Wielkie emocje w Londynie. Everton dalej na dnie

Gabriel Martinelli i Ngolo Kante
Pressfocus Na zdjęciu: Gabriel Martinelli i Ngolo Kante

W środę rozegrano cztery spotkania w Premier League. Wszystkie spotkania odbyły się w ramach zaległych kolejek. Najciekawiej było w Londynie, gdzie grały Chelsea – Arsenal. Kwietniowe derby Londynu po kapitalnej walce padły łupem Kanonierów 4:2 (2:2).

Elektryzujące derby Londynu

Trzeba przyznać, że od dawna derby Londynu nie przyniosły tylu emocji jeszcze w pierwszej połowie. Kibice zgromadzeni na Stamford Bridge byli świadkami strzeleckiego festiwalu. Worek z bramkami rozwiązał Nketiah, który brutalnie wykorzystał prosty błąd Christiansena. Duńczyk nie trafił w piłkę podczas próby wybicia i sprezentował Kanonierom gola.

Chelsea jednak odpowiedziała dość szybko. Już po upływie kwadransa obie ekipy wpakowały futbolówkę do siatki. Co ciekawe, do remisu doprowadził Timo Werner, uderzając sprytnie po ostrym kącie, nabił rywala, czym zmylił bramkarza Arsenalu. W tym widowisku działo się naprawdę sporo. W 27. minucie Emile Smith Rowe znów wyprowadził swój zespół na prowadzenie, po tym jak płaskim strzałem z linii pola karnego pokonał Mendy’ego.

Radość podopiecznych Artety nie trwała zbyt długo. Po paru chwilach kolejny raz rezultat wyrównała drużyna Tuchela, dzięki świetnej postawie Azpilicuety pod bramką przeciwnika. Hiszpan czubkiem buta wtrącił piłkę do bramki, kończąc akcje zapoczątkowaną przez Masona Mounta.

W drugiej odsłonie padł już tylko gol. Jego autorem był Eddie Nketiah. Młody napastnik ustrzelił dublet, kiedy nie dał za wygraną i wyszarpał piłkę, walcząc o nią z dwoma defensorami The Blues. Anglik okazał się sprytniejszy i uderzeniem w lewy dolny róg pokonał Medy’ego. W samej końcówce tak ważny komplet punktów zapewnił Bukayo Saka. Sędzia wskazał na wapno po faulu Azpilicuety. Atakujący Kanonierów nie pozostawił złudzeń golkiperowi, ustalając ostateczny rezultat w derbach Londynu.

Pachniało zmianą lidera Premier League

Do przerwy Man City pozostawał bezradny w potyczce z Brighton. Pawie potrafią przeciwstawić się gigantom, co udowodniły w poprzednim pojedynku ze Spurs. Na Etihad brakowało całkiem niewiele, żeby doszło do zmiany lidera Premier League.

Wraz z rozpoczęciem drugiej połowy Obywateli ze strzeleckiej niemocy uratował Mahrez. Algierczyk przed strzałem minął jeszcze kilku rywali, po czym uderzył w kierunku prawego słupka. Po wybiciu godziny gry, Phil Foden podwyższył prowadzenie. Anglik miał trochę szczęścia, bo futbolówka po drodze do bramki odbiła się od jednego z obrońców.

Kropkę nad “i” postawił pod koniec rywalizacji Bernardo Silva. Portugalczyk przechwycił prostopadłe zagranie De Bruyne i z kilki metrów posłał piłkę w lewy dolny róg, zabijając jakiekolwiek marzenia rywali o korzystnym wyniku.

Everton mamy problem

Natomiast Everton fatalnie rozpoczął zawody przeciwko Leicester. The Toffees od dawna stąpają po cienkim lodzie. Zespół Lamparda dalej nie jest pewny utrzymania w Premier League. Na domiar złego do szatni w lepszych nastrojach zeszli gracze Leicester.

Gospodarze byli tłem dla samych siebie. Większość akcji nie kończyła się nawet strzałem. Natomiast piłkarze Rogersa szybko złapali wiatr w żagle, dyktując własne warunki. Lepsza dyspozycja mogła wynikać z bramki zdobytej w piątej minucie. Ospałość defensorów pomogła Harvey’owi Barnesowi dopełnić formalności z bliska.

Szczęśliwie w samej końcówce do remisu doprowadził Everton. Bramka Richarlisona pomogła odetchnąć z ulgą, bo w innym przypadku przewaga nad strefą spadkową stopniałaby do trzech oczek.

Guimaraes znów pomógł Newcastle

Newcastle przystąpiło do rywalizacji z Crystal Palace po dwóch wygranych z rzędu. Sroki wciąż są wielkim placem budowy, ale również tym razem lepiej wyglądały na tle Orłów Patricka Vieiry.

Po wybiciu drugiego kwadransa Miguel Almiron huknął nie do obrony w samo okienko. Świetnym podaniem obsłużył skrzydłowego Bruno Guimaraes, który kilka dni temu zapewnił całą pulę Newcastle w starciu przeciwko Leicester.

Tym razem Newcastle kolejny raz okazało się lepsze. Trafienie z pierwszej połowy pozwoliło sięgnąć po zwycięstwo, a przy okazji Sroki awansowały na 11. lokatę w tabeli.

Sprawdź tabelę Premier League.

Komentarze