Bernard
Bernard Pressfocus

Mecz sezonu na Goodison Park! Tottenham za burtą Pucharu Anglii

W meczach Pucharu Anglii może zdarzyć się wszystko, ale środkowe spotkanie na Goodison Park zostanie zapamiętane na długo. Tottenham prowadził z Evertonem 1:0, ale gospodarze w odstępie siedmiu minut strzelili trzy gole. Wynik zmieniał się co chwilę, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Ostatecznie podopieczni Carlo Ancelottiego wygrali 5:4 i zagrają w ćwierćfinale FA Cup.

Środowe zmagania w FA Cup kończyły się na Goodison Park, gdzie walkę o udział w ćwierćfinale toczyli piłkarze Evertonu i Tottenhamu. Za nieznacznego faworyta uważano gospodarzy, ale taka sytuacja tylko napędzała podopiecznych Jose Mourinho.

Zabójcze siedem minut

Koguty rozpoczęły to spotkanie bardzo dobrze, ponieważ już w trzeciej minucie objęły prowadzenie. Heung-min Son dośrodkował z rzutu rożnego wprost do dobrze ustawionego Davinsona Sancheza. Kolumbijczyk uderzył futbolówkę głową w sam środek bramki i pokonał Robina Olsena.

Tottenham grał dobrze i był stroną przeważającą. Tym bardziej niezrozumiałe są błędy i złe decyzje londyńczyków, które doprowadziło do katastrofy. W 36. minucie Gylfi Sigurdsson wykonał idealnie wymierzone podanie w kierunku Dominica Calverta-Lewina, który skierował piłkę w prawy róg bramki. Dwie minuty później, Everton prowadził 2:1. Tym razem w roli asystenta wystąpił strzelec pierwszego gola. Po podaniu Anglika świetną sytuację miał Richarlison, który minął bramkarza i ze skraju pola karnego przymierzył tuż przy lewym słupku. W 43. minucie na tablicy wskazującej wynik, widniał rezultat 3:1. Pierre-Emile Hojbjerg popełnił faul w szesnastce, a sędzia David Coote wskazał na wapno. Rzut karny wykorzystał Sigurdsson.

Wydawało się, że Tottenham do przerwy będzie przegrywać 1:3. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry przypomniał o sobie Erik Lamela. Argentyńczyk otrzymał znakomite podanie i świetnie wykończył sytuację.

Imponujący comeback

Jose Mourinho zdawał sobie sprawę z tego, że może wygrać z Evertonem. Kilka chwil po przerwie na murawę z ławki rezerwowych wszedł Harry Kane. Bohaterem przy golu na 3:3 w 57. minucie, był jednak Sanchez. 24-latek znalazł się we właściwym miejscu o odpowiedniej porze i z bliskiej odległości trafił do siatki.

Tottenham napierał na rywala i dążył do strzelenia kolejnego gola. Tymczasem prowadzenie ponownie objęli gospodarze. Rozgrywający świetny mecz Sigurdsson podał do Richarlisona, a ten przymierzył dobrze w kierunku prawego słupka.

Tottenham nie zamierzał się poddawać i w końcu dopiął swego, za sprawą akcji dwóch liderów. Po zagraniu Sona, gola strzelił Kane. Wynik 4:4 w regulaminowym czasie gry oznaczał konieczność rozegrania dogrywki.

Decydujący cios

W dogrywce każdy błąd kosztuje bardzo dużo i może spowodować nieodwracalne straty. Wobec tego teoretycznie powinniśmy oglądać zachowawczą i defensywną grę. Nic bardziej mylnego. Obie drużyny miały chęć na strzelenie gola, który dałby ćwierćfinał Pucharu Anglii. W 97. minucie sztuki tej dokonał Everton. Sigurdsson dośrodkował w szesnastkę, gdzie czekał już Bernard. Brazylijczyk opanował futbolówkę i przymierzył doskonale tuż przy prawym słupku. Tottenham robił co mógł, aby odmienić losy meczu, ale bezskutecznie. Finalnie The Toffees wygrali 5:4.

Komentarze