James Rodriguez
James Rodriguez Pressfocus

Liverpool is blue! The Reds stracili kapitana

Piłkarze Liverpoolu przegrali już siódmy mecz w tym sezonie Premier League. Tym razem podopieczni Juergena Kloppa musieli uznać wyższość Evertonu, który wygrał 2:0.

Sobotni hit 25. kolejki Premier League to bez wątpienia derby Merseyside na Anfield. Dodatkowych emocji dostarczał fakt, że szósty Liverpool i siódmy Everton dzieliły w tabeli ledwie trzy punkty. Zdecydowanym faworytem bukmacherów byli The Reds, ale w takim meczu mogło zdarzyć się wszystko.

Błyskawiczne otwarcie wyniku

Od samego początku Everton ruszył do ataku i chciał zaskoczyć przeciwnika. Duże zaangażowanie i ofensywne podejście zaowocowało objęciem prowadzenia już w trzeciej minucie. Abdoulaye Doucoure zagrał futbolówkę głową do Jamesa Rodrigueza, który wykonał idealnie wymierzone podanie w kierunku Richarlisona. Brazylijczyk wyprzedził rywali i przymierzył precyzyjnie w kierunku lewego słupka.

Liverpool nie wszedł dobrze w mecz, ale wraz z upływem czasu wyglądał coraz lepiej i starał się doprowadzić do remisu. Everton nie zamierzał się jednak zadowolić jednobramkowym prowadzeniem i wciąż grał odważnie. Piłkarze robili wszystko, abyśmy nie nudzili się na Anfield.

W 19. minucie The Reds mogli wrócić do gry po tym, jak Ben Godfrey wybił piłkę głową wprost pod nogi Jordana Hendersona, który bez zastanowienia przymierzył kapitalnie w lewy dolny róg bramki. Jordan Pickford był jednak czujny i odbił futbolówkę na rzut rożny.

Kłopotów w obronie ciąg dalszy

Juergen Klopp od dłuższego czasu zmuszony jest do wystawienia eksperymentalnej linii obrony z powodu plagi kontuzji. W 26. minucie pojawił się kolejny kłopot, ponieważ grający z konieczności na środku defensywy Henderson prowadził piłkę i bez kontaktu z rywalem upadł na ziemię, łapiąc się za mięsień dwugłowy uda. Kapitan The Reds podjął próbę kontynowania gry, ale chwilę później opuścił przedwcześnie murawę. Jego miejsce zajął Nathaniel Phillips.

Liverpool przeważał w posiadaniu piłki, ale z wyjątkiem strzału Hendersona, nie wykreował dogodnych okazji strzeleckich. Natomiast Everton w 33. minucie mógł wygrywać już 2:0. Lucas Digne dośrodkował w szesnastkę, gdzie świetnie ustawiony był Seamus Coleman. Irlandczyk próbował pokonać Alissona uderzeniem głową, ale ten dobrze interweniował. The Toffees do szatni schodzili z korzystnym wynikiem.

Nie ilość, a jakość

Początek pierwszej połowy należał bezdyskusyjnie do Evertonu. Po przerwie bardzo widoczny był Liverpool, a konkretnie Sadio Mane, który w krótkim odstępie czasu mógł kilkukrotnie pokonać bramkarza. Senegalczyk z miernym skutkiem uderzał piłkę głową.

The Reds stłamsili przeciwnika i dominowali w posiadaniu piłki oraz oddawali więcej strzałów na bramkę rywala. Mimo tego wciąż nie potrafili umieścić piłki w siatce. Z kolei goście mieli korzystny rezultat, więc nie musieli forsować tempa. W 83. minucie podopieczni Carlo Ancelottiego podwyższyli prowadzenie po tym, jak wyprowadzili kontratak, a Richarlison podał do wbiegającego w pole karne Dominica Calverta-Lewina. Swojego rodaka sfaulował Trent Alexander-Arnold, co nie umknęło uwadze arbitra. Chris Kavanagh wskazał na jedenasty metr i nie zmienił decyzji nawet po obejrzeniu powtórki na monitorze VAR. Do piłki podszedł wprowadzony z ławki rezerwowych Gylfi Sigurdsson, który uderzył celnie w lewy dolny róg bramki. Tym samym Islandczyk ustalił wynik na 2:0 dla Evertonu.

W kolejce numer 26, Liverpool zmierzy się n a wyjeździe z Sheffield United. Natomiast Everton podejmie na własnym stadionie Southampton.

Komentarze

Comments 15 comments

Już kibice United atakują 😘 No cóż 🤭 Ich jedynym powodem do radości w ostatnich latach jest sytuacja w której nam sienie wiedzie gdyż na boisku już od kilku lat nie liczą się w żadnych konkretnych rozgrywkach 😛😛😛

Jeśli nam mistrzostwo nie grozi to wam w tym sezonie tym bardziej. Wam w sumie nie grozi żadne trofeum w tym sezonie. Bo w puchary krajowe w telewizorze oglądacie liga wiadomo a lm to nawet jak uda wam się Lipsk przejść to traficie na kogoś mocniejszego i będą problemy. Skoro rok temu dało rade was zatrzymać w średniej formie Atletico gdy byliście w gazie to i teraz ktoś się znajdzie

Fajnie zagrał Everton. Duza strata to kontuzja Hendersona. Szkoda chlopa. Salaha lubie, ale traci w oczach za to nurkowanie. Jak nie idzie, daje nura. Słabe to. Świetny piłkarz ale takich rzeczy mężczyzna nie robi. Drugi neymar…

Mecz obejrzałem, dzisiaj raczej bez niespodzianki. Jak ostatnio wspomniałem, żeby ogórki z Lipska sami sobie nie strzelili bramek, to by się skończyło 0:0. Prawda jest taka Lipsk był za bardzo spięty, no bo to przecież Liverpool, tyle że w PL na nikim to juz nie robi wrażenia. Przyjeżdża w zasadzie każdy i wali ich w ryj, i wiem że jeszcze nie dawno wydawało się to nierealne, ale wygląda na to że w przyszłym sezonie czwartkowe wieczory z liga Europy. Miałem dzisiaj nic nie pisać, ale posłuchałem sobie Kloppa po meczu i nie dałem rady. Chlopina jest chyba lekko odklejony w tym momencie, bo znów twierdzi że było super, tyle że zapomniał chyba jaki był wynik. Ja wiem że mozna pieprzyc w kółko że kontuzje, że VD, że sraczka, ale bilans punktowy i bramkowy meczów u siebie zakrawa już na wstyd. Na koniec muszę jeszcze parę słów napisać o tym geniuszu z Monachium wyszkolonym w Barcelonie. Miał być otwieraczem do konserw, rozpruwac nawet najbardziej zabetonowaną obronę. Na szczęście za długo ogladam futbol żeby wierzyć w takie bzdury. Jedyne co ten facet może otworzyć to puszkę piwa. Nie daje absolutnie nic temu zespołowi, a wręcz cofają się w rozwoju z tym piłkarzem w składzie. Zaraz pojawią się zarzuty że jestem jakiś anty Liverpool, ale jak Wy tego nie widzicie to musicie być ślepi. A jak wam zależy na środach z LM w przyszłym sezonie, to proponowalbym jutro iść jutro na mszę