Wyniki w cieniu kontrowersji. Kolejka, którą zapamiętamy

Daniele Orsato
PressFocus Na zdjęciu: Daniele Orsato

Być może ósma kolejka Serie A nie będzie miała ogromnego wpływu na ostateczne rozstrzygnięcia w sezonie, ale na pewno zostanie na długo zapamiętana. We włoskich mediach więcej się pisze o kontrowersjach niż tym, co działo się na boisku.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Najpiew było Stadio Olimpico i mecz Lazio z Interem (3:1). W okolicach środka boiska faulowany był Federico Dimarco, ale piłkę przejął Lautaro Martinez i popędził na bramkę Lazio. Oddał nawet strzał, ale nic groźnego z tego nie wynikło. Wtedy z akcją ruszyli gospodarze, którzy nic nie zrobili sobie z wciąż leżącego piłkarza rywali, zdobyli gola na 2:1 i zaczęła się awantura.

Później na Allianz Stadium było jeszcze bardziej kuriozalnie. W 43. minucie meczu Henrich Mchitarjan przerzucił piłkę nad Wojciechem Szczęsnym, po czym przeskakując nad Polakiem zahaczył o niego i padł na murawę. Do futbolówki dopadł jednak Tammy Abraham i z łatwością skierował ją do pustej bramki. Pech Anglika polegał na tym, że dosłownie pół sekundy wcześniej Daniele Orsato użył gwizdka, cofnął akcję do faulu (który był swoją drogą mocno wątpliwy) i podyktował rzut karny, którego Roma ostatecznie nie wykorzystała. Tyle że Roma wcale tego karnego nie chciała, strzeliła przecież całkiem prawidłowego gola.

Obie te akcje sprawiły, że Włochy zapłonęły, choć być może pierwsza z nich przysłuży się do czegoś dobrego. Leżenie na murawie po faulu (lub nawet często bez niego) jest jedną z rzeczy, która najmocniej odpycha od piłki, a przecież żyjemy w czasach, w których największe umysły tego biznesu próbują ustalić, czym przyciągnąć młodych. Nikt nie zrobił w tym zakresie badań, ale możemy sobie tylko wyobrazić, jak wielki procent tzw. gestów fair play polegających na wybiciu piłki poza boisko kończy się błyskawicznym zmartwychwstaniem poszkodowanego i jego grą z pełnym zaagnażowaniem do końca meczu. W przypadku Dimarco sytuacja jest o tyle komiczna, że żadnemu piłkarzowi Interu jego cierpienie nie przeszkadzało, póki to Nerazzuri mogli zdobyć gola. Od przejęcia piłki przez Lazio okazało się, że na murawie dzieje się dramat. Tak wielki, że zawodnik Interu chwilę później się podniósł i bez trudu dograł do ostatniego gwizdka.

Sędziowie są niezwykle wyczuleni na poważne kontuzje. W późniejszej części tej samej kolejki Leonardo Bonucci zablokował mocny strzał Lorenzo Pellegriniego własną klatką piersiową w taki sposób, że zabrakło mu powietrza. Daniele Orsato natychmiast przerwał grę, by udzielić mu pomocy. W czasie Euro, gdy Christian Eriksen osunął się na murawę, na interwencję arbitra też nie trzeba było w ogóle czekać. Wszystkie urazy głowy również zobowiązują sędziów do natychmiastowej przerwy. Bardzo poważne kontuzje są widoczne gołym okiem, a trwanie przy stosowaniu gestu fair play sprawia, że powstaje dodatkowe pole do przerwania akcji przeciwnika, bynajmniej nie mające nic wspólnego z fair play właśnie.

Dyskusja we Włoszech toczy się w podobnym kierunku. Sebastiano Vernazza z “La Gazzetta dello Sport” pisze wprost o hipokryzji. “W tym bezsensownym geście nawet kibice mają obowiązki: oklaski dla drużyny, która wybija piłkę. To śmierdzi hipokryzją. Niezrozumiane poczucie sportowej rywalizacji i fair play, podsycane przez samych graczy, media i widzów. A naprawdę jest to cholerne oszustwo i problem kulturowy. Niech sędzia zdecyduje, czy przerwać, czy nie. Powaga kontuzji widoczna jest gołym okiem, a jeśli uraz nie wygląda na poważny, po co przerywać grę?” – pisze, zauważając jednocześnie, że Dimarco miał mnóstwo czasu, by wstać i wrócić do defensywy przed bramkową akcją Lazio. Późniejsze minuty pokazały, że nic mu się nie stało.

Jeśli chodzi o sytuację z Turynu, jest kompletnie niezrozumiała. Sędziowie potrafią wstrzymać się przez dziesięć sekund z odgwizdaniem spalonego, byle nie zepsuć ewentualną błędną decyzją akcji jednej z drużyn, a Orsato nie wytrzymał ciśnienia trwającego sekundę. Już wiadomo, że nie poniesie za to żadnych konsekwencji i będzie brany pod uwagę przy wyborze składów sędziowskich na następną kolejkę.

Byli tacy, którzy tłumaczyli zachowanie Orsato rzekomym zagraniem ręką przez Mchitarjana, co uniemożliwiało Romie zdobycie gola zgodnego z przepisami. To jednak bzdura, ponieważ aktualne przepisy nakazują anulować bramkę tylko w przypadku, gdy zdobędzie ją ten sam piłkarz, który dotknie piłki ręką. Jeśli ręka asystującego nie będzie celowa – a tu, nawet jeśli miała miejsce, nie była z całą pewnością – należy uznać gola.

Roma nie ma w tym sezonie szczęścia do arbitrów, bo nawet jeśli policzymy jej na plus przedwczesne usunięcie z boiska Bartłomieja Drągowskiego w pierwszej kolejce (bardzo mocno wątpliwa czerwona kartka dla Polaka), to ostatnio regularnie mylą się na jej niekorzyść. W czterech poprzednich spotkaniach można mówić już o trzech krzywdzących decyzjach. Wobec tego zaskakuje reakcja Jose Mourinho, który od przybycia do Rzymu zupełnie nie przypomina poprzedniej wersji siebie – mającego pretensje do sędziów, nigdy nie widzącego własnej winy.

– Nie chcę nic mówić o sytuacji z karnym. Porażka pozostaje, ale nasz rozwój trwa. Moja drużyna dziś zasłużyła na zwycięstwo, więc chciałem jej pogratulować występu. Miło, że słyszymy komplementy ze strony Juventusu. Graliśmy bardzo dobrze, a oni mieli trudności. Jedziemy we właściwym kierunku. Zatrzymaliśmy ich kontratak, zbudowaliśmy wiele dobrych akcji przeciwko drużynie, która broni się nisko i robi to bardzo dobrze z dwoma profesorami znajdującymi się w środku (Bonucci i Chiellini). Ale porażka to porażka – przyznał po meczu.

Cały tekst na SerieA.pl

Komentarze