ŚwiderGate, przeklęta lewa strona i Jaca prowadź. | Dwugłos Tetryków przed Polska – Szwecja

Czesław Michniewicz
PressFocus Na zdjęciu: Czesław Michniewicz

Czy można powoływać tylko czterech napastników, gdy piąty ma lekkie problemy mięśniowe? Można, tylko trzeba potem mieć stalowe nerwy, by oglądać jego gole w weekendowych meczach MLS. O problemach zdrowotnych Karola Świderskiego, o pesymizmie, towarzyszącym reprezentacji Polski i o tajnej broni w postaci wślizgów Jacka Góralskiego rozmawiają Tetrycy, czyli Leszek Milewski i Jakub Olkiewicz. Czy Jan Tomaszewski już zdemolował psychicznie całą Szwecję? Nie wiemy, ale się domyślamy. Zapraszamy na nasz dwugłos!

  • Sprawa Świderskiego: zrozumiałe, czy jednak żal, że go nie ma?
  • Kto na lewym wahadle – Reca, Puchacz, czy łzy za Zalewskim?
  • In Jacek Góralski we trust
  • Jak będzie ze Szwecją – staramy się nie tylko wróżyć z fusów, ale również z historii

***

Leszek Milewski: Kuba, jak ci się podobają ostatnie mecze Karola Świderskiego w Charlotte? Sobota – dwie brameczki, Charlotte wygrywa. Niedziela dwudziestego marca – dwie brameczki, Charlotte wygrywa. Co prawda jest ta wątpliwość, że Karol, nawet jak był w formie, to za wiele nie dawał kadrze… A nie, czekaj, z Karolem było odwrotnie – mógł usiąść na ławie w Grecji, a potem przyjeżdżał na kadrę i był jednym z najlepszych, wygrywając – pozwól na patos – serca polskich kibiców. Wiem, bo wygrał też moje. Planuję nawet założyć Świdrowi stronę na MySpace.

Ja wiem, że brak jego przyjazdu na kadrę ma podkładkę, wszyscy szeroko tłumaczą, że kwestie medyczne, że wczoraj nie mógł, a dziś może, i to jest normalne, no ale. I jak w tym powiedzeniu, że wszystko w zdaniu, co przed “ale”, nie ma większego znaczenia. Trudno mi się z tym nie zgodzić w kontekście rangi meczu a także stanu zdrowia pozostałych napastników.

Jakub Olkiewicz: Bardzo dawno temu, dokładnie to w zeszłą środę, poświęciłem swój środowy blog interesującemu zagadnieniu: mianowicie szczęściu reprezentacji Polski. Że jak Michniewicz miał mieć mało czasu, to akurat sytuacja się zrobiła taka, że nawet dostał sparing. Że jak Milik miał grzać ławkę w Marsylii, to nagle jednak złapał taką formę, że lokalni graficiarze zrobili mural z nim w roli archanioła Gabriela. Wymieniałem tak punkt po punkcie, zastanawiając się jednocześnie – kiedy i w jaki sposób ta sprzyjająca aura zostanie zdemolowana przez wichry i huragany pecha nawiedzające nasze domostwa.

No i pyk: czy wziąłbym lekko poobijanego Karola Świderskiego na zgrupowanie, na którym mam już Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika, Krzysztofa Piątka, a nawet posiadającego podobny profil Adama Buksę? Pewnie nie. Ale czy znając przede wszystkim swoje szczęście, wziąłbym pod uwagę, że Milik w międzyczasie złapie uraz, a twardo grający Szkoci zrobią z kostki Piątka serek Piątnica? Być może.

Co mnie frustruje, to właśnie ten splot nieszczęśliwych okoliczności. Bo przecież wystarczyłoby zdrowie Milika bądź Piątka i pewnie te gole Świderskiego by umknęły naszej uwadze – tak się zdarza, że ktoś dojdzie do siebie nieco wcześniej. Ale w tych okolicznościach? Dwa gole Świderskiego to prawie jak manifestacja USA, prawie jak przemowa Joe Bidena – tak, mamy waszego człowieka, on sobie u nas strzela, a wasz baraż nas nie rusza. Szkoda, bo widzę tutaj pewne niebezpieczeństwo – niebezpieczeństwo wpadnięcia w pułapkę “a gdyby Świderskiego wtedy zabrać do Europy”. Pamiętasz, co by było, jakby Tarasiewicz nie trafił w poprzeczkę, tylko do siatki Anglików?

LM: Znowu widać, że w futbolu “zeszła środa” to jak w normalnym życiu “za króla Popiela”. Cantona kiedyś powiedział, że dyskutować z rasistą, to jak grać w szachy z gołębiem. Nieważne jak się starasz, na końcu gołąb i tak nasra na szachownicę, wszystko rozrzuci i będzie się przechadzał dumnie jakby wygrał. Mam wrażenie, że futbolowi bogowie mają w sobie coś z tego gołębia, a próba przechytrzenia ich to gra na tej szachownicy.

Do galerii “co by było gdyby” ma szansę dołączyć też brak powołania Nicoli Zalewskiego. Przyznam Kuba, przyznam odważnie: myślałem, że Reca to ogarnie. Naprawdę. Myśl o mnie co chcesz. Wiem, że jest tu podstawa pod zerwanie ze mną wszelkich znajomości, nie mówiąc o układach. Ale pomyślałem sobie: hej, ten Reca, czy on nie ma już 77 meczów w Serie A? Czy od grudnia nie opuścił ani jednego meczu Spezii? Która może najlepsza nie jest, ale z Recą potrafiła ograć Milan i Napoli na wyjeździe? Może śmichy chichy śmichami chichami, ale chłop ogarnie na poziomie średniaków europejskich? Przecież jest też – argument koronny – z Chojnic. A znam jednego człowieka z Chojnic i to porządny człowiek jest. A potem obejrzałem mecz ze Szkocją. I zachowam ciepłe wspomnienia co do wyrzutu z autu, w którym Reca naprawdę daleko wyrzucił piłkę, natomiast mniej ciepło będę wspominał wiele innych akcji. Może nawet wszystkie.

Wiadomo, żeby nie przesadzić z Zalewskim, bo to młody chłopak jest, który w tej kadrze na razie miał epizod. Musiałby się uczyć, musiałby do niej wchodzić. Ale na ten moment, na tu i teraz, ma najmocniejsze papiery. Spodziewam się szczerze mówiąc Puchacza, bo Michniewicz u niego był, zatrybiło pomiędzy nimi, podobno Puchacz nagrał Michniewiczowi hip-hopową składankę. No i – może nie bez znaczenia – Puchacz też w lidze tureckiej ogarnia. Ale przy Puchaczu pamiętam jak położył mecz z Węgrami błędami, które nadawałyby się do ze skeczy “Whose Line Is It Anyway”, a może nawet do Pingwinka Pingu.

JO: To jest dla mnie wielki ból, bo ja naprawdę mocno ufam w piłkarski osąd Jose Mourinho. Natomiast z Recą i Puchaczem jest dokładnie tak samo, jak z wieloma innymi duetami nazwisk w polskiej reprezentacji. Najmocniejsze występy Bartosza Bereszyńskiego, czy może inaczej: najlepiej wspominane mecze Bartosza Bereszyńskiego to te, gdy na boisku był Tomasz Kędziora czy jeszcze jakiś inny obrońca w jego miejscu. A Bartosz Bereszyński występował w roli rezerwowego, występował w roli: gdyby on grał, to by było lepiej.

Puchacz mocno skorzystał na tym występie Recy i faktycznie, ja też zaczynam się skłaniać ku jego kandydaturze. Ale znów – spodziewam się, że po meczu ze Szwedami zgrupowanie się skończy, a latem pomyślimy sobie – no to kto na wahadło, bo przecież nie ten skompromitowany w barażach Puchacz. Będę w pierwszym szeregu krzyczał: to może teraz Reca! I tak to już się będzie u nas kręciło, przynajmniej do czasu, gdy będziemy dysponowali 22 mocnymi piłkarzami, walczącymi nie o to, kto się mniej skompromituje, tylko kto pokaże z lepszej strony.

Uprzedzę cię – podobnie widzę to w środku. Krychowiaka najchętniej widziałbym u swojego boku na spacerze w jakimś sanatorium. Jako rówieśnicy mamy te same potrzeby, spokój, cisza, dużo jodu, wysoka emerytura oraz systematycznie zarybiane przez Polski Związek Wędkarstwa stawy. Ale jeśli Krychowiak będzie ze mną w Ciechocinku, to kto w jego miejsce? Góralski? Żebyśmy od 34. minuty grali w dziesięciu, po tym jak połamie jakiegoś następcę Ljungberga? A kto z Zielińskim i Lewandowskim w tercecie ofensywnym? Nie powiem, ja też ostatnio miałem taką myśl: wypuśćmy Buksę. Buksa w kadrze ładnie wyglądał, Buksa ma niezłe warunki, może to wypali. Natomiast mam pełną świadomość – to jest wyłącznie pochodna niezbyt przekonującej konkurencji w składzie. I tak jest prawie w każdym sektorze boiska.

LM: Naprawdę, to uderza Kuba. Liczba wygranych meczu ze Szkocją jest długa, a na niej wszyscy ci, którzy nie zagrali bądź w ogóle nie przyjechali. Natomiast powiem to, muszę to powiedzieć: niech gra Jaca Góralski. Nie wiemy w zasadzie w jakiej jest formie, poza tym, że kapitanował Kajratowi w czterech ostatnich meczach. Ale po takim meczu jak ze Szkocją, mam wrażenie, że aby wlać nadzieję, trzeba czegoś innego niż analiz, że my w przesuwaniu to sobie radzimy, dobrze poszedł niedzielny trening z robieniem pajacyków na czas, a Szwedzi ostatnio grając przeciw 3-4-3 z dwoma fałszywymi napastnikami to grali tak sobie. Chcę, jak kibic, czyli jak ktoś myślący przede wszystkim emocjami, sercem, Jacka w jedenastce. To taki mecz, gdzie ktoś taki jak Jacek może być kluczowy. Czas dla Jacka, by wszystko, co pokazywał w kadrze za Brzęczka – a nie było tego wcale mało – pokazał w najważniejszym meczu. Kto wie, może to byłby nawet najważniejszy mecz w jego karierze.

Na cenzurowanym natomiast Piotr Zieliński. Panie Piotrze. Piotrku. Piotrunia. Musisz. No naprawdę, musisz. Wiadomo, że zawsze dla ciebie poprzeczka jest zawieszona wyżej. Że nawet jak brałeś kierownicę w niektórych meczach, to mówiono – E, MYŚLAŁEM, ŻE WEŹMIĘ JĄ BARDZIEJ. Ale to jest ten moment. 28 lat stuknie w maju, czyli za chwilę. 67 meczów w kadrze na karku. Musisz. To musi być taki mecz, żeby Szwedzi wspominali cię tak, jak my wspominamy wywołanego przez ciebie Kuba Ljungberga.

JO: Ubolewam, że jednak nie zrobiliśmy tego reportażu i w ten sposób piłkarski świat nigdy się nie dowie, dlaczego Jerzy Brzęczek wtedy nie gonił Ljungberga. Natomiast masz rację, do mnie też to przemawia – Jacek Góralski, z całym swoim wizerunkiem, z opinią wśród kibiców, ale pewnie też pozycją w szatni, to jest pewien manifest. Jak kiedyś Jan Urban, który krzyczał do “Gizmo” o wojnie – tak teraz Czesław Michniewicz mógłby puścić w świat jasny komunikat. Idziemy się ponaparzać troszeczkę.

Powoli więc krystalizuje nam się skład. Lewandowski i Zieliński muszą grać, to jest jasna sprawa, w bramce Szczęsny. Bednarek i Glik to dwójka pewniaków, Cash zapowiedział, że jak wygramy, to się nasypie klasycznie wódeczką, a nie jakimiś tam angielskimi pintsami, w takim układzie nie ma wyjścia, musi być na boisku od 1. minuty. Na lewej mamy Puchacza, Recę, albo ewentualnie przerzuconego Bereszyńskiego. W środku Moder, który ze Szkocją wypadł pewnie najmniej źle, do tego Jacek Góralski. Kogo nam brakuje? Trzeciego do tańca z przodu, trzeciego do bronienia z tyłu. Twoje typy?

LM: Przyznam, nie mam ochoty tego typować. Bo znowu będę musiał wybierać między kimś, kto jest mocny tym, że teraz nie zagrał – ale bez trudu znajdę mecz, w którym zagrał i szału nie było – a kimś, kto zagrał. Powiem tylko, że bardzo, ale to bardzo żałuję, że nie zagra Milik, który fajnie powiedział w Interii: Stadion Śląski to dla mnie obiekt wyjątkowy. Jestem Ślązakiem. To mój dom. Na tym meczu będzie cała rodzina. Jeśli gdzieś Milik miałby zagrać swój wielki mecz, to właśnie tam.

Kuba, pozwól nie mogę się opanować, choć wiem, że dałem się złapać na tabloid, a raczej: na kolejny sprytny wybieg mistrza w fachu prowokacji, Jana Tomaszewskiego. Jan Tomaszewski powiedział bowiem – i to w “Przeglądzie”, a nie w swoim mateczniku, Super Expressie – że jesteśmy skazani na zwycięstwo, bo mamy najlepsze pokolenie piłkarzy w historii polskiej piłki. Wspomniał też, że może w Katarze jest szansa na medal. Właśnie teraz, w obliczu tego wszystkiego – jesteśmy najlepsi, Szwedzi jak mucha na wycieraczce, a potem świat jest nasz. Poproszę o opinię.

JO: Czasem żartujemy z siebie, że jesteśmy nieudacznikami, że jak nie problemy techniczne, to błędy merytoryczne, jak nie urok, to przemarsz wojska, jak nie choroba, to chociaż alergia. Ale fakty są takie, że jako pierwsi w Polsce zaadaptowaliśmy koncepcję Jacka Bartosiaka dotyczącą Armii Nowego Wzoru do wyzwań nowoczesnego pola walki. Stało się to, gdy Tomek Ćwiąkała bezlitośnie objechał Paulo Sousę w brazylijskich mediach, Jacek Góralski łamał rywalom kręgosłupy wślizgami na wysokości potylicy, a Jan Tomaszewski SMAGAŁ RÓZGĄ na łamach Superaka. Ustaliliśmy wówczas koncepcję na dowolną wojnę: Góralski to fizyczna siła, Ćwiąki narzucanie międzynarodowej narracji, Jan Tomaszewski z kolei psychiczne, metodyczne wyniszczanie wroga. Zdaje się, że ta nasza niewinna koncepcja rzucona gdzieś na marginesie programu Tetrycy obecnie jest wykorzystywana w pełni przez Cezarego Kuleszę i polski rząd. Góralski w składzie? No może będzie. Ćwiąki obrażający Szwedów w ich ojczystym języku? Kwestia dni, maksymalnie godzin. I wreszcie Jan Tomaszewski. Tym razem w charakterze asa dezinformacji.

Szwedzi otwierają swoje Aftonbladety czy tam inne SportExpresseny i co widzą? Legenda polskiego bramkarstwa fachowo ocenia: Szwecja nadaje się do pchania karuzeli i masowania nosa renifera Rudolfa, stacjonującego w chacie Świętego Mikołaja w Laponii. Forsberg? To jakiś skoczek narciarski? Znam tylko Effenberga, ale to Niemiec. Zlatan? Grałem z nim w juniorach, a mam 125 lat. Ten kasztan z United koleguje się z Harrym Maguirem, co w świecie nowoczesnego futbolu jest jak kolegowanie się z Jonaszem jako biblijny marynarz. Za to my, Polska, nasz kraj? Potęga. Lewandowski – maszyna. Glik – pitbull. I tak dalej, i tak dalej. Szwed to przeczyta i właściwie już sam nie będzie wiedział, czy to Stadion Śląski czy Old Trafford za Fergusona.

LM: A swoją drogą, wątek szwedzki i wątek kibicowski w jednym. Szwedzi zarzucają nam spisek, rokosz i nie wiem co jeszcze, bo tylko 250 szwedzkich kibiców przyjedzie na Stadion Śląski. Pytają: 55 tysięcy miejsc, 250 szwedzkich kibiców. Że co to za matematyka. Nie powiem, może jest tu jakaś racja. Natomiast korci mnie, by na wszelkie narzekania wobec Szwedów odpowiadać tak samo: panie Szwedzie, a jak się tam miewają skarby zrabowane podczas Potopu, dobrze? Oddajcie – za Kurierem Historycznym, żeby nie było – chociaż srebrną blachę z trumny świętego Stanisława, to porozmawiamy, może wpuścimy więcej kibiców. A tak, trochę obawa, bo jeszcze ktoś znowu świśnie – za Kurierem Historycznym, żeby nie było – okna z Zamku Krzyżtopór. Nie mówię, że tak być musi. Ale doświadczenie nakazuje ostrożność.

JO: Jak mamy wygrać finał barażu, gdy srebrna blacha z trumny Świętego Stanisława jest w rękach innowierców? Nie wiem, naprawdę, nie wiem. Natomiast gadamy sobie w najlepsze o tej reprezentacji Polski, a przecież to ma być podsumowanie tygodnia. A w ubiegłym tygodniu jednak coś się zdarzyło, poza doskonałym meczem Szkocji z Polską, który puszczam sobie od czterech dni w każdej wolnej chwili. Otóż Włosi. Otóż Macedonia Północna. Otóż ten człowiek z Górnika Łęczna, którego nazwiska nie jestem w stanie sobie przypomnieć. W Polsce jesteś przez pół roku, pokazujesz się na tyle słabo, że cała twoja kariera na naszej ziemi to kwadrans w przegranym meczu z Koroną Kielce. A teraz odprawiasz z kwitkiem mistrzów Europy, którzy m.in. za sprawą ciebie i twoich kolegów wylatują z gry o mundial.

Leszek, co ty na to? Co piłkarscy bogowie chcieli nam przekazać, że nie może być za dobrze? Że jak już jesteś mistrzem Europy, to teraz daj się najeść radością komuś innemu? Że jednak to Goran Pandev miał najwięcej dobrych uczynków za młodu i teraz, nawet po zakończeniu przez niego reprezentacyjnej kariery, los sprzyja Macedonii Północnej? Podzielę się z tobą moją teorią: jeśli państwo jest tak doświadczone przez los, że międzynarodowa społeczność nie może się nawet zdecydować, jaką ma nosić oficjalnie nazwę, to coś im się od losu należy.

LM: Trzeba sprawdzić, czy żaden ze Szwedów – jak Askovski – nie miał kilkunastominutowego epizodu w Górniku Łęczna, Zagłębiu Sosnowiec albo Sandecji Nowy Sącz. To byłoby niepokojące. Natomiast kierując się twoją sugestią, bylibyśmy faworytem. Może nawet murowanym. Mocniejszym nawet niż w oczach Jana Tomaszewskiego.

Kuba, zmierzając powoli do końca. Może po jednym strzale: dlaczego będzie dobrze? Dlaczego będzie źle? Niestety, musisz znaleźć nowy argument na to, dlaczego będzie dobrze, nie sięgający z przekonującej mnie teorii o krzywdzie dziejowej narodów.

JO: Okej, pośmialiśmy się, pożartowaliśmy, więc na poważnie: przeanalizowałem sobie Szwedów. Między innymi ich powołania, ale też poczytałem opinie ludzi mądrzejszych od siebie – w tym Polaków, którzy mieszkają w Szwecji, jak trener Bartosz Grzelak czy mój dobry znajomy Piotrek Piotrowicz. Co się okazało? Szwecja to nie jest jednak Imperium Rzymskie w czasach podboju Wielkiej Brytanii. Nie jest to zespół Supa Strikaz, nie jest to nawet Nankatsu. Mówiłem już o tym w programach, ale powtórzę: Victor Claesson, którego tak obawialiśmy się na Euro, był w sytuacji bliźniaczej do Grzegorza Krychowiaka, tylko nie zdążył znaleźć tymczasowego klubu jak nasz pomocnik. Alexander Isak ostatniego ligowego gola strzelił w grudniu, ostatnio miewał nawet problemy z miejscem w składzie. Forsberg od listopada 2021 strzelił w Bundeslidze jednego gola i dorzucił do tego dwie asysty, wszystko w meczu z Greuther Furth. Niespecjalnie tłumaczy go kontuzja, skoro już wcześniej miewał kłopoty z regularnym punktowaniem, gdyby wyjąć z jego dorobku dwumecz ze wspomnianym Greuther Furth – w całym sezonie nastukał 22 mecze, w których strzelił 3 gole (2 gole i 2 asysty w dwumeczu z GF). Tam naprawdę są problemy, tam naprawdę są słabe punkty – naprawdę mocne kadry nie powołują w końcu zawodnika z Ekstraklasy, niezależnie od okoliczności.

Szwecja jest niezłą drużyną, europejskim solidnym ligowcem, z potencjałem na mecze wielkie, ale i z potencjałem na kompromitacje. W dodatku ma w nogach 120 minut meczu z Czechami. Jesteśmy na zbliżonym poziomie i jakkolwiek banalnie to brzmi – zadecydują jakieś detale, może indywidualne błędy, może ta słynna dyspozycja dnia. To jest pocieszenie, bo generalnie jestem pesymistą. Natomiast o ile serce podpowiada – przegramy, wysoko, o tyle rozum kontruje: na dwoje babka wróżyła. To teraz ty, dlaczego przegramy, dlaczego wygramy?

LM: Zaimponowałeś mi merytorycznym przygotowaniem Kuba. Dzięki twojej powyższej wypowiedzi, to najbardziej merytoryczny dwugłos w naszych dziejach. Dlatego dopowiem: wygramy dlatego, że jesteśmy na zbliżonym poziomie. A przegramy dlatego, że jesteśmy na zbliżonym poziomie. To klasyczny mecz pod Takesure Chinyamę: football is football, you know. Możemy przeciągać linę w jedną, w drugą stronę, a ostatecznie żadne rozwiązanie sensacją nie będzie. A jak będzie – to już zobaczymy podczas relacji LIVE na Youtube Goal.pl.

Komentarze