Sousa nie rozmawiał z Krychowiakiem o składzie. Jak zagramy ze Szwecją?

Grzegorz Krychowiak (C)
Grzegorz Krychowiak (C) PressFocus

Paulo Sousa przyzwyczaił nas już do tego, że największą niespodzianką w składzie Polaków byłby brak niespodzianek. Dlatego nie powinniśmy się dziwić, gdy wyciągnie z kapelusza kolejnego królika, a pomyśleć, dlaczego. A wcześniej – na bazie dotychczasowych doświadczeń – możemy spróbować wytypować podstawową jedenastkę na mecz ze Szwecją.

  • Paulo Sousa jeszcze ani raz nie zagrał takim samym składem i wiele wskazuje na to, że również na Szwecję będą delikatne zmiany
  • Szkielet drużyny kształtuje się coraz mocniej. Jesteśmy w stanie wskazać coraz więcej pewniaków do wyjściowej jedenastki
  • Możliwe, że w niej zagra ponownie Grzegorz Krychowiak, aczkolwiek bardzo wątpliwe, wręcz niemożliwe, że to było tematem rozmowy między selekcjonerem a piłkarzem

Euro 2020. Rozmowa z Krychowiakiem

W poniedziałek polski Internet obiegło zdjęcie, na którym widzieliśmy Paulo Sousę i Grzegorza Krychowiaka na pustym boisku, gdy po treningu rozmawiali w cztery oczy. Z miejsca pojawiły się domysły, czy czasem Sousa nie tłumaczy swojemu piłkarzowi, dlaczego nie zagra ze Szwecją, ale wyciąganie takich wniosków stoi w całkowitej sprzeczności z rytuałami Portugalczyka. Ten zawsze podstawową jedenastkę podaje na ostatnią chwilę, w autokarze w drodze na stadion. Dba, jak żaden z poprzedników, by jego wybory nie przeciekały do mediów. Krychowiak na pewno nie usłyszał od niego, że ze Szwecją zagra lub nie. Patrząc na styl Sousy, była to bardziej rozmowa motywująca i polski pomocnik mógł usłyszeć, że czerwona kartka nie zmienia patrzenia selekcjonera na niego (Sousa już bezpośrednio po meczu ze Słowacją zaznaczał, że Krychowiak musi otrzymać wsparcie i cała drużyna musi być z nim, zamiast go poświęcać), tylko nie może takich błędów popełniać w przyszłości.

Uwierzyliśmy stereotypom

Pierwszy mecz Paulo Sousy w roli selekcjonera mógł zaszokować. W Budapeszcie trener posadził na ławce nietykalnego dotąd Kamila Glika, a dalej postawił na szereg niecodziennych wyborów – na prawym wahadle zagrał Sebastian Szymański, reprezentacja odzwyczajona od gry dwóch napastników wyszła z Arkadiuszem Milikiem i Robertem Lewandowskim w pierwszej linii, Bartosz Bereszyński zaczął pełnić rolę obrońcy grającego bliżej środka, do jedenastki nagle wskoczył debiutant Michał Helik. Kilka dni później Sousa wyszedł trzema napastnikami na Andorę, stając się pierwszym trenerem, który jednocześnie wystawia Milika, Piątka i Lewandowskiego. Liczba zmian była tak ogromna, że następca Brzęczka wypracował sobie opinię człowieka, który nie przestaje mieszać w składzie. Tymczasem od meczu na Wembley sytuacja jest już bardzo mocno stabilna, choć wiele osób tego nie dostrzega. Gdyby Robert Lewandowski był wtedy zdrowy, od pierwszej minuty zagrałoby aż ośmiu piłkarzy, którzy wybiegli od początku na inaugurację Euro 2020 ze Słowacją. Sousa od tego momentu albo dokonywał jedynie korekt w składzie (poza towarzyskim meczem z Rosją, który w założeniu miał być przeglądem wojsk), albo zmuszały go do tego kontuzje. Mówił o tym ostatnio w wywiadzie dla Goal.pl Marek Koźmiński.

– Wokół tego mieszania urosło wiele mitów. Po pierwsze kadencja Paulo Sousy przewijana problemami kadrowymi. Na Wembley nie mógł grać Robert Lewandowski. na początku obecnego zgrupowania kilku zawodników miało kontuzje, a ja później słyszałem głosy “dlaczego z Islandią nie mogliśmy grać najmocniejszym składem, by go zgrać?”. Bo się nie dało. Wypadło czterech zawodników. Właściwie za każdym razem ktoś wypada i to jest główna odpowiedź na pytanie o “mieszanie”. Nawet bez wracania do wielkich nieobecnych, czyli Arka i Krzyśka. Nawet wczoraj wystawiając skład, Sousa nie mógł skorzystać z Grzegorza Krychowiaka. Ale poza tym skład był przecież optymalny i nie można mówić o jakichś sensacjach w nim. Po drugie to nie jest nic złego, że trener wystawia zespół sprofilowany pod przeciwnika i w każdym meczu jest jakaś zmiana.

Postawienie ze Słowacją na Karola Linettego było absolutnie jedyną niespodzianką, a pozostałych dziesięciu zawodników mógł wskazać każdy – a jednak opinie po publikacji składu znów oparły się na szaleństwie i mieszaniu przez trenera. Z Hiszpanią był plan gry dwójką napastników, więc trudno nazwać sensacją grę Karola Świderskiego, po kontuzjach Milika i Piątka, pierwszego do gry w takim zestawieniu.

Euro 2020. Jaki skład Polski na Szwecję

Przewidywanie składu, jaki wystawia Sousa, wciąż nie jest łatwe i bardzo rzadko się zdarza, że ktoś trafia w punkt. Przede wszystkim najpierw trzeba założyć, jakim ustawieniem wyjdziemy na boisko – z jednym czy dwoma napastnikami. Po drugie zastanowić się, który z piłkarzy swoim profilem bardziej pasuje do danego przeciwnika. Ale bez względu na to, wydaje się, że mamy wielu pewniaków do jedenastki. Bramkarz (Wojciech Szczęsny) i trzyosobowa linia obrony (Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek) są na dziś nie do ruszenia. Podobnie jak Kamil Jóźwiak na prawym wahadle – nawet mimo swoich ograniczeń i faktu, że omal nie spadł z klubem z Championship, generuje doskonałe liczby w kadrze i czysto piłkarsko wygląda lepiej od Przemysława Frankowskiego. Na pewno trzon stanowią również Piotr Zieliński i Robert Lewandowski, a biorąc pod uwagę, że poprzednie mecze wręcz udowodniły, iż powinniśmy grać dwoma napastnikami – również Karol Świderski.

Mamy więc ośmiu zawodników i do obstawienia jedynie trzy pozycje – dwie w środku pola i na lewym wahadle. Tu wydaje się, że bliżej gry ze Szwecją jest Tymoteusz Puchacz – słabszy w obronie od Macieja Rybusa (co dla Sousy jest do przetrawienia, skoro wystawił go nawet na Hiszpanię), ale dający więcej dynamiki z przodu, częściej wchodzący w drybling i pojedynki jeden na jednego, co też jest częścią filozofii portugalskiego szkoleniowca.

W środku do gry dostępnych jest czterech piłkarzy: Karol Linetty, Grzegorz Krychowiak, Jakub Moder i Mateusz Klich. Ten ostatni jest jednym z najlepiej pressujących zawodników całych mistrzostw, pracujący w obronie jak wół, w ataku od czasu do czasu robiący błysk. Wydaje się być piłkarzem niezbędnym w układance Sousy, nawet jeśli przez pierwsze pięć meczów tego trenera ze względu na koronawirusa zagrał tylko 70 minut łącznie i można się było zastanawiać, czy Portugalczyk nie będzie się tego obawiał, iż zbyt krótko go widział w akcji. W ten sposób w podstawowej jedenastce na Szwedów została do obstawienia tylko jedna pozycja, ale biorąc pod uwagę obecną kontuzję Modera i wyższe akcje Krychowiaka od Linettego, wybór wydaje się być skompletowany.

Przypuszczalny skład na Szwecję (zapisany wg ustawienia w fazie obronnej):

Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Tymoteusz Puchacz – Kamil Jóźwiak, Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich, Piotr Zieliński – Robert Lewandowski, Karol Świderski.

Komentarze