Barcelona, kontrakty, słabi liderzy – niekorzystny obraz Bayernu przed rewanżem z Villarreal

Piłkarze Bayernu Monachium
Pressfocus Na zdjęciu: Piłkarze Bayernu Monachium

Informacja o rzekomym porozumieniu Roberta Lewandowskiego z FC Barcelona, do czerwoności rozgrzało opinię publiczną w Monachium. Tak jakby Bayern, miał mało problemów w ostatnim czasie.

  • Całe Niemcy żyją prawdopodobnym odejściem Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium
  • Julian Nagelsmann musi zmierzyć się ze słabszą formą czołowych graczy
  • W takich okolicznościach, Bawarczycy przystępują do rewanżowego ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Villarreal CF

Gra o kontrakt

Co ciekawe, informacja o tym, że polski napastnik jest zdeterminowany, aby opuścić Bayern Monachium, nie wyszła ani z Hiszpanii, ani z Niemiec, a z Polski. Najpierw napisał o tym TVP Sport, zaś później te informacje potwierdziła Interia.pl. Robert Lewandowski miał być skonfundowany i rozczarowany podejściem władz Bawarczyków, które opóźniały rozpoczęcie transferowych negocjacji i jeszcze latem miał przenieść się do FC Barcelona. Meczyki.pl z kolei poinformowały, że agent Lewego, Pini Zahavi w niedługim czasie wybiera się do stolicy Katalonii.

Nie brak opinii, że to jedynie gra otoczenia 129-krotnego reprezentanta Polski, aby prezydent Oliver Kahn oraz dyrektor sportowy Hasan Salihamidzić, w końcu zasiedli z nim do stołu i przedstawili konkretną ofertę na przyszłość. Na razie władze monachijskiego klubu ociągają się z tym ruchem, a przecież w takiej samej sytuacji, co Lewandowski są również inne bawarskie legendy – Thomas Mueller i Manuel Neuer. Kahn na razie zdobył się na komentarz dla „Munchner Merkur” i „TZ”, w którym poinformował, że Bayern jest spokojny o los swoich czołowych graczy i nie podda się presji z zewnątrz. Nawet jeśli póki co, wszystkie atuty są po stronie 31-krotnych mistrzów Niemiec, to wszystko może się zmienić po wtorkowym rewanżu ¼ finału Ligi Mistrzów z Villarreal CF.

Przeczytaj również: Bayern – Villarreal: typy, kursy, zapowiedź (12.04.2022)

Villarreal uratował Bayern

Ubiegłotygodniowe spotkanie z El Submarino Amarillo było jednym z najgorszych występów monachijczyków w ostatnich latach w Champions League. Triumfator Ligi Europy stworzył multum dogodnych okazji do zdobycia bramki i wynik 0:1 to dla Bayernu najniższy wymiar kary. – Drużynie brakowało wszystkiego, co zwykle czyni ją silniejszą. Wciąż mamy wszystko pod kontrolą, ale potrzebujemy lepszego występu – napisał na twitterze, zaraz po zakończeniu spotkania na Estadio de la Ceramica, Kahn. Z kolei Julian Nagelsmann na konferencji prasowej dodał: – Nie byliśmy wystarczająco dobrzy we wszystkich obszarach, graliśmy też zbyt mało agresywnie.

Agresywność w środę była z kolei domeną drużyny Unaia Emeriego, która grała również wysokim pressingiem. Bawarczycy zdawali się być nieco zaskoczeni taką postawą rywali, ale przecież Villarreal identycznie prezentował się w rewanżowym starciu z Juventusem FC. A przed taką właśnie postawą hiszpańskiego klubu, mocno uczulał swoich graczy Nagelsmann. Jak już się jednak rzekło, gospodarze byli wyjątkowo nieskuteczni, zatem w drugim spotkaniu lider Bundesligi będzie miał jeszcze o co grać. – Rywale popełnili błąd, że nie strzelili nam więcej goli. Mamy szczęście, że pozwolili nam żyć – podkreślił 35-letni szkoleniowiec.

W ciągu kolejnych sześciu dni, dało się wyczuć przy Sabener Strasse lekką nerwowość, wynikającą ze słabego występu w Walencji. Nastroje miało uspokoić ligowe spotkanie z FC Augsburg, ale starcie z ekipą Markusa Weinzierla spotęgowało jeszcze wątpliwości, czy Bayern na pewno stać w środę na odrobienie strat. Skazywani na pożarcie rywale naprawdę wysoko zawiesili poprzeczkę Bawarczykom, którzy zwycięską bramkę zdobyli dopiero w 82. minucie, po problematycznym rzucie karnym. Oglądając spotkanie na Allianz Arena, kibice mieli wrażenie, jak oglądali trzecią i czwartą połowę meczu na Estadio de la Ceramica. Monachijczycy popełniali proste błędy w obronie, razili niedokładnością i nieskutecznością. Ich przeciwnikom z kolei pod bramką brakowało zimnej krwi.

Problemy wychodzą na wierzch

Co gorsza, derby Bawarii pokazały, że Bayern nie jest wolny od problemów wewnętrznych. „Bild” poinformował, że schodzący z boiska w 65. minucie Leroy Sane udał się prosto do szatni, zamiast oglądać resztę meczu na ławce rezerwowych. Nagelsmann bagatelizował jednak to zdarzenie po końcowym gwizdku. – Sane jest osobą krytyczną wobec siebie, ambitną, każdy inaczej radzi sobie w takich momentach. Niektórzy po słabym meczu nie mają problemu, aby usiąść na ławce, a inni, jak Sane wolą iść do szatni, bo wiedzą, że na ławce ich wpływ na grę jest znikomy. Wolał więc w samotności przeanalizować swój występ, nie jestem za to na niego zły – powiedział. Faktem jest jednak, że lewoskrzydłowy rozegrał kolejny słaby mecz tej wiosny. Po jego znakomitej dyspozycji z jesieni (11 goli i 11 asyst we wszystkich rozgrywkach), w rundzie rewanżowej nie ma już śladu (3 bramki i 4 ostatnie podania, ale też wiele bezbarwnych występów). A to ponownie otworzyło w Monachium dyskusje czy dobrym pomysłem było ściągnięcie 26-latka z Manchester City w 2020 r. Tym bardziej, że na światło dzienne wyszły ostatnio informacje, że 42-krotny reprezentant Niemiec, regularnie spóźnia się na treningi. „Bild” słusznie pyta – jak długo takie zachowanie będzie mu uchodzić na sucho?

W Nagelsmannie Sane cały czas ma jednak wielkiego orędownika. – Jako trener masz dwie możliwości: denerwujesz się na zawodnika albo akceptujesz go takim, jaki jest. Zobacz jaki jest inteligentny, jak znakomicie gra z piłką przy nodze. Nie wiem czemu wiosną spisuje się tak słabo, ma jednak moje pełne wsparcie, współczucie i empatię – stanął w obronie podopiecznego.

Drugim z graczy, którego postawa w ostatnim czasie nie jest najlepsza jest Serge Gnabry, a więc kolejny z piłkarzy, któremu w czerwcu 2023 r. kończy się kontrakt. Tutaj jednak, zamiast Nagelsmanna, „na stronę” wziął go w czasie niedzielnego treningu Hasan Salihamidzić. Bośniak zaczepił atakującego na klubowej siłowni i, jak donosi „Bild”, rozmawiał z nim od 9:58 do 10:18. I bynajmniej nie była to miła rozmowa. „Brazzo” gestykulował, zaś Gnabry pokornie słuchał uwag. Zdaniem wtajemniczonych, dyrektor sportowy jasno dał mu do zrozumienia, że jeśli chce otrzymać podwyżkę, musi zdecydowanie poprawić jakość swojej gry.

Jeżeli dodamy do tego słabszą dyspozycję liderów w dwóch ostatnich spotkaniach, a więc Joshuy Kimmicha, Roberta Lewandowskiego i Thomasa Mullera, to widzimy, jak wielki ból głowy Nagelsmann ma przed meczem sezonu 2021/2022.

Przeczytaj również: Bayern Monachium – Villarreal: gdzie oglądać? Transmisja w TV i online (12.04.2022)

Nagelsmann gorszy od Kovaca?

Nie ma co ukrywać, że dla Bayernu sezon zaczyna się w kwietniu. Półfinał Ligi Mistrzów to cel minimum, granica przyzwoitości. Bawarczycy nie muszą co roku triumfować w Champions League, ale grunt, aby dochodząc do jej przedostatniego etapu, odpadli po zaciętej walce i z rywalem na swoim poziomie. Tak też bywało w ostatnim czasie. Monachijczycy przegrywali w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach kolejno z PSG (ćwierćfinał), Liverpool FC (1/8 finału), Real Madryt (półfinał i ćwierćfinał), Atletico Madryt (półfinał) i FC Barcelona (półfinał). Porażka z Villarreal CF, nawet jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że mowa o zwycięzcy Europa League, byłaby klęską, porównywalną z odpadnięciem z Pucharu UEFA po blamażu z Zenitem Sankt Petersburg (1:1 i 0:4) w sezonie 2007/2008. Mogłaby też pod znakiem zapytania postawić przyszłość Nagelsmanna w Monachium. Główny zainteresowany doskonale zdaje sobie jednak z tego sprawę.

Jeśli we wtorek wygramy, będzie to dobry sezon. Jeżeli nie, będziemy zmuszeni zweryfikować te opinie – przyznał na konferencji prasowej. Debiutancka kampania najzdolniejszego trenera na świecie w Bawarii przebiega w miarę dobrze. Bayern jest niezwykle skuteczny (w aż 12 meczach w Bundeslidze strzelił cztery bądź więcej goli), aż do pierwszego meczu z RB Salzburg, kroczył również od zwycięstwa do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Rysą na szkle jest jednak klęska z Borussią Moenchengladbach 0:5 w Pucharze Niemiec. A to oznacza, że w razie ewentualnego niepowodzenia w Champions League, jednym poważnym trofeum zdobytym przez Nagelsmanna w tym sezonie (nie liczymy Superpucharu Niemiec) będzie mistrzostwo kraju. A przecież jego poprzednicy (Hans-Dieter Flick i Niko Kovac) w debiutanckich rozgrywkach na ławce Bayernu potrafili wywalczyć dublet.

Dlatego nie dziwne, że w Monachium przed godziną próby atmosfera jest bojowa. Zdaniem Nagelsmanna, w pierwszym spotkaniu z Żółtą Łodzią Podwodną, w zespole szwankowała przede wszystkim komunikacja, dlatego na ostatnich treningach zwracał baczną uwagę, na to, aby gracze częściej ze sobą rozmawiali w czasie gry. Wytknął również swoim najważniejszym podopiecznym, że ci, w trudnych momentach nie potrafili wziąć odpowiedzialności na swoje barki. „Bild” z kolei dodał jeszcze, że Bayern jest nieskoncentrowany i niezbyt zdeterminowany w najważniejszych momentach. I to są bez wątpienia największe bolączki monachijskiego klubu z ostatnich dwóch spotkań.

Fakt, że przegraliśmy tylko 0:1 daje nam pewność przed drugim meczem. Na pewno pokażemy w nim inną twarz, ponieważ możemy i ponieważ musimy to zrobić – zapowiada Nagelsmann.

Przeczytaj również: Nagelsmann domaga się nowej umowy dla Lewandowskiego

Komentarze