Brazylia celuje w złoto. Daniel Alves wyśrubuje rekord?

Dani Alves
Dani Alves PressFocus

Pewnie nie wspomniałbym w żadnym tekście o tokijskim turnieju olimpijskim gdyby nie Daniel Alves ruszający po kolejne trofeum w trwającej 20 lat zawodowej karierze. Dwa lata temu wygrał Copa America, w tym roku liczy na złoty medal olimpijski. Kto wie, może Tite powoła go jeszcze na mundial w Katarze?

  • Daniel Alves znalazł się w kadrze Brazylii na igrzyska olimpijskie w Tokio
  • Były piłkarz Barcelony nie zamierza jeszcze kończyć kariery, mimo 38 lat na karku
  • Alves ma być liderem Canarinhos, którzy będą chcieli obronić tytuł, wywalczony przed pięcioma laty w Rio de Janeiro

Daniel Alves nieśmiertelny

Daniel Alves wygrywał trzy razy Ligę Mistrzów z Barceloną, dwa razy puchar UEFA z Sevillą, a krajowe trofea jeszcze z Juventusem i PSG. Z reprezentacją wygrał mistrzostwo świata do lat 20, dwa puchary Konfederacji, dwie edycje Copa America i gdyby tak zebrać pospołu te wszystkie nagrody i wyróżnienia to okazuje się, że jest najbardziej utytułowanym piłkarzem na świecie. A tych trofeów wygrał już ponad czterdzieści!

Tylko do mundiali nasz Daniel nie miał szczęścia. Do RPA pojechał jako rezerwa dla Maicona (trochę pograł, przyznajmy!). W Brazylii był członkiem ekipy, która okryła się największą hańbą w historii brazylijskiego futbolu, a do Rosji nie pojechał przez kontuzję. Ma już 38 lat i pewnie gdyby nie kolejny uraz, grałby podczas zakończonej niedawno Copa America.

Pamiętam jak od mundialu w Rosji Brazylijczycy szukają mu godnego zmiennika, ale znaleźć nie są w stanie. Danilo – dyżurny zastępca od 2015 roku – dobry, pewnie w reprezentacji Polski byłby wynoszony pod niebiosa, ale nie w Brazylii. O Fagnerze czy innych nawet nie wspominam. Bo tu boki obrony “od zawsze” najlepsze na świecie. Od Djalmy Santosa, przez Nelinha, Juniora, Leandro, Jorginho, Branco, Cafu, Roberto Carlosa po Maicona i Marcelo. Daniel Alves do tej prestiżowej grupy najlepszych dołączył już ładnych parę lat temu. Zastąpić takiego chwata? Daj pan spokój, niemożliwe!

Na Copa America Tite wysłał 22-letniego Emersona, co to podbił Real Betis, a w zbliżającym się sezonie zagra już dla FC Barcelony. Na igrzyska zmiennikiem Daniego Alvesa będzie 20-letni Gabriel Menino z Palmeirasu. Zdaje się, że w kontekście mundialu w Katarze, to właśnie tych dwóch młodziaków będzie szykowanych w roli dublerów pary Daniel Alves-Danilo. Dlaczego pary? No tak, w 2015 na Copa America Danilo pojechał zastąpiwszy kontuzjowanego Daniela. Rok później na Centenario nie pojechał Danilo, był Daniel. Do Rosji, na mundial znowu pojechał Danilo zamiast Daniela, za to na Copa America 2019 zabrakło Danilo. Podczas tegorocznej Copy było odwrotnie. Słowem, dobrać ich w parę niepodobne. A skoro tak, to warto mieć zmienników dla obu. Danilo kruchy, Daniel stary. Realia są bezwzględne.

Zabawne, że Brazylia ma kłopot ze znalezieniem dublera dla wyśmienitego prawego obrońcy, podczas gdy na lewej może sobie szastać nazwiskami według dowolnych upodobań trenera. Bo generalnie na świecie jest odwrotnie, co niech będzie najlepszym dowodem na wyjątkowość Daniela Alvesa.

Wyprawa po złoto

Dla Brazylii złoty medal olimpijski stał się ważny od igrzysk w Seulu. Wtedy wysłali naprawdę zacną ekipę kierowaną przez Romario, ale skończyli na srebrnym medalu, chociaż nikt nie miał wątpliwości, że Romario był największą indywidualnością turnieju. Znowu wielkie nadzieje pojawiły się w 1996 w Atlancie. Ronaldo, Rivaldo, Roberto Carlos, Bebeto, Aldair kierowali ekipą, która śmiało mogłaby powalczyć o miejsce na pudle podczas niejednego mundialu. Skończyło się na trzecim miejscu podczas igrzysk…

Cztery lata później też rozczarowanie, bo trener Vanderlei Luxemburgo (prowadził też pierwszą reprezentację) mając Alexa, Ronaldinho, Lucio i armię bardzo solidnych średniaków (Edu, Athirson, Fabio Aurelio) odpadł z turnieju nim ten zdołał się na dobre rozkręcić.
Cztery lata później igrzyska w cuglach wygrała Argentyna, bez straty punktu, bez straty gola. Za cztery lata powtórka. Jak Urugwaj w latach dwudziestych, dwa złote medale z rzędu. Takie dictum musiało oznaczać jedno: koniec żartów z igrzyskami. Złoto brazylijskim priorytetem.
W 2012 roku do Londynu Brazylia jechała po złoto. Znowu selekcjoner pierwszej reprezentacji wybierał grajków na igrzyska. Turniej grano rok po wygraniu przez Brazylię mundialu dwudziestolatków, a na dwa lata przed mundialem u siebie. I chociaż poważnych graczy nie zabrakło znowu skończyło się na przegranym finale. Dopiero u siebie, w 2016 w Rio, udało się wygrać złoto. Uff! Wreszcie.

Pomyślałby kto, że cel osiągnięty, zwijamy żagle? A w życiu! Po pierwsze, tytuł zawsze warto obronić. Po drugie, zawsze warto wyrównać rekord Argentyny i Urugwaju. Po trzecie, w Japonii Brazylijczycy “od zawsze” mają rynek i piłkarze z tego kraju cieszą się uznaniem miejscowych menedżerów. Po czwarte, w Brazylii mieszka największa na świecie japońska diaspora, a po piąte, japońskie firmy w największej strefie ekonomicznej są najważniejszymi inwestorami a niczym innym jak sportem i kawą Brazylijczycy mogą się chwalić w Kraju Kwitnącej Wiśni. No to jadą się chwalić.

Ambasador Daniel Alves dostał do towarzystwa całkiem niezłą pakę młokosów. Atak z Antonym z Ajaksu, Rodrygiem z Realu, Gabrielem Martinellim z Arsenalu oraz zachwalanym pod niebiosa przez brazylijskie media Pedro (najmniej 30 mln euro w tym okienku transferowym – krzyczą!). W drugiej lini szczególnie dwie postaci warte uwagi, bo już do pierwszej reprezentacji przymierzane – Bruno Guimaraes z Olympique Lyon i Gerson (od kilkunastu dni Olympique Marsylia). Pierwszy jest kandydatem do walki o miejsce zajmowane w reprezentacji przez Freda, drugi do rozruszania jej dzięki upodobaniu do fantazyjnej gry.

A całe to towarzystwo ku chwale prowadzić ma pan Daniel, bo nikt jak on potrafi zdobywać tytuły, a i pokazał przez ostatnie dwa lata w Sao Paulo FC, że jest prawdziwym liderem w szatni oraz na boisku. Daniel Alves mierzy w kolejne trofeum, a co najlepsze, wcale nie ma zamiaru kończyć po igrzyskach kariery, która nie wiadomo gdzie będzie kontynuowaną, acz warto wspomnieć, że Zico w Japonii kończył granie w wieku 41 lat!

I dlatego, połączywszy te wszystkie fakty, zacieram ręce na olimpijskie zmagania, bo dla Brazylii tylko złoto się liczy a rywali w drodze do celu może mieć naprawdę mocnych. 

Bartłomiej Rabij

Komentarze