Dlatego Legia kupiła Adamskiego. Przeznaczyła budżet na coś innego

Legia Warszawa sprowadziła tej zimy Rafała Adamskiego. Marek Papszun od tygodni domagał się nowego napastnika. Michał Żewłakow zdradza w rozmowie na CANAL+ Sport, dlaczego postawił właśnie na piłkarza z pierwszej ligi.

Marek Papszun i Michał Żewłakow
Obserwuj nas w
fot. Pressfocus Na zdjęciu: Marek Papszun i Michał Żewłakow

Legia przeznaczyła większość budżetu na Papszuna i jego sztab

Legia Warszawa tej zimy przeszła bardzo poważną zmianę na ławce trenerskiej. Drużynę objął Marek Papszun, który zbudował liczny i jakościowy sztab szkoleniowy. Traktuje ten projekt bardzo ambitnie i za wszelką cenę chce osiągnąć sukces. W stolicy zaczął jednak mizernie – Wojskowi nie wygrali ani jednego z trzech rozegranych meczów, przegrywając i dwukrotnie remisując.

Nieszczególnie zmieniła się za to sytuacja kadrowa. Papszun od tygodni naciskał na transfer nowego napastnika, a do zespołu ostatecznie dołączył Rafał Adamski. Nie jest to transfer, który imponuje kibicom, bowiem pamiętają go sprzed przygody w Pogoni Grodzisk Mazowiecki, gdzie nie radził sobie tak dobrze.

POLECAMY TAKŻE

Oprócz Adamskiego, Legia sprowadziła też Otto Hindricha, bramkarza do rywalizacji z Kacprem Tobiaszem. Tym razem ruchy transferowe nie robią wrażenia. Michał Żewłakow przyznaje, że klub miał zimą ograniczony budżet, a jego większość pochłonęło skompletowanie sztabu szkoleniowego.

–  Transfer Rafała Adamskiego był efektem naszych wspólnych rozmów. Pierwszym sygnałem był sparing z Pogonią Grodzisk Moazowiecki, w którym mogliśmy zobaczyć, jak funkcjonuje na boisku. Do tego dochodziły liczby z pierwszej rundy – oczywiście z niższego poziomu, ale jednak konkretne. W sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się zimą – kontuzje, brak skuteczności w ofensywie – szukaliśmy rozwiązań.

– Trzeba też pamiętać o naszych możliwościach finansowych. Większość dużych transferów zrobiliśmy latem, natomiast zimą duża część budżetu została przeznaczona na wzmocnienie sztabu szkoleniowego, żeby trener Marek Papszun mógł rozpocząć pracę w odpowiednich warunkach. Dlatego transfer Adamskiego był raczej uzupełnieniem składu i dołożeniem kolejnego elementu do ofensywy. Zresztą mam wrażenie, że te największe transfery wcale nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Gdyby dziś wskazać zawodników, o których można powiedzieć coś dobrego, to mam wrażenie, że są to często ci, od których wymagaliśmy najmniej – wyjaśnił Żewłakow w programie na CANAL+ Sport, cytowany przez portal Legia.net.