Największy piłkarski skandal w historii IO. W kraju wybuchły zamieszki

Skandal na Igrzyskach
Skandal na Igrzyskach OldFootballPhotos / Twitter

Przy okazji rozpoczynających się Igrzysk Olimpijskich w Tokio przypominamy o największym piłkarskim skandalu, do jakiego doszło w historii olimpijskich zmagań. Choć zdarzenie to miało miejsce w 1936 roku, w Peru wspomina się o nim do dziś. Skandal był na tyle duży, że wszyscy sportowcy z tego kraju zbojkotowali dalszą rywalizację na igrzyskach i udali się w podróż do domu. Co ciekawe, w sprawie pojawia się też wątek reprezentacji Polski.

  • Reprezentacja Peru pokonała Austrię 4:2 i awansowała do półfinału piłkarskiego turnieju na Igrzyskach Olimpijskich w 1936 roku
  • Austriacy złożyli po zawodach protest i domagali się powtórzenia meczu z uwagi na agresywne zachowanie kibiców z Peru
  • Jury zdecydowało się powtórzyć zawody. Peruwiańczycy zbojkotowali ten mecz, a w kraju wybuchły zamieszki. Austria awansowała po walkowerze

Ograbieni z największego sukcesu w historii

W latach trzydziestych XX wieku mundial dopiero raczkował, a piłka nożna na igrzyskach olimpijskich znaczyła naprawdę wiele. Gdy do Peru dotarła wiadomość, że narodowa reprezentacja pokonała po dogrywce Austrię (4:2), na ulice stolicy – Limy, wyszły tysiące kibiców, chcąc świętować awans do fazy pucharowej. Igrzyska z 1936 roku zawitały do telewizji, ale do Peru wiadomość o piłkarskim skandalu dotarła dopiero po dwóch dniach. Naród był w szoku. Zgodnie z treścią telegramu wygrana tamtejszej reprezentacji została anulowana. Mecz zdecydowano się powtórzyć. Oburzeni Peruwiańczycy jednak do niego nie przystąpili, przez co Austria została nagrodzona walkowerem. Na ulicach w Peru wybuchły zamieszki. O całym zdarzeniu mówiło się latami. Pamięć o skandalu sprzed 85 lat kultywowana jest do dziś.

Nie ulega wątpliwości, że Peruwiańczycy mieli jedną z najlepszych piłkarskich drużyn lat 30. XX wieku. Przyniosło im to triumf w 1936 roku z rozgrywkach Copa America. Mieszkańcy wysokich And do dziś przekonani są jednak o tym, że bezduszni organizatorzy igrzysk olimpijskich do spółki z FIFA ograbili ich z największego sukcesu w historii. Gdyby o wszystkim decydowała piłka nożna, to w 1936 roku zagraliby co najmniej w olimpijskim półfinale. Zdaniem wielu ekspertów Peruwiańczycy dysponowali najsilniejszą kadrą i pewnie sięgnęliby ostatecznie po złoto.

Peru strzelało, a sędzia anulował gole

Trenerem europejskiej drużyny był Hugo Meisl, wybitny szkoleniowiec żydowskiego pochodzenia. Problem w tym, że na igrzyska zamiast największych gwiazd w kraju mógł zabrać tylko amatorów. Ci zaskoczyli ekspertów docierając niespodziewanie do ćwierćfinału, który rozegrano 8 sierpnia na dawnym stadionie Herthy w Berlinie. Austriacy prowadzili już nawet 2:0, ale po tym, jak kontuzji nabawił się Adolf Laudon, musieli grać w dziesiątkę. Przybysze z Ameryki Południowej skrzętnie to wykorzystali. Strzelili dwa gole i doprowadzili do dogrywki.

A w niej, jak podawały media, Peruwiańczycy strzelili aż pięć bramek. Problem w tym, że trzy z nich nie zostały uznane. Media nie rozpisywały się szczegółowo o okolicznościach ich anulowania. Biorąc jednak pod uwagę to, co zdarzyło się później, można przypuszczać, że Austriacy byli przez norweskiego sędziego Thoralfa Kristiansena faworyzowani. Peru dopięło swego dopiero w 117. minucie, gdy do siatki trafił Lolo Fernandez.

Po ostatnim gwizdku na trybunach w Berlinie zapanowała szalona radość. Blisko tysiąc kibiców, którzy udali się w podróż za ocean przedostało się na murawę, by świętować awans do strefy medalowej ze swoimi bohaterami. Austriacy wykorzystali ten fakt do tego, by złożyć oficjalny protest. Federacja piłkarska domagała się powtórzenia meczu. Argumentacja wydawała się bardzo naciągana. Zaznaczono w niej, że kibice z Peru zakłócali mecz i doprowadzili do jego tymczasowego przerwania jeszcze przed ostatnim gwizdkiem. Jeden z fanów miał zaatakować ponadto austriackiego zawodnika, Antona Krenna i doprowadzić do jego kontuzji. “Takie incydenty nie miały nic wspólnego z duchem zdrowej rywalizacji” – argumentowano.

Bojkot powtórzonego meczu

Sprawę rozpatrywało powołane przez komitet olimpijski jury, w skład którego wszedł m.in. prezydent FIFA Francuz Jules Rimet. Prócz niego zasiadali tam Szwed, Włoch, Belg i Słowak. Zabrakło jakiegokolwiek przedstawiciela zza oceanu. Peruwiańczycy nie mogli uwierzyć w to, że ich sportowe zwycięstwo zostało anulowane. Zwłaszcza, że do wbiegnięcia kibiców miało dojść już w momencie, gdy strzelili kluczowego, trzeciego gola.

W mediach pojawiały się sprzeczne doniesienia w tej sprawie. W Austrii pisano o tym, że wielu piłkarzy tamtejszej reprezentacji zostało po ostatnim gwizdku sędziego przez agresywnych kibiców poturbowanych. Źródła z Ameryki Południowej twierdzą z kolei, że nic takiego nie miało miejsca, a fani ekspresyjnie świętowali radość.

Fakty są takie, że powtórzony mecz, zaplanowany na 10 sierpnia, nigdy nie doszedł do skutku. Peruwiańczycy nie zjawili się na stadionie i sędzia ogłosił walkower. Cała sprawa ma polski wątek, bo Austriacy zagrali w półfinale z reprezentacją Polski. Wygrali 3:1 i polegli dopiero w finale w starciu z Włochami. Biało-Czerwoni zostali bez medalu, bo w starciu o brąz nie sprostali Norwegom.

Bojkot meczu owiany jest jednak tajemnicą. The Guardian donosi, że według niepotwierdzonych informacji reprezentacja Peru wyruszyła na zawody. Nie dotarła jednak na stadion na czas z powodu rozgrywanego w centrum Berlina wyścigu kolarskiego.

Powtórka meczu na polecenie Hitlera?

Zdarzenie to było jednym z największych skandali Igrzysk Olimpijskich z 1936 roku. Koniec końców na znak protestu z dalszej rywalizacji wycofała się cała kadra Peru, na czele z koszykarzami i lekkoatletami, którzy mieli przed sobą zawody o medale. Solidarność wyraziły także inne narody z Ameryki Południowej. Na znak protestu z rywalizacji wycofała się Kolumbia. Reprezentanci obu krajów udali się tym samym statkiem w podróż do domu.

W kraju przyjęto ich jak bohaterów. Na ulicach stolicy, Limy, piłkarzy witały tysiące rodaków. Prezydent kraju wręczył zawodnikom honorowe dyplomy i złote medale. Drużynę piłkarską nazwano moralnym zwycięzcą Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. Do zespołu przylgnął przydomek Punta Olimpica, do którego wracano później latami.

Pamięć o całym zdarzeniu kultywowano przez kolejne pokolenia. Peruwiańczycy przez lata uważali, że palce w całym zdarzeniu maczać miał sam Adolf Hitler. Po tym jak w innym meczu ćwierćfinałowym odpadli Niemcy, gospodarze igrzysk mieli zrobić wszystko, by w walce o medale zostali przedstawiciele aryjskiej nacji. Stąd też naciski na FIFA i olimpijskie jury, bo zarządzić powtórkę spotkania. Teoria ta, zdaniem historyków, jest jednak wątpliwa i mocno naciągana. Faktem jest na pewno to, że peruwiańskich piłkarzy, którzy wygrali zasłużenie, ograbiono przy zielonym stole z największego sukcesu, jaki odnieśliby w całej karierze.

Komentarze