Nim sroki polecą na żer – jak wyglądały pierwsze okna transferowe nowych członków klasy wyższej?

Mohammed bin Salman
Pressfocus Na zdjęciu: Mohammed bin Salman

Z lekcji przyrody, pamiętamy zapewne, że sroki są wszystkożerne. Sroki piłkarskie, a więc Newcastle United, od momentu przejęcia przez Public Investment Fund także w zasadzie stać na niemal wszystkich zawodników na świecie. Z tej okazji postanowiliśmy sprawdzić jak wyglądy pierwsze okna transferowe w wykonaniu klubów, które dzięki nowym właścicielom właśnie awansowały do futbolowej klasy wyższej. Jak kupowano w Londynie, Manchesterze i Paryżu? I czy stawiano na ilość czy jednak jakość?

  • Piłkarze z jakiej ligi najbardziej zawiedli Romana Abramowicza?
  • Dlaczego Robinho myślał, że przechodzi do Chelsea FC?
  • O jakim piłkarzu w PSG kibice mogli powiedzieć jedynie – momenty były?

Londyńskie prężenie muskułów

Roman Abramowicz kupił Chelsea FC od Kena Batesa na początku lipca 2003 r. za ok. 140 mln funtów. 37-letni wówczas Rosjanin, będący jednym z głównych udziałowców Sibneftu, wiodącej firmy naftowej w Rosji, pojawiał się na Stamford Brigde w najlepszym możliwym momencie. The Blues tonęli co prawda w długach (80 mln funtów), ale jednocześnie, po pasjonującym finiszu sezonu 2002/2003, w 38. kolejce Premier League pokonali Liverpool FC, zapewniając sobie udział w eliminacjach Ligi Mistrzów. Potężny zastrzyk finansowy, pochodzący ze sprzedaży udziałów Abramowicza w rosyjskich liniach lotniczych Aerofłot miał sprawić, że londyńczycy dołączą do ligowej czołówki w Anglii. – Mamy zasoby i ambicję, aby uczynić z Chelsea jeden z najlepszych klubów w Europie – powiedział na wstępie gubernator Czukotki i zabrał się do pracy.

Zwycięski mecz Chelsea FC z Liverpool w 38. kolejce sezonu 2002/2003, który otworzył The Blues drzwi do eliminacji LM

Z 20 najdroższych transferów w tamtym roku w Europie, aż osiem przeprowadziła Chelsea. Nie sposób nie było jednak odnieść wrażenia, że premierowa sesja transferowa w erze Abramowicza to było bardziej „finansowe prężenie muskułów”, aniżeli przemyślane i przydatne zakupy. Jak bowiem inaczej skomentować kupno Juana Sebastiana Verona (21 mln euro), który od dwóch lat permanentnie zawodził w Manchester United (ledwie 11 goli i 11 asyst), jak tylko jako demonstrację siły wobec rywala w lidze angielskiej. Podobnie rzecz miała się w przypadku Hernana Crespo (26 mln euro), który w tamtym czasie wyraźnie spuścił z tonu (w sezonie 2002/2003 strzelił dla Interu Mediolan w Serie A tylko siedem goli). Ryzykiem było również to, jak Argentyńczyk, po siedmiu latach spędzonych w lidze włoskiej, odnajdzie się w zdecydowanie bardziej fizycznej lidze angielskiej. Ten sam problem miał również sprowadzony z AC Parma, Adrian Mutu (19 mln euro), z tym, że w jego przypadku, oprócz problemów z aklimatyzacją, doszły jeszcze kłopoty z kokainą.

Transferowym majstersztykiem było z kolei ściągnięcie do Londynu Claude Makelele, który nie dostawszy podwyżki w Realu Madryt, rozpoczął strajk. Francuski pomocnik był niezadowolony ze swojej pozycji na Santiago Bernabeu, więc Abramowicz wyczuł interes i hojnie go wynagradzając, sprawił, że wyraźnie urosło mu ego. I tak The Blues zyskali w jego osobie lidera środka pola, który za nowego pracodawcę odda na boisku życie, zaś Królewscy pozostali z samymi pianistami, nie mając nikogo do noszenia fortepianu swoim gwiazdom, co zapoczątkowało ich czteroletni okres bez sukcesów. Strzałem w dziesiątkę okazało się również sprowadzenie szerzej nieznanego poza Anglią, szybkiego jak błyskawica Damiena Duffa z Newcastle United. Z bardzo dobrej strony pokazywali się również Wayne Brigde oraz Joe Cole.

W kolejnym, letnim oknie transferowym Chelsea FC w dalszym ciągu szastała pieniędzmi na prawo i lewo, ale wydawała je już w zdecydowanie bardziej rozsądny i przemyślany sposób (Petr Cech, Ricardo Carvalho, Didier Drogba, Arjen Robben). To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie.

Transfery Chelsea FC latem 2003:

Hernan Crespo (Inter Mediolan) – 26 mln euro

Damien Duff (Newcastle United) – 24,5 mln euro

Juan Sebastian Veron (Manchester United) – 21,8 mln euro

Claude Makelele (Real Madryt) – 20 mln euro

Adrian Mutu (AC Parma) – 19 mln euro

Wayne Brigde (Southampton FC) – 10, 5 mln euro

Geremi (Real Madryt) – 10 mln euro

Joe Cole (West Ham United) – 9,90 mln euro

Glen Johnson (West Ham United) – 8,30 mln euro

Aleksiej Smiertin (Girondins Bordeaux) – 5,50 mln euro

Łącznie: 155,50 mln euro

Robinho nie wiedział gdzie leci

O ile przejęcie Chelsea FC przez Romana Abramowicza przebiegało w sposób poukładany (kupno The Blues na początku letniego okna transferowego, w momencie gdy londyński zespół wracał do ligowej czołówki), o tyle zainwestowanie w Manchester City przez Abu Dhabi United Group Investment and Development Limited odbywało się już na wariackich papierach, bez żadnej pewności, że ta inwestycja sportowo wypali (Obywatele w końcówce pierwszej dekady XXI wieku byli bowiem w Premier League zwykłym średniakiem). Grupa szejków skupiona wokół ministra spraw prezydenckich Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Mansoura bin Zayeda Al Nahyana zdecydowała się jednak wykupić The Citizens z rąk spółki UK Sports Investments Limited, kierowanej przez byłego prezydenta Tajlandii, Thaksina Shinawatarę za 200 mln funtów. Jako, że transakcja miała miejsce w ostatnich godzinach letniego okna transferowego, poczynania nowych włodarzy MC cechowało istne szaleństwo.

Najpierw „głośny sąsiad Manchesteru United”, jak od tego czasu zaczął nazywać rywali zza miedzy, sir Alex Ferguson, spróbował wyprzedzić Czerwone Diabły w wyścigu o Dimitara Berbatowa, oferując Tottenhamowi Hotspur za bułgarskiego napastnika 30 mln funtów. Po latach główny zainteresowany tak wspominał tamtą sytuację w rozmowie z MUTV: – Mój agent wspomniał mi o zainteresowaniu City, ale ja od razu zbyłem go słowami: człowieku, doskonale wiesz, że interesuje mnie tylko jeden kierunek.

Na Etihad Stadium i tak jednak udało się za „pięć dwunasta” ściągnąć wielką gwiazdę, a mianowicie Robinho. Brazylijczyk miał wówczas w Realu Madryt swój prime-time. Dla Królewskich w sezonie 2007/2008 strzelił 11 goli i zaliczył 9 asyst, walnie przyczyniając się do drugiego z rzędu mistrzostwa Hiszpanii dla Los Blancos. Liczne problemy dyscyplinarne, chęć wyższych zarobków oraz głośne upominanie się o ważniejszą rolę w zespole sprawiło jednak, że w stolicy Hiszpanii, mimo to, postanowiono pozbyć się krnąbrnego skrzydłowego. Jego nowym pracodawcą miała być Chelsea FC.

Moim celem było odejście do Chelsea. Luiz Felipe Scolari (który został latem menedżerem The Blues – przyp.mk) powiedział, że w jego drużynie mogę zrobić różnicę. Ale Real wkrótce poróżnił się z Chelsea, ponieważ działaczom w Madrycie nie spodobało się, że koszulki z moim nazwiskiem sprzedawane były jeszcze przed ogłoszeniem transferu. I to zadecydowało o jego fiasku. Dla Królewskich to była kwestia dumy – przyznał po latach Brazylijczyk w rozmowie z „FourFourTwo”.

Kontrakt z Manchester City dopięty został w czasie lotu Robinho do Anglii. – Nie wiedziałem do jakiego klubu mam przejść, znany był mi tylko kierunek. O wszystkim dowiedziałem się w ostatniej chwili – tak wspominał ostatnie minuty letniego okna transferowego A.D. 2008. I pewnie to było powodem tego, że 24-latek jako nowy gracz Manchester City, palnął na oficjalnej prezentacji: – Ostatniego dnia okna transferowego, Chelsea FC złożyła mi oficjalną ofertą, a ja ją zaakceptowałem.

Wypowiedź Robinho po przejściu do Manchester City (tu już Brazylijczyk był świadom, gdzie właśnie przeszedł)

Robinho był pierwszym wielkim zakupem City w erze szejków z ZEA (kosztował 34 mln euro). Początkowo w nowych barwach radził sobie znakomicie (we wszystkich rozgrywkach w debiutanckim sezonie strzelił 15 goli i zaliczył 10 asyst). Sęk w tym, że koledzy klubowi umiejętnościami nie dorastali mu do pięt, przez co niebiesko-biali na koniec rozgrywek 2008/2009 zajęli dopiero 10. miejsce. Na pierwsze sukcesy kibice musieli jeszcze trochę poczekać. Nie doczekał ich jednak sam Robinho, który Manchester opuścił już w 2010 r.

Co ciekawe, zaraz po kupnie wychowanka FC Santos, City chciało wyrwać Realowi także Ruuda van Nistelrooya, któremu działacze MC podsunęli „czek in blanco”. Królewscy jednak nawet nie pochylili się nad tą ofertą.

Transfery Manchester City latem 2008:

Robinho (Real Madryt) – 34 mln euro

Ludzie z cienia

Podczas gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku, Olympique Lyon aż siedem razy wygrywał ligę francuską, dla Paris Saint-Germain szczytem możliwości w tamtym czasie było jedno wicemistrzostwo Francji. Wszystko zmieniło się w 2011 r., kiedy nowym właścicielem klubu z Parc des Princes został katarski fundusz Qatar Sports Investments. Budżet Les Rogues-et-Blues natychmiastowo wzrósł do 150 mln euro, a znaczna jego część miała pójść na transfery. Nie od razu jednak do stolicy Francji trafiły gwiazdy pierwszej wielkości.

W sezonie 2010/2011 paryżanie zajęli w Ligue 1 4. miejsce, co promowało ich jedynie do rozgrywek Ligi Europy. Nie był to zatem jeszcze wystarczający magnes do transferu. Trzeba zatem było skupić się na wyszukiwaniu albo zawodników perspektywicznych, którzy przy właściwej obróbce, już wkrótce mogą stać się czołowymi piłkarzami świata, albo zawodników ogranych, których wiedza i bagaż futbolowych doświadczeń mogą być nieocenione w kontekście walki o trofea w niedalekiej przyszłości. Niemniej, latem 2011 z 24 rue du Commandant-Guilbald wysłano na Stary Kontynent jasny komunikat – na rynku pojawił się nowy pretendent do laurów krajowych i międzynarodowych.

Najdroższy, nie tylko z zaciągu paryskiego, ale ogólnie na całym świecie w 2011 r. był Javier Pastore, który kosztował 42 mln euro. A przecież w tamtym czasie barwy klubowe zmieniali tacy gracze jak Sergio Aguero, Cesc Fabregas czy Radamel Falcao. Argentyńczyk w rozgrywkach 2010/2011 był liderem środka pola US Palermo, dużo strzelał i asystował (13 goli i 7 asyst) i podobną rolę miał pełnić w Paryżu. Nigdy nie został gwiazdą PSG, choć oddać mu trzeba, że w debiutanckim sezonie zdobył 13 bramek i zanotował cztery asysty. Oceniając jego siedmioletni pobyt w Parku Książąt, możemy posłużyć się cytatem z legendarnej audycji satyrycznej “60 minut na godzinę” – momenty były. Ale nic więcej. Większe oczekiwanie wiązano także z osobą Kevina Gameiro, który w nieporównywalnie słabszym FC Lorient zaliczył w sezonie 2010/2011 więcej trafień (22), aniżeli w rosnącym w siłę PSG (11). Trudno także coś dobrego napisać o osobach Alexa, Thiago Motty czy Mohameda Sissoko.

Javier Pastore nie zrobił w Paryżu kariery na miarę potencjalu

Na przeciwnym bieganie znaleźli się Jeremy Menez (w debiutanckim sezonie w stołecznym klubie strzelił 7 goli i zaliczył aż 17 asyst w Ligue 1), a także Maxwell, którego doświadczenie faktycznie okazało się nieocenione. Niespodziewanie najlepszymi transferami okazali się jednak Salvatore Sirigu, który przez kolejne cztery lata z powodzeniem strzegł paryskiej bramki, a także Blaise Matuidi, który harował jak wół w środku pola przez siedem sezonów.

Transfery Paris Saint-Germain latem 2011:

Javier Pastore (US Palermo) – 42 mln euro

Thiago Motta (Inter Mediolan) – 11,50 mln euro

Kevin Gameiro (FC Lorient) – 11 mln euro

Blaise Matuidi (AS Saint-Etienne) – 8 mln euro

Jeremy Menez (AS Roma) – 8 mln euro

Mohamed Sissoko (Juventus FC) – 8 mln euro

Alex (Chelsea FC) – 5 mln euro

Salvatore Sirigu (US Palermo) – 3,90 mln euro

Maxwell (FC Barcelona) – 3,50 mln euro

Milan Bisevac (Valenciennes FC) – 3,20 mln euro

Diego Lugano (Fenerbahce Stambuł) – 3 mln euro

Łącznie: 107, 1 mln euro

***

Powyższe przykłady dobitnie pokazują, że w klubach, które właśnie otrzymały pokaźny zastrzyk gotówki, pierwsze okna transferowe to demonstracja finansowej siły. Dopiero w późniejszych latach przychodziło opamiętanie i kupowanie z głową. Sytuacja Newcastle United jest o tyle inna, że Sroki wiosną 2022 desperacko będą walczyć o utrzymanie w Premier League, zatem nie każdego może przekonać do transferu na St. James` Park pokaźna tygodniówka. Ktoś się jednak pewnie skusi.

Komentarze