Jerzy Dudek: dostałem zdjęcia od przyjaciela z Ukrainy. To coś przerażającego

Jerzy Dudek
PressFocus Na zdjęciu: Jerzy Dudek

– To, co zrobił PZPN, było zapalnikiem dla późniejszych zdarzeń. Rosja chyba się tego nie spodziewała – mówi w rozmowie z Goal.pl Jerzy Dudek.

  • Z byłym bramkarzem reprezentacji Polski porozmawialiśmy o wojnie na Ukrainie – zdjęciach otrzymanych od znajomego, decyzji FIFA i UEFA, a także tym, jak agresja Putina odbierana jest w dalszych zakątkach Europy
  • Jerzy Dudek opowiada też o tym, dlaczego odmówił Czesławowi Michniewiczowi
  • Czysto piłkarsko Dudek spodziewa się kłopotów Realu Madryt w najbliższym czasie

Jak wielka była kompromitacja FIFA?

Zgodzi się pan z tezą, że FIFA ostatecznie uniknęła kompromitacji w wymiarze dziesięć na dziesięć i ograniczyła ją do dziewięć na dziesięć?

Może do osiem na dziesięć. Ale nie od wczoraj wiemy, jak FIFA funkcjonuje i ile wątpliwości jest co do jej decyzyjności. W UEFA wygląda to nieco inaczej, bo w niej zrzeszone są – powiedzmy umownie – bardziej rozwinięte piłkarsko kraje. Na wybory prezydenta w światowej federacji wpływ mają za to kraje, które borykają się z ogromnymi problemami, przez co rodzą się różne dyskusje na temat klarowności. Ma to przełożenie na działania FIFA – wystarczy spojrzeć, kogo w ostatnim czasie wybierała na gospodarza wielkich imprez. Trudno uciec od tezy, że w FIFA za decyzjami stoją głównie pieniądze. Na szczęście tym razem była w stanie wycofać się z pierwotnych deklaracji, ale niesmak pozostał.

Nikt nie ma wątpliwości, że FIFA wcale nie miała zamiaru zawieszać Rosji, a zrobiła to pod presją całego świata. Takie tąpnięcie może pana zdaniem wpłynąć na pozycję Gianniego Infantino i sprawić, że jego kariera w FIFA zakończy się po obecnej kadencji?

Myślę, że może to tak wyglądać. Zwłaszcza, że historia dość niedawno pokazała, że skompromitowani prezydenci tej organizacji – mam na myśli Blattera – mogą odejść w niesławie. Infantino wydawał się pozytywną postacią, ale wyszło, że to pozory. Nie zdziwię się, jeśli zjednoczona we wsparciu dla Ukrainy Europa przesądzi o jego losie w przyszłych wyborach.

Był pan zaskoczony, gdy tak wielka federacja, jak angielska, tak szybko ogłosiła bojkot Rosjan?

Nie, bo sport idzie w parze z polityką, a od tej politycznej strony na to się zanosiło. A jednomyślność w tej sprawie było widać na obu tych szczeblach – od premiera Johnsona, po szefa angielskiej federacji. Poparcie dla bojkotu Rosji wyglądało jak przewracające się klocki domina, aż wreszcie właściwie wszystkie europejskie federacje były ze sobą zgodne. Za tym poszły kolejne sporty, a tego Rosja chyba się nie spodziewała. To, co zrobił PZPN, było zapalnikiem dla późniejszych zdarzeń.

Wojna na Ukrainie. Co dalej?

Miał pan w ostatnim czasie kontakt z jakimś Rosjaninem? Np. którymś byłym piłkarzem. Chciałem spytać o jego odbiór tej wojny.

Miałem ochotę napisać do Arszawina, ale jeszcze tego nie zrobiłem… Skontaktowałem się natomiast z kilkoma Ukraińcami. Od swojego przyjaciela, którego poznałem na polu golfowym, dostałem kilka zdjęć i to było coś przerażającego. Został w kraju sam po tym, jak żonę z dziećmi wysłał do Europy.

Potrafi pan sobie wyobrazić wizję dalszego świata piłki? Jest pan zdania, że Rosję trzeba trzymać poza FIFA i UEFA na lata, nawet po ewentualnie zakończonej wojnie?

Nie da się dziś jednoznacznie odpowiedzieć, bo wiele zależy od tego, co się jeszcze wydarzy. Zresztą – jeśli rozmawiamy o piłce, która zdecydowanie nie powinna być na pierwszym planie – problem zrobił się szerszy niż tylko dotyczący Rosji. Ja nie jestem dziś pewny, czy w ogóle mistrzostwa świata w Katarze się odbędą. Przeszło mi niedawno przez myśl, by w swoich mediach społecznościowych podzielić się tą wątpliwością, ale uznałem, że to tak naprawdę nie jest ważne. Ludzie mają dużo większe zmartwienia, niż mundial, albo to, czy FIFA i UEFA przywrócą kiedyś Rosję. Do tej dyskusji wrócimy pewnie po zakończeniu wojny. Bardzo bym sobie życzył, by sport stał się pomostem dla pokoju, by w nowych lepszych czasach Ukraina zagrała z Rosją, ale na dziś nie wydaje się to możliwe. Na pewno nie za Putina.

Jak wojna odbierana jest daleko od Ukrainy, wśród pana znajomych w Hiszpanii?

Wiadomo, że im dalej, tym zainteresowanie mniejsze. W Polsce jest ogromne, co sprawia, że tak bardzo chcemy pomagać i pomagamy Ukraińcom. W Hiszpanii bardziej to wygląda na obserwowanie z zaciekawieniem, choć kto interesuje się tym mocniej, nie kryje wielkiego poruszenia. Miałem natomiast ostatnio kilka telefonów od moich przyjaciół z Anglii, którzy pytali mnie, jak włączyć się do pomocy. Mają przysłać autobus z medycznymi sprawami. Rozmawiając z ludźmi widzę jedno. Nikt nie uważa, że problem Ukrainy dotyczy tylko Ukrainy, czy teraz – ze względu na przybywających uchodźców – Polski. Każdy zdaje sobie sprawę, jakie konsekwencje ta wojna może mieć dla Europy.

FIFA powinna przydzielić Polsce nowego rywala

Wiem, że piłka to teraz najmniejszy problem, ale porozmawiajmy chwilę też o jej sportowym aspekcie. Uważa pan, że jeśli Trybunał ds. Sportu odrzuci odwołanie Rosjan, brak meczu 24 marca to dla nas duży handicap w kontekście tego, że kilka dni przed finałem na Stadionie Śląskim nasi rywale – Szwedzi lub Czesi – będą musieli stracić trochę sił?

Jeśli FIFA nie umieści w drabince innej drużyny za Rosję, federacje szwedzka i czeska mogą mieć pretensje. Wydaje mi się, że ktoś wręcz musi zagrać za nich. Pytanie powinno brzmieć nie czy to zrobić, a komu dać szansę – zespołowi, który zajął w grupie miejsce bezpośrednio za Rosją, czy najlepszej drużynie w eliminacjach, która nie zakwalifikowała się do barażów. To nie idzie w parze z fair play, byśmy mogli najpierw przygotowywać się w spokoju przez tydzień, a później na pełnej świeżości weszli w mecz finałowy u siebie przeciwko komuś, kto przed momentem miał ciężki bój, który być może kończył się dogrywką i karnymi. To najmniej obiektywny scenariusz, bo faktycznie daje nam wielki handicap.

Mówi się o towarzyskim meczu ze Szkocją, która w tym czasie miała grać z Ukrainą, ale nie wiadomo, czy zagra.

Czasu jest tak mało, a trener jest nowy, więc nie bardzo widzę sens takiego rozwiązania. Lepiej byłoby trenować. Dodatkowy mecz towarzyski wygeneruje więcej pytań niż odpowiedzi, a nie daj Boże narazi kogoś na kontuzję. Załóżmy, że szansę dostaną dublerzy, a któryś zagra naprawdę dobrze. To pojawi się pytanie – czy powinien wskoczyć do jedenastki na finał baraży za kogoś pierwotnie przygotowywanego do tego meczu? Z punktu widzenia celu, jakim jest wygranie awansu na mundial, takie spotkanie niczemu nie może się przysłużyć.

Dlaczego Jerzy Dudek nie jest w sztabie Czesława Michniewicza?

Skoro już rozmawiamy o reprezentacji, muszę zapytać u źródła, jak to było. Faktycznie stałby się pan członkiem sztabu, gdyby Cezary Kulesza wybrał Adama Nawałkę?

Rozmawiałem i z prezesem, i z trenerem Nawałką. Ustaliliśmy wspólnie ramy naszej współpracy, ale prezes podjął inną decyzję i trzeba to uszanować, odsuwając na bok wszystkie kwestie dotyczące przeszłości.

Przy wyborze Czesława Michniewicza takiego tematu nie było?

Rozmawiałem z trenerem Michniewiczem. Temat pojawił się dwa dni po tym, jak został ogłoszony selekcjonerem, ale powiedziałem, że czułbym się nie w porządku, skoro wcześniej obiecywałem coś trenerowi Nawałce. Nie chcę tutaj mówić, że chciałem być lojalny wobec tego ostatniego, bo nie o to chodzi, ale też nie znam na tyle dobrze trenera Michniewicza, by od razu wejść w jego sztab. Z trenerem Nawałką rozmawiałem kilkanaście razy, znamy się, wiem, jak bym pracował, jego projekt bardzo mi się podobał. W przypadku Michniewicza pytanie padło, ale grzecznie odmówiłem.

Liverpool i Real – jak były bramkarz tych klubów widzi ich mecze?

Piłka w Europie, mimo wojny, żyje swoim życiem. Spytam o pana byłe kluby. West Ham w weekend nie przeszkodzi Liverpoolowi w pościgu za czołówką?

Byłaby to duża niespodzianka. Liverpool ma problemy z zespołami, z którymi się nikt nie liczy, ale West Ham dobija do Ligi Mistrzów, gra najlepszy sezon od wielu lat. Na pewno może trochę nabruździć The Reds, ale jednak Liverpool wygląda mi na pewniaka. To wynika też z historii – Liverpool mimo ciężkich meczów, kolekcjonuje zwycięstwa. Poza tym nie jest to czas na stratę punktów.

Słyszałem też, że z Realem wciąż pan jest blisko i wybiera się na ich mecz z Realem Sociedad.

Zgadza się, w sobotę akurat tam lecę. Real jest aktualnie pod dużą presją, a Sociedad gra jedną z lepszych piłek w La Lidze. Dlatego spodziewam się mega trudnego meczu dla Królewskich. Wcale nie jestem przekonany, że wygrają, wolałbym to podeprzeć remisem. Tym bardziej, że w podświadomości muszą mieć środowy mecz z Paris Saint-Germain.

Komentarze