Telegram z Wysp: Najwięcej mówi się o przegranych

Carlo Ancelotti
Carlo Ancelotti PressFocus

Oczekiwania, jak zresztą co roku, były ogromne. Zatrudniono doświadczonego szkoleniowca, sprowadzono wartościowych piłkarzy. Wydawało się, że to właśnie ten sezon. Tym razem na pewno się uda. Zwycięstwo z Tottenhamem w pierwszej serii gier napawało optymizmem. Miało być pięknie, wyszło jak zawsze. Everton po raz kolejny udowodnił, że nie może wyzbyć się mentalności przegranego. Nawet mimo triumfu na Anfield Road, The Toffees ciągle są tym mniejszym klubem w Merseyside.

Upokarzający powrót do Premier League

Carlo Ancelotti przez 23 lata pracy w roli trenera nigdy nie osiągnął średniej niższej niż 1,76 punktu na mecz. Wspominany wynik zapisał w swoich statystykach na samym początku pracy, we włoskiej Parmie. Tylko w Napoli zbliżył się do tego rezultatu, kończąc przygodę z Partenopeimi ze średnią 1,82. W futbolu wygrał wszystko. Wydawało mu się, że także wszystko już widział i nic go nie zaskoczy. Wielki Carlo żył w błędzie. Mylił się straszliwie. Gdy zaczął pracę na Goodison Park, szybko okazało się, że przed nim jeszcze naprawdę wiele. Carletto, po co ci to było?

Everton zakończył sezon na Etihad. I zakończył go w najgorszy możliwy sposób. The Toffees przegrali aż 0:5, przy okazji marnując rzut karny. Ostatni mecz doskonale podsumował minione rozgrywki w wykonaniu 9-krotnych mistrzów Anglii. Plany podboju Premier League znowu spełzły na niczym. Przeprawa przez rwące nurty ekstremalnie wymagającej rzeki dobiegła końca tak naprawdę jeszcze zanim się zaczęła. Strzelec wyborowy nie podołał presji i zamoczył swoją broń kilka metrów od brzegu. Miała być Liga Mistrzów – nie ma nawet Ligi Konferencji. Klubową gablotę przetarto z kurzu – na próżno. Ekipa z Merseyside pod wodzą Ancelottiego zanotowała wyniki gorsze niż za czasów Koemana, Allardyce’a i Silvy. Do osiągnięć Davida Moyesa nawet nie było blisko. Roberto Martinez także uśmiecha się szeroko.

Czy Carlo Ancelotti dysponuje gorszą kadrą niż ta, z którą David Moyes pracuje obecnie w West Hamie? Śmiem wątpić. Czy Calvert-Levin, Richarlison, Sigurdsson, Digne i Allan prezentują niższy poziom niż Antonio, Bowen, Lingard, Rice czy Coufal? Różnice na korzyść żadnej ze stron nie są drastyczne. Z czego wynika fatalna postawa The Toffees? I to właśnie jest największa zagadka tego sezonu. Kontuzje gwiazd? Nie były wyjątkowo uciążliwe. Zmęczenie pucharami? Wycieczek po Europie zabrakło, a z krajowymi rozgrywkami Everton pożegnał się odpowiednio w grudniu i marcu. Przypadek zdiagnozowany na Goodison Park jest absolutnie wyjątkowy w skali całej Premier League.

“Tylko trochę” oznacza “w ogóle”

Po ostatnim gwizdku na Etihad Ancelotti podsumował zakończone zmagania. Włoch stwierdził, że jest “tylko trochę” zadowolony z osiągnięć swojej drużyny, ponieważ jego podopieczni nieco poprawili się w stosunku do poprzedniego sezonu. Co jeszcze powiedział Carlo?

Zgromadziliśmy 10 punktów więcej, mieliśmy fantastyczne wyniki – wygraliśmy derby, wygraliśmy z kilkoma czołowymi drużynami, ale nie byliśmy dobrzy u siebie i tutaj musimy się poprawiać, i pracować latem, aby znaleźć odpowiednią graczy, którzy wzmocnią nasz skład.

200 milionów euro – tyle The Toffees wydali w ciągu dwóch ostatnich lat. Można odnieść wrażenie, że Everton to studnia bez dna, w której w magiczny sposób znikają nie tylko zainwestowane pieniądze, ale także piłkarze i trenerzy. W tym klubie nic nie funkcjonuje tak, jak powinno. Kibice mają dosyć nieprzemyślanych ruchów (czyli transferów pokroju 30 milionów € wyłożonych za Alexa Iwobiego), niepewnej dyspozycji golkiperów, dziurawej obrony, wybryków Richarlisona i marazmu, w jakim od kilku lat tkwią ich ulubieńcy. Carletto dostanie kolejny sezon na udowodnienie, że i z Evertonem jest w stanie osiągnąć “coś więcej”. Na razie Włoch musi oglądać plecy Solskjaera, Rodgersa, Moyesa czy Bielsy, do czego nie jest przyzwyczajony. Jednak fani niebieskiej części Merseyside już zdążyli przywyknąć do porażek. W ligowej tabeli prześcignął ich nawet West Ham. Ten sezon to przede wszystkim rozgrywki tych, którym nie wyszło. W Premier League odpowiednio docenia się zwycięzców, jednak najwięcej mówi się o przegranych.

Wydarzenie kolejki: Sergio Aguero bije rekord Wayne’a Rooneya

Dekada na Etihad – Sergio Aguero po dziesięciu latach rozstaje się z niebieską częścią Manchesteru. Jak wyobrażamy sobie idealne pożegnanie? Zwycięstwo i gol. Argentyńczyk w starciu z Evertonem już sześć minut po wejściu na boisko wykonał plan minimum. Pięć minut później podwoił swój dorobek, ustalając wynik spotkania na 5:0 dla The Citizens. Wspomniane trafienia były dla Kuna odpowiednio 183. i 184. w koszulce City. Tym samym 32-latek w swoim ostatnim spotkaniu w Premier League wyrównał i pobił rekord Wayne’a Rooneya. Legenda Czerwonych Diałów do niedzieli 23 maja cieszyła się tytułem najlepszego strzelca ligi w barwach jednego klubu. Wyjątkowe wyróżnienie przeszło w posiadanie Aguero, który żegna się z Anglią w najlepszy możliwy sposób.

Bohater nieoczywisty: Pablo Fornals

W ferworze walki o Ligę Mistrzów nikt nie zwrócił uwagi na niepozornego Hiszpana, który przypieczętował awans West Hamu do europejskich pucharów. Pablo Fornals w tym sezonie miał lepsze i gorsze momenty, jednak grał dosyć regularnie. Nie błyszczał, ale 12 ostatnich spotkań, w których meldował się na boisku, rozpoczynał w pierwszym składzie. Dwukrotny reprezentant Hiszpanii potwierdził swoje aspiracje do regularnej obecności w wyjściowej jedenastce. Rywalami byłego piłkarza Villarealu są Said Benrahma i Jarrod Bowen. Takimi występami jak ten z Southampton 25-latek stawia Davida Moyesa przed oczywistym wyborem – na jednym skrzydle Fornals, na drugim Bowen lub Benrahma. Dwa gole i asysta to najlepszy sposób, by zdobyć względy szkockiego trenera.

Rozczarowanie kolejki: (skuteczność) Chelsea

Czemu nie Leicester? Lisy spokojnie możemy uznać za rozczarowanie sezonu. Podopieczni Brendana Rodgersa postanowili podnieść się z łóżka o pięć minut za pózno i w efekcie przespali Ligę Mistrzów. Pomniejsze wyróżnienia padło łupem Chelsea, która nie zaliczyła próby generalnej przed najważniejszym meczem roku. Mniejsza o końcowy wynik starcia na Villa Park – The Blues dzięki porażce ekipy z King Power Stadium finiszowali w czołowej czwórce. Ogromne obawy budzi skuteczność londyńczyków, którzy oddali aż 23 strzały (w tym siedem celnych) na bramkę Emiliano Martineza, a tylko raz zdołali zaskoczyć argentyńskiego golkipera. Timo Werner i spółka potrzebują dodatkowych treningów przed starciem z City. Mount trzykrotnie popisał się niecelnym uderzeniem, natomiast Werner i Havertz oddali dwie takie próby. Niemiec sprowadzony z Lipska powinien zaliczyć także szybki kurs unikania spalonych – w pojedynku z Aston Villą po raz kolejny trafił do siatki z nieprzepisowej pozycji.

Komentarze