Plan minimum, piłkarskie szachy – brzydka twarz FA Cup

Thomas Tuchel
Thomas Tuchel PressFocus

Dwa spotkania, cztery drużyny i tylko dwa gole – półfinał FA Cup był prawdziwią ucztą dla niewymagających kibiców. Ci, którzy kochają minimalizm, perfekcyjnie odnaleźli się zwłaszcza podczas drugiego ze spotkań decydujących o awansie do ostatniej fazy rozgrywek. Piłkarskie szachy, ale także oszczędność do granic możliwości. Puchar Anglii tym razem pokazał nam swoją mniej atrakcyjną twarz.

Puchar Anglii w środku piłkarskiej wojny

Trudno nie odnieść wrażenia, że najstarsze klubowe piłkarskie rozgrywki świata w tym roku przechodzą niemal bez echa. Bez wątpienia to liczba napiętego do granic możliwości kalendarza i swoistego przesytu futbolowymi wydarzeniami. Gdy do tego dodamy niesamowite zamieszanie, jakie powstało wraz z napływającymi zewsząd informacjami na temat powstania Superligi i reformy Ligi Mistrzów, a także przesunięte w czasie zakończenie poprzedniej edycji pucharu, mamy gotowy przepis na zdecydowanie mniejsze niż zwykle zainteresowanie zmaganiami. Piłkarze nie pozostali dłużni światu i uraczyli widzów przeciętnej jakości spektaklami.

W pierwszej połowie rywalizacji Chelsea z Manchesterem City padł tylko jeden celny strzał. Gdy do tego dodamy zawrotną liczbę pięciu uderzeń w światło bramki, które oddano w drugiej odsłonie meczu i zestawimy to z żenującymi 27 groźnymi atakami The Blues, raczej niechętnie obejrzymy powtórkę tego pojedynku. Gol w 55. minucie i aktywna obrona aż do ostatniego gwizdka. “Defensive masterclass” w wykonaniu londyńczyków? Thomas Tuchel zdradził nam plan na tę potyczkę:

Gdy mówię o treningu, mam na myśli bardzo złożone podejście do tego, w co wierzymy. Nie spędzamy wielu minut samotnie w obronie lub ofensywie. Trenujemy w skomplikowanych sytuacjach, ponieważ gra jest złożona. Nie próbujemy w sztuczny sposób dzielić sytuacji. Spędzam 90% czasu na myśleniu o rozwiązaniach ofensywnych i jeśli masz piłkę w starciu City, może to najlepsza droga do obrony. Jesteśmy silni w statystykach defensywnych, a to dzięki naszym graczom. Bronimy się aktywnie, bardzo agresywnie i to jest klucz. Każdy musi atakować i bronić. To był znakomity występ we wszystkich sprawach i tematach gry. Było jasne, że będziemy tego potrzebować, jeśli chcemy pokonać rywali. Cieszę się, że mogliśmy to osiągnąć i to było podstawą zasłużonego zwycięstwa.

Niemiecki szkoleniowiec Chelsea był niesamowicie zadowolony z wyeliminowania City:

Jeśli grasz przeciwko Pepowi, wiesz, że grasz na najwyższym europejskim poziomie, ponieważ on osiągnął go w Barcelonie, Bayernie i Manchesterze City. Jest punktem odniesienia, widać to w Premier League. Naszym celem było zmniejszanie różnicy przez 90 minut, ponieważ w piłce nożnej jest to możliwe. Jestem bardzo zadowolony i dumny z występu naszego zespołu, ponieważ graliśmy z dużą odwagą, bardzo pewni siebie i dzielnie walczyliśmy z piłką i o jej odzyskanie. Mieliśmy bardzo dobry początek spotkania, pierwsze 35 minut i drugą połowę. Zasłużyliśmy na zwycięstwo, ponieważ byliśmy bardzo aktywni i nie byliśmy pasywni. Zasłużyliśmy na zwycięstwo z być może najlepszym menedżerem, bardzo dobrym zespołem. Jesteśmy bardzo zadowoleni z występu i będzie to ogromny wzrost naszej pewności siebie. Przyjechaliśmy z młodym zespołem i młodymi zawodnikami, więc te wspólne doświadczenia są ważne.

Pep Guardiola szybko pogodził się z porażką, zwłaszcza, że doskonale wiedział, czego zabrakło jego podopieczny:

Nie tworzyliśmy wiele, ale byliśmy tam, z przodu. W ostatnich minutach podnieśliśmy jakość i podwyższyliśmy tempo w ostatniej tercji. Ale gratulacje Chelsea. Są dobrej jakości, silni, dobrze zorganizowani z siedmioma graczami w środku pola. To nie jest łatwe. Potrzebujesz pewnych działań, aby uzyskać jakość. To była zacięta gra.

Jednak czy faktycznie Hiszpan Były trener Barcelony i Bayernu zwrócił uwagę, dziennikarzowi, który próbował podawać w wątpliwość ambicje City:

Na odpoczynek mieliśmy dwa i pół dnia. Każdy zasługuje na zabawę. Nie mów, że traktujemy te rozgrywki po macoszemu, po prostu napisz, że przegraliśmy. To wszystko. Kiedy przegrywasz, decyzje są złe, ale to kiepski argument. To trzeba mówić przed meczem, a nie po. Ci faceci walczą przez dziesięć miesięcy. Przegrywamy z topowym zespołem, a ty mówisz, że nie zwracamy uwagi na puchar.

Rozczarowanie, dzień drugi

Po absolutnie niesatysfakcjonującej rywalizacji The Blues z Obywatelami mieliśmy prawo liczyć na więcej w starciu Leicester z Southampton. Właściwie to swiertdzenie “mieliśmy prawo” nie do końca oddaje nastroje przed pierwszym gwizdkiem Chrisa Kavanagha. Zdecydowaniem lepszym wyjściem byłoby nazwanie potyczki Lisów ze Świętymi mianem ostatniej deski ratunku. W fazie, która zamyka się na dwóch meczach, jest tylko jeden pojedynek, który może zrekompensować “trudy” poprzedniego dnia. Niestety, również w niedzielę nikt na Wembley nawet nie kwapił się, by chociaż w części uskutecznić żądania spragnionych emocji fanów. Jeden celny strzał, jeden gol. Leiecester do finału wprowadził świetnie dysponowany Kelechi Iheanacho. Jeżeli ktokolwiek mógł stać się bohaterem tego bezbarwnego starcia, to właśnie Nigeryjczyka najłatwiej byłoby wytypować do tej roli. Napastnik ekipy z King Power Stadium znalazł się we właściwym czasie i we właściwym miejscu. Postawa Iheanacho nie uszła uwadze Brendana Rodgersa:

Próby konstruowania ataku w jego wykonaniu nie były dzisiaj najlepsze, piłka uciekała od niego i być może wcześniej mogło to wpłynąć na jego pewność siebie, ale teraz, jeśli popełni błąd, nie przerywa starań. Pracuje bardzo ciężko dla drużyny i bez względu na to, czy jest poza szesnastką, czy w polu karnym, wygląda na to, że będzie strzelał gola w każdym meczu. Bardzo dobrze zareagował w polu karnym i zakończył akcję z pewnością siebie. Jestem zachwycony jego postawą.

Natomiast Ralp Hasenhuttl nie krył rozczarowania końcowym rezultatem:

Myślę, że to, jak doszło do tego sytuacji, po której straciliśmy bramkę, było trochę pechowe. To rozczarowujące, kiedy taki gol decyduje o tak wyrównanym meczu. To, czego trochę nam później brakowało, przez ostatnie 20 minut, to spokój, kiedy byliśmy przy piłce. Myślę, że nie było przekonania, że ​​możemy odmienić wynik, a potem było dużo gry do przodu i pośpiechu, ale próbowaliśmy wszystkiego. Wiedzieliśmy, jaki będzie dzisiejszy mecz, a kiedy mieli przewagę jednej bramki, było ciężko, ponieważ ich piątka obronna jest silna, silna fizycznie i trudno było stworzyć szanse. W końcu przegraliśmy, ale w przyszłym roku wrócimy i spróbujemy ponownie.

W wielkim finale FA Cup, zaplanowanym na 15 maja na Wembley, zmierzą się Leicester i Chelsea. Oby tym razem Puchar Anglii sprostał naszym oczekiwaniom.

Komentarze