Sprawa mistrzostwa Polski rozstrzygnięta? Pogoń zdemolowana w stolicy

Legia Warszawa - Pogoń Szczecin
Legia Warszawa - Pogoń Szczecin Pressfocus

Legia po pół godziny gry prowadziła z Pogonią już 4:0. W dalszej części meczu w Warszawie pozwoliła rywalowi na więcej, ale ostatecznie wygrała 4:2. Dzięki temu zespół Czesława Michniewicza ma nad drużyną ze Szczecina już dziesięć punktów przewagi.

Legia kontra Pogoń to zdecydowanie najważniejszy i najciekawszy mecz w 23. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Nie licząc tej serii spotkań, obie drużyny miały do rozegrania jeszcze siedem potyczek, ale ta w Warszawie była kluczowa. Szczecinianie w przypadku sobotniej porażki traciliby do zespołu Czesława Michniewicza aż dziesięć punktów. Żaden piłkarz nie potrzebował zatem specjalnej motywacji.

Legia wahadłami stoi

Pogoń rozpoczęła mecz bardzo nerwowo. Najlepsze przykłady to błędy Konstantinosa Triantafyllopoulosa oraz Dante Stipicy, które dość szczęśliwie nie zakończyły się utratą gola. Z kolei Legia grała w swoim stylu. Płynnie rozgrywała piłkę, a po jej przechwycie momentalnie przechodziła do ataku pozycyjnego. Jeden z nich dał gospodarzom prowadzenie 1:0. Josip Juranovic przerzucił futbolówkę na lewą stronę do ustawionego w szesnastce Filipa Mladenovicia. Serb bez zastanowienia uderzył świetnie w prawy róg bramki.

Szczecinianie przed startem sobotniej potyczki mieli najszczelniejszą defensywę w lidze. W dziesięć minut stracili jednak już dwa gole. Bartosz Kapustka uruchomił Juranovicia, a ten dośrodkował idealnie na głową niepilnowanego Tomasa Pekharta. Czech właśnie tą częścią ciała zdobył bramkę numer 20 na boiskach Ekstraklasy.

Cztery minuty później na tablicy wskazującej wynik widniał rezultat 3:0. Benedikt Zech i Luis Mata nie porozumieli się w polu karnym i w rezultacie Portugalczyk zagrał futbolówkę ręką. Sędzia Szymon Marciniak wskazał na wapno. Odpowiedzialność na siebie wziął Pekhart, który przymierzył w prawy róg bramki. Stipica nie wyczuł jego intencji.

Skuteczni do bólu

Portowcy byli w szoku i mimo upływającego czasu nie potrafili się pozbierać. W 24. minucie Kosta Runjaic postanowił dokonać roszad taktycznych w ustawieniu. Boisko opuścił Mata, a jego miejsce zajął Kacper Kozłowski, który zadebiutował niedawno w reprezentacji Polski przeciwko Andorze.

W 27. minucie goście mogli mieć pierwszego gola. Michał Kucharczyk przymierzył z atomową siłą na bramkę Artura Boruca, a ten sparował piłkę na rzut rożny.

Legioniści byli w bardzo komfortowej sytuacji i nie forsowali tempa. Mimo tego w przed upływem godziny gry wygrywali już różnicą czterech trefień. Tym razem asystę zanotował Andre Martins, a do piłkę w siatce po uderzeniu głową umieścił Mateusz Wieteska. Cztery strzały, cztery celne i cztery gole – tak grała drużyna Czesława Michniewicza.

Wydawało się, że aktualni mistrzowie Polski do szatni zejdą z czystym kontem. Tymczasem w doliczonym czasie gry Boruc efektownie obronił uderzenie Alexandera Gorgona. Przy dobitce głową Adama Frączczaka był jednak bezradny.

Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła

Kosta Runjaic w szatni przekazał swoim zawodnikom odpowiednie wnioski i gra Pogoni była płynniejsza. Portowcy częściej decydowali się na pojedynki jeden na jeden oraz oddawali więcej strzałów. Wynik zmienił się dopiero w 83. minucie. Wówczas Artem Shabanov zatrzymał rywala w nieprzepisowy sposób i Szymon Marciniak podyktował drugi rzut karny, tym razem dla Szczecinian. Odpowiedzialność na siebie wziął Kamil Drygas, który pewnie pokonał bramkarza. Ze zwycięstwa 4:2 cieszyła się jednak Legia Warszawa, która po przerwie zagrała słabiej, ale ma już dziesięć punktów przewagi nad sobotnim oponentem.

W następnej kolejce Ekstraklasy ponownie zobaczymy kapitalnie zapowiadające się spotkanie. Legia zagra bowiem z Poznaniu z Lechem. Natomiast Pogoń podejmie u siebie Wisłę Płock.

Komentarze