REKLAMA
REKLAMA

Kowalczyk: Smuda mówi coś o domu? To raczej szałas

dodał: maaarcin  |  źródło: ASInfo  |  25.06.2012 09:25
- Po Smudzie nic nie zostało, i trzeba to jasno powiedzieć. Słyszymy, że przygotował podkład pod eliminacje do mistrzostw świata, ale ja nie chciałbym oglądać jesienią tej jedenastki, bo wiemy, czym to grozi - mówi Wojciech Kowalczyk, były reprezentant Polski, a obecnie ekspert piłkarski.

Gdy rozmawialiśmy przed rozpoczęciem Euro, powiedział pan, że w przypadku braku awansu do ćwierćfinału selekcjoner Franciszek Smuda powinien wyjechać z kraju.

- Myślę, że pozostanie w Polsce będzie bardziej adekwatną "nagrodą". Znając Smudę, przez kilka następnych miesięcy nie będzie się odzywał, czyli będzie to równoznaczne z wyjechaniem z kraju. Smuda wie, że trudno będzie mu się wytłumaczyć z tego, jak przygotował drużynę i dlaczego osiągnął tak słaby wynik.

Smuda powiedział w jednym z wywiadów, że "niczego nie spieprzył".

- To jest gość, który przy obejmowaniu kadry obiecywał, że nie będzie grał do tyłu, tylko będzie stawiał na ofensywny futbol, bo on inaczej nie potrafi. Tymczasem w meczu z Rosją, a przede wszystkim w spotkaniu o wszystko z Czechami, w którym musieliśmy zaatakować, wystawił siedmiu defensywnych piłkarzy. Kiedyś Janusz Wójcik zrobił podobną rzecz w Londynie (w meczu eliminacji Euro 2000 Polacy przegrali na Wembley 1:3 - przyp. red.) i jest krytykowany za to praktycznie do tej pory. Smuda w dwóch ostatnich meczach pokazał, jaki jest odważny i jak to ofensywnie ustawił drużynę. Może wiedział o tym, że słabo przygotował swoich zawodników i stąd ten pomysł na bronienie z Czechami. To była kompromitacja polskiej piłki. Graliśmy w najsłabszej grupie, co zawsze będę podkreślał. Poza tym mieliśmy za sobą fantastycznych kibiców, fantastyczny doping, i co z tego? Niestety nasz trener zdążył przez miesiąc zepsuć nawet trójkę z Dortmundu, która w końcówce sezonu sięgnęła po mistrzostwo i Puchar Niemiec w fenomenalnym stylu.

Słaby występ na Euro to tylko wina Smudy czy jednak piłkarze też mają dużo na sumieniu?

- Kilku zawodników po prostu nie nadawało się do tej kadry, jeszcze na długo przed turniejem. Obraniak, który miał być naszym reżyserem, a okazał się najsłabszy z Polaków. Boenisch z kolei w ogóle nie powinien być brany pod uwagę, jeżeli chodzi o powołanie nawet do tej szerokiej kadry, a zagrał we wszystkich spotkaniach. Można być też zawiedzionym piłkarzami Borussii, bo tylko urywki dobrej gry Roberta Lewandowskiego czy Jakuba Błaszczykowskiego to zdecydowanie za mało. Łukasz Piszczek nie miał ich w ogóle, w każdym z tych trzech spotkań był niemiłosiernie ogrywany. Zresztą reprezentacja Polski to w ogóle nie była drużyna.

Czyli jednak głównym winowajcą jest Smuda?

- Do piłkarzy też można mieć pretensje, ale największe zastrzeżenia mam do tego, że żaden z nich nie był w stanie powiedzieć, że zawalili Euro, bo zostali źle przygotowani. Jednak największe pretensje trzeba mieć oczywiście do sztabu szkoleniowego. Na tle innych piłkarzy z naszej grupy, Polacy wyglądali bardzo słabo pod względem fizycznym. Gdy patrzyłem na obrazki ze zgrupowania w Austrii, gdzie widziałem te gumy, które piłkarze zakładali na nogi, i żelastwo, które ciągali po murawie, i później widziałem ich w meczach na mistrzostwach Europy, to miałem wrażenie, że oni dalej biegają z tym sprzętem.

Smuda nie ma jednak sobie nic do zarzucenia. Co więcej, stwierdził, że "zbudował dom, w którym można od razu zamieszkać".

- Teraz powstaje pytanie, w jakim stanie jest ten dom i czy przy pierwszym lekkim wstrząsie się nie rozpadnie.

A czy według pana on w ogóle stoi?

- Mnie to przypomina bardziej szałas, który przy większym podmuchu wiatru się zawali. Po Smudzie nic nie zostało, i trzeba to jasno powiedzieć. Słyszymy, że przygotował podkład pod eliminacje do mistrzostw świata, ale ja nie chciałbym oglądać jesienią tej jedenastki, bo wiemy, czym to grozi. W kwalifikacjach do mundialu naszymi rywalami będzie Czarnogóra, Ukraina czy Anglia. A kto widział niedawny mecz tych dwóch ostatnich drużyn, ten doskonale zdaje sobie sprawę, na jaki poziom trzeba się wznieść, żeby z tej grupy awansować. Dlatego w składzie reprezentacji musi nastąpić sporo zmian. Przede wszystkim trzeba poszukać takich zawodników, którzy coś dadzą, a nie tylko będą uczestniczyli w meczach o punkty.

Kogo ma pan na myśli?

- Zawsze mówi się, że brakuje nam rozgrywającego. A tymczasem Radosław Majewski miał bardzo dobrą końcówkę sezonu na zapleczu Premier League. To jest zawodnik, który ma wizję gry, może zagrać prostopadłą piłkę. Tego bardzo nam brakowało na tym turnieju, bo Lewandowski nie dostawał podań od Obraniaka, który się do tej roli po prostu nie nadaje. Nie rozumiem też, dlaczego nie został powtórzony wariant z Legii Warszawa. Zanim Maciek Rybus odszedł do Tereka Grozny, bardzo dobrze rozumiał się z Jakubem Wawrzyniakiem. Oczywiście wszyscy wiemy, że Wawrzyniak popełnia błędy, ale tych błędów nie ustrzegł się też Boenisch, który poza tym praktycznie nie grał do przodu. Mieliśmy dwójkę z Legii, która pokazała się z jak najlepszej strony w europejskich pucharach. Smuda nie wziął jednak tego pod uwagę, a to mogłaby być dobra opcja.

Co jeszcze?

- Para Murawski-Polanski nigdy w życiu nie może już ze sobą grać. Obaj są stworzeni jedynie do tego, żeby grać w poprzek i do tyłu. Brakowało mi Darka Dudki, ale w parze z kimś innym, nie w ustawieniu z trzema defensywnymi pomocnikami.

Co z innym "farbowanym lisem", Damienem Perquisem?

- Wszyscy mówią, że nie popełnił jakichś rażących błędów, ale przecież z drugiej strony nie gwarantował nam jakiegoś bezpieczeństwa z tyłu. A za rywali nie mieliśmy jakichś wybitnych napastników, żeby się ich bać. Zamiast niego brakowało mi doświadczonego Michała Żewłakowa. Smuda cały czas chwalił się, że ma młodą reprezentację, ale przecież w każdej drużynie na Euro - czy to na ławkach rezerwowych, czy w pierwszych składach - znaleźli się piłkarze po trzydziestce. Taki Giorgos Karagounis pokazał, że w wieku 35 lat można poprowadzić drużynę do ćwierćfinału mistrzostw Europy.

Euro pokazało, że pomysł Smudy z powoływaniem piłkarzy wychowanych za granicą był niewypałem.

- Przede wszystkim nie chciałbym, żebyśmy naturalizowali piłkarzy z zagranicy, którzy nie są lepsi od naszych. Tymczasem na Euro mieliśmy czterech takich zawodników, którzy chyba nawet nie wiedzieli, o co walczą. Nie chciałbym, żeby ta sytuacja powtarzała się u kolejnych selekcjonerów. Jeżeli mamy wziąć do kadry kogoś z polskim paszportem, to tylko takiego, kto jest wybitnym zawodnikiem z mocnej ligi, a nie takiego, który gdzieś tam sobie gra, a z Polską łączy go tylko babcia. Ta czwórka nie zrobiła żadnej różnicy. W polskiej Ekstraklasie widziałem lepszych od nich.

Wspomniał pan, że na Euro zabrakło Michała Żewłakowa, ale w kontekście eliminacji do mundialu w Brazylii raczej nie można już go brać pod uwagę z racji wieku.

- Tak, Michał powinien zagrać, a później zostać uroczyście pożegnany podczas tych mistrzostw. Kto oglądał mecze Legii w zeszłym sezonie, to zauważył, że to był zawodnik, który wiele podpowiadał swoim kolegom, ale potrafił też zbesztać. To jest prawdziwy kapitan, którego w polskiej reprezentacji brakowało. Błaszczykowski może się wykłócać o premie i bilety, ale co z tego, skoro nie potrafił zmobilizować swoich kolegów, by walczyli przez 90 minut. Dlatego też później mieliśmy taki, a nie inny efekt. Teraz czytam w wywiadach, że była fajna atmosfera i przeżyli fajną przygodę. No ekstra, ale to nie była dyskoteka czy koncert rockowy, na którym można się pobawić, tylko coś, co było marzeniem większości polskiego społeczeństwa. Chcieliśmy pokazać się z dobrej strony na Euro, a przede wszystkim przy takich przeciwnikach wyjść z tej grupy.

Jak pan właściwie odbiera te narzekania Błaszczykowskiego o bilety?

- To jest kompromitacja kapitana. Wychodzi na to, że wybudowaliśmy za małe stadiony. Polski kibic musiał się tłuc w strefach kibica, bo nie miał szansy, żeby kupić chociażby jedną wejściówkę, a teraz słyszymy, że osiem czy więcej biletów dla każdego zawodnika to było zdecydowanie za mało. W dodatku te premie, które piłkarze dostali za to, że nie wyszli z grupy... Zresztą gdy kapitan reprezentacji mówi dziennikarzom, że zamiast koncentrować się na meczu, musi rozmawiać o premiach i biletach, to ja się pytam, za co pieniądze bierze kierownik drużyny albo dyrektor tej reprezentacji. Co oni urządzili sobie w tym momencie? Do nich zależy załatwianie takich spraw, a nie do zawodników.

Na tapecie jest teraz temat wyboru nowego selekcjonera. Kto jest pańskim faworytem?

- Przede wszystkim musimy pamiętać, że to nie jest trener, tylko selekcjoner, a więc osoba, która wyselekcjonuje tych najlepszych. Najlepszych, a nie najbardziej lubianych. Bez względu na to, kto jaki ma charakter, musi w tej kadrze grać. Weźmy na przykład takiego Mario Balotellego. Przecież on nigdy nie zagrałby w reprezentacji Smudy, bo jest dobrze kopnięty w głowę. We Włoszech nadal przegina, ale dobrze radzi sobie na boisku, więc nikt nie myśli o tym, żeby usunąć go z kadry, bo tacy zawodnicy są po prostu potrzebni. Widzę dwóch ludzi, którzy mogliby sobie z tego typu sytuacjami poradzić, bo są to ludzie z doświadczeniem. Moje dwie kandydatury to Orest Lenczyk i Henryk Kasperczak.

- To nie byłby powrót do "polskiej myśli szkoleniowej"?

- Myślę, że nie. Tutaj nie chodzi o trenowanie, a o to, żeby wszystko dobrze nastroić. Pamiętajmy, że Kasperczak odnosił sukcesy jako trener drużyn z Afryki, więc ma doświadczenie turniejowe i reprezentacyjne. A Lenczyk? Ktoś powie, że jest podstarzały, ale to przecież on osiągnął ostatnio najwięcej w naszej ligowej piłce - wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski z przeciętną drużyną. Ale drużyną. Kasperczak i Lenczyk to są trenerzy, którzy nie boją się posadzić na ławce rezerwowych największej gwiazdy zespołu. A to też o czymś świadczy.


OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 1 komentarz

sortowanie: rosnąco | malejąco

keramb | 04.07.2012 08:47

Po dłuższym zastanowieniu postawiłbym jednak na Henryka Kasperczaka.
To ostatnia szansa dla tego szkoleniowca na poprowadzenie kadry Polski.
Jest on najbardziej doświadczonym i najbardziej utytułowanym ze wszystkich polskich trenerów, pretendujących do objęcia kadry Polski.
Uważam, że wybierając kogoś innego zrobilibyśmy krzywdę nie tylko Panu Henrykowi ale również całemu pokoleniu wychowanków Kazimierza Górskiego, którego Pan Henryk jest przedstawicielem.  
Asystenci Henryka Kasperczaka powinni zostać wybrani  z najzdolniejszych polskich trenerów  ostatnich lat, takich jak: Waldemar Fornalik, Maciej Skorża, Piotr Nowak, Michał Probierz, Adam Nawałka, Czesław Michniewicz.
Będę obstawał jednocześnie za modelem reprezentacji ze stałym sztabem szkoleniowym LITOF, z umową o prace na stałe, odpowiedzialnym za logistykę, informację, taktykę, przygotowanie fizyczne i odnowę.
Stały sztab szkoleniowy z dwoma asystentami trenera i trenerem bramkarzy wskazanymi przez związek to  nienaruszalny model, który powinien zaakceptować każdy trener podejmujący się pracy z polską reprezentacją. Na czas wielkich imprez do składu sztabu powinien również być dołączany trener reprezentacji młodzieżowej.
Taki sztab to złoto a ciągłość pracy i doświadczenie zdobyte przez lata to walory, które na pewno wpływałyby na właściwe przygotowanie do turniejów i lepszą grę w przyszłości. Pierwszy trener miałby ewentualnie możliwość uzupełnienia składu sztabu kadry wskazanymi przez siebie (max. 2) fachowcami z umowami o pracę na czas określony.
Pozdrawiam.



goal.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy