Bartosz Bereszyński dla Goal.pl: w Szkocji czułem złość. Kontuzje zmieniły plany

Bartosz Bereszyński
PressFocus Na zdjęciu: Bartosz Bereszyński

– Miałem wejść na boisko, rozgrzewałem się około 50 minut. Domyślam się, że właśnie przez wymuszone zmiany, plany zostały pokrzyżowane. Ale taka jest piłka, na wszystko trzeba być gotowym, dostosować się do tego. Oczywiście, że złość była, bo normalne, że jeśli zawodnik rozgrzewa się przez 50 minut, chce wejść na boisko. I kiedy się nie udaje, ta złość gdzieś jest. Natomiast to chyba jest bardziej pozytywne niż negatywne. To nie była złość, która przeradzała się w jakiś konflikt, tylko złość, że się nie weszło na boisku – mówi w rozmowie z Goal.pl Bartosz Bereszyński, obrońca reprezentacji Polski.

  • Z piłkarzem Sampdorii porozmawialiśmy o informacji, że jest szykowany na Szwedów jako zawodnik operujący z lewej strony
  • – Dużo mam fleszy z tego spotkania… Przede wszystkim ten gol stracony zaraz na początku. To ustawiło dość mocno ten mecz, bo pamiętam, jak mocno byliśmy naładowani przed pierwszym gwizdkiem, z jaką energią wyszliśmy, a przez chwilę dekoncentracji wszystko siadło – tak Bereszyński wspomina mecz ze Szwecją na Euro 2020
  • Reprezentant Polski mówi też szeroko o zaletach Szwedów oraz wskazuje, gdzie należy szukać szans dla Polski

Ziarenko prawdy zawsze jest

Miejmy to już za sobą. Czy faktycznie jesteś przygotowywany do gry ze Szwecją na lewej stronie?

To już są decyzje trenerów. Oczywiście ja jestem gotowy, żeby grać. Bez względu, na jakiej pozycji. Natomiast, czy będę grał czy i czy będzie to na prawej, czy na lewej stronie, zostawiamy dla siebie. Nie ma sensu zdradzać takich szczegółów dzień przed meczem ze Szwecją. Zwłaszcza że ostateczna decyzja pewnie zapadnie niedługo przed spotkaniem.

Zaskakują cię informacje, że miałbyś grać po przeciwnej stronie boiska niż twoja naturalna? W przeszłości kilka razy się wypowiadałeś, że jeśli trzeba będzie, zagrasz po lewej, ale twoją nominalną stroną jest prawa.

Dużo rzeczy się mówi, dużo spekuluje. Niektórzy mają rację, niektórzy nie. Zawsze tak będzie i nie zawsze należy przykładać wagę do słów wypowiadanych na Twitterze czy innych platformach społecznościowych. Ale rzeczywiście, gdzieś ziarenko prawdy zawsze jest, choć nie można wszystkiego brać na poważnie i na 100 proc.

Kontuzje w meczu ze Szkocją posypały plan trenerowi na zmiany, sam to przyznaje dość otwarcie, że miały one wyglądać zupełnie inaczej niż wyglądały. Wiesz, czy pierwotny plan zakładał wprowadzenie cię na boisko?

Tak. Miałem wejść na boisko, rozgrzewałem się około 50 minut. Domyślam się, że właśnie przez wymuszone zmiany, plany zostały pokrzyżowane. Ale taka jest piłka, na wszystko trzeba być gotowym, dostosować się do tego. Oczywiście, że złość była, bo normalne, że jeśli zawodnik rozgrzewa się przez 50 minut, chce wejść na boisko. I kiedy się nie udaje, ta złość gdzieś jest. Natomiast to chyba jest bardziej pozytywne niż negatywne. To nie była złość, która przeradzała się w jakiś konflikt, tylko złość, że się nie weszło na boisku.

Miałeś wejść z Matty’ego Casha?

To już nie wiem. Było kilka opcji – czy wejść za “Reciego”, czy wejść za Matty’ego. Nie wiem dokładnie, jak to wyglądało. Też była kontuzja Bartka Salamona na pozycji, na której mogłem grać, więc tych opcji było kilka, a do skutku nie doszła żadna. Tak więc nie ma co o tym rozmawiać.

Te kontuzje z czwartku i cała grupa zawodników, która przed najważniejszym meczem roku musiała opuścić treningi, to coś, co was piłkarzy martwi? Np. w kwestii pewności siebie jako zespołu?

Oczywiście każdej kontuzji szkoda i zawsze to nie jest przyjemna sprawa, jeśli są jakieś kontuzje, natomiast taka jest piłka nożna. Mamy z nią styczność od kilkunastu lat. Zdajemy sobie sprawę, jaki mecz nas czeka, wiemy, ilu zawodników trener powołał. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że kadra jest dosyć szeroka, że mamy duży wachlarz możliwości. Kontuzje nie pomagają, natomiast są wkalkulowane w nasz zawód. Nie ma zatem co narzekać, tylko trzeba ułożyć to wszystko wewnątrz nas i z tych zawodników, którzy są, wybrać odpowiednią grupę mającą walczyć na boisku.

“Nie czuję się ofiarą”

Czujesz się ofiarą Euro 2020? Do tamtego momentu długo grałeś w kadrze właściwie wszystko i wszędzie, a teraz zdecydowanie mniej. Jesteś piłkarzem, który na Euro stracił najwięcej?

Nie zgodziłbym się z tą tezą, nawet jeśli minutowo nie wygląda to najlepiej. Po Euro wyszedłem w podstawowym składzie na mecz z Albanią, ale musiałem zejść z kontuzją. Przez nią nie zagrałem w następnych wrześniowych meczach. Grałem też 90 minut z Andorą. Na pewno nie czuję się ofiarą. Piłka to gra zespołowa, a w mojej pojawiły się błędy na Euro. Nie kryję tego, nie unikam tematu. Natomiast też pamiętamy, że jesienią nie wszystkie decyzje co do wystawionego składu były zrozumiałe.

Czesław Michniewicz robił w ostatnich tygodniach objazdówkę po kadrowiczach i oczywiście zawitał też do ciebie. Co od niego usłyszałeś, jaki ma na ciebie pomysł?

Trener rozmawiał bardziej ogólnikowo. O pomyśle na drużynę, o tym, jak chce, by ona wyglądała. Porozmawialiśmy o tym, co było i o tym, co będzie. Natomiast nierozsądnym z mojej strony byłoby upublicznianie dokładnej treści tej rozmowy. Zwłaszcza, że mówiliśmy na przykład o detalach taktycznych, a zaraz mamy mecz, który decyduje o wszystkim. Inna sprawa, że z trenerem spotkaliśmy się kilka tygodni temu, a od tego czasu dużo się zmieniło, choćby ze względu na urazy. Tak więc niekoniecznie jest tak, że to, o czym rozmawialiśmy jakiś czas temu, teraz będzie miało realny wpływ na spotkanie ze Szwecją.

Migawki z Euro

Nie możesz mieć dobrych wspomnień z meczu ze Szwecją na Euro, skoro Polska przegrała, ale tak wyłączając emocje, co zapamiętałeś najmocniej z tego meczu?

Dużo mam fleszy z tego spotkania… Przede wszystkim ten gol stracony zaraz na początku. To ustawiło dość mocno ten mecz, bo pamiętam, jak mocno byliśmy naładowani przed pierwszym gwizdkiem, z jaką energią wyszliśmy, a przez chwilę dekoncentracji wszystko siadło. Dostaliśmy taki strzał w naszą mentalność, że trudno się było pozbierać. Ale pamiętam też dużą nadzieję przy golu na 2:2, że to się wszystko jeszcze da odrobić. No i weryfikację marzeń zaraz później, gdy Szwedzi znów trafili.  

Tamten mecz to dla was dodatkowa motywacja? Robert Lewandowski nie krył, że wolał Szwedów od Czechów, bo marzy o rewanżu za Petersburg.

Szwedzi są przede wszystkim w naszym zasięgu. To zespół w pewnych aspektach bardzo podobny do nas. Natomiast nie ukrywam, że niedosyt po spotkaniu na Euro jest wciąż odczuwalny. Chciałbym, żeby we wtorek doszło do udanego rewanżu na Stadionie Śląskim. Jestem pewien, że tamten mecz w Rosji mogliśmy wygrać i warto udowodnić to teraz na boisku.

Polska – Szwecja. Gdzie szukać swoich szans?

Gdzie są słabe punkty Szwedów?

Wolałbym skupić się na mocnych. Szwedzi to dobrze zorganizowana drużyna, która od wielu lat gra klasycznym ustawieniem 4-4-2. Mają dobrych, dynamicznych zawodników z przodu, których wspiera Zlatan, po którym właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. To ich duża siła. To na pewno zespół, który nie lubi wysokiej intensywności, dużej dynamiki, akcji bezpośrednich. Wolą konstruować je dosyć długo, wieloma podaniami, choć dość prostymi środkami szukają możliwości zagrania do Isaka. Szwedzi wolą przeciwników typu Hiszpania, którzy długo rozgrywają, a oni mają czas, by się ustawić. To potrafią bardzo dobrze. Myślę, że Szwedów trzeba zaskoczyć w pierwszych sekundach po odzyskaniu piłki, bo wtedy nie są jeszcze tak dobrze zorganizowani.

To na koniec spytam jeszcze o twój drugi kraj, czyli Włochy. Włosi wychodzą już z szoku, czy od kilku dni wciąż w nim tkwią?

Będą tkwić jeszcze długo. To drugi mundial bez ich reprezentacji. Nie tak to powinno wyglądać, tym bardziej, że są wciąż aktualnymi mistrzami Europy. Duże zaskoczenie, że odpadli z przeciwnikiem znacznie niżej notowanym. Będzie im to wypominane bardzo, bardzo długo.

Komentarze