Koniec serii Milanu! Rewelacyjny występ Szczęsnego

dybala.paulo
dybala.paulo PressFocus

27 meczów – tyle trwała seria Milanu bez porażki w Serie A, którą w środowym hicie przerwał Juventus. Pierwsza połowa tego spotkania (1:1) była emocjonująca i wyrównana. Po przerwie zawodnicy prowadzeni przez Andreę Pirlo zagrali jednak tak, że gospodarze mogli tylko bić rywalom brawo. Finalnie Juventus wygrał 3:1 i do liderującego Milanu traci siedem punktów.

W środę o godzinie 20:45 miał rozpocząć się mecz z kategorii wagi ciężkiej, na który od dawna z niecierpliwością czekali nie tylko kibice włoskiego futbolu. Na San Siro o zwycięstwo rywalizowali dwaj giganci – AC Milan i Juventus. Wielkie emocje były gwarantowane.

Bajeczna dwójkowa akcja

Spotkanie to można podzielić na trzy fazy, w których działo się sporo. W pierwszej rozpoczynającej starcie w Mediolanie bardziej aktywni byli zawodnicy Milanu. W siódmej minucie Rodrigo Bentancur w prosty sposób stracił piłkę, którą przejął Samu Castillejo. Hiszpan przymierzył w kierunku bliższego słupka, ale czujny był Wojciech Szczęsny. Gospodarze grali odważnie, stosowali wyskoki pressing i poza skutecznością, trudno było znaleźć źle funkcjonujący element. Z kolei Juventus nie przypominał siebie, notował wiele strat i stwarzał mało okazji strzeleckich. Trudno o nie jeżeli najważniejsi zawodnicy ofensywni są niewidoczni.

Po upływie kilkunastu minut rozpoczęła się druga faza, podczas której pochwały należały się turyńczykom. Bianconeri zaczęli grać odważniej oraz stosować wyższy i bardziej agresywny pressing. W 16. minucie po serii odbić piłki głową w polu karnym, okazję miał Federico Chiesa, który w ułamku sekundy podjął decyzję o strzale, ale przymierzył tylko w słupek. Kilka chwil później 23-latek po dwójkowej akcji z Paulo Dybalą wprawił sympatyków Juventusu w euforię. Argentyńczyk zagrał bowiem piętą do Chiesy, a ten delikatnie podniósł piłkę i uderzył świetnie w lewy dolny róg bramki. Simon Kjaer starał się zablokować ten strzał, ale bezskutecznie.

Kontrowersyjna decyzja arbitra

Milan przez pewien czas nie mógł się otrząsnąć, ale w końcu wrócił do gry i zdominował rywala. Niezwykle aktywny był Rafael Leao, który sprawiał obrońcom mnóstwo problemów. Konsekwentnie strzały Portugalczyka bronił jednak Wojciech Szczęsny. Polaka można zdecydowanie uznać za kluczową postać tego wieczoru, bronił bowiem praktycznie wszystko, co leciało w światło bramki. Juventus grał na alibi i był tylko tłem dla przeciwnika. Mediolańczycy na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry w końcu doprowadzili do remisu, chociaż trafienia to wzbudza kontrowersje. Hakan Calhanoglu wytrącił bowiem faulem z równowagi Adriena Rabiota, co doprowadziło do jego upadku. Kilkadziesiąt metrów dalej Leao wbiegł w pole karne i zagrał do dobrze ustawionego Davide Calabrii. 24-latek bez wahania uderzył perfekcyjnie w prawy górny róg bramki i wpisał się na listę strzelców. Sytuacja ta nie została przeanalizowana przez VAR i sędzia wskazał na środek boiska.

Magiczne duo

Druga połowa również rozpoczęła się od przejęcia inicjatywy przez jedną z drużyn, jednak tym raz zrobił to Juventus, który po godzinie gry ponownie objął prowadzenie. Znów do akcji wkroczył argentyńsko-włoski duet, Dybala już mniej efektownie, ale skutecznie podał co Chiesy. Skrzydłowy gości minął z łatwością rywali, zszedł do środka i przymierzył precyzyjnie w lewy róg bramki. Po tej akcji w wyniku urazu musiał przedwcześnie opuścić murawę.

W miejsce Chiesy pojawił się Dejan Kulusevski. Z kolei Dybalę zastąpił Weston McKennie, co okazało się wybitną decyzją Pirlo. Ci zawodnicy w 76. minucie sprawili, że Juventus wygrywał już 3:1. Szwed wbiegł w pole karne i zagrał do niepilnowanego reprezentanta USA, a z bliskiej odległości pokonał bezradnego Gianluigiego Donnarummę.

Milan robił co mógł, ale w tym momencie szczególnie dały o sobie znać osłabienia kadrowe, ponieważ Stefano Pioli chciał odmienić losy meczu poprzez wprowadzenie rezerwowych, ale miał mocno ograniczone pole manewru. Mimo kilku niezłych okazji strzeleckich gospodarze nie trafili już do siatki rywali i pierwszy raz w tym sezonie ligowym musieli uznać wyższość rywala.

Komentarze