Przełamanie Sampdorii, pech Bereszyńskiego

Bartosz Bereszyński
PressFocus Na zdjęciu: Bartosz Bereszyński

Po raz drugi w tym sezonie Sampdoria Genua zapisała na swoje konto komplet punktów. W piątkowym meczu 9. kolejki Serie A pokonała przed własną publicznością 2:1 Spezię Calcio.

Sampdoria bardziej konkretna

Piątkowe spotkanie nie miało zdecydowanego faworyta, choć Sampdoria miała po swojej stronie atut własnego boiska. Drużyna Bartosza Bereszyńskiego, który wybiegł na murawę od pierwszej minuty, liczyła na przerwanie fatalnej passy czterech kolejnych meczów bez wygranej i odniesienie drugiego zwycięstwa w sezonie.

Początek meczu należał do gości ze Spezii, który próbowali zaskoczyć swoich rywali. Zaskoczyli jednak samych siebie. W 15. minucie na prowadzenie wyszła Sampdoria. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego niefortunnie interweniował Emmanuel Gyasi, który skierował piłkę do bramki swojego zespołu.

Inicjatywa w tym meczu należała do gości, ale konkretniejsza była drużyna z Genoi. W 32. minucie bliski zdobycia drugiego gola był Francesco Caputo, ale piłka po jego strzale przeszła tuż obok słupka. Cztery minuty później dobrej sytuacji nie zmarnował Antonio Candreva, który mocnym uderzeniem z lewej strony pola karnego wykorzystał dogranie Manolo Gabbiadniego. Przed przerwą wynik nie uległ już zmianie.

W drugiej połowie Spezia miała przewagę, z której jednak nic nie wynikało. W 74. minucie bliski zdobycia trzeciego gola dla Sampdorii był Bereszyński, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali. Piłka po technicznym strzale reprezentanta Polski trafiła jednak w poprzeczkę.

W doliczonym czasie gry goście w końcu znaleźli sposób na defensywę Sampdorii i zdobyli kontaktowego gola. Na listę strzelców wpisał się Daniele Verde. Było to jednak wszystko na co było ich stać w tym meczu.

Komentarze