Imponujący comeback Hoffenheim. Pasjonująca sytuacja w dolnej części tabeli

Piłkarze Hoffenheim
Piłkarze Hoffenheim Pressfocus

Piłkarze Hoffenheim przegrywali do przerwy 0:2 z Borussią Moenchengladbach. W drugiej połowie odwrócili jednak losy meczu i triumfowali 3:2. Z kompletu punktów cieszyli się również zawodnicy: Wolfsburga, BVB i Mainz. Na cztery kolejki przed końcem sezonu 2020/2021 znamy tylko jednego spadkowicza, a walka o utrzymanie zapowiada się niezwykle interesująco.

Borussia Dortmund – Union Berlin 2:0 (1:0)

W środowy wieczór na Signal Iduna Park o ligowe zwycięstwo rywalizowały drużyny, które w ostatnich kolejkach Bundesligi grały o spełnienie marzeń. BVB do czwartego Wolfsburga traciło pięć punktów, więc miało realną szansę na awans do Ligi Mistrzów. Union również zapewnić sobie występy na arenie międzynarodowej, chociaż w mniej prestiżowych rozgrywkach.

Union wyszedł na to starcie z nastawieniem na zwycięstwo. Kilkanaście sekund po rozpoczęciu gry, fatalną błąd popełnił Emre Can. Dzięki temu szansę na strzelenie gola miał Marcus Ingvartsen, który przymierzył w poprzeczkę. Chwilę później obok bramki uderzył Endo.

Dortmundczycy mieli problemy z agresywnym i wysokim pressingiem oponenta. Pierwsza okazja bramkowa dla BVB powstała po odegraniu Thorgana Hazarda do będącego w polu karnym Marco Reusa. Kapitan gospodarzy trafił nieczysto w piłkę i skierował ją obok prawego słupka. Dwójka ta przypominała o sobie ponownie w 25. minucie, gdy Belg podał Niemca, który został sfaulowany przez bramkarza. Sędzia Daniel Schlager mimo wątpliwości wskazał na wapno. Odpowiedzialność na siebie wziął Erling Haaland, ale Andreas Luthe dwukrotnie obronił jego uderzenie. Skapitulował dopiero po strzale Reusa z bliskiej odległości. Było to jedyne trafienie w pierwszej połowie.

Druga odsłona potyczki na Signal Iduna Park nie wyglądała już tak dobrze, jak pierwsza. Union nie naciskał na Borussię i stwarzał znacznie mniejsze zagrożenie w szesnastce przeciwnika. Dortmundczycy dążyli natomiast do podwyższenia prowadzenia, co udało się na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Julian Brandt podał między defensorami do wbiegającego w pole karne Raphaela Guerreiro. Portugalczyk wykończył tę akcję z dużym spokojem i strzelił czwartego gola w tym sezonie Bundesligi. Ustalił jednocześnie wynik tego meczu na 2:0 dla BVB.

TSG Hoffenheim – Borussia Moenchengladbach 3:2 (0:2)

Pilkarze z Moenchengladbach po zakończeniu udziału w Lidze Mistrzów byli niepokonaniu na krajowym podwórku. Źrebaki miały nadzieję, że przedłużą dobrą serię na PreZero Arena, gdzie mierzyły się z będącym w kryzysie i wciąż niepewnym utrzymania w lidze Hoffenheim.

Potyczka ta nie pozwalała się nudzić. Mogliśmy narzekać natomiast na brak precyzji i błędy zawodników. Jeden z nich w 25. minucie popełnił zawodnik Hoffenheim, co Borussia wykorzystała do momentalnego zainicjowania kontrataku. Główną rolę odegrał Marcus Thuram, który minął rywali, wbiegł w szesnastkę i podał w kierunku swojego rodaka. Alassane Plea bez większego problemu wpisał się na listę strzelców.

Wieśniacy nie grali źle. Wręcz przeciwnie. Mogą mieć jednak do siebie ogromne pretensje, gdyż w doliczonym czasie gry popełnili kolejny prosty błąd w wyprowadzeniu piłki. W ostatniej fazie kontrataku Thuram zagrał do Valentina Lazaro, a ten przymierzył w światło bramki. Do przerwy wynik nie zmienił się.

Cztery minut po wznowieniu gry Hoffenheim przegrywało już tylko 1:2. W szesnastce świetnie odnalazł się Andrej Kramaric, który przymierzył precyzyjnie w kierunku lewego słupka. Po godzinie gry na tablicy wskazującej wynik widniał rezultat 2:2. Pavel Kaderabek dośrodkował do Ihlasa Bebou, a ten strzelił między nogami bramkarza. Pięć minut później gospodarze wygrywali 3:2. Kaderabek ponownie posłał idealnie wymierzoną futbolówkę, tym razem do Kramaricia. Chorwat bez zastanowienia strzelił w lewy dolny róg bramki. Tym samym zapewnił gospodarzom wygraną 3:2.

VFB Stuttgart – VFL Wolfsburg 1:3 (0:2)

Starcie Stuttgartu z Wolfsburgiem śmiało można było określić jaki mecz na przełamanie. Drużyny te przegrały dwie poprzednie potyczki w Bundeslidze i chciały wrócić na zwycięską ścieżkę.

Wolfsburg zaczął tę konfrontację bardzo aktywnie i w 13. minucie objął zasłużone prowadzenie. Jerome Roussillon dośrodkował piłkę w szesnastkę, gdzie głową wybił ją Marc-Oliver Kempf. Futbolówka trafiła do Xavera Schlagera, a ten opanował futbolówkę i przymierzył świetnie w prawy dolny róg bramki.

Stuttgart starał się zareagować na utratę goli i miał szanse na doprowadzenie do remisu. Najlepszą zmarnował w 27. minucie, gdy Koen Casteels zatrzymał uderzenie Philippa Forstera z rzutu karnego. Dwie minuty później na tablicy wskazującej wynik widniał rezultat 2:0 dla Wilków. Josip Brekalo dośrodkował idealnie na głowę Wouta Weghorsta. Holender w swoim stylu uderzył piłkę głową, a ta przeleciała między nogami goalkeepera i znalazła się w siatce. Na przerwę w znacznie lepszych nastrojach schodzili goście.

Stuttgart w drugiej połowie zaprezentował się zdecydowanie gorzej. Miał przewagę w posiadaniu piłki, ale był kompletnie bezproduktywny. Wolfsburg również nie imponował w tym elemencie, ale w 65. minucie wygrywał 3:0. Brekalo podał to Yannicka Gerhardta. 27-latek przyjął piłkę i zdecydował się na rewelacyjne uderzenie z dystansu w lewy górny róg bramki. Gregor Kobel nie miał szansy na udaną interwencję. Na Mercedes-Benz Arena obejrzeliśmy jeszcze honorowe trafienie dla gospodarzy w wykonaniu Gonzalo Castro.

Werder Brema – FSV Mainz 0:1 (0:1)

Bremeńczycy przegrali pięć meczów z rzędu i w klubie z siedzibą na Weserstadion pojawiło się realne widmo degradacji z elity. Werder w środowy wieczór podejmował u siebie będące w świetnej formie Mainz, które było tuż nad strefą spadkową.

W początkowej fazie spotkania inicjatywę przejęli gospodarze, którzy utrzymywali się częściej i dłużej przy piłce. Nie wynikały z tego dla nich jednak korzyści. Bardziej efektowne było Mainz. Drużyna z Moguncji objęła prowadzenie po nieco ponad kwadransie gry. Wówczas z indywidualną akcją Karim Onisiwo, który oddał strzał, ale Jiri Pavlenka zdołał obronić. Dobitkę wykorzystał jednak Adam Szalai. Werder wraz z upływem czasu wyglądał coraz lepiej i zasłużył na wyrównujące trafienie. To nastąpiło w doliczonym czasie gry, gdy po rzucie rożnym w polu karnym powstało duże zamieszanie, a piłkę wypuścił Robin Zentner. Arbiter prowadzący zawody w Bremie uznał jednak, że goalkeeper Mainz był faulowany i anulował te trafnie. Do przerwy goście wygrywali 1:0. W drugiej połowie obie drużyny postawiły na ilość, a nie jakość. Werder był aktywny w ofensywie, ale raził nieskutecznością. 12 strzałów, z czego tylko jeden celny, to za mało, aby myśleć o chociaż punkcie. Goście zwyciężyli 1:0.

Komentarze