¡Que partidazo! #7 Efekt Marcelino

Piłkarze Athletiku z Superpucharem Hiszpanii
Piłkarze Athletiku z Superpucharem Hiszpanii PressFocus

Powrót Marcelino do LaLigi i objęcie przez niego stanowiska trenera Athletiku Bilbao to najlepsze, co w tym dziwnym czasie mogło przytrafić się hiszpańskiej ekstraklasie.

“¡Que partidazo!” to trzeci, po “SerieAll” i “Telegramie z Wysp” cykl podsumowań lig zagranicznych, jakie możecie odnaleźć na naszym portalu. W siódmym odcinku “¡Que partidazo!” skupiono się na 20. kolejce LaLiga.

Pamiętam, że czytając, generalnie świetną, książkę “Futbonomia”, zwrócił moją uwagę jeden rozdział. Autorzy przytaczali w nim dane statystyczne, wedle których rola trenera/menedżera w klubie nie ma większego znaczenia; zarówno dla całej instytucji, jak i dla wyników zespołu. Choć, oczywiście, pełno jest przykładów, które tę tezę obalają, ten dotyczący Marcelino jest najświeższy.

Zderzenie z rzeczywistością

55-letni szkoleniowiec nie pozostawał bezrobotny od roku z powodu braku propozycji, a z powodu braku propozycji odpowiednich. Marcelino czuł się znieważony po zwolnieniu z Valencii, bo uważał, że jest w stanie poprowadzić nawet większy klub. Wymarzonym celem dla Hiszpana było Premier League, ale oferty nie chciały spływać. W mediach z Półwyspu Iberyjskiego często przewijała się kwestia nieznajomości języka angielskiego, która wykluczała go z grona potencjalnych kandydatów. W końcu Marcelino stwierdził, że drugi raz statek ochrzczony nazwą Athletic Club może nie nadpłynąć i wsiadł na niego, choć jeszcze niedawno uważał, że jest to poniżej jego ambicji.

Natychmiastowa ingerencja karmy

I dla nas, jako fanów LaLigi, była to fantastyczna wiadomość. Marcelino z marszu zabrał się do pracy, a początek jego przygody na San Mames miał przypominać raczej drogę krzyżową niż Pola Elizejskie. Debiutować miał przeciwko Barcelonie, następnie zaplanowany był pojedynek z Atletico Madryt, po czym drużyna miała wylecieć na półfinałowe starcie Superpucharu Hiszpanii przeciwko Realowi Madryt. Blaugrana zdominowała Athletic w debiucie Marcelino, ale Baskowie przegrali minimalnie, 2:3, wykorzystując błędy podopiecznych Koemana.

Następnie, przez śnieżycę Filomenę odwołano spotkanie z Atletico. Marcelino dostał zatem pełny tydzień, by przekazać graczom swój pomysł na grę. Sesja nauki okazała się nad wyraz skuteczna. Athletic z łatwością pokonał Real Madryt w półfinale, a następnie pokazał ogromne cojones i wydarł Barcelonie prowadzenie w doliczonym czasie gry i pokonał ją w dogrywce.

W półfinale swoje zatargi miał lider baskijskiej ekipy, Raul Garcia. Miesiąc wcześniej przeciwko Realowi Madryt wyleciał przed upływem kwadransa. W Superpucharze Hiszpanii jeszcze przed przerwą dwukrotnie pokonał Thibaut Courtois, dając swej ekipie przepustkę do finału.

To spotkanie, było za to polem do wyrównania rachunków przez Marcelino. Został zwolniony z Valencii przed rozegraniem Superpucharu Hiszpanii, w którym Nietoperze miały zapewniony udział… właśnie dzięki 55-latkowi, który w finale Pucharu Króla pokonał, rozbitą po blamażu na Anfield, Barcelonę. Ostatecznie, zemsta najlepiej smakuje na chłodno. Hiszpan poczekał rok, ale zdobył upragnione trofeum, o które wcześniej możliwość walki zabrał mu Peter Lim. Było to dla Marcelino o tyle ważne, że wspomniany Puchar Króla był pierwszym poważnym sukcesem, jaki osiągnął w karierze trenerskiej. Superpuchar, wywalczony na tydzień po objęciu stanowisku trenera Athletiku, stał się drugim.

Ambicja, wiara w siebie, skuteczność

Choć Gaizka Garitano powinien być zwolniony wcześniej, to nie zrezygnował on z cechy typowej dla klubu z Bilbao. Mowa tu o waleczności – nieraz zahaczającej o brutalność. Niestety, inne aspekty charakterystyczne dla jednego z najbardziej uznanych klubów w Hiszpanii odeszły wraz z Ernesto Valverde. Marcelino stara się przywrócić Athletikowi blask. Mówiąc wprost, sposób na grę 55-latka nie jest zbyt efektowny i nie chodzi w nim o wymianę tysiąca podań. Nisko ustawiona linia obrony, dość mocno przywarta do pomocników. Ofensywa oparta na szybkich kontrach i stałych fragmentach gry. W pięciu spotkaniach pod wodzą Marcelino, Athletic zdobył 14 bramek, w tym aż cztery ze stojącej piłki. Lwia część pozostałych dziesięciu to wykorzystanie siły fizycznej Raula Garcii bądź szybkości Inakiego Williamsa w przemyślanych kontratakach.

Fantastyczne trio

Wygląda też na to, że Marcelino połączył niewidzialnymi nitkami wspaniale funkcjonujący tercet. W dotychczasowych pięciu meczach Iker Muniain jest przykładem kapitana, harującego na całej szerokości boiska, który w dodatku zanotował brutalne liczby – 5 asyst i gola. Raul Garcia, przeżywający drugą (trzecią?) młodość, niejako “odwróćił” te statystyki, zdobywając 5 bramek i zaliczając ostatnie podanie przy trafieniu Inakiego w ligowym spotkaniu z Barceloną. A sam Williams imponuje szybkością i dryblingiem, ale też lepszym podejmowaniem decyzji. W pięciu meczach zanotował dwa gole i tyle samo asyst. Warto też dodać, że choć hiszpański pędziwiatr uznawany jest za zawodnika marnującego mnóstwo okazji, to jego współczynnik xG wynosi 4.0, a Inaki zdobył w tym sezonie już pięć bramek. U Marcelino liczy się efektywność, bo większość rywali nie pozwoli na zaskoczenie się kontrami częściej, niż kilkukrotnie na mecz. Fantastyczna wydajność ofensywnego tercetu, wspieranego przez – również jakby ożywionego – Asiera Villalibre, pozwala trenerowi patrzyć z optymizmem na drugą połowę sezonu.

Całość tekstu znajduje się na Primeradivision.pl. Tam wybrano dodatkowo Partidazo, evento, jugador oraz golazo minionej kolejki.

Komentarze