Powrót Widzewa, Runjaic i uroki Warszawy, baraże na skraju fotela | Dwugłos Tetryków

Na zdjęciu:

Co Kuba wieszczy Widzewowi w Ekstraklasie i czy wieszczy odważniej niż Leszek? Co może być największym problemem, a co siłą Widzewa? Jak to jest mieć trenera Kostę Runjaica u siebie, dobrze? Czy były szkoleniowiec Pogoni jest w stanie zrobić ponownie to, co zrobił w Szczecinie, a więc pomóc przebudować klub? Czy w Legii będą chcieli, aby się za to brał? Jak tam przed barażami i dlaczego ktokolwiek awansuje, będzie ciekawie? Tetrycy zapraszają nad dwugłos.

  • Widzew w Ekstraklasie: szanse, nadzieje, wyzwania
  • Runjaic w Legii: z czym może się zderzyć
  • Piłka nigdy nie śpi. Arcyciekawe baraże o ESA

Jakub Olkiewicz: Leszek, miejmy to za sobą. Widzew awansował do Ekstraklasy, serdecznie ci gratuluję, nawet muszę przyznać, że widzę niezaprzeczalne plusy takiego zakończenia sezonu – nie będzie derbów, a jak wiadomo, każde derby to kilka lat życia mniej. Najbardziej się zaś cieszę, że nie było derbów w barażach, bo wtedy już w ogóle serducho mogłoby nie wytrzymać. Zapytam przewrotnie: jeszcze się cieszysz, czy już martwisz na zapas, co to będzie po awansie?

Leszek Milewski: Cieszę się. Nie jest tajemnicą, że – tak jak pisałem we wczorajszym felietonie – jest wielu dziennikarzy bardziej uprawnionych do pisania o wszystkim tym, co działo się od momentu Reaktywacji. Dziennikarzy, którzy byli w Pajęcznie, Brzezinach, którzy opisywali konferencję, na której Widzew odzyskał swój herb. Którzy byli przez cały ten czas, gdy było źle. Oni mają dziś najwięcej satysfakcji. Oni śledzili tę niezwykłą ścieżkę odbudowy. Ja obserwowałem, ale z niewątpliwej oddali, bo moim podstawowym obowiązkiem przez te wszystkie lata było obserwowanie Ekstraklasy. Teraz te dwa nieprzystawalne od lat światy – Widzew i Ekstraklasa – są jednym. I to będzie dla mnie przygoda, tydzień w tydzień pracować przy Widzewie. Miałem tego namiastkę podczas pucharowego meczu Widzewa z Legią, kiedy Widzew, choć ostatecznie przegrał, pokazał ten osławiony widzewski charakter, odrobił dwie bramki straty, a atmosfera na meczu była wspaniała.

Co do martwienia się – nie martwię się, bo to nie czas na martwienie się, to czas na świętowanie, ewidentnie. Ale tak, będę we frakcji ostrożnej. Frakcji, której niektórzy będą zarzucać minimalizm. Chcę tylko i wyłącznie utrzymania w przyszłym sezonie, bez względu na styl, bez względu na cokolwiek. Uciułać utrzymanie, zostać. Dopiero potem brać rozpęd. Teraz przetrwać. Oglądam ESA zawodowo od kilku lat i wiem, że trudny jest los beniaminków. Wchodzi wielka firma, która będzie budzić zaciekawienie na każdym stadionie Ekstraklasy, ale nikt sportowo Widzewa nie będzie się bać. Oczywiście wierzę w ciekawe wzmocnienia, wierzę, że Widzew będzie miał budżet na paru fajnych graczy. Ale widziałem niejeden klub w ESA, który miał budżet na paru fajnych graczy, a ostatecznie spadał. Kolejny raz powtórzę: minęły czasy, gdy w lidze utrzymywał się najmniej słaby.

JO: Znasz dobrze moje czary dotyczące ulubionych klubów i tych, którym życzę średnio, bo źle nie życzę nikomu. Powiem więc, również jako człowiek śledzący losy Ekstraklasy dość wnikliwie, że Widzew Mateusza Dróżdża ma potencjał, by przynajmniej w pierwszym sezonie pozytywnie zaskoczyć. Oczywiście Tomasz Stamirowski to nie Michał Świerczewski, nie przewiduję mimo wszystko dwóch trofeów na przestrzeni 2-3 lat, ale taka ścieżka Radomiaka nie wydaje się nieosiągalna. Pamiętajmy, że Dróżdż Ekstraklasę zna, Dróżdż był bardzo blisko Zagłębia Lubin, które z odmętów pierwszej ligi płynnie przemaszerowało do europejskich pucharów. Gdybym był kibicem Widzewa, nie obawiałbym się spadku, a przynajmniej nie byłby to mój koszmar senny, który mąciłby mi każdą kolejną noc.

Jasne, Widzew obecnie nie ma drużyny, która mogłaby tu i teraz przeskoczyć piętnastu ligowych rywali. Ale do ligi kawał czasu, półtora miesiąca, podczas których, uwaga, wszystko się może zdarzyć. Trzeba pamiętać, że widzewiacy będą startować pewnie z pozycji nieco mocniejszej niż niektóre spośród klubów utrzymanych w Ekstraklasie – nawet pod kątem budżetu to raczej będzie kilka procent wyżej niż Warta Poznań, Stal Mielec czy Radomiak Radom. Gdy dodamy do tego, że w lidze zagości Miedź Legnica oraz ktoś z baraży, wcale nie wykluczam, że Odra Opole lub Chrobry Głogów… No, utrzymanie nie wydaje się celem nieosiągalnym. Jeśli coś Widzew może na tej drodze pogubić, to mocarstwowość a’la Hotel Awiator. Natomiast mam wrażenie, że mocarstwowość, nawet pewna megalomania to domena części spośród kibiców Widzewa, a niekoniecznie Dróżdża czy Rydza. Co do pracy przy ukochanym klubie, tak regularnie, tydzień w tydzień, podczas programów ligowych, powiem tak: da się to przeżyć. Warunek jest jeden – trzymasz się z dala od zakulisowych informacji, newsów, przecieków, konfliktów z szatni i bojów przeróżnych koterii. Ja przez moment działałem przy ŁKS-ie niemal tak jak Szymon przy Radomiaku – i wtedy porażki bolały jeszcze mocniej, bo wydawały się możliwe do uniknięcia. Od dłuższego czasu staram się trzymać roli kibica i wtedy całość smakuje o wiele lepiej, nawet jeśli przegrywasz baraż z Górnikiem Łęczna. Kawka w marketingu, sztama z biurem prasowym – tak, jasne. Sprawdzanie, czy przyjeżdżający Hiszpan miał jakąkolwiek asystę w poprzednim klubie z trzeciej ligi kazachskiej – nie, to psuje odbiór.

Swoją drogą – powiedziałeś nam, Mateuszowi i mnie, kibicom ŁKS-u, że trochę u ciebie drgnęło widzewskie serce. Jak się fetowało awans z Ireneuszem Mamrotem u boku?

LM: Jest się do czego odnosić, zanim odpowiem o trenera Mamrota. Po pierwsze: ta “ścieżka Radomiaka” dziś ma pejoratywne znaczenie. Dziś “ścieżka Radomiaka” oznacza zbyt szybkie zachłyśnięcie się dobrymi wynikami. Nie chciałbym iść ścieżką podpalania się, tak przy zwycięstwach, jak przy porażkach.

Jasne, nieosiągalne utrzymanie absolutnie nie jest, tego nie mówię, ani na jotę. Po prostu chciałbym uniknąć myślenia: awansowaliśmy, najtrudniejsze już za nami. Nie, teraz też trzeba pełnej koncentracji i lodu na głowy, by nie przeszkodzić w pracy tak działaczom, jak trenerowi i piłkarzom, nierealnymi wymaganiami na pierwszy sezon. Jestem przekonany, że potrzeba w tym momencie cierpliwości od całego widzewskiego środowiska.

Potwierdzam, drgnęło, bo zawsze śledziłem, ale nawet gdy pytano nas Kuba o naszą relację, odpowiadałem: inna temperatura. ty jesteś w zasadzie ultrasem ŁKS-u, ja sympatykiem Widzewa. Na pewno nie było tak, że oglądanie meczu Widzewa było dla mnie stałym punktem tygodnia, tak jak to ma miejsce choćby u mojego szwagra. Będzie to więc dla mnie powrót do śledzenia Widzewa tydzień w tydzień i podkreślę: jaram się tym. Jaram się tym, by przeżywać losy jakiejś drużyny trochę bardziej, bo poza kadrą – a i też nie zawsze, w krytycznych momentach zmęczenia nagromadzeniem pracy wokół futbolu – tego już tak nie odczuwałem.

Co do fetowania u boku Ireneusza Mamrota, kolejny raz przypomnę: ustawcie się na poranek. To będzie sztos. Ja trenera prywatnie Mamrota bardzo lubię, bo warsztat warsztatem, ale jakim jest człowiekiem na zawsze pokazała historia Michała Macka. Trenera zagubionego, mającego problemy rodzinne, trenera zawodowo nigdzie, a którego trener Mamrot, po tym jak Michał udzielił mi wywiadu, zaprosił prosto znikąd do siebie do Jagiellonii, Michała kwaterując u siebie w domu. Piękny gest.

JO: Też słyszałem wiele dobrego o tej twarzy Ireneusza Mamrota i nigdy nie kwestionowałem jej istnienia. Niczego nie wykluczam, nigdy nie życzyłem przecież trenerowi źle, liczę, że się kiedyś serdecznie dogadamy co do losów ŁKS-u w pamiętnej rundzie wiosennej ubiegłego sezonu.

Swoją drogą, co do ŁKS-u – otrzymuję sygnały, że klub ma zamiar wrócić na ścieżkę, z której dość mocno zboczył. Niesamowita jest pamięć kibica – mogę odtworzyć co do setnej sekundy trucht Samuela Corrala w stronę bramki Widzewa, mogę w nieskończoność powtarzać sobie w myślach bramkę Krykuna, ale wystarczy mi jakiś strzępek nadziei, że jeszcze kiedyś będzie lepiej, a już najchętniej ustawiłbym się w kolejce po karnet. Życzę ci, żeby na dobre wrócił ten wewnętrzny kibic – to straszny złodziej zdrowia, ale raz na dekadę daje sporo frajdy.

Tyle o Łodzi, spójrzmy na wschód. A tam – NOWY TRENER. Kto by się spodziewał, że jednak Vuković nie zostanie na kolejny sezon, kto by się spodziewał, że Legia Warszawa wyjmie akurat KOSTĘ RUNJAICIA i to akurat z Pogoni Szczecin. Najpilniej strzeżona tajemnica Europy już przestała być tajemnicą, ludzie, którzy wiedzieli o tej zmianie nieco wcześniej, zrzucili właśnie z serc gigantyczny głaz, bo jednak korciło, by się tą cenną zakulisową informacją podzielić z całym światem. Czułeś pismo nosem? Podskórnie wyczuwałeś drgania pociągu toczącego się po szynach z Zachodniego Pomorza na Mazowsze? Coś ci podpowiadało, że tak się może ta cała kabała skończyć? Czy może informacja o Runjaiciu w Legii spadła na ciebie niczym Krykun na defensywę ŁKS-u pamiętnego wieczoru jakiś czas temu?

LM: Zupełnie się nie spodziewałem. Szokująca informacja. Podobno Legia strzeże też w swoich kasach pancernych wielu innych zastrzeżonych informacji. Na przykład takiej, że w nocy jest ciemno, a po kwietniu następuje maj.

Mnie na razie w kontekście zatrudnienia Runjaica najbardziej interesuje dysonans, o którym rozmawialiśmy dziś w poranku. A więc to, że pewnie wielu kibiców Legii oczekuje, że Runjaic dowiezie tu i teraz. Że w przyszłym sezonie Legia znowu będzie trzęsła ligą. I jakkolwiek wciąż może, nie potrzeba fantazji godnej J.R.R Tolkiena, by wyobrazić sobie powrót warszawian na tron, tak Runjaic raczej tonuje emocje. Mówi, że to się nie da tak, że od razu. A nawet nie w pół roku. Jego pierwsze słowa to raczej zapowiedź tego, na co w Legii nigdy nie było miejsca: sezonu przejściowego. Runjaic strzela mocno: zaczynam od zera. Co prawda nie wszystko w Legii jest źle, ale zaczynam od zera.

Konkurencja w lidze jest mocna, projekty Lecha, Rakowa i Pogoni nie są efemerydami, mają mocne fundamenty. To nie tak, że zebrała się akurat niezła drużynka i zażarło, tylko jakość tych drużyn jest efektem wszystkiego, co za kulisami. W Legii Runjaic stoi przed wyzwaniem znacznie większym, niż poukładanie tylko zespołu i o tym trzeba pamiętać. Nadzieja dla kibiców Legii w tym, że gdy przyłożyć ucho w Szczecinie w odpowiednim miejscu, to mówią, że Runjaic właśnie to zrobił w Pogoni, daleko wykraczając poza swoją rolę trenera. Inna sprawa, czy tutaj tak szeroka chęć zaangażowania będzie równie mile widziana. Nie jest tajemnicą, że Runjaic często ostro spierał się z włodarzami Pogoni. Z tego robił się twórczy ferment. Ale wiadomo, że nie zawsze wchodzenie władzom klubu w słowo kończy się owocująco dla trenera.

JO: W teorii tutaj wszystko się zgadza – Legia jest gdzieś w miejscu “tamtej” Pogoni. Przypomnijmy tym, którzy nie są aż tak starzy jak my. W Szczecinie Kosta wjeżdżał po nieudanej przygodzie Pogoni z Maciejem Skorżą. Szeroki kontekst: Skorża był ściągany do Portowców jako ktoś, kto ma wreszcie zerwać z łatką klubu, którego jedyną ambicją jest awans do górnej ósemki. Próbowali w Szczecinie to fatum przełamać Moskal z Michniewiczem i paru innych, ale nikomu się nie udawało – dopięte było utrzymanie i miejsce w górnej połowie tabeli, Pogoń ruszała na wczasy. Skorża, ze swoją gablotą pełną tytułów, miał pokazać, jak się wchodzi z poziomu bardzo solidnego średniaka na poziom walki o mistrzostwo. Zamiast tego Pogoń nieomal otarła się o spadek. Runjaic błyskawicznie wyprostował drogi na tyle, by szczecinianie nie musieli wracać do Ekstraklasy z mrocznych czeluści I ligi, a następnie zrobił to, czego nie potrafili poprzednicy – dopchnął, dosunął tę Pogoń z pozycji numer osiem, na pozycje topowe.

Tylko właśnie – tam kwitła współpraca z Dariuszem Adamczukiem, tam od lat szykowano pokolenie Kozłowskiego i kumpli do mocnego wejścia w pierwszy zespół, tam pewne projekt budowano i szlifowano długimi miesiącami. Czy Zieliński z Runjaicem stworzą taki zespół? I co ważniejsze – czy taki zespół, który działał przy Jarosławie Mroczku, wypali przy Dariuszu Mioduskim? Pytań jest sporo, natomiast na ten moment można poprzestać na dość krótkim – role zostały dobrane starannie. Jeśli Legia 2022/23 miałaby być sztuką teatralną, to potrzebny był w roli dyrektora sportowego ktoś taki jak Jacek Zieliński i w roli trenera ktoś taki jak Kosta Runjaic. Ale to, że wystawiając Zemstę masz w roli Cześnika rubasznego i nieco otyłego aktora, nie gwarantuje:

a) że ten aktor nie zapomni swoich kwestii
b) że reżyser jednak nie zmieni wizji w połowie, przekreślając 3/4 scenariusza i dodając do Polski Złotego Wieku pojazdy hipersoniczne

Jak rzekł kiedyś Arkadiusz Malarz – to jest Legia Warszawa. Wtedy to oczywiście miało stanowić podkreślenie: “tutaj nie ma miejsca na bylejakość”. Obecnie to zapowiedź: naprawdę wszystko może się zdarzyć, nawet pojazdy hipersoniczne.

LM: Pojazdem hipersonicznym będą też baraże o Ekstraklasę. Najlepszy dowód, że futbol nie znosi próżni. Niby skończyła się ESA, niby jeszcze nie gra kadra. Ale zawsze jest gdzie spojrzeć, bo gra o to, kto w przyszłym roku będzie perłą w koronie Ekstraklasy, beniaminkiem, któremu będzie się nieustannie wypominać “WESZLI TYLKO PRZEZ BARAŻE” to sprawa niebagatelna. Może nie o taką stawkę, jak rozgrywany też w tym tygodniu mecz o Premier League między Huddersfield i Nottingham, ale jednak.

Dla mnie to o tyle ciekawe, że znajduję atuty przy każdej z kandydatur, każda da coś interesującego. Chrobry Głogów? Oczywiście, pod względem marki najbardziej egzotyczny w gronie. Nie zmienia tego fakt, że budżet ma poukładany, do tego jest dobra akademia. Ale to klub, który ma niezwykle nieliczną frekwencję, w sezonie walki o awans potrafiącą oscylować wokół 500 widzów. Przyznam, że trudno będzie mi znaleźć aż tak wiele argumentów, dlaczego Chrobry miałby być wzmocnieniem ESA. Ale nie na wszystko trzeba patrzeć pod tym kątem. Szanując ten projekt, szanując bogatych głogowian i pana Zbigniewa Prejsa, byłby w ich awansie do ESA pewien żyzny folklor. Mecze Chrobrego Głogów w Grodzisku Wielkopolskim mogłyby być rywalem dla osławionych meczów Sandecji w Niecieczy, w tym przy -40. Inna sprawa, że skoro – cytat za Sport.pl – ludzie nie chodzą na Chrobrego, bo głogowianie mają pieniądze i lubią komfort, może sposobem na frekwencję ligową w Głogowie jest recesja, by nie powiedzieć: bieda. A że czasy idą trudne, zapowiadają ekonomiści, więc może wychodzi słońce frekwencyjne dla Chrobrego.

Odra Opole to marka, która wielokrotnie biła do Ekstraklasy. Lata temu również w taki sposób, że aż Ryszard Niedziela, prezes klubu, wydał fabularyzowaną książkę “Mafia Fryzjera”, zaczynającą się od “spotkania” pana Niedzieli z jakąś damą w jednym z hoteli. Wielkie dzieło. Ale zostawmy przeszłość, klubów, które – by tak rzec – przeszłość mają niejednoznaczną nie trzeba w Polsce ze świecą szukać. Ja jestem pewien, że sukces Odry byłby czymś wielkim dla całej Opolszczyzny. Są w mieście zmotywowani, powstaje nowiutki stadion – to były konkretny impuls do działania i wzmacniania struktur. No i kwestia trenera Plewni, który może zrobić awans, nie posiadając UEFA Pro. Piękny prztyczek w kierunku Szkoły Trenerów, znowu sprawa dostępności tej licencji byłaby głośna, a wydaje mi się, że potrzebuje być głośna.

Z Arką i Koroną sprawa jest prostsza. Arka to, po prostu, dobra drużyna, która wprowadziłaby chyba największą liczbę gotowych na granie wyżej piłkarzy. To też rzesza kibiców, ładny stadion i ciekawa historia Ryszarda Tarasiewicza, który powstał z trenerskich popiołów. W Koronie jest Leszek Ojrzyński, którego szanuję nie tylko dlatego, że jest moim imiennikiem i zna znój noszenia na co dzień tego imienia. Nie mam poczucia, że to zespół gotowy na granie wyżej, ale znam wielu kibiców Korony i życzę temu klubowi dobrze. Z tego co wiem, gdzieś zarządzanie Koroną poszło w górę, może tym razem pieniądze z Canal+ zostałyby zagospodarowane tak, aby wzmocnić cały klub. Dodam też, że to byłaby kolejna szansa zobaczenia Jacka Kiełba w ESA, a to jest zawsze niezaprzeczalnym argumentem.

JO: Powiedziałeś właściwie wszystko, ja dodam dwa powody do kibicowania. Po pierwsze, Ivan Djurdjević w Chrobrym. Świetna historia odbudowy własnej marki po tym, jak Piotr Rutkowski wrzucił go na pole minowe w Poznaniu. Teraz nie przedłuża wygasającej umowy z Chrobrym, insajderzy informują, że rozmawia poważnie z Podbeskidziem, ale to byłaby kapitalna puenta – wprowadzić głogowian do Ekstraklasy i zostać trenerem w którymś z klubów I ligi. Druga ekipa to wspomniany Ojrzyński, ale też Paweł Golański. Mocno mu kibicuję nie tylko z uwagi na to, że to ełkaesiak i łodzianin, a przecież każdy ełkaesiak i łodzianin to mój brat, ale też dlatego, że to bardzo porządny, otwarty i pełen humoru człowiek. Aż szkoda, że to oznacza finał baraży Arka – Odra, bo “moi” zawsze przegrywają.

Ostatnie szybkie pytanie i rozchodzimy się do domów: Pep Guardiola czy Jose Mourinho? Kto zdobędzie w tym tygodniu uszaty puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów? Dodam, że to pytanie podchwytliwe, bo w finale nie ma ani Barcelony Guardioli, ani Interu Mourinho.

LM: Jednak Arka Gdynia.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Komentarze