Juventus zazwyczaj zaczynał sezon w marcu. Czy teraz nie skończył go w październiku?

Juventus - Sassuolo
PressFocus Na zdjęciu: Juventus - Sassuolo

Na pewno kojarzycie tę serię memów, w którym kolory zdjęcia odwraca się jak w negatywie, a treść w podpisie sugeruje, czego osoba na obrazku nigdy by nie powiedziała. Jeszcze niedawno “Evil Juventus” byłby podpisany: w październiku tracimy szansę na mistrzostwo. Zasadne jednak jest pytanie, czy aby to napisać, trzeba jeszcze zamieniać zdjęcie w negatyw – czytamy w piątkowym odcinku cyklu “SerieALL” na SerieA.pl.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Każdy kto śledzi Serie A na pewno pamięta te słowa Massimiliano Allegrego – sezon zaczyna się w marcu. Ten schemat faktycznie obowiązywał za jego poprzedniej kadencji, bo wszystko przebiegało według jasno ustalonego planu. Maksymalnie w lutym Juventus zapewnia sobie mistrzostwo Włoch (oczywiście niematematycznie, ale bez pozostawienia złudzeń komukolwiek), by od wiosny skupić się już tylko na Lidze Mistrzów. Widać pewne podobieństwa w porównaniu z aktualnym rokiem – wygląda na to, że w marcu Juve faktycznie już będzie mogło odpuścić myślenie o Serie A i żyć wyłącznie rywalizacją na kontynencie.

Oczywiście wiemy, w jakim momencie jest sezon i że cztery zwycięstwa, trzy remisy i trzy porażki to bilans i tak lepszy niż 3-3-4, od którego Juve zaczęło w 2015 roku marsz po mistrzostwo, ale umówmy się – to seria 16 zwycięstw z rzędu, jaką następnie zanotował tamten zespół jest odchyleniem od normy. Trudno oczekiwać podobnej teraz, a poza tym Juventus właśnie traci aż 13 punktów do Napoli i Milanu (wtedy od lidera dzieliło go 11 oczek), które nie wyglądają na drużyny mające wkrótce rozdawać prezenty na prawo i lewo.

Trudno wyjaśnić, co się właściwie wydarzyło w meczu z Sassuolo, który był nieporównywalny z przegranym starciem u siebie z Empoli na początku sezonu. Juve nie wypuszczało rywala z jego połowy, przesiadując głównie w jego polu karnym. Doskonale pressowało, nie dawało żadnej przestrzeni, a jeśli piłkarze Sassuolo dotykali piłki dwa razy, było to o kontakt za dużo. Nawet na straconego gola zareagowało bardzo dobrze. Goście po przerwie zostali wsadzeni w imadło. Musieli pęknąć i faktycznie to zrobili. Później jednak Juan Cuadrado zamiast dośrodkować w pole karne, posłał piłkę przed nie, Neroverdi skontrowali i stała się sensacja. Trudno więc Juventus za cokolwiek chwalić. Nie ma żadnych podstaw do pocieszania się po stracie punktów z Sassuolo – przy całym szacunku do tego rywala.

Gdzie więc jest przyczyna porażki? Allegri mógłby podać sobie rękę z Paulo Sousą, bo słowem-kluczem w jego pomeczowej wypowiedzi było “mentalność”.

– To co się wydarzyło nie jest problemem zawodników, to problem mentalności. Juventus nigdy nie traci goli w taki sposób jak dzisiaj, takie coś nie może się powtórzyć – mówił. I dalej: – Powinniśmy być bardziej zorganizowani, zwłaszcza pod koniec meczu. Takich spotkań nie można przegrywać, jeśli wyraźnie widać, że nie da się ich wygrać. Musimy się zastanowić nad tym jak przeprowadzać rozgrywane przez nas spotkania, nie możemy tracić goli w kontrataku. Mieliśmy kilka szans na zdobycie bramki, ale bez skuteczności wszystko staje się trudniejsze. Niezależnie od tego, pod koniec meczu byliśmy nieprzytomni, a takie coś nie może się zdarzać. To nie jest problem natury fizycznej, bardziej chodzi o problem mentalności. Dzisiejszego wieczoru byliśmy zbyt rozgorączkowani, nawet w niedzielę w meczu przeciwko Interowi byliśmy spokojniejsi. (cytat za juvepoland.com)

Patrząc w terminarz, nie wygląda to najkorzystniej dla Juve. Wyjazd do Werony, która od momentu przyjścia Igora Tudora zanotowała serię czterech meczów (na siedem rozegranych) z przynajmniej trzema (!) strzelonymi golami – w trzech pozostałych też zawsze strzelała: dwukrotnie dwie bramki, raz jedną, później odrodzona Fiorentina, Lazio i Atalanta, a wszystko to przedzielone grami w Lidze Mistrzów. Jeśli ktoś uważa, że październik to zbyt wczesna data, by skreślać szanse Starej Damy na Scudetto, za miesiąc będzie miał już klarowną odpowiedź, czy zerkanie w kierunku pierwszego miejsca ma jeszcze jakikolwiek sens.

Czytaj cały tekst na SerieA.pl

Komentarze