Kolejna inwestycja w futbol
Cracovia ma za sobą trudny przejściowy, okres. Przez lata klub był oczkiem w głowie profesora Janusza Filipiaka, a po jego nagłej śmierci zapanowała niepewność co do przyszłości “Pasów”. Dzieło zmarłego męża kontynuuje Elżbieta Filipiak, a jedną z kluczowych decyzji było sprzedanie większościowego pakietu Robertowi Platkowi.
To Amerykanin polskiego pochodzenia, który wcześniej był też właścicielem włoskiej Spezii (działał tam razem z bratem Philem) a do tej pory zarządza też portugalskim klubem Casa Pia. Platek zrobił dużą karierę w świecie amerykańskich finansów.
Wcześniej jego brat Philip zamierzał wejść w ŁKS Łódź, ale ostatecznie nie dogadał się z właścicielami klubu. Robert natomiast przejął Cracovię i właśnie głównie o “Pasach” rozmawialiśmy z ich nowym sternikiem.
Piotr Koźmiński, goal.pl: To oczywiście nie jest pierwszy projekt piłkarski, w który jest pan zaangażowany. Ale dlaczego akurat Cracovia? Jak narodził się ten pomysł?
Robert Platek: Było kilka powodów. Kraków to piękne miasto, jedno z najpiękniejszych, jakie widziałem. Wybrałem się raz do Krakowa, bo moja córka prowadziła tam wykłady i naprawdę mi się spodobało. Dla mnie ważne było, że Cracovia ma wspaniałą tradycję, bogatą historię i jest jednym z najważniejszych klubów na piłkarskiej mapie Polski.
Idźmy dalej. Polska liga jest coraz lepsza, idzie zdecydowanie do góry. Na piłkarskiej mapie jest po prostu coraz bardziej interesującym miejscem. To kolejny powód dla którego zdecydowałem się na Cracovię. I wreszcie… Mamy polskie korzenie, ja i mój brat Phil. Przejęcie Cracovii było więc też w pewnym sensie emocjonalnym powrotem do naszych początków.
A dużo czasu zajęło przejęcie klubu? Kiedy po raz pierwszy pomyślał pan o zakupie Cracovii?
Myślę, że około sześć miesięcy przed tym zanim to się ostatecznie stało. Nie jestem w stanie podać konkretnej daty, kiedy po raz pierwszy o tym pomyślałem, ale to było około pół roku przed zawarciem transakcji.
W porównaniu z poprzednimi przejęciami w piłce nożnej, przejęcie Cracovii było łatwiejsze czy trudniejsze niż Spezii lub Casa Pia?
Każde przejęcie to złożona historia. Trzeba przeprowadzić tak zwane due diligence, jest też strona emocjonalna. Nigdy nie jest to łatwe, ale trudno też porównywać te przejęcia. Różne kraje, różne kultury, różne wyzwania. Nie jest to więc kwestia łatwiejszego lub trudniejszego nabycia klubu. Jest po prostu inaczej.
„Polacy mają wyjątkową etykę pracy”
W jaki sposób wcześniejsze doświadczenia w świecie piłki nożnej pomagają panu w zarządzaniu Cracovią?
Z jednej strony piłka nożna zawsze polega na tym samym: kopnięciu piłki i umieszczeniu jej w bramce. Ale jak już wspomniałem, mówimy o różnych krajach, różnych warunkach, różnych możliwościach.
Uważam, że Polacy mają świetną etykę pracy. Mój ojciec był w 100% Polakiem i miał wyjątkową etykę pracy. Byłem często w Anglii i widziałem tam pasję do piłki nożnej, ale to samo widzę w Polsce. Dlatego chciałem być częścią tego.
W oświadczeniu po zakupie Cracovii powiedział pan, iż klub ma wielki potencjał i ma pan nadzieję walczyć o najwyższe cele. Jak definiuje pan najwyższe cele w tym przypadku? Co uzna Pan za sukces w tym sezonie, a co za rozczarowanie?
Sukcesem dla mnie byłoby pójście naprzód. Zbudowanie silnej, stabilnej organizacji piłkarskiej, która będzie coraz lepsza. I nie mówię tu tylko o wynikach. Oczywiście z tego punktu widzenia dążymy również do postępów, co oznaczałoby na przykład zajęcie lepszego miejsca niż w zeszłym roku. I tak, myślimy o rozgrywkach europejskich. To jest i będzie jednym z naszych celów.
W ostatnich latach Comarch i państwo Filipiak, których działalność bardzo szanuję, zrobili wiele dla Cracovii. Rozwijali klub od ponad 20 lat, cały czas go ulepszając. Naprawdę niezwykle to doceniam i chylę czoła.
Teraz chcemy kontynuować to dzieło, iść dalej, razem z Comarchem. Przez rozwijanie klubu mam też na myśli naszą akademię. Chcemy, żeby kolejne dzieciaki do niej dołączały, chcemy im pokazać, że Cracovia to bardzo dobre miejsce do rozwoju.
Planujemy sprowadzić kolejnych dobrych trenerów, żeby młodzież miała naprawdę najlepsze warunki, rozwijać nasze systemy, aby rozpoznawać odpowiednich dla nas zawodników. Jeszcze raz: chcę, aby Cracovia była stabilną organizacją z ambicjami walki o miejsca w europejskich pucharach.
„Puchary? W Polsce to bardziej prawdopodobne”
Co nie było, czy nie jest możliwe w przypadku innych pana projektów. Wcześniej w Spezii, a teraz w Casa Pia.
Tak. Prawda jest taka, że porównując te trzy przypadki, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest udział Cracovii w rozgrywkach europejskich. Jeśli spojrzeć na Włochy, trzeba konkurować z gigantami, których budżet na pensje wynosi około 150 milionów euro.
Jeśli spojrzeć na Casa Pia, w Portugalii jest pięć miejsc w europejskich rozgrywkach. Cztery z nich są prawie zajęte, ponieważ FC Porto, Sporting, Benfica i Braga mają ogromne budżety, nieporównywalne z naszym.
Ale jeśli spojrzeć na Polskę, sytuacja jest inna, różnice nie są tak duże. Oczywiście w polskiej lidze pojawili się nowi inwestorzy i liga stała się niezwykle interesująca i konkurencyjna, ale różnice finansowe między klubami nie są tak duże jak we Włoszech czy Portugalii.
W ostatnich tygodniach w polskich mediach społecznościowych pojawiło się kilka artykułów/komentarzy/wątpliwości dotyczących pańskiego zaangażowania w działalność klubu. Niektórzy oczekiwali, że będzie pan bardziej zaangażowany/widoczny w codziennym życiu Cracovii. To świetna okazja, aby zapytać o to i wyjaśnić pana podejście… Oczywiście wiem, że jest pan bardzo zajęty swoimi głównymi obowiązkami w świecie finansów…
Ale nie chodzi tylko o moje obowiązki zawodowe. Jestem osobą, która zawsze powie: rodzina na pierwszym miejscu. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale od pewnego czasu mamy pewne sprawy… Jedna z bliskich mi osób jest chora, walczy o powrót do zdrowia. Ale nie chcę mówić o tym więcej. To sprawa prywatna.
W każdym razie mój plan wyglądałby następująco: tak to wszystko poukładać na różnych polach, żeby w najbliższej przyszłości spędzać więcej czasu w Europie, również w Krakowie.
A skoro mowa o pana zaangażowaniu… Czy bierze pan udział w transferach do klubu lub z klubu? Czy władze Cracovii potrzebują pana zgody, aby sprzedać lub kupić zawodnika? Na przykład w przypadku sprzedaży napastnika Stojilkovicia do Pisy…
Tak, jestem zaangażowany w takie procesy. Ale co najważniejsze: ufam mojemu lokalnemu zespołowi. Od 40 lat wierzę w przejrzystość i zaufanie. I daję to moim ludziom, również w Cracovii. Mamy świetne struktury sportowe, super trenera. Wykonują niesamowitą pracę.
W 95% pracę transferową przeprowadza dział sportowy, ale czasami będę dołączał do ich wysiłków. Znam wiele osób ze środowiska piłkarskiego w Anglii, Włoszech i Hiszpanii. Te kontakty, to że inni mnie znają, mogą nam pomóc. Jeśli mogę zapewnić lepszą ofertę dla naszego klubu, to dlaczego tego nie zrobić? I nie dotyczy to tylko przypadku Stojilkovicia…
Wójcik na razie nie na sprzedaż
No właśnie. Krążyły plotki, że był pan też zaangażowany w rozmowy z Broendby w sprawie transferu Oskara Wójcika, ponieważ klub ten ma amerykańskiego właściciela, z którym się pan zna. Prawda czy fałsz?
Tak i nie (śmiech). Ale powiem ciekawą rzecz: dostałem też telefony od dwóch innych poważnych klubów w sprawie Wójcika. Jednak nie chcieliśmy go teraz sprzedawać. Chcieliśmy go zatrzymać, ponieważ potrzebujemy go w drugiej części sezonu. I jeszcze jedno: jeśli zawodnik nie chce grać w tej drużynie, w tych barwach, dla naszych kibiców, to najlepszym rozwiązaniem jest wyciągnięcie z tego maksymalnej korzyści, czyli uzyskanie jak najlepszej kwoty za niego.
W przypadku Oskara było inaczej. Nie było żadnych sygnałów, że chce odejść teraz, więc bardzo chętnie go zatrzymaliśmy. Wzmacniamy też drużynę. Przykład? A choćby młody polski napastnik, Wiktor Bogacz z New York Red Bulls, który wkrótce do nas dołączy. A będziemy mieli jeszcze jednego napastnika.
A czy macie strategię transferową dla Cracovii? Na przykład kupowanie za mniejsze kwoty, podnoszenie wartości i sprzedaż, czy też nie jest to tylko jeden kierunek? Na przykład: przypadek Kiwiora w Spezii lub obecnie Renato Nhaga z Casa Pia do Galatasaray… Jeśli dobrze pamiętam, pańskim największym sukcesem sprzedażowym było przejście Kiwiora ze Spezii do Arsenalu.
Zgadza się. Nie spodziewaliśmy się tego transferu. Ale Arsenal zadzwonił i zgodziliśmy się. To samo dotyczyło Stojilkovicia. Nie spodziewaliśmy się, że odejdzie teraz. Ale w sytuacji, w której się znaleźliśmy, była to najlepsza decyzja.
Oczywiście jest to część polityki transferowej. Znalezienie dobrych zawodników, rozwinięcie ich i sprzedaż. Jeśli zawodnik z Polski przenosi się na przykład do Fiorentiny, a następnie za znacznie większe pieniądze do Juventusu, AC Milan lub innego giganta, to budujesz swoją reputację. Tak działa branża piłkarska. A my jesteśmy jej częścią.
Zawodnicy z Polski zawsze będą chcieli się przenosić się do pięciu najlepszych lig świata. Dla lepszego poziomu, znacznie lepszych zarobków. Nie można tego zmienić. Ale możemy to wykorzystać, aby nasze kluby i liga stawały się coraz lepsze.
To długoterminowy projekt
Czy można oszacować poziom pana zaangażowania finansowego? W jakim sensie, ile zamierza pan przeznaczyć na Cracovię w tym roku, w przyszłym itd.? Pytam, ponieważ w polskiej Ekstraklasie mamy nowych właścicieli, którzy inwestują znaczne środki, jak np. właściciel Widzewa Łódź, który pobił rekord polskiej ligi, płacąc 5,5 mln euro za zawodnika z MLS.
Nie mogę podać dokładnych liczb, ponieważ nie jest to oczywiste, zależy od wielu czynników. Ale powtórzę: chcę zbudować dobrą, silną, zdrową ekonomicznie instytucję piłkarską z ambicjami. To jest mój cel w Cracovii.
Cracovia jest dla Pana długoterminowym projektem?
Tak. Zdecydowanie tak.
Niedawno prezes Cracovii został zwolniony. Czy była to decyzja „lokalna”, czy też brał pan w niej udział? Ponieważ niektórzy kibice byli zaskoczeni, a klub nie podał konkretnych, bezpośrednich powodów zwolnienia Mateusza Dróżdża…
Na tym etapie powiem tylko, że pan Dróżdż pomógł Cracovii w ostatnich latach, w tym trudnym okresie przejściowym i chciałbym mu za to podziękować. Życzę mu powodzenia w przyszłości.
Nie ma to jak… kiszka
W Krakowie istnieje odwieczna rywalizacja między Wisłą a Cracovią. Czy zna pan Jarosława Królewskiego, właściciela Wisły, czy nie spotkał go pan jeszcze osobiście? Co pan sądzi o tej rywalizacji? Dwa duże kluby w jednym mieście…
Nie spotkałem jeszcze osobiście pana Królewskiego, ale myślę, że prędzej czy później do tego dojdzie. Jeśli chodzi o rywalizację, to jest solą piłki nożnej. To właśnie rywalizacja, w tym przypadku jedna z najstarszych w Polsce, sprawia, że futbol jest wyjątkowy. Na boisku musi być naprawdę zacięta, ale poza nim musimy okazywać sobie wzajemny szacunek. Wzajemny szacunek to coś, co bardzo cenię.
A jeśli chodzi o kibiców, to powiem jeszcze coś: kiedy przyszedłem na swój pierwszy mecz Cracovii, spotkałem kilka grup kibiców. Nie mogli być dla mnie milsi… Bardzo to doceniam. Moje przesłanie do fanów jest więc jasne: jestem zdeterminowany, aby zbudować klub, z którego każdy kibic Cracovii będzie dumny. Nowoczesny klub z dobrymi perspektywami. To mój główny cel.
Skoro o tym mowa. Phil powiedział mi, że w rodzinie kultywujecie pewne polskie tradycje, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie. Czy tak samo jak twój brat lubi pan pierogi, czy woli pan inne dania kuchni polskiej?
Mam inne ulubione polskie danie. Nazywa się „kiszka”. Raz w miesiącu wybieram się do polskiego sklepu tutaj, w USA, i kupuję kiszkę. Bardzo ją lubię. Pierogi stawiam na drugim miejscu, ale to prawda: od dzieciństwa znamy polskie jedzenie i bardzo je lubimy.








