Był niechciany w kadrze, stał się kluczowy. “Dziś jest pierwszy po Lewandowskim”

Karol Świderski
PressFocus Na zdjęciu: Karol Świderski

Gdyby wyciągać wnioski z treningów na zgrupowaniu przed meczem z Andorą, partnerem Roberta Lewandowskiego w ataku będzie Karol Świderski. I to w momencie, w którym Paulo Sousa ma wreszcie dostępnych Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka. – W ogóle mnie to nie dziwi – mówi Goal.pl Mariusz Piekarski, menedżer reprezentanta Polski.

Czytaj dalej…

  • Rosnąca rola Karola Świderskiego w reprezentacji nie była bez znaczenia dla budowania go jako piłkarza
  • Agent piłkarza nie ma wątpliwości, jak wiele jego klient zyskał na zmianie selekcjonera reprezentacji Polski
  • – Paulo Sousa pozwolił mu wejść na Everest, choć ojców tego sukcesu było więcej – analizuje Mariusz Piekarski

Wyjdzie na Andorę?

Sama obecność Roberta Lewandowskiego w podstawowej jedenastce, a nikt nie ma wątpliwości, że nie będzie inaczej, jest najlepszym dowodem na to, że składu na Andorę nie należy rozpatrywać w kontekście szansy dla dublerów. Jeśli więc faktycznie wybiegnie w niej Karol Świderski, będzie to dość wyraźny sygnał dla Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka, że rywalizacja o miano tego drugiego już nie rozgrywa się tylko pomiędzy nimi.

– Zupełnie szczerze i obiektywnie uważam, że numerem dwa w ataku jest w tej chwili Karol. Nie mówię tego dlatego, że jestem jego agentem, a naprawdę tak uważam – przekonuje nas Mariusz Piekarski, z którym rozmawialiśmy o rozwoju bohatera meczu z Albanią.

Jak rósł Karol Świderski

Piłkarze często mówią: dziś jestem lepszym piłkarzem niż rok temu. Powiedziałby pan tak o Karolu Świderskim?

Na pewno tak. Karol mocno się rozwinął w ostatnim czasie przede wszystkim pod względem możliwości, które daje trenerom. To nie jest tak, że on może grać tylko na „dziewiątce”, bo świetnie sprawdza się jako podwieszony napastnik. Tak też występuje w kadrze. Jest częściej pod grą, jest bardzo mobilnym piłkarzem, dużo biegającym. Nie jest typem zawodnika, który stoi w miejscu i wykańcza podania innych, a kreuje sytuacje dla kolegów. Dzisiejszy Karol Świderski potrafi odciążyć swojego partnera z ataku, czyli w przypadku reprezentacji Roberta Lewandowskiego. Z drugiej strony Robert robi miejsce Karolowi, co powoduje, że „Świderek” też ma swoje sytuacje i w wykorzystywaniu ich jest skuteczny. Gołym okiem widać, jak bardzo się rozwinął. Inna sprawa, że on zawsze był multifunkcyjny, tylko nie zawsze dostawał okazję do zaprezentowania tego. Trener Sousa dostrzegł to w nim i wykorzystuje go w roli podwieszonego napastnika.

Gol dla Polski w meczu z Anglią. Akcję napędził przerzut na lewą stronę występującego w roli podwieszonego napastnika Karola Świderskiego

W klubie nie ma wielu okazji, by szlifować tę funkcję na boisku.

Tak, bo PAOK gra ustawieniem z jednym napastnikiem, więc Karol jest tym najbardziej wysuniętym. Ale już w Jagiellonii było widać predyspozycje do takiej gry, gdy czasem schodził w głębię pola. Fajnie, że reprezentacja na tym korzysta, bo Karol stał się w tym elemencie naprawdę dobry.

Świderski nagle stał się dla reprezentacji jednym z kluczowych piłkarzy. Jak bardzo pomogło pod kątem mentalnym?

Bardzo mocno. Decyzje Paulo Sousy zbudowały w nim dużą pewność siebie. Widziałem to już po pierwszym powołaniu w marcu, naprawdę. Zwłaszcza, że od razu strzelił bramkę. Po tamtym zgrupowaniu wrócił do klubu i wyglądał jeszcze lepiej niż wcześniej. Pamiętam, jak w tym czasie oglądaliśmy w agencji któryś z jego meczów ligowych i wszyscy byliśmy zgodni, że widzimy piłkarza z ogromną pewnością siebie. Później pod tym kątem coraz lepiej. Widać było, że rosnąca pozycja w reprezentacji, strzelane dla niej bramki, to wszystko dodaje mu skrzydeł. Dzięki temu Karol dziś stał się piłkarzem świadomym swojej wartości.

Ojców było kilku

Piłkarze mają czasem tak, że trenera, który ich buduje, traktują jak takiego boiskowego ojca. Czy podobnie Karol patrzy na Sousę?

Szczerze mówiąc, trener Sousa jest tylko jednym z kilku „ojców” Karola. Pierwszym był trener Mamrot, który postawił na niego, dzięki czemu „Świderek” się wypromował i mógł wyjechać do PAOK-u. Tam mocno wierzył w niego trener Lucescu, a Karol już w pierwszym sezonie mocno przyczynił się do pierwszego mistrzostwa od 24 lat i wywalczenia Pucharu Grecji. Paulo Sousa natomiast pozwolił mu wejść na Everest, jakim jest reprezentacja. Bez zmiany selekcjonera trudno byłoby mu być w obecnym miejscu kariery, znaczyć tyle dla kadry. Nie krytykując oczywiście Jerzego Brzęczka, ale fakt jest tak, że go pomijał. To Sousa odkrył go dla drużyny narodowej z korzyścią dla obu stron.

Po meczu w Albanii Paulo Sousa powiedział, że bardzo cieszy się, że gola strzelił akurat Świderski, bo jeszcze niedawno jego powołania wywoływały krytykę. Ja osobiście nie pamiętam takiej sytuacji, ale może pan kojarzy i wie, co trener miał na myśli?

Szczerze mówiąc nie kojarzę krytyki. Pamiętam nawet, że wielu dziennikarzy i ekspertów wręcz dopominało się o Karola. Żeby go zobaczyć i sprawdzić, czy może robić podobne liczby w kadrze, co w Grecji, gdzie w klasyfikacji kanadyjskiej (zsumowane gole i asysty – przyp. red.) potrafił wykręcić wynik pod 20 punktów. Był jednak notorycznie pomijany. Osobiście widzę to bardziej tak, że ludzie docenili trenera Sousę za powołanie dla Karola, choć może chodziło mu o to, że niewielu wierzyło, że może on stać się tak ważną postacią dla reprezentacji. Byli przecież Lewandowski, Milik, Piątek, a jak się okazało, trener Sousa potrafił odkryć kolejnych, bo przecież jeszcze Adama Buksę. Duże uznanie dla Paulo Sousy, że przyjrzał się Karolowi i dopasował do swojej koncepcji.

Pierwszy po Lewandowskim

No właśnie. Na początku kadencji Sousy mieliśmy trzech napastników, teraz jest ich pięciu. Wiem, że pan jest menedżerem Świderskiego i chce dla niego jak najlepiej, ale gdyby miał pan stworzyć obiektywny ranking, które miejsce zajmowałby Karol?

Drugie. Naprawdę i obiektywnie. Konkurencja jest bardzo mocna, ale nikt nie potrafi grać na podwieszonym napastniku tak jak Świderski. Idealnie wpasował się w system, jest bardzo mobilny, często wychodzi na pozycję, bierze dużo gry na siebie, utrzymuje się przy piłce. Napędza akcje, które kończą się w polu karnym przeciwnika. To wszystko cechy, których wymaga się od zawodników grających na pozycji Karola w kadrze. Mówię to nie dlatego, że jestem jego agentem, a zupełnie szczerze mówię, jak jest.

Mariusz Piekarski (fot. PressFocus)

Co z karierą klubową?

Na cztery ostatnie mecze w lidze greckiej, w trzech Karol wchodził z ławki, w tym dwa razy na ogony po kilka minut. To tylko kwestia rotacji, czy bardzo trudnej rywalizacji w PAOK-u, gdzie gra się na jednego napastnika?

Rotacji. Widać to nawet po ostatnim tygodniu. W weekend Karol usiadł na ławce z Panathinaikosem, mimo że w czwartek wyszedł w podstawowym składzie na Kopenhagę w europejskich pucharach, zagrał cały mecz i moim zdaniem był to jego najlepszy występ w tym sezonie, nawet jeśli nie strzelił bramki, bo raz bramkarz obronił jego strzał, a raz obrońca wybił piłkę z linii. Poza tym stworzył kolegom kilka sytuacji i był bardzo aktywny. Kadry dużych klubów są szerokie, zmęczenie się nawarstwia, nie ma nic dziwnego w tym, że Świderski przeplata występy z ławką.

A co z jego przyszłością klubową? Szykuje się dla jakieś ciekawe okienko, czy szansa, że zimą opuści PAOK jest niewielka?

Wolałbym nie gdybać. Jak się coś pojawi, wtedy będziemy rozważać. Zainteresowanie Karolem zawsze jest duże, ale nie czujemy presji, by zmieniać coś na siłę. Karol dobrze się czuje w Salonikach, podpisał nowy kontrakt, naprawdę zacny. To też sprawia, że sprawa jego ewentualnego transferu nie byłaby prosta, bo kluby chcące go pozyskać, muszą wyłożyć poważne pieniądze dla samego klubu.

Komentarze