Boniek: zainteresowanie Fenerbahce to nie plotka, ale trener skupia się na Euro

Zbigniew Boniek
Zbigniew Boniek 2021.03.28 Warszawa Pilka nozna, reprezentacja, eliminacje mistrzostw swiata fifa qatar 2022 Polska - Andora N/z Zbigniew Boniek Foto Tomasz Kudala / PressFocus 2021.03.28 Warszawa Football, world cup qualifiation qatar 2022 Polska - Andora Zbigniew Boniek Credit: Tomasz Kudala / PressFocus

Zbigniew Boniek wziął udział w konferencji prasowej w trakcie zgrupowania reprezentacji Polski w Opalenicy. Prezes PZPN-u odpowiedział na pytania dotyczące przemyśleń na temat drużyny pod wodzą trenera Sousy, ale też własnych oczekiwań dotyczących nadchodzącego turnieju.

  • Zbigniew Boniek uważa, że planem minimum dla reprezentacji jest wyjście z grupy
  • Prezes PZPN-u przyznał, że ma bardzo pozytywne odczucia względem obecnej kadry
  • Potwierdził także, że tureckie Fenerbahce jest zainteresowane trenerem Sousą, ale ten skupia się na przygotowaniach do Euro

Zapis z konferencji prasowej Zbigniewa Bońka

Zbigniew Boniek: nim przejdziemy do pytań, chcę podziękować za robotę, którą wykonujecie, za promowanie naszej kadry, za niezliczoną ilość komentarzy, reportaży. To pomaga budować dobrą atmosferę. Dziękuję również władzom miasta Opalenicy i właścicielom ośrodka. Nic nam nie brakuje do tego, by się przygotować do wielkiej imprezy. Kwestie sportowe należą do sztabu i piłkarzy, ale przygotowania i rzetelne informacje piłkarze mają zabezpieczone w stu procentach. Jestem tu od wczoraj na zgrupowaniu polskiej reprezentacji i pozostanę do jutra. I jestem zbudowany atmosferą, życzliwością i nastawieniem mentalnym przed bardzo ważnym turniejem, na którym chcemy jak najdłużej uczestniczyć.

Prezes mówi, że tak tu się podoba. Czy z Jerzym Brzęczkiem byłoby tak samo?

Nie wykluczam tego, ale trener Brzęczek nie jest już selekcjonerem reprezentacji narodowej. Dziś mamy inny sztab i innego trenera. Nie ma potrzeby wracania do tego. To trochę pytanie retoryczne, bo tego nigdy nie sprawdzimy.

Jakie jest pańskie wrażenie po meczu z Rosją? Co się podobało, a co nie do końca?

Nie jestem od tego, by publicznie oceniać mecz w szczegółach, ale często moje zdanie się różni od waszego. Czytałem i w krótkich słowach, to “fajny mecz, ciekawy, dobra pierwsza połowa, druga dużo słabsza”. Natomiast ja powiem, że druga połowa była lepsza. Mieliśmy wtedy ponad 63% piłki, a w pierwszej tylko 42%. Czyli w drugiej połowie o 20% częściej byliśmy przy piłce. Drużyna rosyjska po przerwie oddała tylko jeden strzał na naszą bramkę. Ta druga połowa była nieco rwana, bo było aż 12 zmian. Więc to wszystko się wydłuża, ale trener i sztab mówią, że pod względem szkoleniowym są z meczu absolutnie zadowoleni. Poza tym to mecze reprezentacji. Jak grasz z drużyną, jak Rosja, to nigdy nie wypada meczu przegrać. Wydaje mi się, że byliśmy bliżsi wygranej, ale padł wynik taki polityczny, 1:1. Dobrze to wyglądało. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w reprezentacji nie ma zawodników rezerwowych. Wszyscy muszą być do dyspozycji trenera. Wiedzieliśmy jednak, że kilku graczy, którzy w tej reprezentacji na pewno będą grali, nie wyszło od początku ze względu na kontuzje, na sposób przygotowania do Euro. I muszę powiedzieć, że mecz mi się podobał. Przede wszystkim to, że wszyscy zaśpiewaliśmy hymn Polski. Że było trochę atmosfery. W ostatnim roku tego brakowało. Zaczynaliśmy się do tego niebezpiecznie przyzwyczajać, a to trzeba jak najszybciej pokonać. Mecze reprezentacji, a później mecze naszych drużyn klubowych powinny zawsze odbywać się w obecności kibiców.

Biorąc pod uwagę pana doświadczenie dotyczące mistrzostw Europy i świata, jest pan w stanie wytypować swoją jedenastkę? Nie proszę o nazwiska, ale czy byłby pan w stanie wytypować jedenastkę na mecz ze Słowacją? Biorąc pod uwagę, jak się prezentujemy, a także mecz z Rosją: kto w nim grał, kto nie.

Jest pan inteligentnym człowiekiem, znamy się od lat i to nie jest mój problem. Ta reprezentacja funkcjonuje, ma szkoleniowca. Każdy dostaje pieniądze za wykonaną pracę i to problem po stronie sztabu, by wiedzieli, jaka jedenastka ma grać. Wydaje mi się, że każdy w głowie ma jakieś marzenia, sny, przemyślenia i ja też na pewno takie mam. Nie będziemy tu o tym jednak mówili, bo powiem jedną rzecz. Kiedy przyszedłem na stadion we Wrocławiu i zobaczyłem, że gra Świerczok, z tyłu Świderski i Kownacki. Po bokach Puchacz i Frankowski, tak sobie pomyślałem: jakby ktoś pół roku temu powiedział, że taka może być nasza siła ofensywna w spotkaniu z Rosją za pół roku, to pewnie byśmy się wszyscy puknęli w głowę. Okazało się, że drużyna dobrze przygotowana, dobrze nastawiona taktycznie, wielu zawodników może w niej grać i spełniać oczekiwania nasze i szkoleniowca. Każdy z zawodników-reprezentantów czuje się gotowy do wyjścia w pierwszym składzie. Jak mówiłem, w reprezentacji nie ma graczy podstawowych i rezerwowych. Wszyscy muszą być gotowi i wejdą na boisko.

Dopytam: ma pan jeden znak zapytania, dwa, czy jest ich może więcej? A może nie ma żadnego?

Nie żyję tym, naprawdę. Nie zastanawiałem się nad znakami zapytania. Kto wyjdzie, ten wyjdzie. Jestem przekonany, że będzie dobrze grał.

Jak pan obserwuje to, jak kadra się przygotowuje teraz, a przypomni sobie przygotowania z 2016 i 2018 roku, to jaka jest dla pana główna różnica? My widzimy, że jest dużo większy spokój. Wtedy pamiętamy z Arłamowa piłkarzy, którzy lądowali helikopterami. Były transmisje na żywo, takie generalnie duże zamieszanie. Czy teraz spokój wynika z obostrzeń pandemicznych czy też podejścia trenera Sousy?

Rzeczywiście, jest troszkę różnicy. To pewnie wynika z warunków, do których musimy się przyzwyczajać. Życie, które nas zmusiło do pewnych posunięć. Sami wiecie, że jak tu przychodzicie, musicie przechodzić jakieś testy. Jest poziom takiej izolacji, jakiegoś respektu, dystansu. To powoduje, że nawet psychicznie inaczej to odbieramy. Muszę powiedzieć, że w 2016 roku było trochę takiego… Dolecieliśmy do Arłamowa helikopterem, nie chcieliśmy tego powtarzać. Doszliśmy do wniosku, że lepiej będziemy się czuli tutaj. Powielanie tego samego miejsca z wieloma piłkarzami, którzy wówczas tam byli jest niepotrzebne. Bardzo dobrze było w Arłamowie, dobrze było, gdy przygotowywaliśmy się do Rosji. Znakomicie jest także dzisiaj. Inne miejsce, inny sposób przygotowania, ale nie możemy narzekać na nic i żyjemy w dobrych warunkach, które pozwalają nam przygotować się w jak najlepszy sposób.

Gdy przypomni sobie pan Jakuba Świerczoka z 2017 roku, gdy rozegrał trzy mecze towarzyskie i patrzy pan na niego dziś, to jak się zmienił przez ten czas? Czy wyobraża pan sobie, żeby on zagrał w podstawowej jedenastce obok Roberta Lewandowskiego, czy to piłkarz mogący grać wyłącznie w zastępstwie za Roberta?

Absolutnie. Przez trzy lata zrobił duży progres, trochę zderzył się z życiem, z piłką. Pojechał za granicę, trochę tam grał, a trochę nie. Wrócił do Polski, także mentalność ludzi w tym wieku bardzo się zmienia. W jego przypadku absolutnie na korzyść. Jeśli chodzi o jego walory piłkarskie, to wszyscy doskonale wiemy. Trener też, dlatego go powołał. Czy Świerczok może grać? Absolutnie. Może wyjść na boisko i być tak  niebezpieczny, jak każdy inny zawodnik. Poza tym nie zapominajmy o tym, że czasem inaczej się gra na boisku z jednym piłkarzem, a inaczej drugim. Rozmawiałem krótko z trenerem i widzę, że ma absolutne zaufanie do piłkarzy, którzy tu są. Myśli tylko o tym, by tych 2-3, którzy mieli pewien problem mięśniowy jak najszybciej dołączyli do grupy. Wtedy ta rywalizacja będzie jeszcze większa i da trenerowi większe możliwości.

Obserwował pan dzisiejszy trening. Powiedział pan o dobrej atmosferze, ale czy widzi pan luz u piłkarzy? A także to, że szybko łapią filozofię trenera Sousy?

To nie jest żadnym problemem. Trener Sousa jest dobrym, znanym trenerem. Wie, jak prowadzić zespół i to widać na boisku. Zresztą treningi są poukładane, mają dużą dynamikę. Natomiast wszyscy jesteśmy zawodowcami, więc do tego jesteśmy przyzwyczajeni. To nikogo specjalnie nie zastanawia. Każdy trener inaczej przygotowuje zespół do wielkiej imprezy. Są tacy, którzy woleli w pewnym etapie więcej poświęcić na dłuższe dystanse, biegi, budowanie siły. Są trenerzy, którzy bardziej wolą agresywność itd., ale to już problem trenera, a nie mój. Muszę powiedzieć, że oglądałem dzisiejszy trening i podobało mi się w nim wszystko. Dyscyplina, intensywność, uśmiechy, zadowolenie, komentarze, piękne bramki podczas gierki. Także jestem usatysfakcjonowany, poza tym mam jeszcze jedną rzecz do powiedzenia. W tej zespole jestem zakochany, bo to moja drużyna od pięciu lat. Drużyna, w której na najważniejszych piłkarzach grają piłkarze, z którymi pięć lat jesteśmy razem. Stworzyliśmy drużynie fantastyczne warunki. Przez te 5-6 lat, od czasów trenera Nawałki nie przypominam sobie jakichkolwiek problemów z tą drużyną. Czy na boisku, czy poza nim, w jakichkolwiek kwestiach. Nigdy nie mówimy o sprawach przyziemnych, wszystko jest poukładane od A do Z. Naprawdę lubię tę drużynę, zarówno jak wygrają, jak i gdy przegrają. Choć tych porażek nie było zbyt wiele.

Jaki jest potencjał tej drużyny? Jaki wynik będzie dla pana satysfakcjonujący podczas Euro?

Na Euro jadą 24 drużyny. Wszystkie marzą, by wyjść z grupy, a później dojść jak najdalej w fazie pucharowej. Jakbym miał powiedzieć, kto wygra Euro, to mógłbym wymienić 14-16 zespołów, bo wszystkie z nich mogą ten turniej wygrać. Mieliśmy nawet ostatnio przykłady, że na Euro ci, którzy są uważani teoretycznie na faworytów czasem korzystają z piłkarzy wymęczonych długim, ciężkim sezonem, finałami pucharów europejskich itd. I czasami to przeszkadza trenerom w przygotowaniu drużyny. Natomiast mi się wydaje, że te widełki pomiędzy planem minimum, a planem maksimum są dość szerokie. Wiadomo, plan minimum to chcemy wyjść z grupy. Nie mówimy o tym głośno, a to cel nas wszystkich: nas, was, kibiców. Chcemy dojść do fazy pucharowej, ale tam już wszystko jest możliwe. Zależy, na kogo wpadniemy, gdzie, z kim będziemy grali, także tych czynników będzie szalenie dużo.

Wczoraj pojawiła się informacja, że PZPN jest zainteresowany organizacją Euro dla kobiet w 2025 roku. Czy może pan zdradzić więcej szczegółów i na jakim etapie jest ta aplikacja?

Dziś nie czas, by o tym mówić, bo jesteśmy tu z innego powodu. Natomiast, ta informacja jest stara, bo my, jako PZPN złożyliśmy już aplikację i poinformowaliśmy federację europejską, że chcielibyśmy zorganizować mistrzostwa Europy kobiet w 2025 roku w naszym kraju, bo uważamy, że warto to zrobić. To szalenie duża, potężna impreza. Futbol kobiet cieszy się wielką popularnością w wielu krajach europejskich. Dziś nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek drużyny o wielkiej wartości, która nie miałaby drużyny kobiecej. Proszę zobaczyć, że Real Madryt, Barcelona, Liverpool, Chelsea, Paris Saint-Germain, Bayern Monachium, AS Roma, Milan, Juventus – wszyscy mają drużynę kobiet. Wydaje mi się, że z punktu widzenia kulturalnego, społecznego, socjalnego, jest to rzecz absolutnie dobra i chcielibyśmy taki turniej zorganizować w Polsce. Kiedy przychodziłem do PZPN-u, to piłka kobiet była gdzieś tam, na uboczu. Myśmy strasznie zainwestowali w piłkę kobiet, cieszymy się, jeżeli kluby by nam w tym pomogły. Przede wszystkim te kluby z pierwszych stron gazet. Wydaje mi się, że w reprezentacji mamy 8-9 dziewczyn grających w najlepszych klubach europejskich, co wtedy było mrzonką. Także to się powoli rozwija. Jak przyjdzie moment, że włączą się w to też kluby z wielką nazwą, to ta ekspansja będzie jeszcze większa. Dziewczyny mają tak samo prawo grać w piłkę, jak i mężczyźni. Tak samo jest w siatkówce, koszykówce, piłce ręcznej. Nie rozumiem, dlaczego miałoby tak nie być w piłce nożnej.

Czy to dobrze dla piłkarzy, że nie ma żadnej presji przed turniejem? Wiem, że zostało jeszcze parę dni do meczu ze Słowacją, ale nie ma słynnego “pompowania balonu”, oczekiwań, “jedziemy po złoty medal” itd. Jest bardzo spokojnie. To też trochę ze względu na ograniczony kontakt z kibicami, bo jednak nie ma czegoś takiego, jak otwarty trening dla wszystkich, choć będzie w Gdańsku. Ale nie ma wielkich oczekiwań.

Tak, można powiedzieć, że to nowy ład piłkarski. Nowy ład piłkarski, który spowodował, że tej deklaracji o presji, agresji, chęci wygrywania jest mniej. Chcę powiedzieć jednak, że to chyba nigdy nie wypływało z ust piłkarzy czy selekcjonerów, tylko, że tak powiem, z “pompki medialnej”. Ale to nie my, a raczej wy to robicie. Wydaje mi się, natomiast, że takie podejście z dystansem do wszystkiego jest dużo lepsze.  Chcę zapewnić, że piłkarze presji może nie czują, bo nie ma takiej potrzeby. Natomiast chcieliby, dla siebie, dla was, dla kibiców, zagrać, jak najlepiej i ta presja przyjdzie przed pierwszym meczem. O to się nie bójcie. A im dalej będziemy to odsuwać w czasie, tym lepiej.

Chcę zapytać o naszą defensywę. Paulo Sousa zmienił system gry, gramy trójką środkowych obrońców. W 2016 roku, kiedy Euro było dla nas bardzo udane, przede wszystkim graliśmy bardzo dobrze w defensywie. Teraz tych bramek trochę tracimy. Czy z Węgrami, dwie z Anglią, teraz także straciliśmy gola z Rosją. Czy nie obawia się pan, że czasu jest zbyt mało, by ten nowy system gry w defensywie funkcjonował tak, jak powinien?

To zależy, można by się było za tym schować i powiedzieć, że jest za mało czasu. Ale gdy reprezentacja w 2018 roku zmieniała selekcjonera, to najlepszy mecz rozegraliśmy trzy dni po tym, jak mieliśmy wspólne treningi we Włoszech. To jest troszkę alibi. Natomiast, wiadomo, musimy grać dobrze w obronie. Kto gra dobrze w obronie, na koniec zawsze coś podnosi. Wszyscy nad tym myślimy, widzę, że trener również. Czy gramy trójką, czy czwórką w obronie, nie będę dyskutował, bo oglądając ostatni mecz, to wydaje mi się, że graliśmy Kędziorą po prawej i Puchaczem po lewej. Po środku grała para Helik-Piątkowski. Graliśmy trójką? Trochę się przesuwamy, bo każdy trener ma inny sposób widzenia, poruszania się swojej drużyny. Natomiast przyznaję panu rację. Jeśli będziemy mieli silną obronę, to wydaje mi się, że nasz potencjał ofensywny jest taki, że możemy zawsze coś strzelić. Nie chcemy jednak grać tylko tak, że wszyscy z tyłu. Zresztą to jest mentalność naszego selekcjonera, że nie będziemy grać wszyscy z tyłu, a z przodu się może coś uda zrobić. To było widać i to powodowało pewne ryzyko i nawet z Węgrami zremisowaliśmy, ale byliśmy cały czas na połowie przeciwnika. Byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą, która stwarzała sobie więcej okazji. Poszły 2-3 kontry, ktoś czegoś nie dopilnował, ale taka jest piłka.

Czy często pan rozmawia z Paulo Sousą? Są to dyskusje płomienne, czy może spokojne? Czy sporo jest między panami różnic w zdaniach?

Nie, rozmawiam z trenerem Sousą tak samo, jak rozmawiałem z trenerem Brzęczkiem czy Nawałką. Różnic nie ma żadnych, bo zadania i merytoryka jest inna. Inne jest zadanie moje, a inne zawodników. Jeszcze inne jest zadanie trenera. Nie dyskutujemy na temat tego, czy gra ten, czy tamten, bo to kwestia selekcjonera. Zawsze byłem prezesem, który lubił i lubi porozmawiać z zawodnikami, z drużyną, z trenerem. Wiedzieć, co się w drużynie dzieje. To chyba normalne. Każda drużyna ma potrzebę czuć, że ktoś się tą drużyną opiekuje. PZPN, jak widzicie, ma wielu ludzi, którzy tu pracują i trzeba się komunikować. To jest teraz podstawowa sprawa. To nie jest na takiej zasadzie, żeby tego gracza nie wystawiać. Takich dyskusji absolutnie nie prowadzimy.

Czy rozmawiał pan z zawodnikami kontuzjowanymi, którzy się pojawili? Chodzi o Jacka Góralskiego i Krystiana Bielika. Jakie to może mieć znaczenie, zarówno dla tych piłkarzy kontuzjowanych, jak i dla tych zdrowych, którzy się z nimi spotkali?

Oni są częścią naszej drużyny. Pewniej byliby w niej, gdyby nie problemy zdrowotne. Jak mówił pan o Bieliku, którego jeszcze nie widziałem, a zaraz tu dołączy. Jest Góralski, z którym sobie spokojnie porozmawialiśmy, jesteśmy obaj bydgoszczaninami, więc było o czym rozmawiać. Wczoraj zjedliśmy kolację wspólnie z Krzysztofem Piątkiem, który też odwiedził naszą reprezentację. To tylko pokazuje przywiązanie zawodników do barw narodowych i do drużyny. Czują się częścią tej drużyny. No niestety, zdrowie, kontuzje spowodowały, że nie mogą bezpośrednio uczestniczyć, ale na pewno będą nam kibicowali. Postarają się jak najszybciej znów zapukać do drzwi reprezentacji, pokazać trenerowi, że zasługują na powołanie.

Pan mówi, że jest 26 zawodników, każdy może zagrać. Wiemy o tym, ale w meczu z Rosją obejrzeliśmy jednak piłkarzy, których mniej kojarzymy z pierwszym składem reprezentacji Polski. Chcę zapytać o mecz z Islandią, który czeka nas we wtorek. Czy ma pan wiedzę, czy w tym meczu wpuścimy na boisku to, co mamy najlepszego, czy też będzie trochę tak, jak w meczu z Rosją?

W meczu z Rosją wystawiliśmy to, co mieliśmy najlepszego na ten dzień. Inni musieli odpocząć, by być w dobrej formie za dwa tygodnie. Myślę, że wszyscy zawodnicy, którzy wyszli na boisko, dla tych, którzy interesują się piłką nożną, są graczami znanymi. To nie tak, że ktoś wyskoczył z kapelusza. Przyzwyczailiśmy się do pewnych nazwisk i bardzo dobrze, bo to pokazuje pewną stabilność. Jeśli natomiast chodzi o mecz z Islandią, dzień przed meczem będzie odpowiadał trener. Nie mogę zaspokoić waszej ciekawości, ale myśląc głośno, wydaje mi się, że pewnie trochę zmian, rotacji, będzie. To rzecz absolutnie normalna.

Chcę dopytać. W porównaniu z tymi drużynami, które jechały do Rosji i Francji, średnia wieku jest ciut mniejsza. Czy pana zdaniem mamy silniejszą reprezentację niż podczas Euro i podczas mundialu, czy to jest porównywalna klasa tych zespołów?

Ciekawe pytanie do analizy. Muszę powiedzieć, że w 2018 i 2016 roku drużyna była podobna albo cała taka sama. Tylko kontuzje, np. Mączyńskiego, sprawiły, że byli inni zawodnicy. Natomiast wydaje mi się, że w 2016 roku nasza drużyna była na innym etapie kariery każdego piłkarza niż w 2018. Bo wtedy nasi gracze albo nie grali, albo mieli kontuzje, albo siedzieli na ławce, albo nie byli w najlepszej formie. Natomiast, jeśli chodzi o zawodników, to byli prawie wszyscy ci sami. Dzisiaj wydaje mi się, że potencjał w tej drużynie jest. Jest w niej taka dobra chemiczna mieszanka. Są gwiazdy światowej klasy, piłkarze bardzo mocni, piłkarze europejskiej klasy i piłkarze, którzy pukają do wielkiej piłki, ale stanowią dobrą mieszankę, która może wybuchnąć. Czy tak się stanie? Nie wiem. Ale jak obserwuję, to podoba mi się ta grupa i to, jak ona funkcjonuje. Nie ma tu takich do grania na fortepianie i do jego noszenia. Każdy czuje się w drużynie dobrze i wie, że może odegrać w niej jakąś rolę.

Czy rozmawiał pan z trenerem Sousą o ewentualnym zainteresowaniu Fenerbahce? Bo pojawiały się takie plotki. Drugie pytanie to kwestia logistyczna. Czy im bliżej Euro, tym większe są obawy, że te podróże będą dosyć długie na linii Sewilla-Petersburg?

Zacznę od drugiego pytania. W ogóle na ten temat nie rozmawiamy i nie chcemy go poruszać. Wiemy, co musimy zrobić, gdzie musimy lecieć, kiedy to robić i kiedy wracać. Czy będziemy płakali, czy nie, to nie ma żadnej różnicy. Wręcz przeciwnie, płacz może nas doprowadzić do tego, że pojawi się sztuczne alibi. Wiemy, że musimy do Sewilli musimy lecieć 3,5 czy 4 godziny i to zrobimy. To nie może być alibi dla drużyny ani dla nikogo. Jesteśmy na to przygotowani. Ten aspekt turystyczny nie będzie odgrywał żadnej roli. Jeśli chodzi o trenera Sousę, to muszę powiedzieć, że każdy dobry piłkarz, tak jak każdy dobry trener, ma propozycje. To rzecz absolutnie normalna w piłce nożnej. Przecież dziś widzimy, że Ancelotti miał kontrakt z Evertonem, a dziś jest już trenerem Realu Madryt. Dziś koncentrujemy się tylko na mistrzostwach Europy i nie jest to żaden temat. Natomiast życie już wiele razy pokazało różne scenariusze, ale nie jest to plotka w pewnym sensie, bo ja też słyszałem, że są kluby, które interesują się naszym szkoleniowcem. Ale nasz szkoleniowiec ma kontrakt z PZPN-em, czuje się tu fantastycznie, bardzo dobrze i jedziemy na Euro. Myślimy o tym, by jak najlepiej tam zagrać.

Rzecznik: dodam, że ani razu nie lecimy z Petersburga, tylko z Gdańska.

Boniek: to drobnostki naukowe, nie sprawia to żadnego problemu.

Czy zostały ustalone premie dla piłkarzy za osiągnięcie konkretnego wyniku na Euro?

Czy były negocjacje? Nie ma żadnego problemu, wszystko jest poukładane od dawien dawna. Wszyscy wiedzą, po co grają i dlaczego. Nasi piłkarze grają w reprezentacji tylko dlatego, że się czują Polakami, lubią naszą koszulkę narodową i orzełka na piersi. Chcą grać dla Polski. Są też profesjonalistami i widząc, że my, jako związek, jadąc na wielkie imprezy coś tam zarabiamy, to zawsze jesteśmy w stanie się z nimi podzielić i dać im nagrodę. Wszystko jest ułożone, poukładane i wydaje mi się, że to też jest pokazanie, że za naszych czasów nigdy nie było z tym problemu i nie będzie. Wie pan, jak wygląda szwajcarski zegarek? Tak funkcjonujemy, jeśli chodzi o kadrę.

Komentarze