Rollercoaster w półfinale Pucharu Polski! Rzuty karne wyłoniły zwycięzcę [WIDEO]

To był jeden z najlepszych meczów Pucharu Polski w historii. Prawdziwy rollercoaster emocji przyniósł rozstrzygnięcie dopiero w serii rzutów karnych. W finale zagra bowiem Raków Częstochowa.

Lamine Diaby Fadiga
Obserwuj nas w
Pressfocus Na zdjęciu: Lamine Diaby Fadiga

Wielkie emocje i kontrowersje w półfinale Pucharu Polski

Raków Częstochowa mierzył się dzisiaj w drugim półfinałowym starciu STS Pucharu Polski z GKS-em Katowice. Ten mecz od samego początku zapowiadał się niezwykle ciekawie, bowiem spotkały się dwa wyrównane zespoły, które w lidze prezentują zbliżony poziom. Niemniej w ostatnich tygodniach to goście prezentowali się lepiej.

To też było widać w pierwszej połowie tej rywalizacji. Pierwsze minuty należały co prawda do Medalików, ale dość szybko do głosu doszli Katowiczanie, którzy już w 21. minucie rywalizacji wyszli na prowadzenie. Gola zdobył wówczas Erik Jirka, który wykorzystał błąd defensywy Rakowa. Zresztą błędów z obu stron było w tej odsłonie meczu więcej. Kolejnym z nich był bowiem faul w polu karnym gospodarzy, który poskutkował rzutem karnym dla GKS-u. Jedenastkę zaś pewnie egzekwował Arkadiusz Jędrych. Wówczas wydawało się, że kolejne 45 minut będzie bardzo spokojne dla ekipy Rafała Góraka i że jedną nogą są oni już w finale Pucharu Polski.

Jednak nic bardziej mylnego. Tuż po zmianie stron gola kontaktowego zdobył Jonatan Brunes. Norweg ładnym strzałem z dystansu dodał skrzydeł swoim kolegom, którzy dwie minuty później doprowadzali do wyrównania. Piłkę w siatce na 2:2 umieścił po strzale głową Bogdan Racovitan. W 49. minucie meczu stan gry więc wrócił do punktu wyjścia, lecz przecież mentalnie to Medaliki były w gazie i zyskały mentalną przewagę. To przełożyło się na kolejne ataki i w konsekwencji rzut karny podyktowany w 67. minucie rywalizacji.

Wówczas po zagraniu piłki ręką przez Arkadiusza Jędrycha do jedenastki podszedł Jonatan Brunes, ale jego strzał wybronił Dawid Kudła. Piłka sparowana przez bramkarza GieKSy padła jednak łupem piłkarza Rakowa, który skierował ją już do siatki. Problem jednak w tym, że w momencie strzału Lamine Diaby-Fadiga najprawdopodobniej był w polu karnym, co powinno skutkować powtórzeniem karnego. Sędziowie jednak uznali, że noga napastnika znajdowała się w momencie strzału w powietrzu dosłownie interpretując słowa przepisu o „wkroczeniu w pole karne”. Niemniej finalna decyzja o zaliczeniu gola wywołała wielkie kontrowersje.

Ostatnie minuty meczu to już jednak absolutnie niezwykle emocjonujący czas. GKS Katowice do samego końca próbował bowiem doprowadzić do wyrównania. I gdy wydawało się, że wszystko zakończy się korzystnie dla Rakowa, to gola na 3:3 w doliczonym czasie gry zdobył Adam Zrelak. Jednak nawet trafienie Słowaka nie zakończyło emocji podstawowego czasu gry, bowiem już w ostatnich sekundach meczu VAR analizował potencjalny rzut karny dla gości. Finalnie arbiter słusznie odgwizdał brak przewinienia i zaprosił piłkarzy na przerwę przed dogrywką.

Pierwsza połowa dogrywki była, jak można było się spodziewać, bardzo spokojna. Właściwie niewiele się w niej działo. Podobnie było na początku drugiej jej części, lecz w 112 minucie rywalizacji piłkę do siatki skierował Leonardo Rocha, który świetnie odnalazł się w polu bramkowym po dośrodkowaniu od jednego z partnerów. Radość nie mogła trwać jednak zbyt długo, bowiem pod naporem ofensywy GKS-u defensywa Rakowa padła po raz czwarty. Tym razem fenomenalnego gola z dystansu zdobył Eman Marković i doprowadził tym samym do serii rzutów karnych.

1. Seria: Leonardo Rocha – gol, Arkadiusz Jędrych – gol
2. Seria: Lamine Diaby-Fadiga – gol, Bartosz Nowak – gol
3. Seria: Karol Struski – gol, Erik Jirka – obronił Zych
4. Seria: Bogdan Racovitan – gol, Sebastian Milewski – obronił Zych

Finalnie więc to Raków Częstochowa 2 maja na PGE Narodowym zmierzy się z Górnikiem Zabrze w finale STS Pucharu Polski.

Zobacz także: FIFA zdecydowała ws. Szymona Marciniaka. Wiadomo, co z mundialem