Rafał Boguski: Jeżeli było coś nie tak, to winny byłem ja lub inni Polacy

Rafał Boguski (Wisła Kraków/Puszcza Niepołomice)
PressFocus Na zdjęciu: Rafał Boguski (Wisła Kraków/Puszcza Niepołomice)

Z Rafałem Boguski trudno rozmawiać wyłącznie o tematach związanych z 1 Ligą. Były reprezentant Polski spędził przy Reymonta kilkanaście lat, dlatego nie może uniknąć pytań o Wisłę. 38-latek mówi o tym, kto skorzystał na spadku Białej Gwiazdy, o przyszłości krakowian w nowym otoczeniu, a także wspomina swoją przygodę przy R22 i zdradza, komu najczęściej “obrywało się” za porażki. Rafał Boguski przedstawia również nową gwiazdę zaplecza Ekstraklasy i wyznacza sobie “okres przydatności”.

  • Rafał Boguski spędził w Wiśle zdecydowaną większość swojej kariery. Dopiero po sezonie 2020/21 pożegnał się z Reymonta i trafił do pierwszoligowej Puszczy Niepołomice
  • Sześciokrotny reprezentant Polski nie uniknął pytań o Białą Gwiazdę, z którą w tych rozgrywkach, nieoczekiwanie, będzie miał okazję rywalizować na tym samym szczeblu
  • Jaka jest 1 Liga? Na co należy uważać i czego mogą tutaj nauczyć się młodzi gracze? 38-latek przedstawia zaplecze Ekstraklasy z punktu widzenia piłkarza, który był przyzwyczajony do futbolu na najwyższym krajowym poziomie
  • Kto najwięcej zyskał na spadku Wisły? Według Rafała Boguskiego odpowiedź jest dosyć oczywista

Mam wrażenie, że 1 liga w polskim futbolu to ciągle świat nieodkryty. W kontekście tego pytania myślę przede wszystkim o kibicach i piłkarzach Wisły Kraków, którzy do tej pory odrzucali myśli o bliskim kontakcie z 1 ligą. Na co muszą przygotować się Wiślacy?

Na pewno 1 liga, pod względem „opakowania” telewizyjnego, jest zdecydowanie mniej atrakcyjna niż Ekstraklasa. Infrastruktura sportowa na zapleczu też nie stoi na tak wysokim poziomie. Oczywiście coraz więcej klubów dysponuje nowoczesnymi stadionami, ale ciągle zdarzają się takie przypadki, że obiekty pamiętają naprawdę zamierzchłe czasy. Trzeba będzie się przygotować na to, że na trybunach już nie zasiądzie po 20, czy nawet 30 tysięcy osób – tutaj rywalizacja odbywa się w mniejszych ośrodkach.

Po kilku latach gry w Ekstraklasie trafił Pan na jej zaplecze – czy skok jakościowy pomiędzy tymi rozgrywkami był zauważalny?

Różnica między tymi poziomami jest znaczna. Pierwsza liga jest nieco bardziej wyrównana. W poprzednim sezonie ponad tę rzeczywistość wyrastała Miedź Legnica, ale generalnie rzecz biorąc, w tabeli zwykle panuje ogromny ścisk. Po serii niepowodzeń można wylądować w dolnych rejonach stawki, natomiast w przypadku kilku zwycięstw karta się odwraca – grasz o baraże. Z jednej strony liga jest ciekawa, ponieważ wszystko zmienia się właściwie co kolejkę. Z drugiej – poziom sportowy na pewno jest niższy niż w Ekstraklasie.

Zapewne nie wyobrażał sobie Pan, że zaledwie sezon po rozstaniu z Białą Gwiazdą trafi Pan na swój były klub na tym samym poziomie ligowym.

Cały czas wierzyłem, że Wiśle uda uniknąć się spadku. Do momentu meczu z Radomiakiem, który oglądałem, byłem pełny nadziei. Niestety, wyszło jak wyszło.

Gdy finansowo nie wszystko wyglądało tak, jak powinno, gra była lepsza. Natomiast w tym sezonie wszystko się odwróciło.

Ekstraklasa przyciąga więcej kibiców, większych sponsorów, a co za tym idzie – większe pieniądze. Gdy przy Reymonta zachodziły zmiany właścicielskie, można było zauważyć postęp w sprawach finansowych i organizacyjnych. Myślę, że to też niejako zamazało obraz faktycznego poziomu sportowego drużyny.

Krakowianie raczej nie mają zamiaru spędzać tutaj więcej niż rok. Jeżeli miałby pan przekazać jakieś rady dla zespołów, które w tym sezonie rozpoczynają swoją przygodę z tymi rozgrywkami, co znalazłoby się w takim poradniku?

Na pewno wszyscy muszą nastawić się na walkę, od pierwszych minut każdego meczu. Tutaj podstawą jest determinacja i zaangażowanie. Dopiero później w grę wchodzą różnice pod względem umiejętności technicznych.

Niezależnie od tego, czy jesteśmy związani emocjonalnie z Wisłą, czy wręcz wprost przeciwnie, z perspektywy I ligi spadek Białej Gwiazdy to najlepsze, co mogło przytrafić się całym rozgrywkom.

Oczywiście, że tak. W każdym mieście, które odwiedzi Wisła, czeka nas święto futbolu. Kibice chętnie przyjdą na stadion, by zobaczyć Białą Gwiazdę na żywo. Nie na co dzień rywalizuje się z taką marką, zwłaszcza w rozgrywkach ligowych. Dla wielu ekip niesamowitym przeżyciem będzie także podróż na Reymonta.

Hasło „bij mistrza” zamieni się w „bij spadkowicza”.

Właśnie tak. Myślę, że rywale podwójnie będą motywowali się przed meczami z Wisłą. I to zdecydowanie utrudni krakowianom zdobywanie punktów.

Ma pan już swoich faworytów na ten sezon I ligi? Kto powinien włączyć się do walki o awans?

Nie śledziłem zmian, jakie zachodziły w kadrach poszczególnych zespołów, oczywiście oprócz Wisły i Puszczy. Myślę, że o awans na pewno powalczą spadkowicze, jednak w gronie ekip liczących się w tej rywalizacji zabraknie Górnika Łęczna. Mierzyliśmy się z nimi w sparingu, mają problemy personalne. Krakowska Wisła to wielka marka, dlatego na zapleczu postarają się spędzić tylko jeden sezon. Groźna będzie także Arka, zwłaszcza jeżeli gdynianie utrzymają formę z wiosny.

Jakie są oczekiwania wobec Puszczy?

Zająć jak najwyższe miejsce. Musimy od samego początku regularnie punktować, to wszystko.

W poprzednich rozgrywkach emocjonowaliśmy się grą Szymona Kobusińskiego, który dzięki dobrym występom został zauważony przez Zagłębie Lubin? Kto z Niepołomic w tym sezonie zrobi na nas największe wrażenie?

W naszej kadrze wyróżnia się Kacper Cichoń. Jeżeli w meczach pokaże to, co prezentuje nam na treningach, może być najjaśniejszą postacią naszej drużyny. Jednak tutaj, w Niepołomicach, stawiamy przede wszystkim na zespołowość.  

Kluby z Ekstraklasy zwykle chętnie wypożyczają młodszych piłkarzy poziom niżej. Czego tutaj mogą się nauczyć zawodnicy, którzy są na początku swojej przygody?

Na pewno przygotowania fizycznego. Tutaj można przekonać się, na czym polega rywalizacja w dorosłej piłce. W pierwszej lidze można nabrać doświadczenia i przetarcia przed grą w Ekstraklasie.

1 liga to dobre miejsce dla gracza dojrzałego? Po tak długiej przygodzie z najwyższym poziomem mogło nastąpić swego rodzaju zdarzenie z twardą ścianą zupełnie innej rzeczywistości.

Właściwie to ciężko było przestawić się z gry w Ekstraklasie na pierwszoligowe zmagania. Tutaj jest naprawdę dużo walki wręcz, trzeba być dobrze przygotowanym pod względem fizycznym, by podołać ligowym trudom. Jednak nie powiedziałbym, że to nie jest miejsce dla piłkarzy starszych – trzeba się po prostu dostosować i potraktować to jako nowe doświadczenie.

Rok bez Rafała Boguskiego i Wisła ląduje w pierwszej lidze. Pojawiły się myśli w stylu „macie za swoje”?

Nigdy nie myślałem w ten sposób. Na Reymonta przeżyłem kilka wspaniałych lat. Niesamowicie cieszyłem się grą w swoim ostatnim sezonie tutaj. Jestem wdzięczny działaczom, trenerom i kolegom za ten rok, który z nimi spędziłem. Absolutnie nie pojawiła się żadna satysfakcja ze spadku Wisły. To jest mój klub, zawszę chcę go oglądać na najwyższym szczeblu.

Rafał Boguski to jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy Wisły? A może także jeden z najczęściej krytykowanych?

Dostawałem sygnały, że jeżeli było coś nie tak, to winny byłem ja lub inni Polacy. Przyzwyczaiłem się do tych głosów, ale skupiałem się na tym, by robić swoje i pomagać drużynie. Nie miałem wpływu na to, jak inni reaguję i jakie głoszą opinie.

Jakie ma pan plany na przyszłość?

Coraz częściej zastanawiam się, co będę robił, gdy skończę grać w piłkę, ale w dalszym ciągu nie wiem. Chciałbym pozostać przy futbolu. Naturalną drogą wydaje się podjęcie pracy trenera. Chciałbym tego spróbować, jednak gdy od jakiegoś czasu obserwuje szkoleniowców, to zauważam, że to wcale nie jest łatwy kawałek chleba. Trzeba przyznać, że nie jest to zawód, w którym należy spodziewać się cierpliwego traktowania. Raczej wypada się nastawić na krótkoterminowość. Oczywiście mam tu na myśli drużyny seniorskie na najwyższym poziomie – praca z młodzieżą czy w niższych ligach to nieco większy komfort. Natomiast Ekstraklasa jest nastawiona na „tu i teraz”.

Pojawiły się już pierwsze myśli o emeryturze? Czy jak Gianluigi Buffon, zamierza pan grać dopóki nogi nie odmówią posłuszeństwa?

Póki zdrowie mi pozwoli, chciałbym grać jak najdłużej. Ale na razie nie wybiegam daleko w przyszłość. Może przyjść taki moment, że moje nastawienie się zmieni. Jednak w tej chwili cieszę się każdym meczem i już nie mogę doczekać się rozpoczęcia sezonu.

Komentarze