Olkiewicz w środę #104. ŁKS Łódź, czyli trudna sztuka taktycznego odwrotu

Łódzki Klub Sportowy zmienia trenera. Znów. Łódzki Klub Sportowy jest bardzo bliski rozstania z dyrektorem sportowym i powierzenia misji przebudowy pionu sportowego kompletnie nowej osobie. Wszystko to dzieje się już po drugim meczu w 2024 roku, gdy tak naprawdę łodzianie przypieczętowali derbową porażką własny spadek z ligi. Czy to możliwe, że obecne ruchy tak naprawdę są... spóźnione?

Kay Tejan
Obserwuj nas w
IMAGO/Łukasz Grochala/Cyfrasport Na zdjęciu: Kay Tejan
  • ŁKS Łódź po dwóch spotkaniach rundy rewanżowej “stanął w prawdzie” i de facto rozpoczął przygotowania do walki w przyszłym sezonie I ligi. 
  • Wczorajsze ruchy łodzian wydają się solidnie uzasadnione, natomiast pod dużym znakiem zapytania stanął sens wcześniejszych trzech miesięcy – z dzisiejszej perspektywy miesięcy zwyczajnie zmarnowanych. 
  • Sztuka odróżnienia, kiedy jeszcze warto grać, a kiedy jest czas na taktyczny odwrót to prawdopodobnie największa bolączka w każdym klubie walczącym o przetrwanie w lidze. 

Ten feralny śnieg w Mielcu

Żeby dobrze zrozumieć to, co wydarzyło się właśnie w Łódzkim Klubie Sportowym, należy cofnąć się do 2 grudnia 2023 roku. ŁKS właśnie przygotowywał się do rozegrania wyjazdowego meczu ze Stalą Mielec, które spokojnie można było określić klasycznym starciem o sześć punktów. Wydawało się, że porażka na dalekim wschodzie bardzo mocno skomplikuje sytuację Rycerzy Wiosny w walce o ligowy byt – bo na finiszu ŁKS mierzył się u siebie z Legią i z Ruchem, gdzie szczytem marzeń wydawały się trzy punkty. 

Ale spadł śnieg. 

Mecz został odwołany, a wkrótce dowiedzieliśmy się, że rozegrany zostanie już po przerwie zimowej. We mnie automatycznie obudziły się najgorsze wspomnienia związane z przełożonym meczem przeciwko GKS-owi Tychy w pamiętnym sezonie 2020/21 – sezonie, który stanowił praprzyczynę większości obecnych i niedawnych problemów ŁKS-u. ŁKS po dość niezłym początku rundy pod koniec roku wpadł w dołek. Malało zaufanie do Wojciecha Stawowego, ewentualna porażka z GKS-em byłaby czwartą klęską z rzędu, co zespołowi idącemu po awans do Ekstraklasy po prostu nie powinno się przytrafić. Gdyby wtedy zespół Stawowego przedłużył serię, pewnie sympatyczny szkoleniowiec nie przetrwałby zimy – do rundy rewanżowej łodzian szykowałby już inny trener, a i okno transferowe wyglądałoby inaczej. 

Spotkanie jednak przełożono z uwagi na zagrożenie epidemiczne. Przez całą zimę łudziliśmy się, że rundę zaczynamy od “zaległych” 3 punktów z GKS-em – a to oznaczało, że znów wracamy do grona pewniaków do awansu. By pomóc szczęściu ŁKS ściągnął m.in. Mikkela Rygaarda oraz Ricardinho, trener Wojciech Stawowy przepracował cały okres przygotowawczy, dalej budując drużynę po swojemu, a więc przede wszystkim pod kątem gry ofensywnej. W ligę po przerwie weszliśmy od porażki z GKS-em Tychy, wymęczonego zwycięstwa nad Odrą Opole i rozczarowującego remisu z Widzewem. Po derbach trener Stawowy stracił pracę – a w roli strażaka, który ma z tą kapelą marzeń zrobić awans zatrudniony został Ireneusz Mamrot. 

Co by się działo, gdyby zmiana trenera, ale i wiodącej filozofii nastąpiła przed zimą? Jakich dokonałby transferów klub, w którym szkoleniowcem byłby już trener Mamrot? Czy wówczas też Ireneusz Mamrot zwiałby w kluczowym momencie do Jagiellonii Białystok? Co by po sobie zostawił Marcinowi Pogorzale, który wówczas awaryjnie przejął klub? Cóż, przełożono mecz z GKS-em, nigdy się nie dowiemy.

Dlatego gdy przełożono mecz w Mielcu, wiedziałem, że zima będzie bardzo trudna. Zwłaszcza, że ŁKS na finiszu roku zostawił jeszcze słodko-gorzką furtkę – zremisował wprawdzie w Ruchem Chorzów w meczu dwóch najsłabszych zespołów ligi, ale i urwał punkt samej Legii Warszawa. Pesymiści – jak ja – mówili: to koniec, dajcie spokój, powoli zaczynajmy oszczędności, by nie obudzić się w I lidze z rosnącym zadłużeniem. Ale optymiści ripostowali: wygrywamy zaległy ze Stalą, derby mamy u siebie, Korona ma swoje problemy… Nic nie jest dla beniaminka na dnie groźniejsze od nadziei. 

Kiedy odpuścić, kiedy dobrać w Blackjacku 

Zima stała pod znakiem rosnącej nadziei. O żadnym wariancie oszczędnościowym nie mogło być mowy – zamiast zwierania szyków, ŁKS rozbił skarbonkę na kilka naprawdę jakościowych wzmocnień. Transfer Rizy Durmisiego, nawet jeśli tylko na pół roku, robił wrażenie – gość wcale nie tak dawno temu grał w najmocniejszych ligach Europy. Husein Balić zaliczył epizod w reprezentacji Austrii. Rahil Mammadov to transfer bezpośrednio z Karabachu Agdam, nawet jeśli tylko z ławki rezerwowych – wciąż coś dla ostatniej drużyny w tabeli niemal nieosiągalnego. 

Tak, ŁKS w teorii ubezpieczał się na przyszłość – kontrakty były dużo krótsze niż pamiętne umowy z Rygaardem czy Ricardinho, do tego obwarowane klauzulami. Ale jednak dominowała nadzieja, dominowało przekonanie, że warto powalczyć, warto wydać spore pieniądze na pensje i transfery, by do Kielc pojechać z myślą, że zwycięstwo daje nam powrót do walki o utrzymanie w krajowej elicie. 

Lot o roboczej nazwie “Odwracamy To, utrzymanie jest możliwe” potrwał dwie kolejki. Wczoraj Łódzki KS pożegnał się z Piotrem Stokowcem i Łukaszem Smolarowem, a więc duetem trenerskim, który zimą miał wpływ nie tylko na przygotowania na obozie w Turcji, ale też wzmocnienia do pierwszego zespołu. Na aucie jest również Janusz Dziedzic, którego ma zastąpić Robert Graf, obejmujący w klubie pieczę nad całym pionem sportowym. Czwórka ludzi odpowiedzialnych za plan na pełne 6 miesięcy – bo wraz z nimi z klubu wypada także jeden z dwóch trenerów przygotowania motorycznego – odchodzi po dokładnie 180 minutach gry w 2024 roku. 

Niewiele broni Piotra Stokowca, jeszcze mniej – Janusza Dziedzica, który już w I lidze miewał bardzo nietrafione strzały na rynku transferowym. Co więcej – nowym trenerem ŁKS-u zostaje Marcin Matysiak, były trener II-ligowych rezerw i dotychczasowy asystent Piotra Stokowca. Człowiek, który sensacyjnie wprowadził drugi zespół łodzian na szczebel centralny – wyprzedzając w lidze m.in. rezerwy Legii, które od lat bezskutecznie walczą o awans na trzeci poziom. On już w III lidze walczył jako underdog, zna akademię jak własną kieszeń, bo tam też nabierał doświadczenia na kolejnych szczeblach tej trenerskiej drabinki. Teraz zapewne otrzyma zadanie ogrania całej ekipy, która w przyszłym sezonie ma stanowić o sile I-ligowego ŁKS-u. 

Każdy z tych ruchów wygląda na logicznie uzasadniony i uargumentowany. Tylko dlaczego dopiero teraz? Czy nie dlatego, że znów całą zimę wierzyliśmy w wygraną podczas zaległego meczu ze Stalą Mielec? 

Tylko u nas

Dramat – nie. Marnotrawstwo – jeszcze jak. 

Generalnie w Łodzi nie zdarzyło się nic, co można byłoby określić mianem dramatu. Sytuacja jest już jasna – po dołączeniu do klubu Dariusza Melona w charakterze udziałowca, ŁKS-owi przynajmniej w najbliższej przyszłości nie grozi finansowy dramat. Świadczą o tym inwestycje klubu – poszerzono administrację, wprowadzono nowy system sprzedaży biletów, wreszcie otwarty został klubowy sklep, planowane są dalsze ruchy wokół infrastuktury oraz szeroko rozumianego “hardware” klubu, elementów, które pozostaną z nim na dłużej, niż wgrywany czasem na kilka miesięcy “software” pierwszego zespołu. 

Wyjaśniła się sytuacja z priorytetami na wiosnę – dużym sukcesem będzie utrzymanie wysokiego miejsca w walce o nagrody pieniężne tytułem Pro Junior System (spadek oznacza okrojenie środków, ale nie ich całkowite odebranie jak w czasach przedpandemicznych). Do tego zapewne ŁKS spróbuje przygotować kilku zawodników pod kątem przyszłego sezonu lub nawet szybkiego spieniężenia latem. Wyróżniający się zawodnicy z II-ligowych rezerw byli wprowadzani do składu już przez Piotra Stokowca, Marcin Matysiak zapewne ten proces zintensyfikuje. 

Tym bardziej jednak boli zima. Chyba nie będzie lepszego przykładu niż Yadegar Rostami. Piłkarz III-ligowych rezerw Pogoni Szczecin miał zrobić spore wrażenie na testach w Łodzi. Dopięto wypożyczenie od Portowców, by zawodnik na pozycji 8/10 mógł wspomóc ŁKS w walce o utrzymanie. Że promowany będzie piłkarz, którego po sezonie już nie będzie? Trudno, nadrzędnym celem jest jakość na tu i teraz, nawet jeśli Irańczyk, który nie punktuje w PJS, będzie otrzymywał minuty kosztem Jana Łabędzkiego – wychowanka, punktującego podwójnie. Z kontraktem, który pozwala sądzić, że w Łodzi jeszcze jakiś czas spędzi. 

Co po tych dwóch kolejkach powinno się wydarzyć w tym regionie boiska? Jaki sens ma obecnie zagwarantowanie choćby minuty gry Rostamiemu kosztem Łąbędzkiego? Ba, jeśli założymy, że celem jest budowa na przyszły sezon – gra wypożyczonym młodzianem ze Szczecina wydaje się działaniem totalnie wbrew nakreślonemu celowi. Riza Durmisi jest w identycznej sytuacji – po sezonie zapewne odejdzie z klubu. Jaki sens ma granie tym nieźle zarabiającym zawodnikiem z kapitalnym CV w obecnej sytuacji? 

Tak można się poruszać pozycja po pozycji – weźmy na przykład sytuację Huseina Balicia, jak na warunki ŁKS-u – naprawdę bardzo dobrego zawodnika. Ale jednocześnie człowieka, który może stanąć na drodze do cennych minut Młynarczykowi i Zającowi – młodym gościom z akademii, którzy właśnie teraz mają czas, by nabrać doświadczenia i umiejętności przed I-ligowym sezonem, w którym na ich barkach może spoczywać o wiele więcej odpowiedzialności. 

Olkiewicz w środę #103. Wielka mroczna tajemnica polskiej piłki
Mecz Amiki Wronki

Korupcyjne bagno – przez całe dekady Premiera filmu “Piłkarski Poker” miała miejsce w 1988 roku, gdy kraj wciąż jeszcze spoglądał z niepokojem na Moskwę, a szalenie utalentowani Andrzej Rudy czy Marek Leśniak zamiast wyjechać z Polski za godne pieniądze, uciekali przed PRL-em podczas zagranicznych zgrupowań. Kluczowy moment działalności Ryszarda Forbricha, znanego raczej jako “Fryzjer”, przypadał

Czytaj dalej…

Fatum, czyli wybór zły i gorszy

Trudno nie odnieść wrażenia, że ŁKS po prostu dopuścił się marnotrawstwa na dużą skalę – roztrzaskując sporo pieniędzy na transfery, kontrakty zawodników bez dłuższej przyszłości w klubie, ale też blokując rozwój, nawet kosztem wyników. I dlaczego? Z uwagi na ten przełożony Mielec! Porażka w Mielcu zimą mogłaby przecież wywrócić cały stolik, a obecne ruchy mogłyby zostać wykonane jeszcze w 2023 roku. 

Najgorsza jest jednak świadomość, że trudno z tego wyciągać jakieś daleko idące wnioski – i nie mam przekonania, że ktokolwiek czy to w ŁKS-ie, czy w innym beniaminku postąpiłby z dzisiejszą wiedzą w inny sposób. Takie nastawienie się na odbudowę w I lidze już po 18. czy 19. kolejce byłoby przecież uznane za bezpodstawne złożenie broni, gdy wciąż tli się nadzieja. Za wywieszenie białej flagi, gdy w teorii piłka nadal jest w grze. To nie spodobałoby się kibicom, sponsorom, pewnie wywołałoby też spore dyskusje wewnątrz klubu, nawet wśród samych piłkarzy. Odzieranie ze złudzeń, pozbawianie nadziei zawsze budzi opór, zawsze jest bardzo bolesne. 

Dlatego gra w Blackjacka jest tak cholernie trudna. W teorii wiesz, że przy 17 nie ma już raczej sensu dobierać. Ale kasyno nadal ma przewagę. Gdy masz jeszcze zaległy mecz… Dobierasz czy pasujesz?

Może dlatego najwięcej wygrywają ci, którzy do kasyna nie chodzą. I nie muszą decydować o losach klubów piłkarskich.

Komentarze

Na temat “Olkiewicz w środę #104. ŁKS Łódź, czyli trudna sztuka taktycznego odwrotu

Co to za pesymizm, który drużynę to raźno skazuje na określony wynik, najlepiej nie pojedynczego meczu tylko całej rundy, bo niby drużyna ma zobowiązania ekstrapolacyjne – a o przeszkodach w rozwoju pojedynczych piłkarzy już tak myśleć nie potrafi. No chyba, że mowa o ludziach, dla których określony poziom gry jest nowością, ale oni są powyżej pewnego wieku – tym się już prawa do rozwoju nie przyzna bez wszelkich uszczegółowień.

Najlepszym zawodnikiem ŁKS za czasów Kibu Vicunii był doświadczony bramkarz Marek Kozioł – i nie stał ten fakt na drodze tego, aby odsunięto go od gry w następnym sezonie żeby umeczowić i popromować Dawida Arndta i później Aleksandra Bobka. Nawet jednak nie grając był Kozioł trzymany w klubie po to, żeby – kiedy trenowano – mieli wszyscy piłkarze przeciwnika o realistycznym poziomie, a także żeby młodzi bramkarze podpatrywali u niego warsztat. Czyli skoro w klubie znają takie zabiegi jak zawodnicy usprawniający rozwój to po co narzekać że nowe transfery w tym Rostami coś tam blokują Łabędzkiemu? Z góry nie wiadomo kto będzie lepszy, a z piłkarzy którzy zrobili w ŁKS postępy jak Ratajczyk, Kowalczyk, Sobociński, Grzesik to zostały dla klubu głównie pieniądze a nie zainteresowanie ich samych. Inaczej jest natomiast z Ramirezem, jeszcze inaczej z Pirulo. A jeszcze, jeszcze inaczej z Pyrdołem, Sajdakiem, Trąbką. Ponadto – wykupił ŁKS Mokrzyckiego, wykupił reprezentanta Litwy, może wykupić i młodzieżowca Iranu. Mógłby i z góry, ale sprawdzenie czy nie będzie np. bariery komunikacyjnej i czy mu się spodoba jest warte świeczki. Zaś gadanie że “on jest z ligi o tym numerze” to chyba oczekiwanie, że są one jak szkolne klasy. Rezerwy ŁKS zresztą też dopiero grały w analogicznej lidze, tylko słabo porównywalnej, bo z innego regionu więc też “są z takiej”.