Debiut Brzęczka, czyli gdyby mecz trwał 20 minut…

Jerzy Brzęczek
PressFocus Na zdjęciu: Jerzy Brzęczek

Wisła Kraków w debiucie Jerzego Brzęczka wyglądała świetnie pod każdym względem – fizycznym, jakościowym, decyzyjnym i mentalnym. A później skończyła się 20. minuta.

  • Wisła Kraków zremisowała z Górnikiem Łęczna 0:0
  • Jeśli da się znaleźć pozytywy po debiucie Jerzego Brzęczka, to w tym, że w pierwszej fazie Wisła nie przypominała samej siebie. Mecz jednak nie kończy się po kwadransie z okładem
  • Było też znacznie więcej charakteru niż w dwóch premierowych meczach na wiosnę, ale tu cały czas bardzo mało mówimy o tym, co w sporcie najważniejsze – o jakości

Ofensywna Wisła Brzęczka?

Na dwie godziny przed meczem spotkałem się z Jarosławem Królewskim. Pamiętając, że Adrian Gula nie był trenerem z łapanki, a człowiekiem wyselekcjonowanym pod kątem preferowanego stylu, zamiłowania do grania piłką i ofensywnego nastawienia – spytałem jak to jest, że po porażce ze Stalą Mielec nie tylko pożegnano się z trenerem, ale i z całym projektem. Wszak o ile w obecnej sytuacji Wisła niczego bardziej nie potrzebuje od pragmatyzmu Jerzego Brzęczka, o tyle nie kojarzy się z ofensywnym futbolem. A jasne jest, że jeśli utrzyma się w Ekstraklasie, zostanie na kolejny sezon. Królewski stwierdził, że nie widzi sprzeczności między projektem, którego twarzą miał być Gula, a wizją, jaką może mieć Brzęczek. Czyli wierzy w ofensywną Wisłę byłego selekcjonera.

Piszę o tym, bo po 20 minutach meczu z Górnikiem Łęczna już korciło mnie, by napisać współwłaścicielowi Białej Gwiazdy, że może mieć rację. Działało wszystko, co nie miało nawet zalążków w dwóch pierwszych meczach wiosny. Szybka kombinacyjna gra, odważne podejście pod pole karne większą liczbą zawodników oraz to, czego ostatnio zabrakło choćby Legii w meczu w Niecieczy – charakteru i chęci do gryzienia trawy, gdy degradacja zagląda w oczy. Jedna z sytuacji Stefana Savicia została stworzona po pressingu założonym na linii szesnastki, czyli czymś, co w pożegnalnym meczu Adriana Guli nie miało miejsca ani raz.

Trudno szukać wielkiego optymizmu

To, co później stało się z Wisłą, może natomiast wróżyć fatalnie w kontekście walki o utrzymanie. I to bez względu na powody, jakie sprawiły, że 70 minut wyglądało tak źle, bo każdy z nich jest destrukcyjny. Jeśli problemy w drugiej i każdej następnej fazie meczu sprawiło przygotowanie fizyczne – nie będzie już czasu na jego nadrobienie. Jeśli umiejętności – lepsze nie będą. Patrząc na piłkarzy Wisły, widać dużo więcej ograniczeń niż jakości. Nawet przy tak wielkim progresie w stosunku do poprzednich dwóch meczów – bo krakowianie nawet po świetnym początku robili cokolwiek, a łącznie oddali cztery celne strzały (o cztery więcej niż łącznie z Rakowem i Stalą) – to był wciąż mecz z drużyną, która ostatnio punktuje regularnie, ale jednak optycznie jest daleko od tego, co prezentowała w grudniu.

Jerzy Brzęczek chwyta się wszystkiego. Po meczu podszedł do trybun prosić o wsparcie. Opinie o jego performansie są różne, natomiast trudno mu się dziwić – przy tylu pożarach warto spróbować zapobiec następnemu. Jeśli o utrzymaniu będą decydować detale, pewnie pod tym względem Wisła będzie krok przed Legią, bo nic nie wskazuje na to, by w Warszawie piłkarze mogli liczyć na wsparcie. Ale to szukanie nadziei gdziekolwiek, bo sportowa część tego projektu nie działa.

Wydawało się, że Wisła będzie faworytem w wyścigu o 15. miejsce, bo długo rywale nie zdobywali punktów, jednak dziś sytuacja jest dużo gorsza. Warta Poznań nagle przestała być kandydatem do spadku, bo nie tylko wygrywa, ale wygrywa mając plan i realizując go w każdym spotkaniu. Zagłębie Lubin wygląda dużo lepiej od Białej Gwiazdy i w przeciwieństwie do niej strzela gole.  Trudno w to uwierzyć, ale gdyby szukać równie źle grającego zespołu, co Wisła, trzeba by wskazać Legię. 

Komentarze