REKLAMA
REKLAMA

Engel: Przyszłego selekcjonera czeka ciężkie zadanie

dodał: maaarcin  |  źródło: ASInfo  |  23.06.2012 11:18
W dalszym ciągu trwa medialny spektakl odnośnie wyboru selekcjonera reprezentacji Polski. Odnośnie pracy nowego trenera kadry narodowej wypowiedział się także Jerzy Engel. - Trzeba zdać sobie sprawę, jak trudne zadanie będzie stało przed selekcjonerem bez względu na to, kto nim zostanie. To będzie ciężka i odpowiedzialna praca, tym bardziej że przyszły trener reprezentacji Polski będzie miał mało czasu na przygotowanie drużyny, bo przed startem eliminacji zostanie rozegrany tylko jeden mecz towarzyski - zauważył dyrektor sportowy PZPN.

Jak mógłby pan ocenić występ polskiej reprezentacji na tych mistrzostwach Europy?

- Na ocenę przyjdzie jeszcze czas, bo najpierw swoje podsumowanie musi przestawić selekcjoner i jego sztab, a dopiero później obserwatorzy, którzy oglądali to z boku. Wszyscy jesteśmy tymi obserwatorami, a ja dodatkowo należę do UEFA Technical Team, a więc nie mogę nawet za bardzo podsumowywać występu jakiejkolwiek z drużyn, zanim nie zrobi tego mój team dla UEFA. To jest dla mnie przede wszystkim podstawa.

O ocenę wypowiedzi kapitana Jakuba Błaszczykowskiego, który po meczu z Czechami zżymał się na działania PZPN, chyba jednak może się pan pokusić?

- Słuchałem wczoraj wypowiedzi Kuby w programie Moniki Olejnik, w którym przepraszał za to, co zrobił po meczu. Wiadomo, że to były momenty, w których ludzie są szalenie zestresowani i wypowiadają rzeczy, których potem żałują. Myślę, że w przypadku Kuby właśnie tak się stało. Wczoraj przeprosił wszystkich i powiedział, że do czegoś takiego po tak ważnym meczu nie powinno dojść.

Największe gromy spadły na Franciszka Smudę, który nie ma jednak sobie nic do zarzucenia. Według pana, selekcjoner zrobił wszystko, żeby Polacy dobrze zaprezentowali się na tych mistrzostwach?

- Trener Smuda dostał całkowicie wolną rękę, jeśli chodzi o sposób przygotowań, selekcję, pracę z zespołem, dobór ludzi do sztabu itd. Nikt nie miał prawa wtrącać mu się w cokolwiek, co robił. To był jego autorski zespół od początku do końca. Dlatego można powiedzieć, że pełna odpowiedzialność za to, co dotyczy zespołu, spada tylko i wyłącznie na selekcjonera, który taki system pracy przyjął. W związku z tym, właśnie od niego Polski Związek Piłki Nożnej będzie w pierwszej kolejności oczekiwał podsumowania tego, co się stało. Selekcjoner będzie musiał sam stwierdzić, co mu się powiodło, a co zawiodło, bo to będzie bardzo ważne dla jego zastępcy, który zostanie nowym trenerem drużyny narodowej.

Kto, w pana opinii, powinien nim zostać? Jest pan za opcją polską czy zagraniczną?

- Patrząc z perspektywy pracy z UEFA Technical Team, na 16 drużyn, które startują w mistrzostwach Europy, tylko trzy zespoły skorzystały z obcych trenerów. Można zatem powiedzieć, że trend europejski jest taki, żeby selekcjonerami zostawali rodzimi trenerzy. Rosjanie mieli holenderskiego trenera i odpadli w fazie grupowej, podobnie jak Irlandczycy, których prowadzi Włoch Giovanni Trapattoni (trzecim przypadkiem zagranicznego selekcjonera jest Portugalczyk Fernando Santos, który awansował z Grekami do ćwierćfinału - przyp. red.).



- Sądzę, że tak. Mamy polskich szkoleniowców, którzy daliby sobie z tym radę, podobnie jak to miało miejsce w przeszłości. Mieliśmy już trenera z bardzo wysokiej półki europejskiej i światowej - myślę tutaj o Leo Beenhakkerze. Nie pamiętam, żeby ktokolwiek był przeciwko niemu, gdy obejmował swoją posadę. Ale na mistrzostwach Europy w 2008 roku zrobił mniej niż Franciszek Smuda, bo zdobył jeden punkt. Tak więc myślę, że przede wszystkim trzeba postawić na swoich ludzi.

A pan ma swojego faworyta?

- To nie chodzi o to, czy ja mam, bo to nie ja będę przedstawiał kandydatury. Będzie to robił Wydział Szkolenia PZPN na mój wniosek. W momencie, gdy wiceprezes ds. szkoleniowych (Antoni Piechniczek - przyp. red.) poprosi mnie o to jako dyrektora sportowego związku, zwołam spotkanie Wydziału Szkolenia, który wybierze dwie-trzy kandydatury. Potem zostaną one przedstawione zarządowi PZPN.

Obecnie faworytem do przejęcia schedy po Smudzie jest podobno Waldemar Fornalik. Według pana jest już gotowy, by objąć polską reprezentację?

- Nie chcę się nawet na ten temat wypowiadać, bo codziennie słyszę o zupełnie innych kandydaturach. W zależności od tego, które media się czyta, pojawia się inna propozycja, bo każda gazeta czy telewizja ma swojego pupila. W związku z tym poczekajmy. Na razie trwają jeszcze mistrzostwa, wszyscy jeszcze nimi żyjemy. Mamy jeszcze trochę czasu, żeby porządnie zastanowić się, kto byłby w tym momencie najlepszym trenerem polskiej reprezentacji. Myślę, że nie ma co robić tego w pośpiechu.

Wśród tych spekulacji medialnych przewija się również pańskie nazwisko. Jak pan do tego podchodzi?

- Objęcie w tym momencie reprezentacji narodowej to szalenie odpowiedzialna sprawa. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że grupa eliminacji do mistrzostw świata, w której się znaleźliśmy, na pewno jest trudniejszą grupą aniżeli ta, w której graliśmy na mistrzostwach Europy. Wszyscy widzieliśmy, na jakim poziomie grały reprezentacje Ukrainy i Anglii, a do tego naszym rywalem będzie też Czarnogóra, która tylko przypadkiem nie weszła do tych mistrzostw. Dlatego trzeba zdać sobie sprawę, jak trudne zadanie będzie stało przed selekcjonerem bez względu na to, kto nim zostanie. To będzie ciężka i odpowiedzialna praca, tym bardziej że przyszły trener reprezentacji Polski będzie miał mało czasu na przygotowanie drużyny, bo przed startem eliminacji zostanie rozegrany tylko jeden mecz towarzyski. Stąd niesamowicie ciężkie zadanie będzie stało przed każdym, kto tę reprezentację obejmie.

A pan podjąłby się tego zadania?

- Ale ja dzisiaj na takie pytania w ogóle nie mogę odpowiadać. Tak jak powiedziałem, do końca mistrzostw Europy jestem związany z UEFA Technical Team i dopiero po ich zakończeniu będę mógł porozmawiać na inne tematy.


OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 1 komentarz

sortowanie: rosnąco | malejąco

keramb | 04.07.2012 08:44

Po dłuższym zastanowieniu postawiłbym jednak na Henryka Kasperczaka.
To ostatnia szansa dla tego szkoleniowca na poprowadzenie kadry Polski.
Jest on najbardziej doświadczonym i najbardziej utytułowanym ze wszystkich polskich trenerów, pretendujących do objęcia kadry Polski.
Uważam, że wybierając kogoś innego zrobilibyśmy krzywdę nie tylko Panu Henrykowi ale również całemu pokoleniu wychowanków Kazimierza Górskiego, którego Pan Henryk jest przedstawicielem.  
Asystenci Henryka Kasperczaka powinni zostać wybrani  z najzdolniejszych polskich trenerów  ostatnich lat, takich jak: Waldemar Fornalik, Maciej Skorża, Piotr Nowak, Michał Probierz, Adam Nawałka, Czesław Michniewicz.
Będę obstawał jednocześnie za modelem reprezentacji ze stałym sztabem szkoleniowym LITOF, z umową o prace na stałe, odpowiedzialnym za logistykę, informację, taktykę, przygotowanie fizyczne i odnowę.
Stały sztab szkoleniowy z dwoma asystentami trenera i trenerem bramkarzy wskazanymi przez związek to  nienaruszalny model, który powinien zaakceptować każdy trener podejmujący się pracy z polską reprezentacją. Na czas wielkich imprez do składu sztabu powinien również być dołączany trener reprezentacji młodzieżowej.
Taki sztab to złoto a ciągłość pracy i doświadczenie zdobyte przez lata to walory, które na pewno wpływałyby na właściwe przygotowanie do turniejów i lepszą grę w przyszłości. Pierwszy trener miałby ewentualnie możliwość uzupełnienia składu sztabu kadry wskazanymi przez siebie (max. 2) fachowcami z umowami o pracę na czas określony.
Pozdrawiam.



goal.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy