Tymoteusz Puchacz piłkarzem Unionu Berlin

Tymoteusz Puchacz
Tymoteusz Puchacz PressFocus

Tymoteusz Puchacz od nowego sezonu będzie zawodnikiem Unionu Berlin. Niemiecki klub w opublikowanym we wtorek oficjalnym komunikacie potwierdził pozyskanie zawodnika Lecha Poznań i reprezentacji Polski.

Kolejny krok Puchacza

22-letni obrońca związał się z Unionem Berlin czteroletnim kontraktem. Nie może się już także doczekać na występy na boiskach niemieckiej Bundesligi.

– Bundesliga to jedna z najsilniejszych lig na świecie, dlatego gra w niej to przyjemność i zaszczyt. Jestem bardzo szczęśliwy, że w nowym sezonie będę mógł pokazać na co mnie stać. Nie mogę się doczekać spotkania z kolegami z drużyny i możliwości pracy z Ursem Fischerem i jego sztabem. Oczywiście nie mogę się doczekać także doświadczenia wyjątkowej atmosfery na słynnym Alte Foersterei, kiedy kibice będą mogli pojawić się na stadionie – powiedział 22-letni zawodnik, cytowany przez oficjalną stronę klubu.

Zadowolenia z finalizacji transferu nie kryje również dyrektor zarządzający Unionu Oliver Ruhnert. – Tymoteusz przez ostatnie dwa lata regularnie występował w pierwszej drużynie Lecha Poznań i udowodnił już swoje umiejętności na arenie międzynarodowej. Pozyskujemy zawodnika, który dalej będzie się rozwijał i który może sprawić, że nasz zespół będzie jeszcze lepszy w naszym trzecim sezonie w Bundeslidze. Tymoteusz Puchacz był naszym absolutnym faworytem na tej pozycji, dlatego cieszymy się, że go pozyskaliśmy – powiedział Ruhnert.

Intensywny czas w karierze Puchacza

Ostatnie dni są niezwykle intensywne dla Tymoteusza Puchacza. W poniedziałek otrzymał bowiem od Paulo Sousy powołanie do szerokiej reprezentacji Polski na zbliżające się finały Mistrzostw Europy.

Do tej pory 22-latek nie miał okazji do debiutu w seniorskiej reprezentacji. Regularnie występował natomiast w młodzieżowych reprezentacjach Polski.

Na boiskach Ekstraklasy, w której zadebiutował już w sezonie 2016/17, do tej pory rozegrał 65 spotkań, zdobywając cztery gole i dokładając do tego siedem asyst.

Komentarze