Wisła chce, by Hyballa odszedł. Do klubu wpływają CV

Jakub Błaszczykowski. W tle - Peter Hyballa
Jakub Błaszczykowski. W tle - Peter Hyballa PressFocus

Wisła Kraków rozstaje się z Peterem Hyballą – to już pewne. Pytanie tylko, na jakich warunkach. Słyszymy w naszych źródłach, że klub chciałby zrobić to polubownie – ma powody, by “poprosić” trenera o złożenie rezygnacji, co oczywiście wiązałoby się z brakiem odprawy dla niego. Póki co wszystko idzie w takim kierunku, że Hyballa do kończącego sezon meczu z Piastem dymisji nie złoży, więc drużynę poprowadzi w nim szkoleniowiec skonfliktowany dosłownie z wszystkimi.

Nieoficjalnie słyszymy, że wkrótce zaczną prawdopodobnie wypływać nowe informacje o Hyballi, niekoniecznie związane z jego warsztatem. Czy gdyby trener nie zdecydował się polubownie odejść, Wisła będzie próbowała to wykorzystać w ewentualnej walce o odprawę, czy ostatecznie wypłaci pieniądze zgodnie z zapisami umowy? Trudno na dziś powiedzieć. Władze klubu mają świadomość, że PR, który miał być oczkiem w głowie, przez wyniki oraz podpisywanie kontraktów z kolejnymi bardzo słabymi piłkarzami jest regularnie niszczony, a spadku jakości sportowej nie da się już tłumaczyć jedynie nieodpowiednim trenerem. Ewentualna głośna walka z kolejnym nie poprawi notowań, zwłaszcza, że ktoś za Hyballę będzie musiał przyjść. A Reymonta staje się coraz mniej atrakcyjnym miejscem pracy, choć do klubu wpłynęło już kilka CV.

Jedną z możliwości jest Marcin Brosz, którego nazwisko pojawia się w mediach ostatnio regularnie. Słyszymy, że obecny trener Górnika Zabrze miał już nawet oglądać któryś z meczów Wisły ze skyboxa. Jest to jednak tylko opcja, wciąż bardzo daleka od realizacji, bo faza rekrutacji jest wstępna. Opcją jest też ponowne zatrudnienie kogoś z zagranicy, co – jak słyszymy – jest pomysłem mającym w klubie dość dobre notowania.

W Wiśle nie zniechęcili się do obcokrajowców, bo nie narodowość obecnego trenera była w oczach szefostwa problemem, a jego styl bycia. Oczywiście to podważa ich kompetencje, jak i wizję budowania zespołu bez dyrektora sportowego, bo to, jakie konsekwencje – te dobre i złe – niesie za sobą zatrudnienie Petera Hyballi, nie było żadną tajemnicą. A jeśli nawet, kompletnie nie zadziałał klubowy wywiad. Inna sprawa, że Niemiec od pewnego czasu zachowywał się tak, jakby wręcz chciał zostać zwolniony. Coraz mocniej przesuwał granicę irytowania wszystkich wokół, nie tylko piłkarzy. Otwarty konflikt z Jakubem Błaszczykowskim, wyrażony przez piłkarza-właściciela cieszynką po golu z Lechem Poznań (świętował go wraz z Kazimierzem Kmiecikiem, mijając po drodze Hyballę bezskutecznie domagającego się usunięcia Kmiecika ze sztabu szkoleniowego), był ostatecznym dowodem na to, co dzieje się w środku. Bez względu na to, jak samą celebrację ocenimy.

Błaszczykowski wiosną niemal w ogóle nie grał, mimo że mógł. Można by to nawet wytłumaczyć i spojrzeć z perspektywy Petera Hyballi – w końcu trener już wcześniej w wywiadach zapowiadał, że jednym z celów jest przygotowanie drużyny na kolejny sezon, a od Kuby nie dostał konkretnej informacji, czy będzie mógł na niego liczyć. Poza tym zwyczajnie 35-letni piłkarz po przejściach mógł w oczach Niemca nie nadawać się już do biegowego stylu. Ale tam było coś więcej – w pełni zdrowy Błaszczykowski został odesłany na trening juniorów i nie znalazł się w kadrze meczowej na Wartę Poznań. A mówiąc o Wiśle Kraków, mówimy o zespole, który – zdaniem samego Hyballi – musiał drżeć o utrzymanie. Trudno uwierzyć, że na tle 30. ligi Europy piłkarz z kilkoma bardzo dobrymi klubami i z finałem Ligi Mistrzów w CV, mający ponad 100 występów w niezłej europejskiej reprezentacji i nie przyjeżdżający do Ekstraklasy, by co miesiąc odbierać niezłą pensję – wszak wiadomo, jak ambicjonalnie Błaszczykowski podchodzi do Wisły i piłki nożnej w ogóle – miał nie być wartością dodaną choćby zadaniowo, by tu i teraz uniknąć degradacji.

Hyballa od początku nie ukrywał, że ma zamiar zmusić piłkarzy do większego wysiłku niż dotychczas, ale wbrew temu, co twierdzi część kibiców, to zupełnie nie wpłynęło na podejście zawodników do trenera. Ci jednak w naturalny sposób zastanawiali się, jaki jest sens robienia wymagającej i ponad dwugodzinnej sesji treningowej na dzień przed meczem – a to też się zdarzało. Bez względu, czy piłkarz jest pracowity, czy nie, to musiało się odbijać na boisku. To w takich przypadkach zaczęły się pojawiać pierwsze pytania, czy nie jest to gra na zwolnienie trenera, ale nie w wykonaniu zawodników, a jego samego. W ostatnich tygodniach Niemiec nieco zszedł z tonu z wytwarzaniem toksycznej atmosfery, ale wspomniana cieszynka Błaszczykowskiego dała odpowiedź, czy rubikon został już wcześniej przekroczony. To zarejestrowały kamery, ale słyszymy również, że po samym meczu z Lechem nie podali sobie rąk.

Peter Hyballa jest tym najbardziej bieżącym kłopotem Wisły, ale mówienie, że on jest źródłem problemów to mylenie skutku z przyczyną. W działaniach Wisły trudno dostrzec jakikolwiek plan, poza tym zapisanym na kartach wzrostem jakości sportowej, w kolejnym sezonie ma to być ósme miejsce w tabeli. Wydaje się, że to ostatni gwizdek na pojawienie się dyrektora sportowego, bo przecież model z komitetem transferowym się nie sprawdza. W normalnych warunkach można by mówić, że to tylko opinia, ale tutaj zderza się ona z faktami – rok po roku Wisła dryfuje w kierunku dna ligowej tabeli, coraz słabiej punktuje i gdyby w obecnym sezonie – jak w poprzednim – z Ekstraklasy spaść miały trzy zespoły, widmo gry w I lidze byłoby jeszcze bardziej realne niż 12 miesięcy wcześniej. Alarm jest głośny, bo za rok znów trzy drużyny będą pod kreską.

W Wiśle trwa aktualnie burza mózgów, które kontrakty przedłużyć. Z klubu prawdopodobnie odejdzie Mateusz Lis, za którego wpłynęła oferta z Włoch. Pojawiło się też kilka ofert za Piotra Starzyńskiego, który był jednym z nielicznych piłkarzy mogących indywidualnie zaliczyć sezon na plus. W jego przypadku ma być jednak stanowcze veto i na razie brak zgody na transfer.

Komentarze