Ostatni taniec katarskiego projektu o nazwie PSG?

Al-Khelaifi, Messi i Leonardo
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Al-Khelaifi, Messi i Leonardo

Paris Saint-Germain przez dekadę zmieniło warunki funkcjonowania rynku transferowego, wydając rekordowe kwoty na zawodników. Pytanie brzmi, czy katarscy właściciele będą równie skłonni do inwestowania po zakończeniu kluczowego dla nich wydarzenia – nadchodzących mistrzostw świata?

  • W maju minęła dekada, odkąd fundusz Qatar Sports Investments przejął Paris Saint-Germain
  • Na ten moment paryżanie to jedni z gigantów europejskiej piłki nożnej, którzy w dodatku nie muszą przejmować się zasadami finansowego fair play
  • Możliwe jednak, że francuska idylla skończy się wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego prowadzącego finał mundialu
Rok do mundialu

Początki marzeń o potędze

Powiedzieć, że przed przejęciem przez Qatar Sports Investments, Paris Saint-Germain najbardziej wsławiło się, wychowując dla wielkiej sceny Ronaldinho, byłoby niedopowiedzeniem. W końcu jednak Katarczycy mogli obejrzeć w klubowej gablocie dwa mistrzostwa kraju oraz trzynaście różnych krajowych pucharów. Ale PSG było klubem przeciętnym, a w dodatku generującym straty. Dlatego też Colony Capital było otwarte na sprzedaż drużyny.

Dziś to pytanie może wydawać się niedorzeczne, ale dlaczego Katarczycy postawili akurat na przeciętny zespół, wymagający sporych inwestycji, by rywalizować na krajowym podwórku, nie mówiąc już o podbijaniu Europy? Ówczesny kierownik do spraw marketingu postawił sprawę jasno: ze względów prawnych nie mogli kupić Barcelony ani Realu Madryt, w Niemczech panuje zasada 50+1, więc pozostały kierunki angielski i francuski. W Premier League panuje zbyt wielka konkurencja, a w dodatku wykup 2/3 akcji w PSG miał kosztować zaledwie 40 milionów euro. To była niewielka inwestycja w klub, który leżał w jednym z najbardziej pociągających miast świata. W dodatku w Qatar Sports Investments wiedzieli, że o prym w Ligue 1 nie trzeba będzie się zanadto starać.

Prawdziwym zamiarem emira Kataru było jednak coś innego. W 2010 roku ówczesny prezydent Francji, Nicolas Sarcozy, zaprosił do siebie włodarzy Qatar Sports Investments, właścicieli PSG, a także Michela Platiniego. Na kolacji dogadano przekazanie paryskiego klubu nowym właścicielom, a Platini zdecydował się zmienić zdanie i w nadchodzącym głosowaniu oddać głos na Katar, a nie, jak pierwotnie zakładał, Stany Zjednoczone, w walce o organizację mundialu. Był to głos kluczowy, a kilka miesięcy później marzenia stały się faktem: kraj ze stolicą w Doha organizować będzie najważniejszy turniej na świecie. Emir nie był głupi; wiedział, że w Europie i na świecie wiedzą, że aż 94% pracowników w tamtym kraju to imigranci pracujący niemalże jak niewolnicy. Należało zatem ocieplić wizerunek Kataru, a cóż mogłoby przemawiać do setek milionów ludzi lepiej niż piłka nożna?

Czytaj także:

Nieustający wyścig zbrojeń

Od 2011 roku Paris Saint-Germain wydało – licząc same kwoty odstępnego – niemal 1,4 miliarda euro. Dodajmy, że w tych danych nie uwzględniono ogromnych pensji zawodników czy premii dla agentów. Od początku plan Katarczyków był jasny: kupować najlepszych piłkarzy i stworzyć rywali dla Realu Madryt, Bayernu Monachium czy Barcelony w konkurencji o bycie światową potęgą. Oczywiście, z początku włodarze – którzy w międzyczasie uruchomili własną stację telewizyjną o nazwie beIN Sports – zapowiadali wiarę w wychowanków. “Nie kupimy Leo Messiego”, mówili.

Ale od początku ich transfery wzbudzały ogromne zainteresowanie. Budowa potęgi rozpoczęła się od przekonania do projektu ówczesnej gwiazdy Serie A, Javiera Pastore, który za 42 miliony euro opuścił Palermo. Następne ruchy były jeszcze śmielsze. Po kolei na Parc des Princes lądowali zawodnicy powszechnie pożądani przez największe europejskie potęgi, by wspomnieć tylko Thiago Silvę, Zlatana Ibrahimovicia, Edinsona Cavaniego czy Angela di Marię. Nie będzie jednak przesadą powiedzieć, że wszystko dla PSG zmieniło się 8 marca 2017 roku. To wtedy paryżanie przeżyli potworną klęskę, przegrywając z Barceloną 1:6 i odpadając z Ligi Mistrzów.

Żarty się skończyły. Kolejnego lata prezes Nasser Al-Khelaifi wypowiedział “wojnę” możnym. Szokującym ruchem sprowadził do siebie Neymara za 222 miliony euro – klauzulę zawartą w kontrakcie przez Barcelonę tylko dlatego, że wydawała się zbyt duża, by ktokolwiek ośmielił się ją opłacić. W tym samym oknie do Paryża trafił też – wstępnie na wypożyczenie – Kylian Mbappe. Te ruchy odmieniły rynek transferowy. Nikt wcześniej – i nikt później – nie zapłacił za piłkarza ponad 200 milionów euro. Ale to przejście Neymara wywołało lawinę, z której najbardziej zapamiętamy żałosne próby wzmocnienia składu przez Barcelonę poprzez kupno Ousmane’a Dembele, Philippe Coutinho i Antoine’a Griezmanna. Transakcje za ponad sto milionów euro nie były już rzadkością, a codziennością. Te, chwilowo przynajmniej, powstrzymała pandemia koronawirusa. Patrząc jednak na ostatnie ruchy Paris Saint-Germain i klubów Premier League, sytuacja szybko wróci do stanu pierwotnego.

Ostatni taniec czy dalsze budowanie potęgi?

Przed tym sezonem Paris Saint-Germain wytoczyło wielkie działa. Sprowadziło do siebie nie tylko kilka gwiazd największego formatu, ale i najlepszego zawodnika w dziejach – Leo Messiego, który nie zdołał dojść do porozumienia z Barceloną w kwestii finansowej. Zespół z atakiem Mbappe-Neymar-Messi miał stać się odpowiedzią na Galacticos Realu Madryt i – podobnie jak projekt Królewskich – jak dotąd zawodzi.

UEFA wstawiła się za PSG po tym, jak inni możni zbuntowali się i stworzyli Superligę. Jasne stało się, że od tej pory “przyjaciół z Kataru” finansowe fair play nie dotyczy. Celem dla paryżan jest, oczywiście, Liga Mistrzów – najlepiej w tym sezonie. Cóż bowiem lepiej wypromowałoby turniej mistrzowski w Katarze, jeśli nie triumf napędzanego tamtejszymi dolarami zespołu? Nie wiadomo jednak, czy po zakończeniu mundialu, inwestycja w Paris Saint-Germain okaże się dla katarskiego emira rentowna. W końcu, co więcej może spotkać kraj aspirujący do stania się liczącą się siłą w futbolu, niż organizacja mundialu? Już za nieco ponad rok może okazać się, że PSG to droga inwestycja, która nie przynosi zysków. Pożera zaś ogrom pieniędzy.

Czytaj także: Łomot za łomotem. Jak Katar szykuje się do MŚ 2022

Komentarze