Mikel Arteta
Mikel Arteta PressFocus

Arsenal w tarapatach. Kolejny krok w kierunku przepaści

Czwartej porażki w pięciu ostatnich meczach doznał w sobotę londyński Arsenal. Drużyna prowadzona przez Mikela Artetę tym razem musiała na wyjeździe uznać wyższość Evertonu, który tym samym wygrał po raz trzeci z rzędu.

Według bukmacherów sobotnie spotkanie nie miało zdecydowanego faworyta. Prezentowana w ostatnich tygodniach forma przemawiała jednak na korzyść Evertonu, który mógł się pochwalić zdobyciem siedmiu punktów w trzech wcześniejszych meczach. Arsenal przystępował natomiast do tego meczu tylko z jednym celem – przełamanie.

Pierwsza godna odnotowania sytuacja w tym spotkaniu miała miejsce w 15. minucie. Mający wówczas dużo miejsca Michael Keane zdecydował się na uderzenie z dystansu i niewiele brakowało, a obejrzelibyśmy fantastycznego gola. Na szczęście dla Kanonierów futbolówka przeszła tuż obok słupka.

Szczęście nie dopisało Arsenalowi siedem minut później. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska fatalnie w polu karnym interweniował Rob Holding, który skierował futbolówkę do własnej bramki. Goście z Londynu zdołali jednak doprowadzić do wyrównania w 35. minucie. Wówczas rzut karny podyktowany za faul Toma Daviesa wykorzystał Nicolas Pepe.

Tuż przed końcem pierwszej połowy fantastyczną paradą popisał się Bernd Leno, który przeniósł nad poprzeczkę piłkę po potężnym strzale Dominica Calverta-Lewina. Po chwili niemiecki bramkarz musiał jednak wyciągać futbolówkę z siatki. Po dośrodkowaniu Gylfiego Sigurdssona z rzutu rożnego celnym uderzeniem głową popisał się Yerry Mina. Tym samym piłkarze Evertonu mogli w świetnych humorach schodzić na przerwę do szatni.

Dziewięć minut po przerwie Arsenal był bliski doprowadzenia do wyrównania. Po niepewnej interwencji bramkarza Evertonu piłka spadła pod nogi Davida Luiza, który bez zastanowienia uderzył, ale futbolówka trafiła w słupek. Jak się później okazało, była to najgroźniejsza sytuacja w drugiej połowie.

Everton w kolejnych minutach kontrolował wydarzenia na boisku, nie pozwalając rywalom na stwarzanie klarownych sytuacji do zdobycia gola. Wynik 2:1 ostatecznie utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego. Everton dzięki tej wygranej awansowała na drugie miejsce w tabeli Premier League.

Komentarze

Comments 4 comments

Mnie to już nawet nie dziwią te porażki Arsenalu.. Ich skład jak wspomniał Lotnik jest po prostu słaby. Obrońcy sa przeciętni i to każdy z nich praktycznie, brak lidera w srodku… Linia ataku Willian Nketiah Pepe?
Z całym szacunkiem do Arsenalu, troche przykro patrzeć na ich zjazd.