Telegram z Wysp: Spadek nie szpeci każdego CV

Sam Allardyce
Sam Allardyce PressFocus

Trener piłkarski, podobnie jak każdy inny zawód na świecie, korzysta z instytucji CV. Przed podjęciem rozmów z danym szkoleniowcem, zainteresowany nim klub bez wątpienia sprawdza życiorys. Taki schemat, oczywiście pogłębiony o inne, równie ważne elementy, bez wątpienia działa we wszystkich profesjonalnych rozgrywkach. Zapomnimy o naszej rodzimej Ekstraklasie – tutaj rekrutacja przebiega na zupełnie niezrozumiałych zasadach, a włodarze bez umiaru kręcą ograniczoną personalnie karuzelą. Czy w Premier League sytuacja wygląda podobnie? Jaki los czeka trenerów spadkowiczów?

Po ostatnim gwizdku rywalizacji na Craven Cottage poznaliśmy ostatnią drużynę, która wraz z zakończeniem sezonu pożegna się z Premier League. Fulham, WBA, Sheffield United – żadna z tych ekip nie zasłużyła na występy w elicie. Scott Parker nie zdołał ustabilizować dyspozycji londyńczyków, Sam Allardyce nie dokonał cudu, a Paul Heckingbottom właściwie nie musiał robić nic, ponieważ Szable były pogodzone ze spadkiem już w styczniu. Trzy nazwiska, trzy różne historie – na trzy kolejki przed końcem pokusiłem się o krótką analizę postaci trenerów wspomnianej trójki.

Sheffield United – Paul Heckingbottom

Tymczasowy szkoleniowiec Szabli stanął przed niewymagającym zadaniem: musiał dograć sezon do końca. Stanowisko objął w marcu i zdołał zaliczyć osiem spotkań, z których aż siedem przegrał. Jedno zwycięstwo, dwa strzelone gole, szesnaście straconych bramek – postawa ekipy z Bramall Lane jednoznacznie wskazywała na bezwarunkowe pogodzenie się z losem. Trener rozstanie się ze swoją posadą wraz z ostatnim gwizdkiem ostatniego meczu. To wszystko. Paul Heckingbottom zebrał kolejne cenne doświadczenie i niewykluczone, że rozstanie się z Sheffield i obejmie posadę w innym klubie. Niemal na pewno nie przejmie pełni władzy w South Yorkshire, o czym świadczą jego wypowiedzi na temat przyszłości drużyny. Były opiekun Barnsley często używa sformułowania “nowy menedżer”, co raczej sugeruje, że jego nazwisko nie jest brane pod uwagę. Spadek raczej znacząco nie oszpeci jego CV – Heckingbottom ma dopiero 43 lata i wiele przed sobą.

West Bromwich Albion – Sam Allardyce

Nikogo rozstanie z Premier League nie boli tak bardzo, jak Big Sama. Wszyscy mogliby pożegnać się z angielską ekstraklasą, nawet Guardiola, tylko nie Allardyce, nie on! Rzeczywistość okazał się brutalna. Strażak opanował pożar, ale nie zdołał go ugasić. Chociaż w grze WBA można było zauważyć znaczącą poprawę, przebudzenie przyszło zbyt późno i nie spowodowało efektu wow. Allardyce zapewniał, że dla niego najważniejsze jest utrzymanie, a nie indywidualne rekordy, jednak dobrze wiemy, że ten sezon będzie się mu śnił aż do jego ostatnich dni. Ci, którzy wierzyli w cudowne umiejętności 66-latka, zapewne srogo się zawiedli, jednak patrząc na kadrę, jaką dysponowali The Baggies, nikt nie powinien mieć złudzeń. Oprócz Matheusa Pereiry i Sam Johnstone’a trudno było znaleźć piłkarzy, którzy zasłużyli na występy na najwyższym szczeblu. Z pustego i Allardyce nie naleje.

Być może były szkoleniowiec reprezentacji Anglii nie zagłębiał się w szczegóły i za bardzo uwierzył w swoje nadnaturalne zdolności. W jego ocenie wszystko wydawało się proste i oczywiste. Praca na The Hatwhorns nie była obarczona żadnym ryzykiem, przynajmniej nie dla Big Sama. Kolejna udana misja ratunkowa, kolejny pozytywny wpis w CV. Co dalej panie Allardyce? Zejście do Championship raczej nie figurowało w planach doświadczonego trenera. Emerytura? Niewykluczone, że ambicje wezmą górę i Big Sam postanowi wrócić na szczyt.

Fulham – Scott Parker

Jak The Cottagers prezentowali się pod wodzą Parkera? Trudno o jednoznaczną ocenę. W kratkę? W końcu londyńczycy pożegnali się z Premier League. Jednak na Fulham Scotta Parkera należy spojrzeć szerzej. W poczynaniach ekipy ze Stevenage Road widać było rękę młodego menedżera. Chociaż stołeczna drużyna opierała się na kilku wypożyczonych piłkarzach, 40-latek zdołał ułożyć z tej grupy coś na kształt momentami przyzwoicie funkcjonującej maszyny. Mimo spadku bez wątpienia zasłużył na kontynuację przygody w Londynie. Włodarze klubu z Craven Cottage zaufali właściwej osobie. Fulham ma być budowane na fundamencie Scotta Parkera. Jeżeli Anglik dostanie do dyspozycji odpowiednich zawodników, po kilku latach szamotaniny między ligowymi poziomami w końcu będziemy mogli zobaczyć coś trwałego. Scotty zasłużył na utrzymanie. Gdyby jeszcze tylko miał w kadrze skutecznego napastnika…

Wydarzenie kolejki: porażka Leicester z Newcastle

Nie musimy daleko sięgać pamięcią. Końcówka poprzedniego sezonu Premier League, trzy porażki w czterech ostatnich kolejkach i Lisy wypadły z top four, finiszując cztery oczka za Chelsea. Czy podobny scenariusz jest możliwy także w obecnych rozgrywkach? Przewaga Leicester nad West Hamem to pięć punktów, natomiast Liverpool, który ma jeden mecz rozegrany mniej, ekipa z King Power Stadium wyprzedza o sześć oczek. Podopieczni Brendana Ridgersa rozegrają jeszcze trzy spotkania, a na ich drodze staną Manchester United, Chelsea i Tottenham. Kalendarz nie jest sprzymierzeńcem The Foxes, tymczasem postanowili sobie utrudnić zadanie, przegrywając z Newcastle. Końcowy rezultat jest niesamowicie zaskakujący i bolesny, jednak warto wspomnieć, że jeszcze w 79. minucie na tablicy świetlnej widniał wynik 0:4. Sroki w efektowny sposób rozgoniły chmury spadku i zapewniły rywalom kilka nieprzespanych nocy.

Bohater nieoczywisty: Alisson Becker

Sześć strzałów, sześć udanych interwencji, zwycięstwo i czyste konto – brazylijski golkiper z pewnością może zaliczyć do udanych starcie z Southampton. Świetne zachowanie przy próbie Adamsa, zatrzymane uderzenia Redmonda, Telli i Diallo, przytomne wyjście z bramki i zablokowanie Obafemiego, a także naprawienie własnego błędu i powstrzymanie szkockiego napastnika Świętych. Today was a good day – takie słowa z pewnością mógł powtórzyć sobie po końcowym gwizdku były bramkarz Romy.

Rozczarowanie kolejki: Sergio Aguero

Najpierw dziwne zachowanie po dograniu Gabriela Jesusa, co ostatecznie zakończyło się mocno naciąganą asystą, i zmarnowanie jedenastki w spektakularny sposób – Sergio Aguero z pewnością nie tak wyobrażał sobie rywalizację z Chelsea. Wprawdzie Argentyńczyk zakończył mecz ze stuprocentową skutecznością podań i oddał dwa celne strzały, jednak jego wyczyny w polu karnym The Blues przeważają niekorzyść w przypadku próby przyznania mu oceny za ten pojedynek. Kun po prostu nie był sobą. Obarczenie go winą za porażkę byłoby niesłuszne, jednak przyznanie mu tytułu rozczarowania kolejki Premier League raczej nie wywoła kontrowersji.

Komentarze