Koszmarna passa Liverpoolu na Anfield trwa nadal

Mohamed Salah
Obserwuj nas w
fot. Grzegorz Wajda Na zdjęciu: Mohamed Salah

Choć trudno w to uwierzyć Liverpool przegrał szósty z rzędu mecz ligowy na Anfield. W niedzielne popołudnie drużyna Jurgena Kloppa nie sprostała Fulham. Autorem jedynego gola dla gości był Mario Lemina.

Liga Mistrzów oddala się od Liverpoolu coraz bardziej. Drużyna dowodzona przez Jurgena Kloppa już dawno porzuciła myśli o obronie tytułu. Obecnie zajmuje siódme miejsce w tabeli, a remis z Fulham sprawia, że The Reds tracą do czwartej w tabeli Chelsea cztery punkty. Być może w nowym sezonie nie zagrają w ogóle w pucharach.

Kto wie czy mecz nie ułożyłby się zupełnie inaczej, gdyby na początku swoją sytuację wykorzystał Mohamed Salah. Napastnik gospodarzy znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, Areolą, ale przegrał ten pojedynek. Nie licząc tej okazji Liverpool nie miał jednak zbyt wiele do zaoferowania w ofensywie.

Z czasem groźniejsze ataki zaczęli konstruować goście z Londynu. W 36. minucie rajdem w pole karne zbiegł Ademola Lookman, ale jego uderzenie zostało zablokowane przez Neco Williamsa. Skuteczniejszy był w 45. minucie Mario Lemina, który dał Fulham prowadzenie. Po wrzutce Andy’ego Robertsona piłkę w polu karnym przechwycił Mohamed Salah. Po chwili zza jego pleców wyskoczył wspomniany Lemina. Przejął futbolówkę i strzałem przy długim słupku nie dał szans bramkarzowi The Reds.

Liverpool bił głową w mur

Gospodarze przebudzili się po przerwie. Tak przynajmniej się wydawało. W 50. minucie byli bowiem o krok od wyrównania. Alphonse Areola popisał się kapitalną interwencją po tym, jak po wrzutce Neco Williamsa z woleja uderzał Diogo Jota. Jak się później miało okazać, była to najgroźniejsza akcja Liverpoolu.

W 71. minucie bliski wyrównania był też Sadio Mane. Po dośrodkowaniu Naby’ego Keity atakujący gospodarzy uderzył po strzale głową w słupek. Ostatecznie więcej bramek na Anfield jednak nie oglądano.

Za sprawą wygranej Fulham jest coraz bliżej uniknięcia degradacji do niższej klasy rozgrywek. The Cottagers zrównali się punktami z Brighton and Howe Albion.

Komentarze

Comments 23 comments

Po pierwszych 30 minutach miałem nadzieję na sprawiedliwe sędziowanie , ale druga połowa wyjaśniła wszystko kiedy w niej sędziowie robili co mogli aby Live nie wygrało i osiągnęli swój cel .

Jako jeden z nielicznych znam się na piłce na tym portalu 🙂 W tym jednym jedynym przypadku dobrze Mówisz 😉

Niebywałe. Liverpool od kwietnia 2017 niepokonany na własnym obiekcie a dzisiaj na Anfield przyjeżdża dosłownie każda drużyna i ich leje. Jedna porażka jeszcze okej ale SZEŚĆ Z RZĘDU? Live na dzień dzisiejszy się nie kwalifikuje do żadnych pucharów.

I jeszcze fergitajma dostali – 2 pełne minuty w sumie 6′. Radosław odnotuj….
.
Oczywiście jest to wielkie zaskoczenie. Przed meczem ciężko uwierzyć w kolejną wtopę na Anfield. Ale przecież my to znamy – po prostu drużyna broniąca się przed spadkiem spięła poślady i pokonała Mistrza Anglii. PL w pigułce 🙂

Jestem Fanem Lfc odkąd miałem 10 lat w 2003 roku. I powiem dzisiaj słowa: Czy trzeba grać 4-3-3, skoro I tak nie strzela się goli. Można zagrać szerzej skrzydłami I silniejszym środkiem np.3-5-2