Olkowski bez ceregieli o pobycie w Niemczech. “Nie odbiłem się od Bundesligi”

Paweł Olkowski
fot. Górnik Zabrze Na zdjęciu: Paweł Olkowski

– Prawda jest taka, że wszyscy szukamy kolejnego Łukasza Piszczka i będziemy go pewnie szukać dalej. Tak wygląda ten biznes. Przypuszczam, że niebawem zaczniemy poszukiwania nowego Roberta Lewandowskiego, bo tak wygląda życie piłkarskie. Jedni kończą kariery, a inni debiutują. Takie jest życie. W każdym razie Łukasz miał swoją karierę, ja mam swoją. Miło było, że byłem do niego porównywany, bo to był świetny zawodnik, będący kluczową postacią reprezentacji Polski. Grał też w Lidze Mistrzów na bardzo wysokim poziomie, więc na pewno doceniam tego typu porównania, ale robię swoje – mówił nowy/stary piłkarz Górnika Zabrze – Paweł Olkowski.

  • Paweł Olkowski po ośmiu latach przerwy znów został zawodnikiem Górnika Zabrze
  • 32-latek w rozmowie z Goal.pl opowiedział o porównaniach z Łukaszem Piszczkiem, zagranicznych wojażach, nieregularnych wpływach finansowych, czy planach na przyszłość
  • 13-krotny reprezentant Polski dał też do zrozumienia, że marzy o grze na w pełni otwartym Zabrze Arena w Wielkich Derbach Śląska

Olkowski po ośmiu latach znów w Ekstraklasie

Wartość Pawła Olkowskiego według Transfermarkt to 125 tysięcy euro. Prawda, czy fałsz?

Nieważne, jaka jest wycena. Ważne, kto ile zapłaci. Jeśli ktoś taką sumę wykłada na zawodnika, to wtedy taka jest jego wartość. Szczerze? Nie interesują mnie żadne tego typu wyceny i nie przywiązuje do tego większej wagi.

Wracasz do Górnika Zabrze po ośmiu latach przerwy. Jak oceniasz czas spędzony za granicą?

Dobrze. Poznałem ciekawe kraje, nową kulturę. Były to dla mnie miłe przeżycia i na pewno ciekawe doświadczenia.

Najdłużej byłeś w FC Koeln. Opowiedz o czasie spędzonym w tym klubie.

Na pewno nie odbiłem się od Bundesligi. Gdy trafiłem do FC Koeln, to przez pierwsze trzy lata grałem naprawdę dużo. W ostatnim roku w tym klubie było tej gry mniej, ale ogólnie trochę tych spotkań w lidze niemieckiej zaliczyłem. Zdaję sobie sprawę z tego, że mogłem wycisnąć ze swojej kariery więcej. W każdym razie z pobytu w Niemczech jestem zadowolony.

Zobacz także:

Jesteś zatem zwolennikiem stwierdzenia słowa kariera, a nie przygoda z piłką?

Nie ma sensu ograniczać się w tego typu sprawie. Wielu chce grać w piłkę nożną, ale nie wszystkim to się udaje. Nie mówię już tylko o wyjeździe za granicę, ale nawet o Ekstraklasie. Mnie się to udało. Zagrałem nie tylko mecze w zagranicznych zespołach, ale też w reprezentacji. Mogę zatem z czystym sumieniem mówić, że robię karierę. Ogólnie wychodzę natomiast z założenia, że każdy piłkarz, grający w Ekstraklasie, czy 1. Lidze może mówić, że robi karierę, a nie nie przygodę z piłką.

W kontekście Pawła Olkowskiego wielu ekspertów, czy trenerów przekonywało, że to następca Łukasza Piszczka. Dlaczego ostatecznie tak się nie stało?

Prawda jest taka, że wszyscy szukamy kolejnego Łukasza Piszczka i będziemy go pewnie szukać dalej. Tak wygląda ten biznes. Przypuszczam, że niebawem zaczniemy poszukiwania nowego Roberta Lewandowskiego, bo tak wygląda życie piłkarskie. Jedni kończą kariery, a inni debiutują. Takie jest życie. W każdym razie Łukasz miał swoją karierę, ja mam swoją. Miło było, że byłem do niego porównywany, bo to był świetny zawodnik, będący kluczową postacią reprezentacji Polski. Grał też w Lidze Mistrzów na bardzo wysokim poziomie, więc na pewno doceniam tego typu porównania, ale robię swoje.

Ciebie i Łukasza Piszczka bez wątpienia łączy profesjonalne podejście do treningu. Słyszałem, że trener musiał nawet tonować Twoje zapędy na tej płaszczyźnie.

To prawda. Do dzisiaj tak jest, że trzeba mnie przekonywać, że więcej nie trzeba trenować, niż dodawać mi dodatkowych zajęć. Na pewno czasem to jest złe, ale tak już mam. Nie lubię przegrywać i chcę robić wszystko, aby do nie dopuścić do porażki. Tak jest nie tylko w piłce nożnej, ale także jak gram w karty, czy gry komputerowo. Chcę pracować tak, aby później nie mówić, że mogłem zrobić coś więcej, a tego nie zrobiłem wcześniej. Taki mam charakter.

Takie profesjonalne podejście wyniosłeś z domu, czy jeden z trenerów wpoił takie nastawienie?

Jestem świadomy tego, że piłkarska kariera trwa 10-15 lat i trzeba wykorzystać ją na maxa. Nie można pozwolić sobie na błędy typu większe imprezy, czy rozluźnienie. Trzeba z każdego dnia wycisnąć wszystko, co się da. Po piłkarskim życiu ono będzie trwało, ale trzeba mieć też za co żyć. Staram się zatem wykorzystać swoją szansę najlepiej, jak się da.

Perfekcjonista w domu to pewnie uciążliwe, sam wiem to po sobie…

Nauczyłem się w Niemczech typowego deutsche Ordnung. Tym samym, jeśli ktoś minutę się spóźni, to czasem odjeżdżam. Zdarzają się sytuacje, że mamy gdzieś pojechać z żoną i na przykład o 12:00 mam wyjechać. Jeśli do tego momentu nie jest gotowa, to ja nie czekam. Nauczyłem się tego, że za każde spóźnienie się płaciło i teraz sam się pilnuję pod tym względem i wymagam też punktualności od innych.

Pieniądze pochodną dobrej gry

Przyznam, że spodziewałem się odpowiedzi, że to Adam Nawałka tak na Ciebie wpłynął.

Trener miał swoje zasady i konsekwentnie się ich trzymał. Bez wątpienia sporo mu zawdzięczam. Można powiedzieć, że takie moje podejście do zawodu piłkarza jest następstwem pracy z tym trenerem. Pamiętam, jak kontrolował to, czy mamy buty umyte, albo jak dużo czasu poświęcamy na posiłek. Cały czas nas pilnował. Miał wszystko poukładane i też pewnie miało to przełożenie na mnie.

Wiem, że zostało Ci jeszcze dobrych kilka lat grania. Myślisz jednak czasem, co będziesz robił za pięć-sześć lat?

Zastanawiam się nad swoją przyszłością, bo tego grania nie zostało dużo, ale też staram się cieszyć z tego, co mam. Wróciłem do Górnika, jestem z tego powodu szczęśliwy. Przede wszystkim koncentruję się na tym, co jest tu i teraz.

Zobacz także:

Jakiś czas temu w sieci pojawił się materiał z tym, jak trenujesz kalistenikę. Wówczas pomyślałem sobie, że jeśli zostaniesz kiedyś trenerem, będziesz bardzo ostry i wymagający względem swoich podopiecznych.

Spokojnie nie będzie aż tak źle [śmiech]. Ogólnie muszę przyznać, że czasem mam fazę na różne zajawki. Jak się uprę na to, że chce się nauczyć muscle upów, stania na rękach, czy pompek na rękach, to robię to tak długo, aż się nauczę.

Nie sposób nie wrócić do tematu FC Koeln i Twojego rozstania z tym z klubem. Już wtedy pojawiały się plotki, że mogłeś wrócić do Polski i trafić do Lecha Poznań. Możesz to potwierdzić?

Faktem jest, że miałem jeszcze kontrakt z FC Koeln ważny przez rok. Klub jednak nie był zainteresowany dalszą współpracą, a ja też nie widziałem przed sobą perspektyw na regularną grę i wspólnie doszliśmy do wniosku, że rozwiązanie umowy będzie najlepszą opcją. Moim marzeniem zawsze było to, aby spróbować swoich sił na Wyspach Brytyjskich. Bardzo chciałem grać w Anglii, więc gdy pojawiła się okazja gry w Boltonie, to z niej skorzystałem. Imponowała mi praca i siłowa gra znana z Premier League, czy Championship. Przeprowadzki do Lecha Poznań nie traktowałem wówczas priorytetowo.

Mam wrażenie, że w Boltonie prezentowałeś dyspozycję sinusoidalną. Były mecze, gdy byłeś oceniany przez media bardzo dobrze, ale też spotkania chyba znacznie poniżej Twoich możliwości. Jak ty oceniasz czas spędzony w tym klubie?

Zaczęliśmy bardzo dobrze. Jako drużyna wyglądaliśmy nieźle, ja natomiast zdobywałem bramki i notowałem asysty. Później jednak klub miał kłopoty finansowe. Zawodnicy nie otrzymywali pensji przez kilka miesięcy. Nawet na jeden mecz nie przyjechaliśmy, co odbiło się szerokim echem w mediach. Przegraliśmy walkowerem, ale było ciężko. Szczególnie najmłodsi i najstarsi zawodnicy odczuwali brak regularnych wpływów finansowych na swojej skórze. Sam ostatecznie też rozwiązałem kontrakt, zostawiając w klubie jakieś niezapłacone mi pensje.

Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to nie miałeś szczęścia do klubów, bo pamiętam, że w Polsce też podobne kłopoty Cię dopadały…

Będąc w Górniku, wiadomo, że były w przeszłości problemy. Zaległe pieniądze jednak otrzymałem. Nie jestem jednak typem człowieka, który żyje ponad stan, więc nie muszę liczyć każdej złotówki. Staram się wydawać rozsądnie zarobione pieniądze. Jednocześnie w sytuacjach kryzysowych, gdy jeden, czy drugi klub miał problemy finansowe, to we mnie to aż tak mocno nie uderzało. Wychodziłem z założenia, że prędzej, czy później zaległe pieniądze i tak do mnie trafią, więc nie gorączkowałem się z powodu nieterminowej wypłaty.

Egzotyczny kierunek

Po rocznym pobycie w Anglii zdecydowałeś się na transfer do Gaziantep. Co miało wpływ na przeprowadzkę do Turcji?

Liga turecka jest mocna, a otoczka wokół klubów z najwyższej półki jest niezwykła. Zdecydowałem się na transfer do Gaziantep, bo otrzymałem też atrakcyjne warunki finansowe, nie ma co ukrywać. Dołączyłem natomiast do klubu z miasta graniczącego z Syrią, a wiadomo, jak wygląda sytuacja polityczna w tym kraju. Miałem obawy, ale koniec końców nie było źle.

Miałeś ogólnie styczność z sytuacją, gdy żołnierze z karabinami pojawili się na ulicach i zostali postawieni w stan najwyższej gotowości?

Nie groziło mi żadne niebezpieczeństwo. Niemniej miałem zaufanie do tureckiej armii, która jest jedną z najmocniejszych w NATO. Mieliśmy ogólnie spokojne życie w Turcji.

Jak z Twojej perspektywy wyglądało życie w tym kraju?

Gazientep wspominam przede wszystkim z dobrego jedzenia. Trudno znaleźć w tym miejscu dania makaronowe, czy pizzę. Raczej jest to typowe tureckie jedzenie, bazujące na mięsie, warzywach, czy ryżu. Co do społeczności, to trudno znaleźć obcokrajowców i trudno się z kimkolwiek porozumieć. Trudno w restauracji porozmawiać z kimkolwiek w języku angielskim. Kelnerzy nawet w najmniejszym stopniu go nie opanowali, więc początki były dla mnie trudne. Później złapałem podstawowe sformułowania w języku tureckim i zrobiło się nieco łatwiej [śmiech].

Teraz zaczynasz swoją kolejną przygodę z Górnikiem Zabrze. Jakie były pierwsze wrażenia po powrocie do klubu, z którego tak naprawdę wypłynąłeś na szerokie wody?

Stadion wygląda inaczej. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się czwarta trybuna. Moim marzeniem jest gra przy wypełnionym po brzegi obiekcie w Zabrzu i o tym sobie pomyślałem, wracając.

Zanim zdecydowałeś się na dołączenie do Górnika, to pojawiały się inne propozycje od klubów z Ekstraklasy?

Nie brałem pod uwagę innych wariantów, a liczył się dla mnie tylko powrót do Górnika. Utożsamiam się z tym klubem i miastem, chociaż jestem z Opolszczyzny. Mówią na mnie przeciep z tego powodu [śmiech]. W każdym razie byłem przez trzy lata w internacie w Zabrzu. Poznałem tutaj swoją żonę, która jest z Rudy Śląskiej. Nawet moja mama poznała Górnika. Zdecydowałem się zatem wrócić do domu. Dobro tego klubu leży mi na sercu. Ja wracam już na Śląsk na stałe.

Powrót do domu

Ciekawa deklaracja.

Nie wyobrażam sobie już życia w innym miejscu. Będę za kilka lat chodził na mecze Górnika i pewnie z trybun ochrzaniał młodych zawodników, bo jestem z tego klubu i się go nie wyprę. Czy będę w klubie pełnił jakąś funkcję? Nie wiem. Życie wszystko zweryfikuje. Nie przychodzę go Górnika tylko po to, aby zakończyć karierę w tym klubie. Zostanę na Śląsku na zawsze, moja rodzina będzie tutaj mieszkać. Może dzieci będą grały w Górniku? Na pewno będą się uczyć na Śląsku.

Górnik to wiadomo historia i tradycja, ale czy jakiś wpływ na Twój powrót do Zabrza miał Lukas Podolski?

Rozmawiałem z nim, bo znaliśmy się z czasów, gdy ja byłem w FC Koeln. On wówczas często odwiedzał ten klub. Wypytywałem go o różne sprawy, ale podjąłem decyzję o powrocie do Górnika, bo tak zaplanowałem to w swojej głowie. Tak naprawdę nieważne było dla mnie to, czy będzie Podolski, czy nawet Robert Lewandowski. Ja i tak chciałem wrócić. Górnik nie jest dla mnie żadną odskocznią. Wolę, aby drużyna dzięki mnie prezentowała się lepiej, a mnie ucieszy, jeśli betę miał w tym swój wkład.

Perspektywa gry u boku mistrza świata to będzie jednak ciekawe doświadczenie…

Najważniejsze, aby były dobre wyniki. Nie żyjmy tym, co było, ale co przed nami.

Zobacz także:

W poprzednim sezonie Górnik wywalczył ósme miejsce w tabeli. Ty natomiast zapowiedziałeś, że wróciłeś do Górnika, chcąc odnosić sukcesy. Co miałeś konkretnie na myśli?

Nie zależy mi na pewno na medalu, który mogę sobie gdzieś powiesić w pokoju. To dla mnie za mało. Ja chciałbym natomiast przeżyć coś, co było ostatnio w Lechu Poznań. Mam na myśli świętowanie na mieście. Chcę widzieć radość kibiców. Chciałbym bardzo zagrać na otwarciu w pełni stadionu Górnika Zabrze. Pamiętam mecz z Ruchem Chorzów w Wielkich Derbach Śląska na Stadionie Śląskim. Ta atmosfera była wyjątkowa. Zresztą, gdy już wcześniej byłem w Zabrzu, to gdy pojawił się terminarz, od razu patrzeliśmy, kiedy spotkanie derbowe. Czuło się ten mecz od pierwszej kolejki i takie spotkania były zawsze najlepsze.

32 lata to nie jest wiek, który może przekreślać plany związane z występami w reprezentacji Polski. Bierzesz to jeszcze pod uwagę? Przykład Kamila Grosickiego pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania.

Nigdy nie mów nigdy. Zobaczymy, co przyszłość pokaże. Wracam do Ekstraklasy i wówczas zobaczymy, na co nas stać drużynę i co tak naprawdę ja mam do zaoferowanie. Co do Kamila, to na pewno zasłużył na powołanie, bo w Pogoni Szczecin pokazał się z dobrej strony. Nie dostał powołania za nazwisko, a za to, że ciężko na to pracował.

Czasu do startu ligi nie zostało dużo. Czy macie już założenia na pierwsze pięć kolejek?

Pięć spotkań może dać 15 punktów, więc taki jest nasz cel [śmiech}. A tak serio, to do każdego meczu musimy podchodzić indywidualnie. Ekstraklasa to nie jest liga, w której jest drużyna, z którą nie można zwyciężyć. Każdy może wygrać z każdym. Tak się składa, że oglądałem spotkania Górnika w poprzednim sezonie i nie było meczu, w którym by odbiegali od rywala i nie było szans na zwycięstwo.

Czytaj więcej: Wymuskany modniś gotowy na powrót. “Chciałbym ponownie prowadzić klub”

Komentarze