Transfer Lewandowskiego. Witajcie w pierwszym odcinku serialu. Można przewidzieć, co będzie dalej

Robert Lewandowski
PressFocus Na zdjęciu: Robert Lewandowski

Dziś nie jest łatwo z całą pewnością powiedzieć, w jakim klubie w przyszłym sezonie będzie występował Robert Lewandowski. Choć można przypuszczać. Jednocześnie dość łatwo przewidzieć, co nas czeka w najbliższych tygodniach.

  • Szykujmy się na serial z udziałem polskiego napastnika, Bayernu Monachium, Barcelony i pewnie kilku innych klubów
  • Serial, który mógłby się skończyć wraz z podpisaniem przez Lewandowskiego nowego kontraktu z mistrzem Niemiec, ale trudno spodziewać się, by miało to nastąpić niebawem
  • Bayern może czuć presję tylko w teorii. W praktyce nie ma do tego powodu, co zresztą doskonale pokazuje zachowanie jego władz

Zasada dotykająca nawet legendy

Ostatnio nagrałem wideo, w którym przypomniałem jedną scenę z dokumentu “FC Bayern – behind the legend” na Amazon Prime. Hasan Salihamidzić spotyka się tam z dyrektorem generalnym Oliverem Kahnem i dyrektorem technicznym Marco Neppe, by porozmawiać o przedłużeniu kontraktu z 32-letnim Ericiem Maxem Choupo-Motingiem. Salihamidzić zaczyna rozmowę od przypomnienia reszcie o wewnętrznej zasadzie: piłkarzom powyżej 31. roku życia, których chcemy zatrzymać w klubie, proponujemy nowe umowy nie dłuższe niż na rok. Kahn dopowiada, że jeśli złamie się ją choćby jeden raz, będzie się ją łamać już zawsze. A w Bayernie chodzi o poszanowanie wewnętrznych zasad, nie zaś wyrzucanie ich do śmieci.

Na pierwszy rzut oka brzmi to nieco zabawnie, gdy zobaczymy, że Choupo-Motingowi zaproponowano kontrakt na dwa kolejne lata. Jednak jest to wyjątek od reguły, który bardzo łatwo zrozumieć. Po pierwsze ryzyko ze strony Bayernu jest minimalne, bo Kameruńczyk jest jednym z najsłabiej zarabiających piłkarzy w zespole (rocznie zarabia tyle, co Robert Lewandowski w dwa miesiące), a poza tym doskonale wywiązuje się z roli piłkarza poszukiwanego w Monachium przez lata – rezerwowego napastnika, który nie ma problemu z przesiedzeniem całego sezonu na ławce i jednocześnie niezawodzącego w chwilach, gdy z konieczności musi grać.

W przypadku gwiazd rokrocznie kasujących fortunę reguła była stosowana. W 2017 roku 33-letni Arjen Robben zgodził się parafować kontrakt mający obowiązywać jedynie przez następny sezon. Podobnie jak 12 miesięcy później 32-letni Rafinha i 35-letni Franck Ribery. Zresztą Robben swoją umowę wówczas znów przedłużył o kolejny rok. O statusie w Bayernie tych dwóch ostatnich piłkarzy nikogo nie trzeba przekonywać, ale i on nie był wystarczający, by otrzymać propozycję dłuższego pozostania w Monachium.

Pozorny komfort Bayernu

Najnowsze informacje “Bilda” mówią o wściekłości, jaką u Roberta Lewandowskiego wywołało ostatnie spotkanie z władzami Bayernu. Polak liczył, że tematem będzie jego przyszłość, a klub postanowił jedynie omówić sprawy bieżące. Obóz naszego napastnika uznał to za brak szacunku w stosunku do żywej legendy ekipy z Monachium, ale odciąganie przez Bayern w czasie rozmów z Robertem Lewandowskim nie dziwi.

Bayern ma powody, by czuć się komfortowo, bo obecny kontrakt polskiego napastnika zobowiązuje go do gry na Allianz przynajmniej do końca następnego sezonu, a myśląc o przedłużeniu umów zawodników wiekowych – Lewandowski w chwili wygaśnięcia aktualnej będzie miał niemal 35 lat – każdy miesiąc może mieć znaczenie. Odstawiając emocje na bok, te w biznesie nigdy nie są dobrymi doradcami, klub nie ma większego interesu w oferowaniu nowego kontraktu już teraz. Oczywiście może to zrobić, nawet są powody, bo Lewandowski nie jest pierwszym lepszym zawodnikiem, ale wątpliwe, by szefowie FCB nawet teraz czuli się postawieni pod ścianą. Nawet jeśli im zależy, by wspólna przygoda nie skończyła się wraz z nadejściem przyszłorocznych wakacji. Aktualnie obóz Lewandowskiego może jedynie wywierać presję i nic poza tym. Bayern może natomiast odwlekać negocjacje ryzykując tylko wkurzeniem swojego gwiazdora. Inna sprawa, czy słowo “tylko” jest właściwe.

Zresztą między wierszami dość jasno wyraził to niedawno Oliver Kahn mówiąc, że latem Lewandowski nigdzie się nie ruszy, bo szaleństwem byłoby pozbawianie się napastnika gwarantującego 50 goli w każdym sezonie. Bayern funkcjonuje nieco w innej rzeczywistości niż większość klubów świata i nie musi kierować się myślą, że w tej chwili trwa ostatni dzwonek, by na swoim piłkarzu jeszcze zarobić. Dziesięć lat temu dużo gorzej sytuowana finansowo Borussia Dortmund nie widziała przeszkód, by blokować sprzedaż Polaka mimo wygasającej umowy, to dlaczego podobnie miałby się nie zachować Bayern?

Nie jest też tak, że Bayern nie zarobi na pozostaniu swojej dziewiątki, co skutkowałoby jej darmowym odejściem w lecie 2023. Lewandowski cały czas generuje przychody dla klubu swoimi bramkami, każda z nich przekłada się na jakąś kwotę. Jeśli Bayern na dziś nie jest w stanie znaleźć godnego zastępstwa dla Polaka, znacznie lepszym dla niego rozwiązaniem – też z finansowego punktu widzenia – jest zachowanie w pierwszej linii status quo.

Trudno spotkać się pośrodku

Obie strony prawdopodobnie mogłyby się szybko dogadać, gdyby Lewandowski zaakceptował przedłużenie kontraktu o rok. Ale trudno sobie wyobrazić, by Polak się na to zgodził, nawet jeśli zgadzali się na to Robben i Ribery. Holender i Francuz występowali na pozycjach, które w znacznie większym stopniu eksploatują piłkarza i wpływają na jego zdrowie. Tymczasem zarówno bardzo uboga historia kontuzji Lewandowskiego, jak jego wiek biologiczny – rzecz, która dla Bayernu może nie mieć żadnego znaczenia, ale dla Polaka już jak najbardziej, skoro kilkanaście miesięcy temu chwalił się, że wynosi zaledwie 26 lat – z jego perspektywy sugerują, że propozycja przedłużenia umowy o mniej niż dwa lata będzie przez niego traktowana jak potwarz. Otwarte pozostaje więc pytanie: kto się złamie i czy w ogóle ktokolwiek?

Asy w rękawie Bayernu?

Najbardziej prawdopodobną opcję właściwie zdradził już Kahn – Lewandowski zostanie na Allianz do końca kontraktu. Zupełnie irracjonalnie brzmiały doniesienia z początku tygodnia, że Polak miał poinformować Bayern o tym, że latem odejdzie do Barcelony, bo bez zgody Bayernu niemal na pewno nie może tego zrobić. “Niemal” ponieważ istnieje tzw. prawo Webstera pozwalające każdemu piłkarzowi powyżej 28. roku życia wykupić za równowartość rocznej pensji swój kontrakt na 12 miesięcy przed jego wygaśnięciem. Lewandowski oczywiście nie musiałby płacić – wystarczy, że dogada się z nowym pracodawcą na odpowiednio wysoką kwotę za złożenie podpisu. Kluby jednak często zabezpieczają się przed taką ewentualnością wpisując w kontrakty klauzule kontrujące prawo Webstera, na przykład przez wielokrotne podbicie kwoty wykupu. Można spodziewać się, że Lewandowski, będący jednym z największych skarbów Bayernu, też taki zapis ma.

Bayern ma też jeszcze jeden atut, na który być może liczy i z którym może być związana aktualna zwłoka. Robert Lewandowski ma aktualnie 309 strzelonych goli w Bundeslidze. Kilka dorzuci w końcowej fazie obecnego sezonu, a znając jego możliwości kolejne ~30 wpadnie w następnym. Będzie to oznaczało stratę około 20 bramek do prowadzącego w klasyfikacji wszech czasów Gerda Muellera, co może okazać się wabikiem nawet przy propozycji Bayernu zakładające pozostanie Lewego w Monachium tylko o rok dłużej. Pomniki są nieśmiertelne a ich stawianie nieprzeliczalne na żadne pieniądze.

Gra na zwłokę ze strony Bayernu ma jeszcze jedną wielką zaletę z perspektywy tego klubu – kupienie sobie czasu na znalezienie następcy swojego supersnajpera. Może okazać się tak, że za 12 miesięcy na rynku pojawi się ktoś, kto za akceptowalne pieniądze będzie w stanie wejść w buty Lewandowskiego i gwarantować niewiele gorsze liczby, z tą różnicą, że przez znacznie dłuższy okres.

Co się teraz wydarzy?

Skoro spodziewamy się, że nowego kontraktu szybko nie będzie, śmiało możemy przygotować się na męczący serial pod tytułem “Gdzie zagra Robert Lewandowski?”. Już teraz mamy kilka stron mogących wypuszczać informacje do dziennikarzy. Joan Laporta, prezydent FC Barcelony, czyli klubu najmocniej w tej chwili łączonego z naszym napastnikiem, jest typem populisty lubiącego, gdy jest wokół niego głośno. Zresztą ma w tym interes, bo przecieki, jak walczy o najgorętsze nazwiska w świecie futbolu, tylko pobudzają wyobraźnię będących jego elektoratem kibiców Barcy. A jeśli się nie uda z Lewandowskim? Zawsze ma wyjście awaryjne w postaci wymówki, że nic więcej zrobić się nie dało, bo Bayern postawił zaporę z napisem “za żadną cenę”. W najbliższym czasie zostaną wyprodukowane dziesiątki niusów o Lewym na Camp Nou, których źródła będzie można szukać w gabinecie Laporty.

Próżnować nie będzie obóz Lewandowskiego z Pinim Zahavim na czele. Cisza to najmniej opłacalna taktyka z jego strony. Każdy kolejny zainteresowany klub, nawet przy odległej finalizacji, to element pressingu na władze Bayernu, ale i na szefów pozostałych gigantów, do których dotrze, jak niepowtarzalna okazja trafia się na rynku. Dlatego kolejni dziennikarze zostaną uzbrojeni w niusy.

Jest też sam Bayern, który ze spokojem będzie twierdzić, że Lewandowski z Monachium się nie ruszy, jednocześnie nigdy nie zamykając tematu przedłużenia z nim kontraktu. Zresztą widzimy to już teraz, gdy doskonale umocowany w Bayernie dziennikarz Christian Falk od kilku tygodni pisze o zbliżającej się propozycji (jednocześnie warto zwrócić uwagę, że jeszcze w marcu wspominał o przedłużeniu kontraktu o dwa lata, a dziś tę długość nazywa kością niezgody).

Złe światło

Jest jeszcze jedna rzecz, której można się spodziewać – przedstawiania Lewandowskiego w złym świetle. Jak niewdzięcznika, który traktuje Bayern instrumentalnie, a gdy ten nie chce spełnić jego żądań, sfochowany odwraca się na pięcie. Zresztą pierwsze głosy już zaczynają wypływać. – Myślę, że te wszystkie destrukcyjne pożary wpływają niekorzystnie na zespół – mówi Mario Gomez o zamieszaniu wokół Polaka. Były piłkarz Bayernu skrytykował go za brak stanowiska wobec pojawiających się plotek.

Jednak bardziej sprawiedliwym wydaje się być spojrzenie, w którym ani Bayern nie jest nic winny Lewandowskiemu, ani Lewandowski Bayernowi. Obie strony przez blisko dekadę wypełniały zobowiązania wobec siebie w najlepszy możliwy sposób, ale piłka to biznes. A w biznesie trzeba też patrzeć do przodu. Skoro Bayern może to robić i myśli, jak przekonać Polaka do podpisania jedynie rocznego kontraktu, ten też ma prawo wykazywać chęć do spróbowania swoich sił w innym zakątku Europy. Póki nie odmówi gry lub treningu lub swoją postawą na boisku nie zasygnalizuje, że lepszym wyjściem byłaby natychmiastowa sprzedaż, pretensje do niego mogą mieć tylko naiwni idealiści.

Finansowo stratny nie będzie

Już teraz jest niewiele klubów, które mogą z Bayernem rywalizować pod kątem finansowym, a ewentualne przedłużenie kontraktu prawdopodobnie zagwarantuje Lewandowskiemu zarobki w granicach 30 mln euro brutto (17-18 mln euro na rękę). Takie oczekiwania Polaka byłyby w stanie spełnić co najwyżej Manchester City, Liverpool lub Paris Saint-Germain (bo wątpliwe, by Lewy był zainteresowany ofertą np. Manchesteru United, który jest w sportowym kryzysie), ale na pewno nie Barcelona. W przypadku klubu z Camp Nou mówi się o zarobkach rzędu 8 mln euro.

Trafiając jednak do stolicy Katalonii Lewandowski zyskałby coś, czego nie może dać mu Bayern i co też może przełożyć się na wysokość przelewów – globalny zasięg. Prawa do pokazywania La Ligi sprzedane są do wszystkich krajów Ameryki Południowej oraz większości azjatyckich. Rozgrywki biją tam rekordy popularności, a ewentualny transfer takiej postaci jak Lewandowski niemal z miejsca zapewniłby mu oferty reklamowe o znacznie wyższej wartości niż obecnie. Trudno powiedzieć, czy różnica pomiędzy tym, co dziś ma w tym zakresie, a co mógłby mieć, byłaby na tyle potężna, by w pełni zrekompensowała “stratę” po odejściu z Bayernu, ale w najgorszym wypadku całościowy zarobek Polaka przynajmniej byłby zbliżony. I to w wąskim spojrzeniu na tę kwestię, bo patrząc szeroko, wizerunku nie zbudowałby tylko na okres gry w Barcelonie, a na znacznie dłużej.

To działa na wyobraźnię, nie mówiąc o samej świadomości gry w Hiszpanii dla jednego z największych klubów świata. Karty jednak rozdaje Bayern, który wcale nie musi proponować nowego kontraktu, by przez jeszcze jeden rok zatrzymać Lewandowskiego u siebie. I pomimo dziesiątek bodźców trudno uwierzyć, że ta saga skończy się inaczej.

Komentarze