REKLAMA
REKLAMA

Bartłomiej Rabij: Paryż wart mszy

dodał: redakcja  |  źródło: Goal.pl  |  18.08.2020 09:31
Bartłomiej Rabij: Paryż wart mszy

Parc des Princes  |  fot. Razvan Pasarica / SPORT PICTURES

Jak odebrać najlepszy bonus od bukmachera?
PSG ładny prezent sprawiło swoim kibicom na 50. urodziny. Po dramatycznym meczu z Atalantą awansowali do półfinału Ligi Mistrzów. Kolejnym rywalem będzie RB Lipsk. Czyli drabinka ku zwycięstwo w Lidze Mistrzów wiedzie przez ekipy bez wielkich sukcesów w europejskim futbolu. PSG wielu kibicom kojarzy się z grubą kasą i gwiazdami… i słusznie! Bo PSG równa się show!

Sierpień 1970


Paryż nie miał wielkich klubów piłkarskich. Racing funkcjonujący pod różnymi nazwami w zależności od sponsorów raz wygrał mistrzostwo Francji. Saint Etienne, Olympique Marsylia, Stade Reims liczyły się na francuskim rynku futbolowym. 50 lat temu udało się połączyć Paris FC i drużynę z Stade Saint Germainois. Na bazie ekipy, która awansowała do National 2 (druga liga) PSG wjechało do annałów francuskiego futbolu.

Przeczytaj zapowiedź meczu RB Lipsk - PSG >>>

Od początku klub miał do dyspozycji więcej pieniędzy niż ligowi konkurenci. Daruję Wam opis historii klubu sezon po sezonie, dość napisać, że już po czterech latach awansowali do Ligue 1 i od tej pory już nigdy z niej nie spadli. Pierwszy krajowy sukces w 1982, kiedy to wygrali puchar Francji, rok potem obrona trofeum, trzy lata później pierwsze mistrzostwo Francji! Raptem w 1986 roku. Platini miał już 31 lat i właśnie ustępował pola Maradonie, Zidane zaczynał już poważnie kopać piłkę w wieku 14 lat. A PSG zdobywało pierwsze mistrzostwo…

Początku brazylijskiej przygody


I pewnie droga na szczyt trochę by jeszcze trwała bo akurat Bernard Tapie i Olympique Marsylia zawładnęli francuski futbol, lecz pojawił się wielki inwestor. Pierwszy, jeszcze nie ten z Kataru.

W 1991 roku, kiedy można było wystawić trzech obcokrajowców do składu (gracze z Unii Europejskiej byli zwyczajnymi obcokrajowcami jak Chińczycy albo Papuasi z Nowej Gwinei) Canal Plus zainwestował w PSG. Postawiono wówczas na zaciąg z Brazylii. Portugalski trener Artur Jorge za pieniądze medialnego giganta przygotował PSG do skoku na głębokie wody. Ściągnąwszy z FC Porto i Benfiki trójkę brazylijskich gwiazd ligi portugalskiej - Geraldao, Valdo i Ricardo Gomesa - oraz bodaj najlepszego wówczas francuskiego dryblera, Davida Ginolę z Brestu, zmontował świetną paczkę na lata.

Złota era z lat 1991-97 oznaczała puchar w 1993, mistrzostwo rok później, półfinał Ligi Mistrzów w następnym roku, Puchar Zdobywców Pucharów w 1996 i finał tegoż pucharu w następnym sezonie.

Paryżanie grali z polotem, fantazją, chciało się ich oglądać. Wielki producent telewizyjny i filmowy sypnął groszem na spektakl więc show przygotowano naprawdę zacne.

Show a nie wyniki


W 1998 po nieudanym sezonie, na Parc de Princes pojawia się jeden z najbardziej spektakularnych techników, prawdziwy showman futbolu, Jay-Jay Okocha. 25-letni Nigeryjczyk po odejściu Ginoli, Weaha, Raia czy Leonardo, miał zaspokoić paryskie zapotrzebowanie na futbol spektakularny. Pisząc wprost, tak jak on nie kiwał nikt. Z obrońców robił durniów, ośmieszał ich na potęgę, ale klub przez trzy kolejne sezony nie potrafił wygrać mistrzostwa. W 2001 huknął więc z wielkiej armaty i ściągnął z Gremio 21-letniego Ronaldinho, kolejnego bajecznego technika z Brazylii. PSG kupowało i kupowało, m.in. odkupiło Anelkę (wtedy od Realu Madryt) za ponad 30 mln ówczesnych dolarów.

Kasą szastano, ale drużyna nie grała już piękniej, a wyniki były mierne. PSG stało się wzorcowym przykładem ekipy, w której „pieniądze nie grały”. Zabawne to były czasy, bo w latach 90. Canalowi Plus udało się wylansować „klasyk” pomiędzy PSG i Marsylią. Mizerne wprawdzie były jego podstawy (bo co to za klasyk skoro pierwszy mecz drużyny zagrały w połowie lat 70. A trudno napisać, że toczyły bój o supremację w lidze jak Boca z River czy Porto z Benfiką albo Barcelony z Realem) ale promocja wydarzenia była światowej klasy.

Brak trofeów w XXI wieku był o tyle dojmujący, że w Lyonie zmontowali ekipę potrafiącą od 2002 do 2008 wygrać rekordową liczbę siedmiu z rzędu tytułów mistrzowskich. Paryż w tym czasie raz doczłapał się na podium… Kiedy w 2011 roku zaczął się kolejny etap z przebogatym inwestorem, PSG było średniakiem z wielkimi aspiracjami. A w skali Europy klubem klasy Evertonu czy Werderu Brema.

Początek ligowej dominacji


Resztę znacie doskonale. Już w 2013 mistrzostwo (dopiero trzecie w historii klubu), ale po nich trzy kolejne. Przerwa w 2017 i znowu trzy kolejne.
Rekordy goli, punktów, krajowych trofeów zdobytych w jednym sezonie, jednym roku kalendarzowym. Na francuskich boiskach dominacja totalna. Na ławce trenerskiej sława goniła sławę, z Włoch, Hiszpanii, Niemiec…

Piłkarzy za 30-40 milionów dosyć szybko zabrakło więc płacić przyszło i 50, 60, aż po rekord świata za 222 miliony. Zawsze w cenie byli Brazylijczycy, kapitalnie kojarzący się ze Złotą Erą z lat 90. I Ronaldinho, ostatnim artystą przed nastaniem Neymara.

PSG kupuje tam gdzie grają najlepsi, w Barcelonie, Milanie, Bayernie, Manchesterze United, Realu Madryt…

Takiego klubu Francuzi nie mieli nigdy. Zdarzały się spektakularne zakupy, ale jeden na okienko, raczej detal. PSG jest hurtownikiem, na skróty budującym potęgę jak kilka lat wcześniej Chelsea czy wcześniej Parma. W przeciwieństwie do Włochów nie potrafi jednak wyjść „w świat”. Parma w latach 90. Wygrała trzy europejskie puchary, acz ani jednego mistrzostwa kraju. PSG w kraju nie ma z kim przegrać, w Lidze Mistrzów zadziwia porażkami, by wspomnieć 1-6 po 4-0 z FC Barceloną.
Jednak obojętnie co bym nie napisał o szastaniu pieniędzmi, o tym że, klub jest de facto kierowany przez państwowy monopol z Kataru, to przyznać trzeba jedno: PSG znaczy show.

Grają z rozmachem, kochają piłkarzy wspaniale wyszkolonych technicznie, zapewniają zabawę i popisy na najwyższym poziomie. Jak Cirque de Soleil.
Nie wątpię, że Korona czy Zalewski oferują niezłą zabawę i mają dobrych wykonawców, ale Cirque de Soleil od biletu, przez pamiątki w sklepiku, po ubrania artystów i konferansjerkę klaunów kupuje mnie na 100%.

Tak samo jest z Neymarem i spółką. Nie trzeba być z Paryża, nie trzeba być ich kibicem, wystarczy kochać sport na najwyższym poziomie technicznej maestrii i finezji by z przyjemnością oglądać PSG. Dla mnie na zawsze symbolu technicznej klasy za sprawą Ginoli, Weaha, Djorkaeffa, Valdo, Raia, Leonardo, Okochy, Ronaldinho a teraz Neymara i Mbappe.

(Bartłomiej Rabij)


OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 1 komentarz

sortowanie: rosnąco | malejąco

MikeMike | 18.08.2020 16:26

Spoko się czyta artykuły Bartłomieja. Paryż to piękne miasto i wizytówka Europy, nie jestem zagorzałym fanem PSG ale stolica Francji zasługuję na drużynę z topu. Minie jeszcze parę lat zanim paryżanie pozbędą się krytyki finansowania z petrodolarów. Koniec końców, to co się w piłce liczy to puchary i sukcesy, mniejsza o to jakim kosztem.



goal.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy