Bajeranci i pozoranci z Old Trafford

Harry Maguire (Manchester United, Premier League)
PressFocus Na zdjęciu: Harry Maguire (Manchester United, Premier League)

Słowo na literę “b” weszło do piłkarskiego słownika wraz z rozpoczęciem się przygody Paulo Sousy z polską kadrą. I zrobiło zawrotną karierę, czego dowodem jest częstotliwość, w jakiej pojawiało się w mediach po ujawnieniu informacji o zamiarach portugalskiego trenera. Bajerant tu, bajerant tam. Bajerant w reprezentacji, bajerant w klubie. W jakim klubie? A no w Manchesterze. Tym czerwonym, ponieważ niebieska część miasta już od dawna nikogo nie zwodzi i nie pozoruje swojej wielkości. Tymczasem United idzie drogą wytyczoną przez (już chyba) byłego opiekuna Biało-Czerwonych.

  • Manchester United po raz kolejny rozczarował swoich fanów – Czerwone Diabły zaledwie zremisowały z Newcastle
  • Lucas Moura żyje i ma się dobrze. Brazylijczyk strzelił gola i zanotował dwie asysty w starciu z Crystal Palace
  • West Ham ma problem. I nie da się tego ukryć. Młoty notują passę, o którą jeszcze nie tak dawno nikt by ich nie posądzał
  • Ile goli powinni strzelić piłkarze klubów Premier League w Boxing Day? Odpowiedź jest prosta: jak najwięcej. Zawodnicy Manchesteru City i Leicester stanęli na wysokości zadania
  • Jan Bednarek zdobył bramkę w pojedynku z West Hamem, natomiast Jakub Moder zaliczył ostatnie podanie przy trafieniu Neala Maupaya w meczu z Brentforde

Manchester United zaprasza na przedstawienie pt. “Jak w 90 minut zniechęcić do siebie najwierniejszych kibiców”

Bajeranci z Old Trafford. Piłkarscy pozoranci, którzy tylko udają, że potrafią grać w piłkę. Oczywiście nie wszyscy, bo nawet w drużynie, która w żenującym stylu zremisowała z 19. ekipą Premier League, można znaleźć pozytywy. Na plus należy ocenić występ Davida de Gei (Hiszpan po raz kolejny uratował United przed kompromitacją) i Edinsona Cavaniego, natomiast na naklejkę dzielny pacjent zasłużyli Raphael Varane i Jadon Sancho. I może także Cristiano Ronaldo, który cierpliwie znosił kolejne niecelne podania. Reszta prezentowała poziom, jaki możemy zaobserwować na lekcji wuefu w podstawówce. I to w klasie, w której jest największy procent zwolnień lekarskich.

Jeżeli Ralf Rangnick po meczu wszedł do szatni Manchesteru (a jak wiemy, musiał to zrobić, chociaż zapewne wcale nie miał ochoty oglądać swoich podopiecznych), scenariusz tej wizyty najprawdopodobniej wyglądał tak:

– David i Edinson, dobra robota, możecie iść do domu. Jadon, Raphael, Cristiano, stańcie tutaj i posłuchajcie, co mówię do pozostałych.

– (W tym momencie Ralf Rangnick rozpoczyna wypowiedź pełną niecenzuralnych słów)

– Koniec.

By zobrazować skalę piłkarskiej impotencji United na St. James’ Park, stworzyłem listę momentów, które możemy uznać za udane w wykonaniu gości (pomijamy takie wydarzenia jak wyjście na murawę i zejście z niej bez kontuzji czy rozpoczęcie spotkania celnym podaniem):

  • kapitalne parady Davida de Gei
  • strzał Marcusa Rashforda z dystansu (Dubravka musiał interweniować)
  • trafienie Edinsona Cavaniego (i podanie Diogo Dalota, dzięki któremu Urugwajczyk mógł oddać strzał)

To wszystko. Na upartego do tej listy możemy dołączyć jeden udany drybling Jadona Sancho.

Rangnick nie jest problemem. Rangnick ma problem

Wrażliwym odradzam zagłębianie się w statystyki, a zwłaszcza kategorię “celność podań”. Mimo wszystko tę tragedię dobrze jest zobrazować liczbami. Żeby nikt nie musiał robić tego na własną rękę, zamieszczę tu najgorszą trójkę. Mason Greenwood wykręcił zatrważający wynik 63%, Bruno Fernandes – 74%, Diogo Dalot – 76%.

Czasami można usłyszeć, że niezależnie od tego, czy do polskiej ekstraklasy trafiłby Pep Guardiola, czy Jose Mourinho, żaden z nich nie zdołałby osiągnąć absolutnie nic z lokalnymi klubami. I to nie ze swojej winy. Bata nie da się ukręcić z… wiadomo czego. A w bardziej kulturalnej wersji: z pustego i Guardiola nie naleje. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że te słowa pasują również do Manchesteru United. Klub z Old Trafford przypomina zbieraninę przypadkowych zawodników, którzy albo nigdy nie prezentowali poziomu godnego 20-krotnego mistrza Anglii, albo nagle zapomnieli jak gra się w piłkę. W tej drużynie jest kilkunastu bajerantów i pozorantów. Jednak w przeciwieństwie do reprezentacji Polski, trener nie jest jednym z nich.

Bohater nieoczywisty: Lucas Moura

Zaczniemy od klasyka. “Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili”. Nikomu nie trzeba przedstawiać ani utworu, ani autora, prawda? Z wykopaliska skamieliny Lucasa Moury doszły do nas zaskakujące nowiny. Brazylijczyk żyje, ma się dobrze i potrafi grać w piłkę. Na dodatek robi to całkiem nieźle. Ale to przecież wiemy. W końcu 29-latek jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku z Crystal Palace miał na koncie trzy gole i dwie asysty. Dorobek może nie zachwycający, ale przyzwoity. Zwłaszcza dla piłkarza Tottenhamu, który nie słynie ze strzeleckiej wylewności. No ale zdobycz Lucasa przypadła w większości na rozgrywki pucharowe, natomiast w Premier League były zawodnik PSG zaliczył tylko jedno trafienie i jedno ostatnie podanie.

Dlatego w starciu z Orłami musiał udowodnić swoją wartość, jeżeli nie chciał być kojarzony wyłącznie z przebłyskami w EFL Cup i Lidze Konferencji. Skoro musiał, to udowodnił. 90 minut, gol, dwie asysty, 86% podanych podań i najwyższa ocena spośród wszystkich graczy obecnych na boisku (według portalu WhoScored.com). Trzeba przyznać, że pod wodzą Antonio Conte wychowanek FC Sao Paulo prezentuje się na miarę swojego talentu.

Rozczarowanie kolejki: West Ham

West Ham ma problem. I nie da się tego ukryć. Młoty notują passę, o którą jeszcze nie tak dawno nikt by ich nie posądzał – podopieczni Davida Moyesa w pięciu ostatnich spotkaniach nie wygrali ani razu! Wprawdzie porażki pucharowych w starciach z Dynamem Zagrzeb i Tottenhamem przynajmniej w teorii nie mają większego znaczenia, jednak nawet jeżeli skoncentrujemy swoją uwagę wyłącznie na Premier League, i tak nie będziemy w stanie pozytywnie ocenić postawy The Hammers. Apatia w defensywie i apatia w ofensywie – tak od kilku kolejek w skrócie można opisać dyspozycję WHU. Szyki obronne pozbawione Ogbonny, Cresswella i Zoumy już nie są tak szczelne, a pierwsza linia od dawna nie imponuje ani świeżością, ani kreatywnością. Dla losów londyńczyków kluczowe będzie zimowe okienko transferowe.

Wydarzenie kolejki: mecz Manchesteru City z Leicester

Ile goli powinni strzelić piłkarze klubów Premier League w Boxing Day? Odpowiedź jest prosta: jak najwięcej. Wobec przełożenia trzech spotkań 19. kolejki, pozostałe drużyny musiały podkręcić obroty i zminimalizować straty spowodowane epidemią. Za To działanie za cel honoru postawili sobie zwłaszcza zawodnicy Manchesteru City i Leicester. W pojedynku na Etihad oglądaliśmy aż dziewięć bramek! Do przerwy gospodarze prowadzili 4:0 i niewiele wskazywało na to, że Lisy zdołają odwrócić wynik potyczki. Tymczasem między 55., a 65. minutą Maddison, Lookman i Kelechi Iheanacho zmniejszyli straty do rywali do zaledwie jednego trafienia. Wprawdzie Obywatele nie pozwolili rywalom na więcej i sami jeszcze dwukrotnie pokonali Schmeichela, jednak ekipie Brendana Rodgersa nie można odmówić ambicji. Rywalizacja z niebieskiej części Manchesteru zakończyła się wynikiem 6:3. Jeżeli ktokolwiek zastanawiał się, czy warto śledzić rozgrywki Premier League, 90 minut zmagań City z Leicester pozbawiło go złudzeń.

Polacy w Premier League

  • Łukasz Fabiański (West Ham) – 90 minut i trzy obronione strzały w starciu z Southampton (2:3)
  • Przemysław Płacheta (Norwich) – 75 minut i żółta kartka w pojedynku z Arsenalem (0:5)
  • Jakub Moder (Brighton) – 90 minut i asysta w mecz z Brentfordem (2:0)
  • Jan Bednarek (Southampton) – 90 minut, gol i żółta kartka w spotkaniu z West Hamem (3:2)
  • Mateusz Klich (Leeds) – rywalizacja z Liverpoolem została przełożona
  • Matty Cash (Aston Villa) – 90 minut i sprowokowany rzut karny w potyczce z Chelsea (1:3)

Komentarze