Koniec mistrza. Legenda musiała zejść ze sceny

Oscar Tabarez
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Oscar Tabarez

Oscar Washington Tabarez nie jest już trenerem reprezentacji Urugwaju. Po blisko 15 latach i czterech porażkach z rzędu na finiszu eliminacji do mundialu w Katarze federacja pozbyła się “Maestra”. Niespodzianka? Chyba nie! Czarna seria trwała zdecydowanie zbyt długo. 

  • Urugwaj spisuje się znacznie poniżej oczekiwań w eliminacjach do mistrzostw świata, co utratą posady przypłacił Oscar Tabarez
  • Selekcjoner z najdłuższym stażem na świecie został zwolniony
  • Kto poprowadzi Urugwaj i czy dwukrotni mistrzowie świata zdołają wywalczyć awans na mundial?

Urugwaj zawodzi, koniec legendy

W zasadzie to coś wisiało w powietrzu od Copa America. Drugiej z rzędu edycji potraktowanej przez Tabareza niezbyt poważanie. I nawet nie chodzi o to, że sama federacja CONMEBOL kompromitowała turniej, podrzucając go kolejnym krajom niczym kukułcze jajo. Urugwajczycy po prostu, odegrali swoje, bez zaangażowania, bez zwyczajowej dla siebie pasji. PIłkarze nie kryli niechęci do turnieju, Tabarez nie cisnął, bo wiedział, że najważniejsze są eliminacje do mundialu w Katarze, zatem odbębnili swoje i na wakacje. Ale na jesieni na Urugwajczyków wylał się zimny prysznic, w potrójnej kolejce eliminacyjnej zagrali z trzema głównymi potęgami kontynentu i wypadli więcej niż nędznie. 0:0 z Kolumbią u siebie, 0:3 z Argentyną i 1:4 z Brazylią. Szczególnie ten ostatni mecz bolał, bo drużyna Tabareza została nieomal zdeklasowana, a wynik 1:6 też nie byłby dla nich krzywdzący. 

Już wtedy federacja przeprowadziła z selekcjonerem rozmowę na temat przyszłości jego pracy dla federacji. Schorowany 74-latek był jednak – jak zwykle pewny swego. Media urugwajskie podawały nawet zdumiewające wyniki ankiety przeprowadzanej wśród kibiców, z której wynikało, że kibice chcą by “Mestre” dalej kierował reprezentacją. Miesiąc minął, trzeba było odbić stracone punkty, u siebie wziąć rewanż na Argentynie, a potem polecieć na trudny mecz do La Paz, położonego na wysokości czterech tysięcy metrów nad poziomem morza. Sytuacja w tabeli nie była najlepsza, lecz nie było sensu bić na alarm. Trzeba zgarnąć sześć punktów i zapomnieć o październikowej wpadce – tak myśleli kibice.

Tymczasem w Montevideo Argentyna wygrała 1:0, a w La Paz Urugwajczyków odcięło i dostali lanie 0:3. Jeden punkt w pięciu meczach, cztery z rzędu przegrane! I tylko jeden gol! Kompromitacja. Tego było za wiele. Nie pomógł siwy włos, kontynentalny rekord stażu na trenerskim stołku, bycie selekcjonerem z najdłuższym na świecie stażem, a nawet fakt iż, 90 procent obecnych kadrowiczów debiutowało u Tabareza. Federacja pokazała mu drzwi!

Spadek na siódme miejsce w tabeli (awans bezpośredni mają ekipy z miejsc 1-4, piąta drużyna gra w barażach) i groźba rozstania ze “złotym pokoleniem” (Muslera, Godin, Cavani, Suarez) nie dostawszy się na mistrzostwa, stała się realna. Skończyła się kiedyś era Ottona Rehhagela w Grecji, Vicente Del Bosque w Hiszpanii, Joachima Loewa w Niemczech, nastał czas rozstania z Tabarezem. Szkoda, bo liczyliśmy na równie emocjonujący występ co podczas mundialu w Rosji, na pożegnanie w wielkim stylu, po walce, jakimś sensacyjnym ograniu faworyta i conajmniej ćwierćfinale…

Niedosyt

Problem z beznadziejną grą Urugwaju jest o tyle zaskakujący, że po mistrzostwach świata w Rosji selekcjoner postawił na młodych i zdolnych. Wprowadził do reprezentacji wszystkich zdolnych młodzieńców, którzy wyróżnili się w kraju i zagranicą. Valverde, Batancur, Darwin Nuñez, Brian Rodriguez, przebojem wdarli się do składu. Każdy kibic widział, że tak być musi, bo odmłodzenie idzie, trener buduje z czteroletnią perspektywą. W 2019 nie odpaliło, ale wcale nie musiało, a nawet nie miało, spokojnie, jeszcze zdążymy. 

Koniec 2021 i nadal nie odpala. 20-latkowie z 2018 dzisiaj są już pełnoprawnymi zawodowcami z wielkich klubów Europy, a wyniku i jakości jak nie było tak nie ma. Trzy lata temu wydawało się, że Urugwajowi – w przeciwieństwie do Chile czy Peru – szykuje się w miarę bezpieczna sztafeta pokoleń. Pamiętam doskonale teksty pisane o kapitalnie rokujących nastolatkach, z których do dziś faktycznie wysoką formę utrzymali i talent rozwinęli Valverde, Nuńez i Betancur, natomiast o De Avilii, Schiapacasse czy Arduizie mało kto już pamięta. Pamiętam, bo sam o tym pisałem, że odnoszący sukcesy z kadrami młodzieżowymi Fabian Coito miał płynnie przejąć schedę po “Mestre”. Bo to przez jego ręce przeszło ok. 90 procent zawodników urodzonych po 1990, a grających w pierwszej reprezentacji. Coito jednak nadal prowadzi reprezentację Hondurasu (chociaż ta nie ma już szans na awans na MŚ 2022), w mediach ani słowa na temat powrotu do Urugwaju.
Ba, wbrew pozorom, trudno będzie też o dobrej klasy zmiennika dla Tabareza i to tuż przed mundialem. “Strażak” bowiem wie, że w ostatnich czterech kolejkach drużyna musi wygrywać, nie ma komfortu jak na tegorocznej Copa Americe, gdzie każdy mógł w fazie grupowej przegrać po dwa mecze i to bez żadnych konsekwencji. Na dziennikarskiej giełdzie numerem jeden jest Diego Aguirre z Internacionalu Porto Alegre, 56-letni trener znany ze stawiania na młodzież. Coito uchodzi za “wychowanka” Tabareza, Aguirre to przeciwieństwo, trener “szukający gry”, a nie odwołujący się do tradycji przyjmowania rywala na własnej połowie i zadawania ciosów po kontrze i stałych fragmentach gry.

29 października ESPN nawet przydybał w Hondurasie ichniego selekcjonera, wypytując o możliwość objęcia kadry po Tabarezie. Coito nie udawał zaskoczonego, powiedział, że robotę przyjąłby z radością, bo zna chłopaków i reprezentacja jest jego marzeniem. Wywiad ów kontrastował z podobnym przeprowadzonym z Aguirre, któremu Internacional płaci dość duże pieniądze (pewnie federacja tyle nie zaoferuje). Ten się cieszył, ale pod sufit nie skakał i uszami nie klaskał. Wyważone wypowiedzi, bo “Mestre” jeszcze pracuje, bo to, bo tamto…

Na koniec listopada 2021 roku reprezentacja Urugwaju jest w czarnej dziurze. Ma pokolenie wybitnych zawodników, które warto byłoby pożegnać awansem na mundial. To oczywiste, ale coraz trudniej osiągalne. I – niestety – za kryzysem stoi najważniejszy trener w historii, Oscar Washington Tabarez, którego zawiódł trenerski nos. Tym razem to nie katar, a trwała utrata węchu, co dla takiego basiora jak on oznacza utratę kontroli nad watahą. Oj, okrutna jest ta natura! 

Komentarze