Fantasy Premier League: Rozważania przed startem

Fantasy Premier League: Mohamed Salah
PressFocus Na zdjęciu: Fantasy Premier League: Mohamed Salah

Jeszcze tylko dwa tygodnie i wraca druga najlepsza liga świata, czyli Premier League. Wraz z rozpoczęciem sezonu na angielskich boiskach rusza kolejna edycja Fantasy Premier Legue, czyli wirtualnej rozgrywki opartej o rzeczywiste wydarzenia. Zanim na dobre poświęcimy się konstruowaniu naszej drużyny, na spokojnie przeanalizujmy najbardziej podstawowe kwestie tej edycji FPL. Jak spisze się Haaland? Czego należy spodziewać się po Gabrielu Jesusie? Co zrobić z Salahem? Na te i kilka innych pytań odpowiem w tak zwanym “wstępie do sezonu 22/23”.

  • Jeżeli chcecie poczuć się jak Pep Guardiola, tyle że z proporcjonalnie mniejszym budżetem i cenami piłkarzy, swoją przygodę z trenerką możecie zacząć za niecałe dwa tygodnie. Czym jest Fantasy Premier League?
  • Kolejna edycja FPL to kolejne pytania, na które musimy odpowiedzieć sobie przed startem sezonu: jak spisze się Haaland? Czego należy spodziewać się po Gabrielu Jesusie? Co zrobić z Salahem? Jak terminarz wpływa na dobór zawodników?
  • W sezonie 22/23 spodziewamy się dominacji norwesko-brazylijskiego schematu ataku
  • Bramkarz premium czy dwóch golkiperów za 4,5 miliona?

Erling Haaland – na co stać Norwega?

Na dwa tygodnie przed startem sezonu Erling Haaland może pochwalić się mianem najpopularniejszego piłkarza Fantasy Premier League. W swoich składach ma go już aż 61,4% menedżerów! Oczywiście do 5 sierpnia wiele może się zmienić, jednak wydaje się, że posiadanie Norwega nie spadnie poniżej 60%. Nic dziwnego 21-letni napastnik trafił na Etihad, gdzie partnerzy wykreują mu mnóstwo okazji na zdobywanie bramek, a to powinno przełożyć się na solidny dorobek punktowy w FPL. W kontekście Haalanda nie sposób uniknąć pytań o przebieg aklimatyzacji w nowej, zdecydowanie bardziej wymagającej lidze, zdrowie zawodnika, a także sposób, w jaki Guardiola będzie wprowadzał do go drużyny. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, tzn. reprezentant Norwegii rozpocznie rozgrywki w podstawowym składzie, otrzyma od szkoleniowca kredyt zaufania na więcej niż 60 minut/mecz, a ponadto uniknie urazów, 11,5 miliona wydanych na jego usługi szybko nam się zwróci.

Gabriel Jesus – dużo minut i dużo goli

Czy pozyskanie Gabriela Jesusa to dobry ruch Arsenalu? Dobry? Prawdopodobnie najlepszy z możliwych. Jeżeli Kanonierzy szukali zawodnika młodego, a zarazem doświadczonego w Premier League, i co ważne – stosunkowo taniego, Brazylijczyk nie ma sobie równych. 25-latek trafił do drużyny, w której będzie postacią numer jeden linii ataku. Co powinniśmy przez to rozumieć? Reprezentant Canarinhos powinien grać wszystko i strzelać dużo. Trudno o lepszą recenzję tego transferu. Za jedyne 8 milionów dostajemy podstawowego snajpera czołowej ekipy ligi. Wprawdzie posiadanie Jesusa to już aż 60,1%, czyli niewiele mniej niż Haalanda, ale to nie powinno nas odstraszyć przed włączeniem byłego piłkarza City do naszego zespołu.

Raheem Sterling – kluczowy zawodnik Chelsea?

Raheem Sterling, podobnie jak Gabriel Jesus, po rozstaniu z Etihad ma odgrywać pierwszoplanową rolę w nowym otoczeniu. Anglik ruszył śladami Brazylijczyka i zameldował się w Londynie, jednak zamiast północy wybrał zachód i trafił na Stamford Bridge. 27-latek w Chelsea dostanie to, czego niejednokrotnie brakowało mu w niebieskiej części Manchesteru, czyli regularne występy, a właściwie nawet gwarancję obecności w podstawowej jedenastce. A skoro Romelu Lukaku już (przynajmniej przez sezon) w stolicy nie ma, to na barki Sterlinga spada odpowiedzialność za zdobywanie bramek. Wprawdzie reprezentant Synów Albionu nie jest typowym snajperem, jednak umiejętności gry w ofensywie odmówić mu nie można.

Do sedna – RS17 kosztuje aż 10 milionów i został sklasyfikowany jako pomocnik, co może odstraszać potencjalnych nabywców w Fantasy Premier League. Większość graczy zapewne postawi pakiet zawierający Salaha i tańsze opcje. Aktualnie posiadanie Raheema Sterlinga wynosi 7,5 procent. Jeżeli szukamy interesujących, aczkolwiek drogich różnic, możemy spróbować zmieścić wychowanka QPR w naszej kadrze.

Mohamed Salah – kupić, nie zastanawiać się

Z Mohamedem Salahem jest jak ze stereotypową dziewczyną: jeżeli nie potrafisz znieść go, kiedy jest najgorszy, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na niego, kiedy jest najlepszy. Egipcjanin zanotował kapitalną pierwszą połowę sezonu, natomiast w drugiej wyraźnie przygasł i oddał palmę pierwszeństwa Mane i Luisowi Diazowi. A skoro przed nami właśnie pierwsza połowa sezonu, grzechem byłoby nie mieć Faraona w swojej ekipie. 13 milionów, 58% posiadania i tytuł najlepszego piłkarza poprzedniej edycji Fantasy Premier League oznaczają tylko jedno – Momo to absolutny must-have, przynajmniej w początkowej wirtualnej rywalizacji. A skoro Egipt nie wybiera się na Mistrzostwa Świata, Salah może i powinien utrzymać spodziewaną dyspozycję przez większą część rozgrywek.

Terminarz – kto ma “zielono” na początku?

W przypadku kalendarza koncentrujemy się raczej tylko na kilku pierwszych kolejkach. Nie ma co wybierać się zbyt daleko w przyszłość – kontuzje, rotacje, puchary i niedająca się przewidzieć dyspozycja drużyn i taką będą wymuszały na nas zmiany. Korzystając ze specjalnego terminarza Fantasy Premier League, możemy sprawdzić poziom trudności przeciwników interesujących nas ekip. I tak Brighton w pierwszej kolejce zagra na Old Trafford, co zostało oznaczone na czerwono. Czyli – jest trudno. Jeszcze bardziej wymagające starcie czeka Fulham – beniaminek podejmie Liverpool. Dla beniaminka ten pojedynek jawi się na bordowo.

Fixture Difficulty Rating (FDR) wyjątkowo przyjaźnie kształtuje się między innymi dla Arsenalu, który w premierowych siedmiu starciach pięć razy zmierzy się z “zielonymi” przeciwnikami. Zresztą podobnie jak Liverpool i… Brentford. Zaskoczeniem może być dla nas ocena rywali Leeds – według FDR Pawie w tym okresie czeka aż sześć spotkań w trybie “eko”. Czy warto sugerować się tymi ocenami? W kwestii wyboru defensywy – na pewno. Im bardziej zielono, tym większa szansa na zachowanie czystego konta.

Bramkarze – kilka schematów do wyboru

W Fantasy Premier League, w przeciwieństwie do świata rzeczywistego, bramkarze nie odgrywają aż tak istotnej roli. Tutaj koncentrujemy się głównie na tym, by na każdym posiadanym golkiperze “przyciąć” kolejne pół miliona, a zaoszczędzone środki zainwestować w inne formacje. Często spotykaną praktyką jest zakup dwóch piłkarzy wartych 4,5 mln i jednocześnie będących podstawowymi zawodnikami na tej pozycji. W takim wariancie możemy rotować tym duetem w zależności od FDR. Równie popularnym rozwiązaniem jest wybór droższego golkipera, który reprezentuje barwy klubu z wyższej półki, a miejsce numer dwa obsadzenie najtańszym możliwym graczem. Mnie osobiście bliżej do pierwszego pomysłu, zwłaszcza że w tej edycji FPL mamy kilku ciekawych kandydatów, pasujących pod ten schemat. Robert Sanchez (Brighton), David Raya (Brentford), Dean Henderson (Nottingham), Illan Meslier (Leeds) – to najpoważniejsze kandydatury.

Obrona – szeroki wachlarz obrońców premium

Poprzednia edycja Fantasy Premier League nauczyła nas, że na obrońcach nie ma co oszczędzać. Defensorzy w FPL potrafią namieszać, zwłaszcza jeżeli regularnie przebijają punktowe wyczyny pomocników. Przykładów takich graczy mamy kilka – Alexander-Arnold, Robertson, James, Joao Cancelo czy Matty Cash. Dodatkowe oczka za czyste konto powodują, że to właśnie ci, którzy w założeniu mają być najbliżej własnej bramki, często kończą spotkania z dwucyfrówkami. Dlatego nikogo nie powinien dziwić trend, który opiera się na solidnych inwestycjach w tyły przy równoczesnym odchudzaniu drugiej linii.

Wielu menedżerów zapewne postawi na obronę złożoną z trzech lub nawet czterech zawodników wycenianych na przynajmniej 6 milionów. Piąty slot zapełni piłkarz warty nie więcej niż 4,5 mln. W gronie kandydatów na to miejsce powinniśmy rozważyć przede wszystkim najpopularniejszych Neco Williamsa (4 mln – 20,3% posiadania) i Takiehiro Tomiyasu (4,5 – 15,6%), ale jeżeli chcemy się wyróżnić, wybór w tej cenie jest dosyć spory.

Pomoc – De Bruyne czy Son?

Salah – to na pewno. A kto oprócz niego? Wybór w linii pomocy jest po prostu przeogromny. Kategorię premium reprezentują wspomniany Egipcjanin, De Bruyne, Son, Sterling i Bruno Fernandes. W cenie do 9 milionów mamy między innymi Luisa Diaza, Philippe Coutinho, Sakę, Fodena, Kulusevskiego, Mounta czy Bowena. Jeżeli szukamy atrakcyjnych finansowo różnic, możemy postawić na wycenianego na 4,5 mln Andreasa Pereirę, Neto za 5,5 mln lub droższego o 0,5 mln Bruno Guimaraesa. To właśnie odpowiednie zestawienie szeroko pojętego środka pola pozwoli nam myśleć o czymś więcej niż nużącej wegetacji w odmętach światowego rankingu. Im więcej możliwości, tym większe ryzyko, że nie trafimy. No chyba że jesteśmy optymistami i w takim rachunku prawdopodobieństwa swoje szanse oceniamy 50 na 50. Albo trafimy, albo nie.

Atak – schemat norwesko-brazylijski

Patrząc wyłącznie przez pryzmat posiadania, większość z menedżerów postawi na atak Haaland – Gabriel Jesus – napastnik za 4,5 miliona. Regularnie w wyjściowej jedenastce pojawiać się będzie tylko pierwsza dwójka, natomiast trzeci slot po prostu spełni funkcję  zapchajdziury, pozyskanej za najmniejszą możliwą kwotę. Nie oszukujmy się – każdy z nas, przynajmniej spróbuje skonstruować skład w ten sposób, by zmieścić w nim brazylijsko-norweski duet.

Kto, jeżeli nie Haaland i Jesus? Nie zabraknie fanów talentu Harry’ego Kane’a (19,4%), czyli czwartego najpopularniejszego snajpera tej edycji Fantasy Premier League, a także ryzykantów, powierzających swoje losy niedoświadczonemu w Anglii Darvinowi Nunezowi (10,1%) i Aleksandarowi Mitroviciowi (9%).

Komentarze