Tokio 2020. Brazylia – Niemcy. Hat-trick Richarlisona i grad goli na start igrzysk

Richarlison
Richarlison Pressfocus

W 1. kolejce fazy grupowej podczas piłkarskich zmagań na igrzyskach olimpijskich w Tokio, Brazylia rywalizowała z Niemcami. Był to pojedynek, w którym spotkał się mistrz i wicemistrz z przed pięciu lat. Tym razem również lepsza okazała się reprezentacja Canarinhos, która po zaciętej walce pokonała Orły 4:2 (3:0).

Hat-trick Richarlisona w pierwszej połowie

Pierwsze momenty w wykonaniu obu ekip były lekko nerwowe. Z upływem czasu kontrolę nad meczem przejęli Brazylijczycy, którzy po prostym błędzie niemieckiej defensywy objęli prowadzenie już w siódmej minucie. Wówczas odbitą piłkę do siatki skierował Richarlison, strzelając nie do obrony z bliskiej odległości w prawy róg bramki.

Od tego momentu w grze Kanarków można było zauważyć ich charakterystyczną lekkość podczas wyprowadzania akcji ofensywnych. Sporą aktywnością na prawej flance odznaczał się Daniel Alves. Kapitan Brazylii grał jak natchniony. Co chwilę dyrygował młodszymi kolegami z obrony i często napędzał kontry swojego zespołu.

Kiedy na zegarze wybiła 22. minuta, o swojej obecności na boisku znów przypomniał Richarlison. Napastnik Evertonu tym razem wyskoczył do idealnego dośrodkowania Arany i pewnym strzałem głową pokonał golkipera Niemiec.

Gdyby tego było mało, po półgodzinie gry Brazylia prowadziła już 3:0. Richarlison ponownie wpisał się na listę strzelców, przy okazji notując hat-tricka. Trzeba przyznać, że trzecie trafienie 24-latka mogło zatrzymać dech w piersiach. Snajper odebrał podanie przed polem karnym, zwiódł kilku przeciwników i z dystansu posłał futbolówkę tuż obok prawego słupka.

Co ciekawe, Kanarki mogły strzelić kolejną bramkę jeszcze przed przerwą. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy sędzia wskazał na wapno po zagraniu piłki ręką w polu karnym przez jednego z niemieckich obrońców. Ostatecznie górą był Florian Mueller, który kapitalnie obronił strzał Cunhy.

Sporo emocji po przerwie

Wraz z początkiem drugiej połowy Niemcy wzięli się do odrabiania strat. W 57. minucie rozmiary porażki zmniejszył Nadiem Amiri. Ofensywny pomocnik w pewnym momencie przejął piłkę w polu karnym i bez większego namysłu jeszcze z powietrza uderzył nie do obrony w prawy dolny róg.

Co ciekawe, zaledwie kilka minut później Orły musiały grać już bez swojego kapitana. Maxilimian Arnold otrzymał drugą żółtą kartkę za faul na Danim Alvesu i wydawało się, że Brazylia zaraz rozpocznie strzelecki festiwal.

Tymczasem Niemcy usprawnili szyki defensywne i niespodziewanie w 83. minucie strzelili bramkę kontaktową. Ragnar Ache wykorzystał dobre dośrodkowanie z boku boiska, celując sprytnie głową w lewy dolny róg.

Dzięki tym dwóm trafieniom, mecz nabrał jeszcze większych emocji. Marzenia rywali o korzystnym rezultacie prysły, kiedy Paulinho kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem sędziego, oddał mocne uderzenie pod samą poprzeczkę, tym samym ustalając ostateczny rezultat tego widowiska.

Przeczytaj również: Największy piłkarski skandal w historii IO. W kraju wybuchły zamieszki

Komentarze