Historyczny wyczyn Mateusza Klicha w Premier League

Mateusz Klich
Mateusz Klich Pressfocus

Mateusz Klich występuje w Premier League dopiero od aktualnego sezonu. Zdążył jednak zdobyć już cztery bramki. Dzięki temu stał się Polakiem z największą liczbą goli w angielskiej elicie.

Klich ważnym ogniwem Leeds

Mateusz Klich w swojej karierze nie zawsze był istotnym ogniwem w klubie, którego barwy reprezentował. W Leeds United od momentu przyjścia Marcelo Bielsy było jednak zupełnie inaczej. Argentyńczyk dostrzegł w polskim pomocniku duże umiejętności i uczynił go jednym z architektów awansu do Premier League.

Debiutanckie trafienie Mateusza Klich w Premier League nastąpiło już w inauguracyjnej kolejce i wyjazdowej potyczce na Anfield z Liverpoolem (3:4). 30 latek wyczyn ten powtórzył tydzień później, gdy Leeds mierzyło się u siebie z Fulham (4:3). Na trzecie trafienie Klicha musieliśmy poczekać do 11 grudnia i domowej potyczki z West Hamem. Pomocnik reprezentacji Polski pokonał wówczas Łukasza Fabiańskiego po uderzeniu z rzutu karnego. Pawie przegrały jednak 1:2. W sobotnie popołudnie Leeds rywalizowało na wyjeździe z Burnley. Klich otworzył wynik tuż przed przerwą, gdy uderzył świetnie zza pola karnego i nie dał bramkarzowi szansy na udaną interwencję. Finalnie wraz z kolegami świętował triumf 4:0. Dzięki sobotniemu golowi Klich został najskuteczniejszym Polakiem w historii Premier League.

Po spotkaniu Klich podzielił się swoimi spostrzeżeniami. – Na wyjeździe Burnley to bardzo trudny rywal i trudno jest przeciwko nim grać. Broniliśmy się dobrze i wykorzystaliśmy swoje szanse, więc wygraliśmy 4:0 – powiedział 30-latek. Zawodnik Leeds odniósł się również do opinii, że jemu i jego kolegom brakuje sił na zakończenie sezonu. – Ludzie mówili, że wypalimy się, ponieważ gramy z dużą intensywnością, ale nasz skład jest coraz silniejszy. Jesteśmy prawie w pełni sił, zawodnicy wrócili po kontuzji i teraz jest to szerszy skład. Nadal możemy biegać, nic nam nie jest, to niesprawiedliwe, kiedy ludzie mówią, że się wypalimy – zakończył Klich.

Komentarze