Zwycięstwo Liverpoolu w cieniu poważnej kontuzji bramkarza

Rui Patricio
Rui Patricio PressFocus

Liverpool wrócił na zwycięską ścieżkę i po przeciętnym spotkaniu pokonał na wyjeździe Wolverhampton Wanderers (1:0) po golu Diogo Joty. Najważniejszym wydarzeniem spotkania była jednak groźnie wyglądająca kontuzja głowy Ruiego Patricio, której doznał w doliczonym czasie gry.

Liverpool nie zachwycił, ale sięgnął po trzy punkty

Od początku widać było, że jest to spotkanie dwóch ekip nie znajdujących się w najwyższej dyspozycji. Po stronie Liverpoolu warto pochwalić Fabinho, który świetnie kasował akcje Wilków. Najlepszymi okazjami gospodarzy w pierwszej połowie były dwa strzały z dystansu Rubena Nevesa, ale żadna nie sięgnęła celu. Po stronie The Reds, natomiast, najlepszą okazję zmarnował Sadio Mane, choć wydaje się, że w tej sytuacji Rui Patricio faulował Senegalczyka. Golkiper Wolverhampton jeszcze przed przerwą skapitulował, choć mógł zachować się lepiej. Miał strzał Diogo Joty na rękach, ale piłka trafiła jednak do siatki. Były gracz Wilków skarcił ich trafieniem, jak się okazało, na wagę trzech punktów.

Druga połowa niemal do końcówki mijała w naprawdę sennym tempie. Regularną przepychankę przerwały niegroźne uderzenia Adamy Traore oraz Sadio Mane. Najważniejszym wydarzeniem drugiej części gry była jednak kontuzja Ruiego Patricio. Już w końcówce regulaminowego czasu gry Portugalczyk starał się obronić sytuację sam na sam z Mohamedem Salahem, ale przegrał ten pojedynek. Ratując sytuację, wpadł na niego kolega z drużyny, Conor Coady, a golkiper stracił przytomność. Długo pomagali mu lekarze na murawie, ale ostatecznie przetransportowali go do karetki. Żaden z zespołów nie zdołał już więcej zagrozić wrogiej bramce.

Miejmy nadzieję, że Rui Patricio będzie miał przynajmniej tyle szczęścia, co jego kolega z drużyny, Raul Jimenez. Meksykanin wraca powoli do zdrowia po kontuzji głowy, a uraz Portugalczyka wyglądał naprawdę groźnie. Liverpool natomiast może cieszyć się z powrotu na zwycięską ścieżkę w Premier League. Teraz The Reds tracą w tabeli pięć punktów do czwartej Chelsea i nadal są w walce o miejsce gwarantujące grę w Lidze Mistrzów.

Komentarze

Comments 17 comments

Uuu Live w końcu 3 punkty. Ledwo ledwo ale zawsze. Dziwne decyzję sędziego który miałem wrażenie na więcej pozwalał graczom czerwonych np. Niewidzialna ręką w 75 min i masa nieogwizdanych fauli. Momentami broniący się w całości na swojej połowie Live.

Jestem pozytywnie zaskoczony , gdyż mimo skrajnego drukowania przeciwko Live udało się wygrać , już nawet dochodzi do tego że sędziowie cieszą się razem z zawodnikami drużyny z którą Live rywalizuje .

Witam, tutaj Unsesnak czyli prawdziwy drukarnia. Chciałem tylko napisać że ten nowy drukarnia to moja marna podróbka. Ci którzy mnie znają powinni się zorientować już po dwóch jego komentarzach. Ja zawsze pisałem co było dokladnie drukowane a ten podraboaniec nawet meczy nie ogląda więc nie wie co pisać i pisze w kółko to samo. Chlopie ogarnij się bo jesteś śmieszny.
Mi się już nie chce tutaj dyskutować bo ciężko o obiektywizm u tutejszych znawców ale musiałem się zalogować zeby tylko wyjaśnić podrabiańca. Pozdrowienia.

Jest nam niezmiernie przykro że troll strollował trolla, żeby było śmieszniej prawdopodobnie z własnego obozu…(slime???)Na pocieszenie mogę powiedzieć, że od jakiegoś czasu zajeżdżało amatorszczyzną 🙂

Fajny mecz, dobre tempo, sytuacje bramkowe z obu stron i brak karnego dla Wilków, gdy w 2′ meczu Alisson popełnia błąd, następnie fauluje.. I niech mi nikt nie mówi, że to nie jest faul, a jeśli już, to merytorycznie proszę wytłumaczyć – dlaczego to nie jest faul??
bit.ly/2NnHZ1t