Płakała po nich cała Afryka. Zginęło pokolenie najzdolniejszych piłkarzy

Katastrfa zambijskiego samolotu
PressFocus Na zdjęciu: Katastrfa zambijskiego samolotu

27 kwietnia 1993 roku to najczarniejsza data w historii zambijskiego narodu. To właśnie wtedy w katastrofie lotniczej zginęło 18 piłkarzy reprezentacji tego kraju. Na odbudowę kadry Zambijczycy potrzebowali niemal dwóch dekad. Zwieńczeniem drogi był 2012 rok, gdy następcy tych, którzy ponieśli śmierć w samolocie, sięgnęli po Puchar Narodów Afryki.

  • Wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie wojskowego samolotu udającego się w podróż na mecz eliminacji do mistrzostw świata zginęli
  • Wśród ofiar nie było kapitana reprezentacji. Kalusha Bwalya przebywał bowiem w Europie, gdzie rozgrywał mecz swojego klubu – PSV Eindhoven
  • Zambijczycy potrzebowali lat, by odbudować reprezentację. W 2012 roku wygrali Puchar Narodów Afryki

Nikt nie przeżył

Kolejny turniej na Czarnym Lądzie startuje już w najbliższą niedzielę. Przy tej okazji wspominamy o wydarzeniu, które przed laty wstrząsnęło nie tylko Afryką, ale i całym światem. W kwietniu 1993 roku o katastrofie wojskowego Air Force mówiono w każdym zakątku globu. Zwłaszcza, że na pokładzie znajdowali się znani piłkarze reprezentacji Zambii, którzy lecieli do Senegalu na mecz eliminacji do mistrzostw świata. Ostatecznie zginęło 30 osób. Nikt znajdujący się na pokładzie nie przeżył.

Historycy zajmujący się afrykańskim futbolem są przekonani, że Zambia mogła być czarnym koniem mundialu w Stanach Zjednoczonych. Miedziane kule, jak ich nazywali, zachwyciły wcześniej na Igrzyskach Olimpijskich, gdzie pokonały naszpikowaną gwiazdami reprezentację Włoch 4:0. Ponadto na dwóch poprzednich edycjach Pucharu Narodów Afryki Zambia docierała przynajmniej do ćwierćfinału. “Straciliśmy najlepsze pokolenie graczy, jakie kiedykolwiek mieliśmy” – pisano w prasie po koszmarze z kwietnia 1993 roku.

Płakano nie tylko po zawodnikach. Wśród ofiar był też cały sztab szkoleniowy. Z żalem wspominano zwłaszcza trenera Godfreya Chitalu, który wcześniej jako piłkarz rozegrał aż 108 meczów w kadrze. O ogromnym szczęściu mówić może z kolei kapitan ówczesnej kadry, Kalusha Bwalya. Przeżył, bo z powodu obowiązków w holenderskim PSV Eindhoven nie mógł udać się na zgrupowanie do Afryki. Bwalya żyje do dziś, a w latach 2003-2006 był nawet selekcjonerem reprezentacji Zambii.

Nie wszyscy wierzą w wyjaśnienia śledczych

Dlaczego doszło do katastrofy? Śledztwo w tej sprawie trwało niemal dekadę. Co ciekawe część dokumentów do dziś pozostaje utajniona. Oficjalne źródła wskazują wszakże na winę pilota. Niedopatrzeń było jednak zdecydowanie więcej. Podczas jednego z międzylądowań w Kongo obsługa techniczna dostrzegła wyciek paliwa. Pomimo tego maszyna dostała zgodę na kontynuowanie podróży bez naprawienia usterki. Zaraz po starcie z Libreville lewy silnik maszyny stanął w płomieniach. Zmęczony wcześniejszą trasą pilot popełnił koszmarny błąd i zamiast lewego, wyłączył jedyny sprawny prawy silnik. Maszyna runęła w dół i rozbiła się w oceanie.

Część zambijskiego społeczeństwa nigdy nie uwierzyła w to wyjaśnienie tragedii. Jedna z teorii spiskowych mówi o tym, że samolot został zestrzelony przez gabońskie wojsko. Faktem jest, że sytuacja między tymi krajami była napięta, a miejscowi nie chcieli zgodzić się na pochówek ofiar na lokalnym cmentarzu. Nie zmienia to faktu, że wojskowa maszyna, którą podróżowała kadra była w opłakanym stanie. Samolot pochodził z lat 70. i co rusz zgłaszano przy nim awarie bądź usterki. Wspomniany Bwalya, który szczęśliwie uniknął śmierci, opowiadał później, że jego koledzy z kadry nieraz mówili o swoich obawach odnośnie stanu maszyny, którą lecieli na wszystkie mecze eliminacji.

Magiczna liczba 18

Życie musiało toczyć się dalej, dlatego Zambia dokończyła eliminacje do mundialu 1994. Po utracie wszystkich kadrowiczów – z wyjątkiem kapitana – na imprezę tę się nie zakwalifikowała. Zaledwie rok od katastrofy na szybko zbudowanej drużynie z Zambii udało się dojść niespodziewanie do finału Pucharu Narodów Afryki. Dopiero tam musiała uznać wyższość Nigerii (1:2). Nie zmienia to jednak faktu, że po powrocie do kraju wszyscy witali zambijskich piłkarzy jak bohaterów.

Przez całą historię przeplata się liczba 18. Dokładnie tylu graczy zginęło na pokładzie Air Force. To jednak nie wszystko. Dokładnie 18 lat po tej tragedii Zambijczycy sięgnęli po upragnione zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki. By tego dokonać w finale z Wybrzeżem Kości Słoniowej potrzebne były rzuty karne. Wykonano ich aż… 18.

Nikogo nie powinien dziwić fakt, że zwycięstwo sprzed dokładnie dekady zadedykowano tym, którzy zginęli na pokładzie wojskowej maszyny. Zbiegów okoliczności było zresztą więcej. Tamtejszą edycję PNA rozgrywano bowiem w Gabonie, a finał odbył się w Libreville, czyli mieście, z którego startował samolot, nim runął po chwili do oceanu.

Cała historia ma jeden polski wątek. Wśród ofiar z 1993 roku znajdował się Derby Makina. Pomocnik ten występował zaledwie rok przed swoją śmiercią w Polsce w Lechu Poznań. Ostatecznie dla drużyny ze stolicy Wielkopolski rozegrał trzy mecze. Choć był reprezentantem swojego kraju, w Polsce nigdy się nie zaaklimatyzował. Wśród problemów wymieniano pogodę, a także barierę językową (w szatni Lecha nie mówiono po angielsku). Gdy zginął w katastrofie miał zaledwie 28 lat.

Czytaj także: Byliśmy jak szarańcza. A szarańczy się nie lubi

Komentarze