, który był już dogadany wcześnie. Błyskawicznie sie adaptuje i myślę, że szybko może dokładać nam liczby. Dzisiaj przyjeżdża do nas prezes…

Oby z pełnym portfelem.

Albo nawet z pełną walizką! Liczę, że sprawy nabiorą tempa. Jasnym jest, że ci gracze będą potrzebowali czasu, żeby wkomponować się w zespół.

Słyszałem, że miałeś też jasne oczekiwania wobec tego, jak będzie budowany twój sztab. Co z tego wyniknęło?

Wszystko, na co się umówiliśmy, zostało zrealizowane. Cieszę się, że miałem możliwość zabrania ze sobą aż tylu asystentów. Chcę mieć specjalistów w swoich dziedzinach. Uważam, że jeśli mamy takie możliwości, to błędem byłoby zrzucanie wszystkiego na głowę pierwszego trenera. Work-life balance, rozkładamy pracę na cały sztab. Ale my żadnej pracy się nie boimy.

Na koniec – widziałem komentarze kibiców Lecha po zwolnieniu van den Broma, że “pospieszył się ten Kędziorek, teraz wskoczyłby za niego”. Zgadzasz się?

Dzisiaj to gdybanie. Nie zakładałem takiej sytuacji – propozycja z Radomiaka była konkretna i klub był zdeterminowany. Źle trenerowi van den Bromowi nie życzyłem, więc nie przeczuwałem tego. Może bym taką propozycję dostał, ale pytanie, na jakich warunkach? Jaka byłaby ciągłość tej pracy? Przypuszczam, że co tydzień musiałbym udowadniać, że nie jestem wielbłądem i przy każdej porażce pojawiałyby się głosy, że “młody, niedoświadczony, nie nadaje się”.

Komentarze

Na temat “Maciej Kędziorek: W Lechu musiałbym udowadniać, że nie jestem wielbłądem